Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bałagany bałagany błogie gdy niczego nie muszę a robię. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bałagany bałagany błogie gdy niczego nie muszę a robię. Pokaż wszystkie posty
Jak urządzić biuro za grosze

piątek, września 18, 2020

Jak urządzić biuro za grosze



Atelier z recyklingu

Część z Was mnie dobrze zna, w związku z tym wie jaki mam stosunek do bezsensownego wyrzucania i kupowania nowych rzeczy. A dla tych co nie wiedzą, bądź też dopiero mnie poznają, wyjaśniam , że nie znoszę tego całym sercem, znaczy się rzeczy nowe to czasami i owszem, lubię kupować, ale naprawdę ze względu na posiadaną ilość i coraz większą świadomość ochrony środowiska, staram się ograniczać do minimum. Natomiast jestem z tych osób , które doszukują się piękna w byle śmieciu i z lubością przygarniam to, czego inni nie chcą. Zdecydowanie wolę naprawiać i przerabiać, niż wyrzucać. Myślę,że któregoś dnia, stanie się w końcu to co nieuniknione i będzie taki post, z zatrważającymi cyferkami odnośnie zanieczyszczenia środowiska i dewastacji świata w którym żyjemy. Tak...z pewnością będzie, bo znam siebie, a jak tylko o tym pomyślę, to aż się we mnie gotuje ze złości. 
Ale wracając do tematu , to chciałam Wam pokazać dzisiaj moje domowe biuro, które z całą pewnością można nazwać "Atelier z recyklingu ". Myślę,że na palcach jednej ręki można tu policzyć rzeczy, które kupiłam. A jeśli już kupiłam, to z całą pewnością zostały wykorzystane w innej formie " enty " raz, jako,że dosyć szybko mi się wszystko nudzi i potrzebuję zmian. Zmian, które nie wymagają ode mnie znacznych inwestycji finansowych.


Atelier czyli jak urządzić biuro


Zmiany za grosze
Pomieszczeń mi nie brakuje, tak więc pomimo sporej ilości stonki, zamieszkującej mój dom, mogę sobie pozwolić, bez żadnych wyrzeczeń, na posiadanie własnego kąta. Chociaż Nurka uważa,że życie jest niesprawiedliwe, a kołyskę to podwiesi sobie kiedyś chyba pod sufitem. Ale póki co Nurka się nie rozmnożyła, więc jakby w zupełności jeden pokój jej wystarczy...oczywiście jest to moje , bardzo subiektywne zdanie, ale jak wiadomo domowym dyktatorem jestem, więc innego nie dopuszczam.
Pokój , w którym znajduje się Atelier, to była sypialnia Madzi, która z racji powiększenia rodziny , przeniosła się do innych, większych pokoi. Pokój z deczka zdewastowany, bo moje dziecko , czarownicą swojego czasu zostać chciało, wobec czego na podłodze wypaliła przez przypadek jakieś tajemne kręgi, a i stan parapetu, na którym oprócz ziółek płonęły kaktusy, również pozostawia wiele do życzenia...
Pokój oczywiście odmalowałam, sufit przemalowałam bardzo mocno rozcieńczoną farbą ( bo na Boga, po co płacić za specjalne farby, skoro oni pewnie do zwykłej dodają tylko wody. Patent na rozcieńczoną farbę "wynalazłam" malując kiedyś pokój Dominiki i wycierając umyty w wodzie pędzel o kawałek deski...tak super wyglądało, jak wyschło, że natychmiast pomalowałam u niej identycznie sufit, używając jedynie wody po czyszczeniu pędzla, tak aby prześwitywała struktura drewna. Boazeria, choć niemodna, pozostała w niezmienionej formie, jako, że  ja bardzo lubię drewno, a modą zupełnie się nie przejmuję. 
Pierwszy mebel, który stanął to regał... dzieci po matce obrotne, regał przytaszczyły z gabarytów. Gabaryty, to dla niewtajemniczonych takie cuś, gdzie ludzie wywalają pod płot , to co im niepotrzebne, a śmieciarka dwa razy do roku odbiera. Otóż ta śmieciarka to za dużo roboty nie ma, bo o ile parę lat temu , można było wybierać i przebierać, o tyle teraz zaczyna się samochodowy wyścig szczurów i naprawdę bardzo ciężko jest już coś upolować.

