Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ja szyję. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ja szyję. Pokaż wszystkie posty
W kolorze blue

wtorek, marca 15, 2011

W kolorze blue

Ogólnie, chodzi o to, że znowu szyję, a wiadomo jak to z tym moim szyciem bywa. Ale nie mogłam się powstrzymać, zobaczyłam narzutę i wpadłam po uszy, już wiedziałam, że muszę mieć podobną, tak urzekła mnie kolorystyka. Więc staram się z całych sił to szycie pokochać, niestety skutki są mizerne..siedzę więc, tępo gapiąc się w okno i zastanawiając się jakim cudem szyjąc po prostej kresce, wychodzi mi krzywo i że to przeczy wszelkiej logice ! Zniechęcona, kręcąc w ręku skrawek materiału, popijam piwo, w ilościach, nie mających absolutnie wpływu na krzywiznę kreski i jestem coraz bardziej załamana ! I już miałam zamiar zacząć ponownie maszynowy koszmar, kiedy spojrzałam na to co ukręciłam ze ścinka materiału i powstał kolejny wianuszek\, tym razem do kompletu z narzutą, która “sie” kiedyś uszyje, bo zawzięta jestem. A wianuszek…łatwo, szybko, przyjemnie, bez rzucania schabem i bez łez wściekłości w oczach, humor poprawił mi od razu.

IMG_0619-1 IMG_0645-2
IMG_0640-1 IMG_0624-1 IMG_0627-1 IMG_0642-1
Pozdrawiam Was serdecznie, a ja idę dalej szyć..narzuta musi być, choćby i krzywa :)
W dużym skrócie

czwartek, stycznia 27, 2011

W dużym skrócie


Bzyczało, syczało i brzęczało już od dłuższego czasu…że mój komputer wyzionie ducha…wiedziałam, he, he…pewnie wszyscy wiedzieli..aż któregoś dnia stało się to co było nieuniknione. Już od miesiąca wyłączał się parokrotnie w ciągu dnia, przywracał jakąś pamięć fizyczną, reperował partycje, sprawdzał dyski, jakieś klastry chyba..choć może się mylę, bo już nie pamiętam i nie wiem czy to, aby na pewno klastry były..w każdym razie nie dawaliśmy się, ani on, komputer znaczy, choć reperacja tyle razy w ciągu dnia zajmowała mnóstwo czasu, ani ja, choć musiałam czekać i czekać , a napis na monitorze obwieszczał: do końca zostało 89% i jakoś te 89 wcale nie malało , było i było…wiecznie 89 ..czekałam kolejną godzinkę i coś tam udawało się czasami zrobić. Byliśmy twardzi! Niestety..do czasu..Aż 16 stycznia, napis radośnie obwieścił:

Wszystko to pryszcz, niby działał, tylko nie miałam już nic..zupełnie czyściutki komputer..ponoć w ten sposób broni się przed utratą danych, niby fajnie,że się broni, tylko co z tego jak dla mnie i tak wszystko było utracone..gdzie nie weszłam…pusto, ani poczty, ani zdjęć, ani dokumentów. Nie wiem co ze mną jest nie tak, ale przy mnie siada cała elektronika..jakaś pechowa jestem. Pomiędzy świętami a nowym rokiem zostałam pozbawiona telefonu komórkowego…padł. Pojechałam do serwisu, niby wystarczyło kartę wyczyścić…nie zdążyli- karta też padła, trzeba było nową dać, chcieli nawet to zrobić, dobre chęci mieli, ale…system padł. Zostałam bez telefonu. Wzięłam z domu drugi, z kartą na doładowania..karta działała, ale telefon następnego dnia się popsuł..W szpitalach jak wchodzę do gabinetu padają scyntygrafy, na lotnisku piszczy, w sklepach bramki..piszczą…,nic nie wnoszę..ani nie wynoszę…no dosyć mam..naprawdę. Chyba kurcze zacznę pisać pamiętnik, tak jak kiedyś..zdjęcia wklejać będę i obrazki i pisać długopisem..działało kiedyś, działa i teraz - jest niezawodne!
No to by było tyle tytułem wyjaśnienia, chociaż pewnie już nawet pisać nie muszę, bo wiadomo,że jak mnie dłużej nie ma to pewnie komputer padł:) Jest jeszcze na szczęście Misiek..zrobił..odzyskał te moje dane..na jak długo..nie wiem, więc nie obiecuję ,że będę, ale póki co- jestem :).Mało tego..czuję się nawet bezpieczniej pisząc post, bo jakoś nie mam wrażenia,że komputer zaraz zapłonie żywym ogniem! Nie syczy, nie bzyczy, nie brzęczy…chyba mu się trochę poprawiło nawet:).
No, a wiadomo, jak nie miałam komputera, to musiałam się wyżywać gdzie indziej. Piekłam , gotowałam , smażyłam, sprzątałam, dusiłam ( na szczęście jeszcze nie dzieci ),dziergałam na drutach,na szydełku, zaczęłam kolejny pled, choć poprzednie dwa są nie skończone, uszyłam obrus- choć wiosna idzie, a firanka, zamiast radośnie wisieć w oknie i czekać na dendrologów, leży zwinięta w kłębek w koszu..ale skończę..wszystko! Postanowiłam sobie,że będę robić jedną rzecz nową i jedną starą  w między czasie wykańczać :) No nie umiem robić tylko jednej rzeczy,już kiedyś o tym pisałam - za szybko mi się wszystko nudzi..męczy mnie monotonia i wykonywanie cały czas tych samych czynności, potrzebuję zmian. 

