niedziela, 23 października 2011

W żółtych płomieniach liści

Plany,plany , projekty…kładę się spać- myślę, jadę do pracy- myślę, wracam- rysuję, planuję…przyszłość. Moją, Marcina, dzieci. Cokolwiek robię, w głowie kłębią mi się tysiące myśli…znam ,aż za dobrze ten stan, taką gonitwę miałam jeszcze w Warszawie,kiedy zaczęłam planować zakup domu na wsi.Niestety teraz od planu do realizacji długa droga , ale ja jestem cierpliwa, zawzięta i wytrwała. Wszystko co do tej pory zaplanowałam- zrealizowałam.Moje życie to jeden wielki plan. Zastanawiam się tylko czy nie jest już za późno, czy dam radę, czy starczy mi sił…i co będzie , jak mnie nie będzie..oni sami nie dadzą rady. Co będzie jak rozgrzebię to wszystko i zabraknie czasu? Człowiek całe życie zmierza się z tysiącem dylematów, czasami trudno jest podjąć decyzję. Ale wiem,że jak nie spróbuję, to cały czas będę się męczyć. A plan jest wielki i zakrojony na ogromną skalę…znowu ryzykuję naszą przyszłość.

IMG_7332-1IMG_7334-1 IMG_7339-1IMG_7302-1

Aparat ponownie ducha wyzionął…chce mi się wyć ze złości- jest to samo, nie łapie ostrości, nie ma podglądu…:( Biednemu wiatr w oczy..Jutro “idzie” do serwisu, więc znowu pewnie zniknę na jakiś czas..ostatnio trzymali miesiąc.W listopadzie kończy mu się gwarancja, chciałabym wymienić na nowy, ale pewnie nie da rady. To już druga naprawa i jak pozostanę przy tym egzemplarzu, to czuję,że na tym się nie skończy.

IMG_7331-1 Obraz 433-1

Więc żegnam się z Wami , nie wiem nawet na jak długo, w związku z tym buziaki posyłam w wirtualną przestrzeń.

sobota, 22 października 2011

Resztki mózgu zostawiłam na stacji “metro Centrum”

Wracałam z pracy do domu…zimno,ciemno, wstrętnie, wiatr …idę skulona i modlę się ,żeby jak najszybciej dotrzeć do ciepłego domu, temperatura odczuwalna, z pewnością grubo poniżej zera. Po prawej stronie w podziemiach, stoi biedna babcia, widać ,że się wstydzi,kulturalna, inteligentna twarz..mogę sobie jedynie wyobrazić jaki to dla niej koszmar,wyciągam piątkę i wrzucam do malutkiego koszyczka z napisem…zbieram na lekarstwa..po lewej…kolejna, biedna babcia z kwiatami…kupuję za 10 zeta przemarznięty, zdechły bukiecik z trzech kwiatków…dalej siedzi kobiecina i zbiera na karmę dla psa…pies też biedny…w puszce ląduje dwójka, myślę sobie,że przez te warszawskie staruszki, to ja z torbami pójdę..ale wiem,że nie mogłabym spać..Już dawno nauczyłam się nie oddawać wózków pod marketami- koszyczek to ja sobie sama mogę odprowadzić, pędzę pijaków,cwaniaków co to fajki sepią, że o tych co samochodów pilnują nie wspomnę..z tymi od wózków i od samochodów, mam chyba najbardziej na pieńku. Kiedyś zostawiałam samochód pod metrem i dalej do pracy jeździłam komunikacją, od razu samochodu chcieli pilnować..no to się ich pytam,niby dlaczego mam im kasę dawać..ja ciężko pracuję..cały dzień..wracam, a ich nigdy nie ma, no to pytam, za co? No dobra, burczy czerwononosy..nie to nie..bez łachy. Ale ja jak się nakręcę to mogiła, więc wrzeszczę za nim ,żeby wracał, że jeśli mi sensownie wytłumaczy dlaczego mam mu dać pięć złotych, zamiast dziecku jogurt kupić, to kto wie, może coś wskóra.W odpowiedzi słyszę “ wariatka”. Obwieściłam więc, stałym bywalcom,że samochodu mają mi pilnować za free, bo jak choćby ryskę małą na nim znajdę, to się im dopiero dobiorę do skóry. Pilnowali przez pół roku. Mili byli, kłaniali się w pas..no cóż, widocznie stwierdzili,że z wariatami lepiej nie zaczynać..i słusznie. Kiedyś może napiszę o moich ulicznych przygodach, mam niesamowity dar ładowania się we wszystkie awantury, ale dzisiaj..wracając do tematu, wiedziałam,że babciom kasę muszę dać..mi nie ubędzie, aż tak, a im pewnie pomoże. O emeryturach i traktowaniu starszych ludzi w tym kraju, nie będę pisała, bo się zaraz nakręcę, ale co myślę,każdy sobie dopowie. Ja w każdym razie nie bardzo rozumiem, dlaczego tak chętnie pomagamy innym krajom, a nie potrafimy zadbać o ludzi , którzy są na granicy ubóstwa, w Polsce. Pomoc każdemu , to oczywiście bardzo szczytny cel, ale chyba powinniśmy zacząć sprzątać na początku własne podwórko.Ech życie.I znowu odbiegam od tematu, ale nie potrafię już przestać o tym myśleć. Idę dalej, starszy dziadzio wygrywa żałośnie, potwornie fałszując coś na harmonijce..ostatnia piątka ląduje w czapce, ten co w krzesła nawala pałkami , niech się goni i do uczciwej pracy weźmie. Patrzę pod nogi, bo wiem,że nie dam rady, jak natknę się na kolejną babinkę. Kątem oka miga mi na wysokości oczu coś białego, coś puszystego…zerkam..o mamuniu..tylko nie to..małe toto , chude i trzęsie się okrutnie, tak strasznie,że wiem,że muszę podejść, tak strasznie,że wiem,że jak nie zabiorę, to nie przeżyje.. Serca trzeba nie mieć, żeby takie maleńkie ciałko wystawiać na taką temperaturę. Na ręku, wystraszony, trzęsący się z zimna i z przerażenia siedzi malusieńki króliczek…niewiele większy od Adamka, w kartonie na zasikanej szmacie, trzęsie się drugi..tłum ludzi głaszcze, gada , piszczy, dotyka , szturcha…pytam ile ? Ten jeden..35 bo z łatką..biorę oba !!! Pan schowa i nikomu nie oddaje, do ludzi wrzeszczę ..kupione! Tłumek niechętnie się rozchodzi,biegnę do bankomatu, wyciągam ostatnie 70..Ściągam chustę przykrywam te maleństwa, siedzące w pudełku po butach, uciekamy szybko do metra..przed nami jeszcze długa droga..za plecami słyszę..proszę Pani, to miniaturki..odpowiadam,że nawet o ile to prawda, to na pewno nie powinny być jeszcze zabrane od matki. Szybki telefon do zaprzyjaźnionego weterynarza, ciepłe mleko dla kociąt, w malutkich brzuszkach i w końcu jest cicho, dobrze i cieplutko…jesteśmy w domu.