Komoda na której stoi globus ( Misiek mi przywiózł z rok temu, bo wie, że lubię stare rzeczy) , została w pokoju, moje dziecko nią wzgardziło wyprowadzając się, więc z chęcią przygarnęłam.  

Kanapę udało się uratować w drodze na śmietnik, bo Madzia większego łóżka potrzebuje. I super, bo na tej z powodzeniem mieszczę się ja plus trzy, a czasami i cztery psy, co będziecie mogli zobaczyć na filmiku, który mam nadzieję ,że odpali po opublikowaniu posta. Jeśli nie, to zawsze możecie obejrzeć na Instagramie , a dla tych co nie lubią IG, na Facebooku



Nawet ta cudnej urody lampka gabinetowa na biurku jest z gabarytów... nie rozumiem ludzi :)

I teraz najważniejsza zmiana, dzięki której post ten powstaje. No dobra, może dzięki Waszym pytaniom odnośnie  biurka z którego jestem  niesamowicie dumna.

Biurko

Biurko, to tak naprawdę ogromny stół, kawałek drugiego stołu, drzwi od szafy, 2 nóżki ze starej półki ( z pozostałych dwóch zrobiona jest patera, która stoi na stołku ) i stara, odmalowana szafka z Ikei na której opiera się półka-czyli bok szafy. 



Poniżej zdjęcie obrazujące próbki kolorów farby:

jakie farby wybra©


Z tych samych mebli biurowych , powstała wcześniej garderoba , a filmik możecie obejrzeć tutaj :  Garderoba z biurowych mebli. Mebli było całkiem sporo, jako że swojego czasu miałam dwa biura, które były wyposażone w identyczne meble i tu od razu pragnę zaznaczyć ,że meble biurowe nabyłam już używane, u mnie były co najmniej 15 lat, więc wiekowe też już są. 

Pytaliście jak malowałam, więc już pędzę wyjaśnić. 

Meble zostały delikatnie przeszlifowane, odtłuszczone rozpuszczalnikiem, a później pomalowane najtańszą białą farbą akrylową jaką znalazłam w markecie budowlanym ( miałam wcześniej farbę kredową, która miała być do mebli i totalnie się nie sprawdziła ) przy pomocy wałeczka z gąbki. Następnie drogą kupna zanabyłam szablon za 19 zł i malutką farbę ( 100 ml. ) niby specjalną do szablonów. Farba dobra, ale kolor okazał się nie taki jak chciałam, w związku z tym farbę zabarwiłam już tradycyjnie bardzo mocną kawą rozpuszczalną ( oczywiście rozpuszczoną w minimalnej ilości wody ). Stary, sprawdzony przeze mnie sposób, kiedy to klienci w ramach zemsty, przynosili mi tonami kawę rozpuszczalną, której nigdy w życiu nie piłam. Post o wcześniejszym wykorzystaniu kawy znajdziecie tutaj : POKÓJ KAWĄ MALOWANY 
Troszkę to upierdliwe, bo trzeba czekać aż jeden motyw wyschnie i dopiero malować kolejny , ale efekt jest boooskkki. Osobiście jestem zachwycona i naprawdę bardzo mi się podoba. A Wy ? Co sądzicie ?

Dodatki

W momencie, kiedy już wymyśliłam kolorystykę przyszedł czas na dodatki, tak aby wszystko do siebie pasowało i tworzyło spójną całość . 
I tym sposobem zrobiłam:

Pojemniczki na ołówki i długopisy:

z opakowań po serkach Almette. Wystarczy przykleić sznurek klejem na gorąco i gotowe . Pojemniczki mają ogólnie sporo zastosowań, bo w garażu mam pomalowane na biało i trzymam w nich przeróżne śrubki i gwoździki. 