IMG_9032-1IMG_9036-3
Jak juz pisałam dużą część czasu przebywałam w kuchni, poniżej na zdjęciach migawki z kolacji, nadmiar energii wykorzystałam z pewnością na robienie ślimaków z parówek- czasami myślę,że faktycznie mam za dużo czasu, no ale nic nie poradzę,że lubię takie “śmieszne” jedzenie :) Ślimaczki znalazłam za pośrednictwem Llooki, która  z tej samej strony wykorzystała przepis na jabłuszka…też chciałam jabłuszka, ale wiecznie zapominałam o pestkach dyni, więc znalazłam ślimaczki..o parówkach nie zapomniałam. I tutaj serdeczna prośba do Was..jeśli macie jakieś fajne przepisy, na jedzenie , które wygląda “ inaczej “niż to tradycyjnie podane, bardzo proszę o podanie namiarów na strony ewentualnie przesłanie mi przepisów ze zdjęciami- będę zobowiązana :) 

IMG_9018-1 IMG_9010-1
Na fotkach poniżej: grahamki..tutaj przepisów mnóstwo znajdziecie w necie , a dla miłośników czosnku, przepis na wspaniałe bułeczki drożdżowe, z chrupiącą ,czosnkową skórką:)
BUŁECZKI CZOSNKOWE  Z BAZYLIĄ I OREGANO
ok.400g  mąki
8g drożdży
30g roztopionego masła
260ml mleka
20 g drobnego cukru
pół łyżeczki soli
Z drożdży, łyżeczki cukru, łyżki mąki i niewielkiej ilości ciepłego mleka przygotować zaczyn, pozostawić, do wyrośnięcia
i dodać do pozostałych składników- wyrobić ciasto, przykryć ściereczką, postawić w ciepłym miejscu i poczekać, aż dobrze wyrośnie.
Później zrobić z ciasta wałeczek, podzielić na równe części- z każdej uformować kulkę, spłaszczyć i ulepić podłużną bułeczkę
układając złączeniem do blachy. Przykryć, i zostawić do wyrośnięcia na kolejne 30 minut.
NADZIENIE:
ok 50-60 g miękkiego masła
8-10 ( w zależności od wielkości ) ząbków czosnku
bazylia i oregano według  uznania
Wszystkie składniki ucieramy na puszystą masę, bułeczki nacinamy ostrym nożem i w to miejsce wkładamy nadzienie. Całość smarujemy roztrzepanym jajkiem z wymieszanym z jedną łyżką mleka. Wsadzamy do nagrzanego do ok .180 stopni piekarnika i pieczemy do momentu zarumienienia ok 15-20 minut.
BUŁECZKI SĄ PRZEPYSZNE PODAWANE NA CIEPŁO.. SMACZNEGO :)

IMG_8996-1 IMG_9005-1
Duuuużo jedliśmy przez te dni bez komputera, zdecydowanie więcej niż zwykle, ale ponieważ nie prowadzę bloga o tematyce kulinarnej, więc żeby nie było,że tylko się opycham..mitenki kolejne wytrzaskałam..nie dla siebie co prawda, ale sobie chyba też zrobię, bo jakoś kolorystycznie do mojej chusty pasują. W naturze zdecydowanie bardziej pasują niż na zdjęciach :)

