
Witam wszystkich po dłuuuugiej przerwie. Powiem Wam,że tyle sie wydarzyło przez ten czas, że nawet nie bardzo wiem, od czego zacząć. Może więc na początku parę słów wyjaśnienia,- napisałam post…długi, co z braku robótek ręcznych tudzież weny twórczej, ostatnio rzadko mi się zdarzało. Ale zebrałam się w sobie, napisałam. Odpowiedziałam, na wszystkie komentarze pod poprzednim postem i elegancko umieściłam na blogu. Ponieważ planowałam wyjazd, w związku z tym, jak zwykle chciałam uruchomić moderowanie komentarzy, no nie będę się nad tym rozwodzić, bo długo by tłumaczyć, w każdym bądź razie przy włączaniu moderowania zaczęłam usuwać spam- strasznie dużo go ostatnimi czasy wchodzi- chyba najwięcej pod post “ w brązach i fioletach, “ czy jakoś tak, no i usuwałam, w pewnym momencie zaczęło się usuwać wszystko: komentarze, posty…przestraszyłam się,że blog zniknie całkowicie i wyłączyłam komputer ręcznie.Po ponownym,uruchomieniu- napis radośnie głosił- brak dostępu do bloga- nie mogłam się już zalogować, nie było ostatniego posta ani komentarzy..parę niestety usunęło pod poprzednim, za co bardzo przepraszam i wyjaśniam,że nie było to celowe działanie. No ale niespodzianka też była, parę osób zdążyło przeczytać i napisało komentarze, które pokazały mi się w poczcie..i…no właśnie, do tego wrócę może później. Nie miałam już czasu na zajęcie się sprawą, autokar czekał …i wyjazd, jak pewnie już większość z Was wie, do
Jagody i Maćka w Bieszczady:) No cudnie było, ale o tym chyba nikomu, kto zna blog
Jagódki i jego właścicielkę, pisać nie muszę:) Miłością do właścicieli tych dwu i czworonożnych zapałałam natychmiast, no ,że nagadać się nie mogłyśmy to każdy wie,bo obie należymy do osób , które mało nie potrafią mówić:) Co by biednych gospodarzy nie zamęczyć swoim gadaniem przez 24h, chodziłam w góry… a pogoda była…hmmm…sami zobaczcie:)
Zdarzało się ,że powieki mi zamarzały, ale dzielnie brnęłam przez zaspy,żeby dotrzeć do…tadammmm..punktu widokowego:) I tu uważny i wnikliwy obserwator, może dostrzec na horyzoncie, zetknięcie nieba z ziemią:)
Aż któregoś dnia zaświeciło słońce i zobaczyłam góry:)
Zaraz będą zdjęcia chaty, ale jeszcze tylko krówki..bo, pięknie pozowały do zdjęć, no i koniki, też piękne były:)
A na zakończenie przydrożnego zwierzyńca…:) jelonek:)
Wieczorami i nocami w saloniku, przed kominkiem prowadziłyśmy długie, typowo babskie pogaduchy:)
A na zdjęciach poniżej “mój” apartament ptasi, który zajęłam na czas pobytu:)
Wszyscy gospodarze dbali, abym nie czuła się nawet przez chwilę samotna, w związku z tym przed snem czekały już na mnie dziewczynki…poprzytulały mnie trochę na dobranoc, wycałowały…
A rano zaczynał się kolejny, piękny dzień:)
Po połknięciu dawki pozytywnej energii, przyszedł niestety czas powrotu, obładowana tonami prezentów, wycałowana na pożegnanie, za łzami w oczach…wróciłam do domu. Jagódko , Maćku – jeszcze raz bardzo, bardzo Wam dziękuję :)
***
Po powrocie, pełna energii , już miałam się zająć swoim blogiem i pisaniem, ale wcześniej postanowiłam poodwiedzać jeszcze inne blogi i nadrobić zaległości..i tu natknęłam się na “ wojnę blogową “, kipiącą jadem, zazdrością, zawiścią, obelgami i wzajemnym oskarżaniem się… i powiem uczciwie,że odechciało mi się wszelkich powrotów. Przed moim wyjazdem , jak pisałam na początku, opublikowałam post, do dzisiaj nie mogę sobie darować, że zniknął, bo i tekst był długi i zdjęcia godne zapamiętania :) Ogólnie mam to szczęście, że pod moimi postami pokazuje się mało złośliwych komentarzy mało krytyki..od początku pisania bloga, miałam chyba 3 takie, więc w sumie powinnam uważać się chyba za szczęściarę. Pani, która napisała ostatni komentarz, twierdziła , iż z takimi