Kosz na śmieci:

Stary zardzewiały kosz, dostał nowe ubranko, w postaci pogniecionego i zawoskowanego szarego papieru ( choć za Boga nie mogę zrozumieć, dlaczego on jest szary, skoro jest brązowy? To zupełnie tak jak z białym winem, które tak naprawdę jest żółte, a do tego robione z zielonych winogron...wszystko to jest bardzo logiczne...).  Parę okrążeń grubym sznurem i gotowe. Niby w Ikea kosztuje 12 zł tylko, na ale po co przepłacać, za coś co i tak piękne nie jest. No dobrze, może i jest , ale do nowoczesnych pomieszczeń, a nie do mnie.






Tablica / organizer na ścianę

Rzecz dla mnie niezbędna, jako że ja wszystko planuję i rozpisuję. Oczywiście nie zdążyły jeszcze na niej zawisnąć setki moich notatek, więc widać jak wygląda. Płótno malarskie przykryłam cienką gąbką, obiłam resztkami zasłon z pokoju Dominiki  i rozpięłam sznurek. Można zarówno w nią wbijać pinezki, jak i wtykać za sznureczki, tak więc jest bardzo wygodna i prezentuje się całkiem nieźle.

Obraz na ścianę

Obraz to może zbyt dużo powiedziane, bo wyjęłam jedynie plakat, a na tekturze, która została, odbiłam dokładnie ten sam szablon co na biurku, tylko że tym razem w białym kolorze. Wianuszek , który wisi na obrazie, ma już swoje lata, a pierwsze takie zrobiłam iks lat temu i pewnie niektórzy jeszcze pamiętają. Do dnia dzisiejszego, tworzę je sukcesywnie, w momencie kiedy zjemy wystarczającą ilość orzeszków i jest dość łupinek.



Patera

Patera przywędrowała z sypialni i zrobiłam już ją jakiś czas temu , ze starych tac, nóżek od półki ( tych samych co przy biurku ) i kawałka metalowego karnisza. Baaa...nawet nóżki ma z jakiś takich gałek od tej samej półki.

No i jest jeszcze obraz z łosiem, który namalowałam w momencie, kiedy rok temu zapragnęłam zostać przez chwilę artystą :)




Krzesła

Na krzesłach spała wcześniej Sonia ( kot mojej Mamy). Mama nie mogła ich  doprać, a że się przeprowadzała, więc w efekcie trafiły do mnie.  Do prania polecam piankę do prania tapicerki samochodowej. Madzia gdzieś wyczytała w necie i sprawdza się rewelacyjnie.





I to już z grubsza wszystko. Biurko jest naprawdę duże, ma półki pod blatem. Mieści wszystkie moje statywy, pudła , aparaty.. jest miejsce na dwie drukarki i tysiące innych pierdół.  Niestety nie zmieściły się tylko tła fotograficzne i dalej leżą na regale, no ale ostatecznie to jest przecież pokój do pracy :)

Pozdrawiam Was cieplutko i mam nadzieję, że do usłyszenia po krótszej przerwie niż ostatnio. 



Pracowity tydzień

niedziela, października 07, 2012

Pracowity tydzień

Nie da się ukryć,że w tym tygodniu zmobilizowałam resztki sił. Na pierwszy ogień poszły pomidory. Te suszone w oliwie, zostały mi jeszcze z ubiegłego roku, więc tym razem w słoiki , zapakowałam przeciery pomidorowe, na zupki i sosy. Zostałyśmy z Tosią same w domu -  dziecko nie mając wyjścia, brało czynny udział w przygotowaniach do zimy. I dobrze- już ja ją nauczę :)