IMG_7281-1 IMG_7283-1

IMG_7267-1IMG_7280-2

Strasznie Was przepraszam,że tyle nie pisałam..komentarze przeczytałam, maile też i bardzo, bardzo dziękuję. Następnym razem będę się gęsto tłumaczyć, a teraz Was pożegnam , bo dochodzi druga w nocy, a ja ledwo już patrzę na oczy.

niedziela, 9 października 2011

Zimowe zapasy i kurzęce dylematy :)

IMG_5667-1 Jesień, to czas na uzupełnienie zapasów zimowych w spiżarni. Moja spiżarnia, jest malutka i zapchana do granic możliwości. Półki uginają się pod ciężarem przetworów, skrzynki powolutku zapełniają się warzywami, a w workach znowu są orzeszki. Tylko dziadka do orzechów gdzieś wcięło..więc z powodzeniem zastępuje go wyciskacz do czosnku.

IMG_5668-1IMG_5673-1 IMG_5675-1IMG_5661-1

Czasami, zapełniając kolejne skrzynki i półki zastanawiam się dlaczego niektóre rzeczy są tak strasznie drogie w sklepach. Niby nawet uczyłam się mikro i makro ekonomii, niejednokrotnie robiłam biznes plany i badałam progi opłacalności, a jednak dalej nie rozumiem. Weźmy na przykład takie orzechy laskowe. Rośnie to jak głupie bez niczyjej pomocy w ilościach hurtowych, samo spada na ziemię, wysiewa się z każdego pozostawionego na glebie orzeszka i do tego z małej siewki, błyskawicznie robi się drzewem! Albo takie maliny…zbieram i zbieram, a one dalej rosną jak wściekłe- nie mam dużo krzaczków,z tej prostej przyczyny,że nie mam miejsca i co chwila muszę usuwać wybijające obok pędy ( a przecież w ten sposób pozyskuje się właśnie nowe sadzonki, więc kasy na to nawet wydawać nie trzeba), a i tak nieprzerwanie od lipca zbieram pełne miski świeżutkich, dojrzałych owoców. I schylać się nie trzeba, jak do truskawek i z jednego krzaczka, z racji tego,ze rośnie do góry, można uzyskać dużo większe zbiory ,no to dlaczego, malutki pojemniczek kosztuje 5 –7 zł , dlaczego maliny są droższe od truskawek, chociaż zajmują dużo mniej powierzchni? Abo taka borówka amerykańska..jak patrzę na ilości, jakie rosną u żony dendrologa, to z niedowierzeniem patrzę na sklepowe ceny!