 IMG_9068-1 IMG_9062-1 IMG_9066-1 IMG_9088-1
Ale co tam bułeczki, co tam mitenki..takie rzeczy to ja potrafię, ale nie potrafię… szyć:))) A że zawzięta jestem okrutnie, więc szyję. Zasłonki od Markosi, pomimo tylu przeróbek i uszytych rzeczy..no nie kończą się :) Z dwóch zasłonek, powstały już 4, do tego do, he, he, kompletu z zasłonami -fartuszek :) Materiału sporo jeszcze zostało, więc po nieudanych próbach i poszarpaniu poprzedniego obrusu z haftem z zazdrostki, ponownie sięgnęłam po maszynę i komplet się powiększyło o : obrus :))) . “Sie tam prosze” za dokładnie nie przyglądać i wyrozumiałym być:) Oczy mam i widzę,że krzywo z deka..nie wiem jak to jest,że ja przykładam , szpilkami spinam i jest prosto, a jak szyję..to wychodzi krzywo! W każdym razie nikt z tego strzelać nie będzie, więc ujdzie ..mi się podoba, choć nie ukrywam,że najlepiej prezentuje się bez dokładnego przypatrywania

IMG_9183-2 IMG_9150-1 IMG_9143-1 IMG_9168-1IMG_9155-1IMG_9224-1
IMG_9165-1 IMG_9159-1 IMG_9146-2IMG_9160-1  
A myślicie,że to już może koniec zasłonek? Nic z tego…jeszcze odrobinę materiału zostało, więc myślę co dalej:)
A na zakończenie, chciałam jeszcze wyjaśnić, bo podejrzewam,że doszło sporo komentarzy pod poprzednim postem.. komputer działa, nowe maile wchodzą, ale na odzyskanie tego co było w trakcie naprawy muszę poczekać jeszcze parę dni..tak więc, bardzo przepraszam, Wszystkie sympatyczne osóbki, które napisały komentarze bądź maile i nie doczekały się “ publikacji”, myślę..nie wolę nie myśleć, mam nadzieję, że niedługo wszystko odzyskam :)
Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia :)))
Pochmurny , zimowy dzień

czwartek, grudnia 30, 2010

Pochmurny , zimowy dzień


Za oknami cały czas pochmurno.. Pomimo ewidentnych braków w postaci, słoneczka na niebie, z braku innych pomysłów, zrobiłyśmy sobie z Nurką piknik:) W zimę –bo czemu by nie. Pamiętam jeszcze ogromne ognicha jakie paliliśmy w zimę stulecia, pomiędzy zaspami śniegu…marzy mi się takie od pewnego czasu, więc pewnie wkrótce przejdę od marzeń do realizacji. Póki co piknik musiał wystarczyć, zaopatrzone w odpowiednią odzież, kawę zbożową w termosie i drożdżówki, wyruszyłyśmy z sankami do lasu na podbój zimy. Że bosko było, to pewnie nie muszę nawet pisać :)

IMG_8468-1 IMG_8564-1  IMG_8491-1 IMG_8359-1IMG_8389-1IMG_8382-1 IMG_8346-1IMG_8513-1
IMG_8397-1IMG_8488-1 IMG_8263-1 IMG_8609-1 IMG_8581-1 IMG_8343-1

Przyszła zima, a wraz z nią wiadomo…ciasta, ciasteczka i przede wszystkim moje ulubione drożdżówki..no żeby tylko moje , to byłoby pół biedy, niestety drożdżówki są przysmakiem wszystkich. Często je piekę, robi się szybciutko, a są wspaniałym wypełniaczem pomiędzy posiłkami, zresztą jak się je tak wsuwa pół dnia, to później juz nikt nawet nie ma ochoty na kolację:)