IMG_2083-001

Wchodzę , któregoś dnia do domu, Magda odwrócona do mnie plecami zmywa i słyszę , jak monologuje do Tosi:..wiesz co dziecko, Ty, to biedne będziesz! Musimy biegiem pozmywać, bo babcia jak wróci, to zawału dostanie i znowu powie ,że w domu syf i śmierdzi:) Ha, ha, ha… już babcia wychowa Cię na swoją modłę…zobaczysz. Drugi raz nie popełni tego błędu co z  nami ( znaczy się z nią i Nurką – brudasy paskudne! ).Tak, tak kochana…zobaczysz…króliczki będą musiały stać, stać zaznaczam- nie leżeć! w koszyczkach, ustawione kolorystycznie..bo wiesz, u babci to tak musi być, nawet w szafach wszystko wisi od najjaśniejszego do najciemniejszego. Tak moja droga, już Cię babcia wytresuje, a spróbuj tylko później nie odłożyć na swoje miejsce zabawek, albo wsadzić lalkę do koszyczków z króliczkami…oj to się nasłuchasz, że nieestetycznie, a fuj! Hmmm…biedne Cię życie czeka w tym domu, no ale babcia nie powtarza dwa razy tych samych błędów, więc Tobie na pewno się już nie upiecze- my miałyśmy jeszcze szczęście, bo babcia dzieciństwo nam chciała przedłużyć, ale jak zobaczyła co z tego wyszło, to więcej już tak nie zrobi, na pewno:) No chyba,że wdasz się w mamusię, nie daj Bóg i wtedy będziesz słyszała, że Twoje dzieci będą latały brudne i zasmarkane ze skórką chleba w dziobie, a że babcia nie będzie się mogła na to patrzeć, to powie, że won…jak nie potrafisz porządku utrzymać, to pod most Grota idź mieszkać!! Bo jak się mieszka w tym domu, to należy dostosować się do panujących tu zasad- a zasady…sorry maleńka- ustala babcia! Musi lśnić- bo inaczej jest ciężko chora. Nic to,że z pracy wraca po nocy, ale po co usiąść i odpocząć,nieee…no przecież nie można siedzieć , jak w domu jest taaaakiii chlew! Wieczorem nie pójdzie spać, jak w zlewie coś zostanie, bo wtedy śnią się jej pewnie horrory przez całą noc…he, he ( małpa jedna, wredne dziecko!), a bladym świtem przecież trzeba wstać, nieważne ,że sobota..godzina szósta babka okna myje…he, he,he …nie można długo spać, bo przecież tyle rzeczy trzeba zrobić! Wiesz Tosiu- jakby komuś przeszkadzało, że buty nie stoją piętami do ściany, ha, ha, ha..! Po co odpoczywać, – nieee, Twoja babcia jest jak robocop! Oj bidulko ty moja, zobaczysz, zobaczysz…Trzeba się bardzo uodpornić,żeby tu mieszkać, bo inaczej czujesz się jak leń i wieczny wyrzut sumienia!  Ha, ha…babcia z napędem atomowym:)

IMG_2095-001IMG_2086-001 IMG_2096-001IMG_2091-001 

No nie wiedziałam , czy śmiać się, czy płakać. Miałam ochotę podejść i sieknąć w blond czerep, ale dotarło do mnie,że choć z deczka cynicznie, to jednak prawdę mówi, to dziecko moje wyrodne :)Tosi oczy robiły się jak pięć złotych, słuchała bardzo uważnie i chyba rozmyślała nad swym zmarnowanym dzieciństwem ze szczotą i ścierą w ręku.

Ale ostatnio przeżyłam szok! Magda błagała, prosiła, jęczała i nalegała, co bym się od szmaty oderwała i na piknik rodzinny z nią poszła. No mowy nie było! W weekend muszę przecież zrobić tyle rzeczy!

- No mamuś proszę…ja rodziny już nie mam , bo Ty tylko pracujesz, albo sprzątasz, albo gotujesz…a my???

– Możecie posprzątać ze mną,. nie widzę problemu! Rodzinnie!

- Oj mamuś, Ty już mnie nawet nie całujesz- tylko Tośkę. Matkę straciłam! Proszę chodź!

-Jakbyście w tygodniu sprzątały, to nie musiałabym tego robić w sobotę i niedzielę, i mogłabym z wami wychodzić.