paznokciami nie wyszłaby nawet do sklepu po chleb…już miałam odpisać, gdy post się skasował i nie byłam już w stanie nic napisać, dzisiaj wiem,że to dobrze, przed wyjazdem humor miałam jakby z deka zważony i mogłabym zareagować dosyć nieprzyjemnie, zresztą takowy zamiar nawet posiadałam:), później bym żałowała, bo najlepszą metodą na sfrustrowanych anonimów jest całkowita ignorancja. Natychmiast od miłej Pani pojawił się kolejny komentarz…widzę, że ktoś tu nie lubi krytyki …otóż droga Pani, chciałam dzisiaj wyjaśnić i powiedzieć co o tym sądzę..myślę,że krytyki nie lubi nikt. Po to, coś robimy , pokazujemy, staramy się, aby nie usłyszeć po paru minutach…ojej…jakie to jest szpetne. Jestem w stanie znieść krytykę, pod warunkiem, że jest ona konstruktywna i coś wnosi, że mogę się czegoś z tego nauczyć lub wyciągnąć sensowne wnioski, ale czy naprawdę wyglądam na tak słabą osóbkę, która po usłyszeniu, iż komuś nie podobają się moje paznokcie pobiegnę po zmywacz i je przemaluję…? Ponad to nadmieniam, iż ja do sklepu nie wstydzę się chodzić… zimę mamy, śnieg…buty posiadam, kryte nawet i całkiem porządne :)Współczuję szczerze, w sandałach, z odkrytymi palcami, też bym się pewnie wstydziła…Na pocieszenie owa Pani dodała, że i tak lubi czytać to co piszę, i,że ja przynajmniej niczym nie handluję ,tak jak moje koleżanki. Znaczy,cieszyć się powinnam, pomimo szpetnie wykonanego pedikiuru:). Jakoś tak w zeszłym roku, inna Pani napisała ,że robię fajne rzeczy, ale nie może zrozumieć, dlaczego inni się tak rozpływają nad moim stylem pisania i że powinnam się zapisać na jakieś kursy- więc od dwóch różnych osób, mamy dwie zupełnie inne opinie na ten sam temat…komentarz jest do dzisiaj, nie usunęłam i takowego zamiaru nie mam, po prostu nie mam takiego zwyczaju.. Dlaczego więc jednak o tym piszę? Ano dlatego,że krew mnie zalewa momentami,nie przemalowałam paznokci, ani nie zamierzam zapisywać się na kursy pisania, nie mogę zrozumieć ludzi , którzy krytykują dla samej chęci dokopania komuś…przecież to i tak nic nie zmieni, a wiadomo,że wszystkich się nie zadowoli. Tyle ile nas tu jest, tyle jest różnych opinii,każdy ma prawo do własnego zdania, ale czy naprawdę to oznacza,że trzeba komuś zrobić po prostu przykrość, po co ? dlaczego?…Nie rozumiem świata, a świat nie rozumie mnie…Nie jestem w stanie zrozumieć, czemu , jeśli , ktoś robi fajne rzeczy, a inni je z chęcią kupują, dlaczego nie powinien tego robić? Dlaczego to tak bardzo przeszkadza innym ludziom? Dlaczego zaglądamy tak chętnie do portfela innych, a nie myślimy o własnym? Tak na marginesie, do pani która brała udział w “ wojnie blogowej” i wypominała Dorotce dochody w banku…otóż zdziwiłaby się Pani jak niewiele w banku potrafią ludzie zarabiać, to o czym się słyszy to mity…tu jest Polska :) I proszę mi wierzyć,że wiem o czym mówię, bo połowę swojego życia, spędziłam właśnie pracując w największym w Polsce banku, a zarobki były tam wręcz na żenującym poziomie. Poza tym, to co dla jednego, oznacza dużo, dla innego może być mało, bo ma inne potrzeby życiowe, inne opłaty… no i w ogóle, co to kogo,do diabła obchodzi i jak można komuś takie rzeczy pisać i się tym interesować?. I to chyba tyle w temacie, którego nie zamierzałam rozwijać, bo jest po prostu nieprzyjemny. Komentarzy tak jak pisałam nie usuwałam, ale od dnia dzisiejszego , włączam moderowanie , więc lojalnie uprzedzam, że wszystkie przemiłe osóbki, usiłujące mi dowalić, nie mają tutaj czego szukać…ich komentarze nie zostaną po prostu opublikowane i tyle. Lubię swój blog, lubiłam tutaj wracać, a to bagienko , które zaczęło się tworzyć w blogowym świecie, spowodowało, że z ręku na sercu nie chciało mi się nawet tutaj zaglądać.