IMG_8308-1IMG_8319-1
Dla zainteresowanych, podaję od razu przepis:)
Ślimaczki
550 gram mąki
200 ml mleka o temperaturze pokojowej
2 jajka (
+ dodatkowo 1 do smarowania)
70- 75 g cukru
75 g masła- może być roślinne- z margaryną nie próbowałam
25 g drożdży
Nadzienie:
i tu następuje całkowita dowolność, te wczorajsze były z dżemem wiśniowym i cynamonem -ale uwaga, kiedyś podałam przepis koleżance, zrobiła z kupnego dżemu i całe nadzienie jej wypłynęło. Ja robię z własnych przetworów, więc z góry uprzedzam,że za te kupne nie ręczę.
Często też zamiast dżemu dodaję pokrojone w drobną kosteczkę jabłka z cynamonem i cukrem, albo np.. z 200g cukru,80 g masła i łyżki cynamonu, no ogólnie wszystko tam można wtrynić.
Masło należy stopić, poczekać, aż trochę przestygnie, mąkę przesiać do dużej miski i kolejno dodawać wszystkie składniki ciasta, wyrobić i odstawić na godzinę przykryte ściereczką, w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Po tym czasie jeszcze raz wyrabiamy ciasto. Włączamy piekarnik i nastawiamy na 185 stopni- przy użyciu termo obiegu. Na posypanej delikatnie mąką stolnicy, rozwałkowujemy placek o grubości ok 1 cm, najlepiej żeby kształtem zbliżony był do prostokąta.Smarujemy nadzieniem dokładnie, aż do samych brzegów i zwijamy w rulon. Zwiniętą roladę kroimy na kawałki o grubości ok 3 cm i układamy dosyć luźno, na wyłożonej pergaminem blaszce. Przykrywamy ściereczką i czekamy kolejne 15 minut.
Jajko i 2 łyżki mleka, dokładnie roztrzepujemy i tym czymś smarujemy drożdżówki. Wsadzamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok 15 minut, do momentu zarumienienia. Bez termo obiegu, trzeba pewnie troszeczkę dłużej piec.
Smacznego :)
***
No i żeby nie było,że ja tylko chodzę na spacery, zdjęcia robię i się obżeram, to usiłowałam przeprosić się z maszyną i uszyć zasłonki do kuchni. Pomysł w mej głowie się zrodził, a jak się zrodzi to natychmiast przystępuję do dzieła. Swojego czasu wyhaftowałam zazdrostkę, w róże a jakże,  nawet dosyć cieniutkim kordonkiem , do tego długości bodajże 2,50 metra- więc się naszarpałam…w momencie kiedy była juz prawie ukończona , wstałam nie zauważając ,że na kawałku siedzę…drugi kawałek trzymałam w ręku, poderwałam się i…rozerwałam ją na pół. Wywalić było szkoda…nic się z tego już zrobić nie dało, więc przeleżała ładnych parę lat..aż do wczoraj:) Wena spłynęła i stwierdziłam,że potnę ją na mniejsze motywy i te kawałki wszyję w płótno..no pocięłam, zasłonki uszyłam i zabrałam się za wszywanie..poprzypinałam toto szpilkami i zaczęłam szyć…dobrze było, dokąd nie doszłam do ostatniego boku…wtedy zrobiło się tego zdecydowanie za dużo…wypruć chciałam – ktoś mi bachnął ostatnia żyletkę, poleciałam do maszynki Miśka…nic z tego. Kiedyś facet to miał porządną maszynkę, i nóżki świńskie można było ogolić i wypruć coś i pożyczać sobie do innych celów, a teraz …jakieś wibrujące ostrza…niestety nierozbieralne…próbowałam to nawet rozbroić,żeby choć to jedno wibrujące wyciągnąć, nic z tego – nie da się! W akcie desperacji postanowiłam jednak nożyczkami jakoś to wypruć i spróbować od nowa, przecięłam dwie nitki, zamiast trzeciej niestety poszedł mój piękny hafcik…znowu zaczęłam mięsem przy szyciu rzucać, a już tak dobrze mi wcześniej szło :( No najwyraźniej to jednak nie moja dziedzina…nie będzie zasłonek, znaczy będą…pewnie za parę lat…jak znowu się przeproszę z maszyną. 