-Obiecuję..posprzątam wszystko , tylko wyjdźmy teraz.

Popatrzyłam na ten chlew, szybko w myślach przeanalizowałam co należałoby zrobić, a czego na pewno nie zrobię, jak zdezerteruję teraz z domu, popatrzyłam na wlepione we mnie błagalnie oczy i  stwierdziłam, a co tam, raz się żyje, w końcu posprząta Madzia!

W poniedziałek wróciłam po pracy do domu i aż mnie szarpnęło z oburzenia! W domu syf, chlew i śmierdzi !!!!No ja już nawet siły nie mam powtarzać, prosić, mówić, tłumaczyć! No nie jestem kurde robocopem, wbrew opinii większości znajomych. Człowiekiem jestem kurde, starym już – babcią nawet! Stwierdziłam, że trudno, że już nie dam rady i w pierwszej chwili pomyślałam nawet,że się wyprowadzę, w drugiej chwili- przyszło otrzeźwienie, no bo dojazdy do pracy z działki, wyszłyby bardzo kosztowne. Trzecia chwila wywołała na mym pysku wyraz uprzejmej zawziętości i totalnego olewania pospólstwa zamieszkującego mój dom. Syknęłam uprzejmie “dobry wieczór” i poszłam do sypialni myśleć.

IMG_2111-001 IMG_2133-001 IMG_2135-001 IMG_2137-002

Doszłam do wniosku, że ja już faktycznie nie mam siły walczyć z tymi potworami,że skoro zgraja brudasów,zaanektowała mój dom…pozostaje mi tylko sypialnia i biuro! Już w myślach zrobiłam przemeblowanie, doszłam do wniosku,że kupię wycieraczki do swoich pomieszczeń, że będę sprzątać i odkurzać tylko u siebie,wstawię do sypialni stolik i fotele dla gości, zrobię sobie małe , przytulne gniazdko, a cały dom niech zarasta kurzem i brudem! Nowy pomysł zrosiłam rzęsiście płynącymi łzami, zobaczyłam mój dom za dwa tygodnie, za miesiąc… zarastający brudem i pajęczynami, w zlewie zaschnięte naczynia, klamki powyłamywane , podłoga porysowana, dywany tak brudne ,że aż ich nie widać, przez okna przenika zaledwie wąski promyk światła…… łzy lały się wartkim strumieniem…no bo szkoda…tyle serca w to włożyłam! Później zobaczyłam gości, którzy do mnie przychodzą i muszą przegarniać nogami cały ten syf, zalegający na glebie, tylko po to ,żeby się dostać do brudnej łazienki…okay…jeszcze tylko sanitariaty będę myła- pomyślałam…no bo przeca wstyd jak ktoś przyjdzie! Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach…siedzimy tłumnie w sypialni, jest miło, przytulnie..pijemy kawkę i wino, jemy przepyszne babeczki, ale…zaczyna do mnie docierać smród…o mój Boże…szybko uszyłam wałki na podłogę pod drzwi i rozstawiłam zapachowe świece! Nawet nie wiem kiedy zmorzył mnie sen. Rankiem na twarz przywołałam wyraz obrzydzenia , do otaczającego mnie świata , Magda pyta…mamuś, o co ci chodzi…syknęłam jedynie : śmierdzi…i wyszłam do pracy. Jak już nie wyzywam od brudasów, chlewiarzy , jak nie karzę się wyprowadzać pod most..to znaczy ,że miarka się  przebrała i jest faktycznie bardzo źle! Mojego milczenia, boją się najbardziej!

IMG_2170-001W pracy cały czas myślałam o moim nowym mieszkaniu, w moim starym domu. Przenosiłam meble, przestawiałam…niemały problem miałam z pieczeniem ciast…no bo niby jak w takich warunkach! Obiady stwierdziłam,że będę jadać w pracy, a im niech żołądki, przyrastają do krzyża. Jedną szafkę przerobiłam na podręczny kredensik i wstawiłam do niej czyste talerzyki, szklaneczki i sztućce dla gości. Byłam tak pochłonięta swoimi myślami, że nawet jednej pani powiedziałam, że tak absolutnie nie może być! Pani na to grzecznie,” przepraszam, nie udzielacie już kredytów?” Ale kicha!