***
Dziękuję Wszystkim za przemiłe maile, za słowa troski, za to, że jest tutaj mnóstwo fajnych, wartościowych ludzi, od których mogę się wiele uczyć. Dziękuję Paniom, które mnie powiadomiły, o kradzieży moich zdjęć…nie ścigam, nie szukam…gdybym się dowiedziała kto, myślę, że mogłoby mi być jeszcze bardziej przykro…a jeśli dzięki zdjęciom mojej kuchni, meble się sprzedały, jeśli ktoś potrafi czerpać satysfakcję przedstawiając na blogu moje prace , jako własne…Bóg z nim…są ludzie i agrafki:)
***
No to teraz będzie zakończenie:)))) Nurka grypę jakąś ze szkoły przywlokła, no i się zaraziłam, trochę chorowałam, a jak się juz lepiej czułam, z przerażeniem odkryłam, że do świąt, zostało zaledwie parę dni, a ja nie mam nic. Zwlokłam się z łóżka i stwierdziłam ,że chociaż dom trzeba jakoś powolutku przystroić. W ogrodzie nie posiadam świerków,a z domu jeszcze nie wychodziłam…trzeba było coś wykombinować. Nad garażem miałam jeszcze olbrzymi wór sianka, przywożonego z ekologicznych łąk specjalnie dla synka, stwierdziłam ,że z braku laku…. i tym sposobem powstały wszystkie dekoracje z …siana:)
Siedziałam i w pocie czoła, wiłam wianki, plotłam, skręcałam…po zakończeniu stwierdziłam,że mój dom raczej bardziej nadaje się na obchody dożynek , niż na Boże Narodzenie …dodałam więc bluszcz, srebrną miesięcznicę, nawłoć, szyszki i….było lepiej…ba ….zaczęło mi się podobać:)
Ta kropelka czerwieni, którą widzicie na zdjęciach jest chwilowa:) Zniknie…w tym roku święta będą ekologiczno – dworkowo- rustykalne, w bieli, kryształach, srebrze i złocie:) No wiem, takiego stylu z pewnością nie ma…ale u mnie będzie obecny :)
No i jeszcze zobaczcie na okno! Wiszą! Normalnie uszyłam kolejne zasłonki,na mniejsze okno, czekały od pół roku, aż spłynie na mnie wena :)
Tym razem siano,będzie konkurować z kryształowymi wazonami i srebrną zastawą :)
Pachnie u mnie bosko, no nie choinką co prawda, ale stodołą, więc święta będą pod znakiem eko :)

Powolutku zaczynam dodawać wianuszki, po jodłę dalej za daleko, ale oskubałam tuje w ogrodzie.
Zbliżają się święta- te najpiękniejsze :) Magiczny czas, pełen skrzących się płatków śniegu, mrugających w ciemności lampeczek, zapachu cynamonu i sosny…na sosnę muszę jeszcze poczekać, resztę, częściowo juz mam:) +
Pozdrawiam Wszystkich cieplutko