IMG_8323-1 IMG_8322-1

Pozdrawiam cieplutko i życzę Wszystkim, wspaniałej zabawy sylwestrowej i Szczęśliwego Nowego Roku :)
To po prostu nie może być krótki post

środa, grudnia 22, 2010

To po prostu nie może być krótki post


Witam wszystkich po dłuuuugiej przerwie. Powiem Wam,że tyle sie wydarzyło przez ten czas, że nawet nie bardzo wiem, od czego zacząć. Może więc na początku parę słów wyjaśnienia,- napisałam post…długi, co z braku robótek ręcznych tudzież weny twórczej, ostatnio rzadko mi się zdarzało. Ale zebrałam się w sobie, napisałam. Odpowiedziałam, na wszystkie komentarze pod poprzednim postem i elegancko umieściłam na blogu. Ponieważ planowałam wyjazd, w związku z tym, jak zwykle chciałam uruchomić moderowanie komentarzy, no nie będę się nad tym rozwodzić, bo długo by tłumaczyć, w każdym bądź razie przy włączaniu moderowania zaczęłam usuwać spam- strasznie dużo go ostatnimi czasy wchodzi- chyba najwięcej pod post “ w brązach i fioletach, “ czy jakoś tak, no i usuwałam, w pewnym momencie zaczęło się usuwać wszystko: komentarze, posty…przestraszyłam się,że blog zniknie całkowicie i wyłączyłam komputer ręcznie.Po ponownym,uruchomieniu- napis radośnie głosił- brak dostępu do bloga- nie mogłam się już zalogować, nie było ostatniego posta ani komentarzy..parę niestety usunęło pod poprzednim, za co bardzo przepraszam i wyjaśniam,że nie było to celowe działanie. No ale niespodzianka też była, parę osób zdążyło przeczytać i napisało komentarze, które pokazały mi się w poczcie..i…no właśnie, do tego wrócę może później. Nie miałam już czasu na zajęcie się sprawą, autokar czekał …i wyjazd, jak pewnie już większość z Was wie, do Jagody i Maćka w Bieszczady:) No cudnie było, ale o tym chyba nikomu, kto zna blog Jagódki i jego właścicielkę, pisać nie muszę:) Miłością do właścicieli tych dwu i czworonożnych zapałałam natychmiast, no ,że nagadać się nie mogłyśmy to każdy wie,bo obie należymy do osób , które mało nie potrafią mówić:) Co by biednych gospodarzy nie zamęczyć swoim gadaniem przez 24h, chodziłam w góry… a pogoda była…hmmm…sami zobaczcie:)
Obraz 317-1 Obraz 291-1  Obraz 298-2 Obraz 273-1
Zdarzało się ,że powieki mi zamarzały, ale dzielnie brnęłam przez zaspy,żeby dotrzeć do…tadammmm..punktu widokowego:) I tu uważny i wnikliwy obserwator, może dostrzec na horyzoncie, zetknięcie nieba z ziemią:)
Obraz 245-1
Obraz 247-1 Obraz 248-1 Obraz 244-1 Obraz 240-1
Aż któregoś dnia zaświeciło słońce i zobaczyłam góry:)
Obraz 284-1 Obraz 423-1
Zaraz będą zdjęcia chaty, ale jeszcze tylko krówki..bo, pięknie pozowały do zdjęć, no i koniki, też piękne były:)
Obraz 468-1
  Obraz 433-1 Obraz 442-1
A na zakończenie przydrożnego zwierzyńca…:) jelonek:)
Obraz 458-1 Obraz 461-1
Wieczorami i nocami w saloniku, przed kominkiem prowadziłyśmy długie, typowo babskie pogaduchy:)
Obraz 506-1
Obraz 514-1  Obraz 374-1
A na zdjęciach poniżej “mój” apartament ptasi, który zajęłam na czas pobytu:)
Obraz 132-1 Obraz 195-1 Obraz 146-1 Obraz 164-1
Wszyscy gospodarze dbali, abym nie czuła się nawet przez chwilę samotna, w związku z tym przed snem czekały już na mnie dziewczynki…poprzytulały mnie trochę na dobranoc, wycałowały…
Obraz 143-1  Obraz 173-1 Obraz 200-1  Obraz 151-1
A rano zaczynał się kolejny, piękny dzień:)
Obraz 043-2 Obraz 019-1
Obraz 086-1 Obraz 014-1
Po połknięciu dawki pozytywnej energii, przyszedł niestety czas powrotu, obładowana tonami prezentów, wycałowana na pożegnanie, za łzami w oczach…wróciłam do domu. Jagódko , Maćku – jeszcze raz bardzo, bardzo Wam dziękuję :)