IMG_2169-001IMG_2173-002 

Wróciłam do domu, lekko podbudowana nowymi perspektywami i nowym ładem świata.W drzwiach wita mnie Magda, pod nosem cały czas czuję nieprzyjemny smrodek dobywający się z części domu, niezamieszkiwanych przeze mnie, Madzia macha rękami nagarniając powietrze w swoją stronę i głęboko je wdycha. Czubek jeden, se myślę – zobaczysz jak tu będzie śmierdzieć za parę dni! Wchodzę do kuchni- a tam lśni…do salonu- tak samo…No lśni - lśni…jak one posprzątają, to tak zawsze po łebkach, a teraz faktycznie jest tak, jakbym to ja sprzątała.Magda się śmieje i mówi..oj mamuś..będziemy już sprzątać, tylko się nie gniewaj. Resztkami sił udaję oburzenie i mówię, że nie wystarczy posprzątać, trzeba się w końcu nauczyć odkładać na miejsce, bo ,jak się nie sprząta na bieżąco, to….i zaczynam wywód, za plecami słyszę…bla, bla, bla, bla…widzisz Tosia- teraz będzie tak bez końca- a nie mówiłam :)

Tak więc moi drodzy, zostałam dalej w swoim domu. Tak jak mnie przechodzi szybko złość, tak samo moim dzieciom chęć do dotrzymywania obietnic. Wieczorem Magda zostawiła na stoliku kubek, pod telewizorem ubranka Antosi, na stole pieluchę ! U Nurki na podłodze leżą “wyrzedzone” włosy- czy ktoś na litość boską słyszał o wyrzedzaniu włosów????Kiedyś się włosy cieniowało! Ale Nurek uparcie twierdzi,że teraz się wyrzedza! A ona wyrzedza i wyrzedza…codziennie- prawie od pół roku! Nie mogę się nadziwić,że jeszcze coś ma na tej głowie, bo ileż można tego wycinać! Ale twierdzi,ze ma za dużo. Świat głupieje- kiedyś było fajnie mieć gęste włosy, teraz najwyraźniej musi,że jest na odwrót!

No więc mówię,że znowu nie odkładają na miejsce..Madzia mówi, oj poprawię się mamuś- obiecuję, Nurka warczy ( wiek dojrzewania ma to do siebie,że dziecko generalnie wydobywa z siebie mało artykułowane i przyjemne dla ucha dźwięki )- komu przeszkadzają wyrzedzone włosy w moim pokoju?!!! Mnie kurde, mnie przeszkadzają, a Twój pokój , to będzie jak sobie mieszkanie kupisz, póki co to jest MóJ DOM, a póki w nim mieszkasz, to masz się przystosować do ogólnie panujących tu zasad! Za plecami słyszę…bla, bla, bla, bla…. wszystko wróciło do normy:)

We wtorek, upiekłam dla Mamy tort, we względnie przyzwoitych warunkach, w środę pojechałyśmy na urodziny, czwartek i piątek …jakoś zleciał, bez większych burz..sobota i niedziela, oczywiście posprzątam :)Zobaczymy jaki będzie przyszły tydzień.

Pozdrawiam Was cieplutko

Coraz bliżej święta

czwartek, grudnia 22, 2011

Coraz bliżej święta

…a ja w lesie :) A tam, żeby chociaż w lesie, to ładnie by było. Dom wygląda jak po przejściu tornada, kartony z ozdobami, mieszają się na przemian z workami buraków, ziemniaków i marchwi..jabłka leżą w ogromnych worach, psy pętają się pod nogami,koty skaczą po blatach w kuchni, usiłując uszczknąć z tych świąt cokolwiek dla siebie. A ja…..