***
Po powrocie, pełna energii , już miałam się zająć swoim blogiem i pisaniem, ale wcześniej postanowiłam poodwiedzać jeszcze inne blogi i nadrobić zaległości..i tu natknęłam się na “ wojnę blogową “, kipiącą jadem, zazdrością, zawiścią, obelgami i wzajemnym oskarżaniem się… i powiem uczciwie,że odechciało mi się wszelkich powrotów. Przed moim wyjazdem , jak pisałam na początku, opublikowałam post, do dzisiaj nie mogę sobie darować, że zniknął, bo i tekst był długi i zdjęcia godne zapamiętania :) Ogólnie mam to szczęście, że pod moimi postami pokazuje się mało złośliwych komentarzy mało krytyki..od początku pisania bloga, miałam chyba 3 takie, więc w sumie powinnam uważać się chyba za szczęściarę. Pani, która napisała ostatni komentarz, twierdziła , iż z takimi paznokciami nie wyszłaby nawet do sklepu po chleb…już miałam odpisać, gdy post się skasował i nie byłam już w stanie nic napisać, dzisiaj wiem,że to dobrze, przed wyjazdem humor miałam jakby z deka zważony i mogłabym zareagować dosyć nieprzyjemnie, zresztą takowy zamiar nawet posiadałam:), później bym żałowała, bo najlepszą metodą na sfrustrowanych anonimów jest całkowita ignorancja. Natychmiast od miłej Pani pojawił się kolejny komentarz…widzę, że ktoś tu nie lubi krytyki …otóż droga Pani, chciałam dzisiaj wyjaśnić i powiedzieć co o tym sądzę..myślę,że krytyki nie lubi nikt. Po to, coś robimy , pokazujemy, staramy się, aby nie usłyszeć po paru minutach…ojej…jakie to jest szpetne. Jestem w stanie znieść krytykę, pod warunkiem, że jest ona konstruktywna i coś wnosi, że mogę się czegoś z tego nauczyć lub wyciągnąć sensowne wnioski, ale czy naprawdę wyglądam na tak słabą osóbkę, która  po usłyszeniu, iż komuś nie podobają się moje paznokcie pobiegnę po zmywacz i je przemaluję…? Ponad to nadmieniam, iż ja do sklepu nie wstydzę się chodzić… zimę mamy, śnieg…buty posiadam, kryte nawet i całkiem porządne :)Współczuję szczerze, w sandałach, z odkrytymi palcami, też bym się pewnie wstydziła…Na pocieszenie owa Pani dodała, że i tak lubi czytać to co piszę, i,że  ja przynajmniej niczym nie handluję ,tak jak moje koleżanki. Znaczy,cieszyć się powinnam, pomimo szpetnie wykonanego pedikiuru:). Jakoś tak  w zeszłym roku, inna Pani napisała ,że  robię fajne rzeczy, ale nie może zrozumieć, dlaczego inni się tak rozpływają nad moim stylem pisania i że powinnam się zapisać na jakieś kursy- więc od dwóch różnych osób, mamy dwie zupełnie inne opinie na ten sam temat…komentarz jest do dzisiaj, nie usunęłam i takowego zamiaru nie mam, po prostu nie mam takiego zwyczaju.. Dlaczego więc jednak o tym piszę? Ano dlatego,że krew mnie zalewa momentami,nie przemalowałam paznokci, ani nie zamierzam zapisywać się na  kursy pisania, nie mogę zrozumieć ludzi , którzy krytykują dla samej chęci dokopania komuś…przecież to i tak nic nie zmieni, a wiadomo,że wszystkich się nie zadowoli. Tyle ile nas tu jest, tyle jest różnych opinii,każdy ma prawo do własnego zdania, ale czy naprawdę to oznacza,że trzeba komuś zrobić po prostu przykrość, po co ? dlaczego?