IMG_8817-1

nie mam dosłownie nic…no może perę batoników, które zostały po zrobieniu wczorajszej paczki dla Nurki do szkoły. Kuchnia…o ludziki, ze wstydu bym się chyba spaliła, gdyby ktokolwiek dzisiaj tu wszedł. Ponieważ z kciukiem dalej cienko, więc wczoraj nawet nic nie zmywałam..gary z zaschniętą polewą czekoladową,gary ze skrystalizowanym już karmelem, pędzle zamieniły się w lizaki, a mnie ogarnia rozpacz…no rozpacz, to może przesada, ale nie bardzo wiem od czego zacząć.

IMG_8808-1IMG_8818-1IMG_8821-1IMG_8809-1

Chyba na początek zjem śniadanie i ułożę plan:) Bez tego nie da rady, bo ja w bałaganie natychmiast się gubię i nie wiem od czego zacząć…a sajgon mam jak mało kiedy! Tak więc pora zabrać się do uczciwej roboty, a nie zdjęcia robić :)

Dzisiaj wrzucam turbodoładowanie!

Pozdrawiam Was cieplutko i życzę miłych przygotowań do świąt!

IMG_8823-1IMG_8828-1

W żółtych płomieniach liści

niedziela, października 23, 2011

W żółtych płomieniach liści

Plany,plany , projekty…kładę się spać- myślę, jadę do pracy- myślę, wracam- rysuję, planuję…przyszłość. Moją, Marcina, dzieci. Cokolwiek robię, w głowie kłębią mi się tysiące myśli…znam ,aż za dobrze ten stan, taką gonitwę miałam jeszcze w Warszawie,kiedy zaczęłam planować zakup domu na wsi.Niestety teraz od planu do realizacji długa droga , ale ja jestem cierpliwa, zawzięta i wytrwała. Wszystko co do tej pory zaplanowałam- zrealizowałam.Moje życie to jeden wielki plan. Zastanawiam się tylko czy nie jest już za późno, czy dam radę, czy starczy mi sił…i co będzie , jak mnie nie będzie..oni sami nie dadzą rady. Co będzie jak rozgrzebię to wszystko i zabraknie czasu? Człowiek całe życie zmierza się z tysiącem dylematów, czasami trudno jest podjąć decyzję. Ale wiem,że jak nie spróbuję, to cały czas będę się męczyć. A plan jest wielki i zakrojony na ogromną skalę…znowu ryzykuję naszą przyszłość.

IMG_7332-1IMG_7334-1 IMG_7339-1IMG_7302-1

Aparat ponownie ducha wyzionął…chce mi się wyć ze złości- jest to samo, nie łapie ostrości, nie ma podglądu…:( Biednemu wiatr w oczy..Jutro “idzie” do serwisu, więc znowu pewnie zniknę na jakiś czas..ostatnio trzymali miesiąc.W listopadzie kończy mu się gwarancja, chciałabym wymienić na nowy, ale pewnie nie da rady. To już druga naprawa i jak pozostanę przy tym egzemplarzu, to czuję,że na tym się nie skończy.

IMG_7331-1 Obraz 433-1

Więc żegnam się z Wami , nie wiem nawet na jak długo, w związku z tym buziaki posyłam w wirtualną przestrzeń.

(… ) Ty chcesz jesieni pełnej słońca,

środa, października 05, 2011

(… ) Ty chcesz jesieni pełnej słońca,

Z wiatrem, który liście strąca,
Choć za chwilę Cię przykryje śniegu zimna biel.

IMG_5631-1

I życie ciężko jest odmienić,
Wśród szarych dni i serc kamieni,
Zapytaj się człowieka obok,
Może on coś wie (…)

Krzysztof Daukszewicz

IMG_5629-1IMG_5612-1IMG_5627-1IMG_5618-1

Za oknem piękna jesień, a ja jestem chora. Wczoraj wróciłam od lekarza, przez przypadek trafiłam do innego i okazało się,że mam bakteryjne zapalenie płuc- cokolwiek to znaczy. Oczywiście nowe antybiotyki i znowu ta sama apteka. Stałam prawie godzinę, a po dojściu do okienka, okazało się,że zapomnieli przystawić pieczątki. Tym razem nawet nie padłam z wrażenia. Następnego dnia, pojechałam do przychodni i wracając, odstałam znowu co swoje w aptece, usłyszałam “150 zł, proszę “ i znowu nie padłam! Do wprawy dochodzę, jak nic. Ale moja cierpliwość ma granice- 5 tygodni chyba starczy! Jak teraz mi nie przejdzie i będę dalej się dusić po nocach, to chyba kogoś nastukam normalnie!

Dom jak widać na powyższych zdjęciach- zarasta- żeby wejść do środka, trzeba rozgarniać dzikie wino:) Już nie pomoże miecz księciunia z bajki, teraz trzeba będzie chyba, tylko z maczetą. Ostatnio w “dzikie plącza” zaplątał się, Pan z elektrowni i szpetnie bluzgał pod nosem. Przy furtce, dzikie wino owinęło mu nogi –i znowu bluzgał, już nie tylko pod nosem, a ponieważ również, bluzgał szpetnie, całą drogę do wyjścia, więc mogę się jedynie domyślać, że zaatakowały go “dzikie plącza” ze ściany domu. Opatrzności dziękuję,że mnie akurat nie było, bo moje dzieci , jakoś zdecydowanie mniej wstydliwe , a Magda , miała ubaw po pachy, jak mi opowiadała, jak chłopina rzucał się i machał rękami:).

IMG_5593-1IMG_5595-1

Wracając od lekarza, w samym centrum Warszawy, odkryłam cudowne jabłonki,całe obsypane rajskimi jabłuszkami. Co prawda,jeszcze trochę niedojrzałe, ale ponieważ do lekarza,żeby nie wiem co, nie zamierzam się znowu udać, w związku z tym, nie będzie mnie tam, jak dojrzeją, więc korzystając z niepowtarzalnej okazji,napchałyśmy z Madzią pełne torebki. I teraz siedzę sobie w ogrodzie, jest tak fajnie, mgliście i listopadowo, ale bardzo cieplutko i bawię się jabłuszkami i mogłabym tak siedzieć i siedzieć i chorować w nieskończoność, byleby tylko nie kasłać :)

IMG_5656-1

IMG_5650-1IMG_5654-1IMG_5655-1 IMG_5651-1

Pozdrawiam Was cieplutko

… w jesienną głogów czerwień, w złotawą młodość brzozy…

niedziela, września 25, 2011

… w jesienną głogów czerwień, w złotawą młodość brzozy…

Kiedy wieczory stają się chłodniejsze, kiedy za oknami unosi się jesienna mgła, a zmrok zaczyna zapadać wcześniej, wtedy, żeby nie poddać się jesiennej nostalgii, potrzebuję otoczyć się ciepłymi, jesiennymi barwami i blaskiem świec,

IMG_5507-1 Z lampioników miechunki, owoców jabłonki i dzikiego wina, powstało jesienne drzewko, które rozjaśnia panujący za oknami mrok i od razu przepędza wszystkie smutki.

IMG_5485-1 IMG_5483-1IMG_5478-2IMG_5503-1

W kominku, po raz pierwszy w tym roku zapłonął wesoło ogień, bo choć dni są piękne , to jednak nocami temperatura drastycznie spada i w domku , miałam wczoraj 18,5 stopnia, a my opatulone pledami, oglądałyśmy po raz setny “Pamiętniki Bridget Jones”

IMG_5465-1

Po kątach powoli rozsiadają się, wściekle pomarańczowe nasturcje, psianki i kosze rudo- złotych , suszonych kwiatów.

IMG_5452-1 IMG_5498-1IMG_5509-1IMG_5505-1

a to znak ,że już jesień w pełnej krasie .Pozdrawiam Was , więc jesiennie i do zobaczenia wkrótce .

Copyright © Utkane z marzeń , Blogger