…Nie rozumiem świata, a świat nie rozumie mnie…Nie jestem w stanie zrozumieć, czemu , jeśli , ktoś robi fajne rzeczy, a inni je z chęcią kupują, dlaczego nie powinien tego robić? Dlaczego to tak bardzo przeszkadza innym ludziom? Dlaczego zaglądamy tak chętnie do portfela innych, a nie myślimy o własnym? Tak na marginesie, do pani która brała udział w “ wojnie blogowej” i wypominała Dorotce dochody w banku…otóż zdziwiłaby się Pani jak niewiele w banku potrafią ludzie zarabiać, to o czym się słyszy to mity…tu jest Polska :) I proszę mi wierzyć,że wiem o czym mówię, bo połowę swojego życia, spędziłam właśnie pracując w największym w Polsce banku, a zarobki były tam wręcz na  żenującym poziomie. Poza tym, to co dla jednego, oznacza dużo, dla innego może być mało, bo ma inne potrzeby życiowe, inne opłaty… no i w ogóle, co to kogo,do diabła obchodzi i jak można komuś takie rzeczy pisać i się tym interesować?. I to chyba tyle w temacie, którego nie zamierzałam rozwijać, bo jest po prostu nieprzyjemny. Komentarzy tak jak pisałam nie usuwałam, ale od dnia dzisiejszego , włączam moderowanie , więc lojalnie uprzedzam, że wszystkie przemiłe osóbki, usiłujące mi dowalić, nie mają tutaj czego szukać…ich komentarze nie zostaną po prostu opublikowane i tyle. Lubię swój blog, lubiłam tutaj wracać, a to bagienko , które zaczęło się tworzyć w blogowym świecie, spowodowało, że z ręku na sercu nie chciało mi się nawet tutaj zaglądać.
***
Dziękuję Wszystkim za przemiłe maile, za słowa troski, za to, że jest tutaj mnóstwo fajnych, wartościowych ludzi, od których mogę się wiele uczyć. Dziękuję Paniom, które mnie powiadomiły, o kradzieży moich zdjęć…nie ścigam, nie szukam…gdybym się dowiedziała kto, myślę, że mogłoby mi być jeszcze bardziej przykro…a jeśli dzięki zdjęciom mojej kuchni, meble się sprzedały, jeśli ktoś potrafi czerpać satysfakcję przedstawiając na blogu moje prace , jako własne…Bóg z nim…są ludzie i agrafki:)
***
No to teraz będzie zakończenie:)))) Nurka grypę jakąś ze szkoły przywlokła, no i się zaraziłam, trochę chorowałam, a jak się juz lepiej czułam, z przerażeniem odkryłam, że do świąt, zostało zaledwie parę dni, a ja nie  mam nic. Zwlokłam się z łóżka i stwierdziłam ,że chociaż dom trzeba jakoś powolutku przystroić. W ogrodzie nie posiadam świerków,a z domu jeszcze nie wychodziłam…trzeba było coś wykombinować. Nad garażem miałam jeszcze olbrzymi wór sianka, przywożonego  z ekologicznych łąk specjalnie dla synka, stwierdziłam ,że z braku laku…. i tym sposobem powstały wszystkie dekoracje z …siana:)
IMG_7518-1
Siedziałam i w pocie czoła, wiłam wianki, plotłam, skręcałam…po zakończeniu stwierdziłam,że mój dom raczej bardziej nadaje się na obchody dożynek , niż na Boże Narodzenie …dodałam więc bluszcz, srebrną miesięcznicę, nawłoć, szyszki i….było lepiej…ba ….zaczęło mi się podobać:)
 IMG_7651-2 IMG_7506-1
Ta kropelka czerwieni, którą widzicie na zdjęciach jest chwilowa:) Zniknie…w tym roku święta będą ekologiczno – dworkowo- rustykalne, w bieli, kryształach, srebrze i złocie:) No wiem, takiego stylu z pewnością nie ma…ale u mnie będzie obecny :)
No i jeszcze zobaczcie na okno! Wiszą! Normalnie uszyłam kolejne zasłonki,na mniejsze okno, czekały od pół roku, aż spłynie na mnie wena :)
IMG_7634-1 IMG_7638-1
Tym razem siano,będzie konkurować z kryształowymi wazonami i srebrną zastawą :)
IMG_7612-1 IMG_7531-1
Pachnie u mnie bosko, no nie choinką co prawda, ale stodołą, więc święta będą pod znakiem eko :)
IMG_7617-2IMG_7635-1 IMG_7641-1 IMG_7516-1
Powolutku zaczynam dodawać wianuszki, po jodłę dalej za daleko, ale oskubałam tuje w ogrodzie.
Obraz 119-1 Obraz 123-1
Zbliżają się święta- te najpiękniejsze :) Magiczny czas, pełen skrzących się płatków śniegu, mrugających w ciemności lampeczek, zapachu cynamonu i sosny…na sosnę muszę jeszcze poczekać, resztę, częściowo juz mam:) +
Obraz 124-1 Obraz 125-1
Pozdrawiam Wszystkich cieplutko
Copyright © Utkane z marzeń , Blogger