IMG_5659-1IMG_5660-1

A ponieważ wiem,,że różni ludzie zaglądają na mojego bloga, to ja mam do Was ogromną prośbę. Może ktoś z Was zna się na kurach i wie, jak długo one żyją i jak to jest z tymi jajkami. Strasznie , ale to strasznie , chciałabym te kury mieć, ale nigdzie nie mogę znaleźć, jak długo żyje kura i czy te jajka, to znosi do końca życia? Nawet ludzi się pytałam, jak widziałam,ze mają kury, ale nikt mi nie potrafił odpowiedzieć, bo mówili,ze jak zaczyna mniej jajek znosić, to idzie na rosół. U mnie na rosół w życiu nie pójdzie, więc musi być na dożywociu, jajek to nawet niech i mniej na starość znosi, ale ile to jest, te mniej? A może ktoś wie ile taka kura, tych jajek dziennie znosi?

I jeszcze jedno małe pytanko- czy kot może zjeść kurę?

Ja wiem,ze moje dylematy, mogą się wydawać śmieszne i dziwne, ale ja naprawdę nie wiem, a chciałabym mieć szczęśliwe kury i własne jajka, tak ,żebym mogła je jeść bez wyrzutów sumienia ( jajka znaczy, nie kury).

Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedzi :)

IMG_5676-1 IMG_5665-1

Jak widać na powyższych fotkach, skorzystałam ze wspaniałego odkrycia Penelopy , ale szczerze mówiąc trochę mi to cienko wyszło, chociaż tarłam mocno :) Myślę,że może materiał za gruby. Następnym razem spróbuję na jakimś cieniutkim płótnie i pewnie będzie ładniej.

***

Jeśli chodzi o moje zdrowie, to lekarze nie mogą dojść co mi jest. Zapalenie płuc, okazało się tylko dodatkiem do jakiejś choroby i nie wiedzą jakiej, więc jak do piątku nie przejdzie, to chcą mnie do szpitala położyć i badania robić. Pan doktor, zaczął nawet wspominać,ze na początek bronchoskopia, a później powiedział, że nie będzie mnie straszył i zobaczymy w piątek. Niestety dalej się koszmarnie duszę, ale po tym antybiotyku, widzę w końcu jakąś różnicę w duszeniu. Kaszel się zmienił w końcu i coś zaczyna się odrywać . He, he…mam tylko nadzieję,że to nie moje płuca :)

środa, 5 października 2011

(… ) Ty chcesz jesieni pełnej słońca,

Z wiatrem, który liście strąca,
Choć za chwilę Cię przykryje śniegu zimna biel.

IMG_5631-1

I życie ciężko jest odmienić,
Wśród szarych dni i serc kamieni,
Zapytaj się człowieka obok,
Może on coś wie (…)

Krzysztof Daukszewicz

IMG_5629-1IMG_5612-1IMG_5627-1IMG_5618-1

Za oknem piękna jesień, a ja jestem chora. Wczoraj wróciłam od lekarza, przez przypadek trafiłam do innego i okazało się,że mam bakteryjne zapalenie płuc- cokolwiek to znaczy. Oczywiście nowe antybiotyki i znowu ta sama apteka. Stałam prawie godzinę, a po dojściu do okienka, okazało się,że zapomnieli przystawić pieczątki. Tym razem nawet nie padłam z wrażenia. Następnego dnia, pojechałam do przychodni i wracając, odstałam znowu co swoje w aptece, usłyszałam “150 zł, proszę “ i znowu nie padłam! Do wprawy dochodzę, jak nic. Ale moja cierpliwość ma granice- 5 tygodni chyba starczy! Jak teraz mi nie przejdzie i będę dalej się dusić po nocach, to chyba kogoś nastukam normalnie!

Dom jak widać na powyższych zdjęciach- zarasta- żeby wejść do środka, trzeba rozgarniać dzikie wino:) Już nie pomoże miecz księciunia z bajki, teraz trzeba będzie chyba, tylko z maczetą. Ostatnio w “dzikie plącza” zaplątał się, Pan z elektrowni i szpetnie bluzgał pod nosem. Przy furtce, dzikie wino owinęło mu nogi –i znowu bluzgał, już nie tylko pod nosem, a ponieważ również, bluzgał szpetnie, całą drogę do wyjścia, więc mogę się jedynie domyślać, że zaatakowały go “dzikie plącza” ze ściany domu. Opatrzności dziękuję,że mnie akurat nie było, bo moje dzieci , jakoś zdecydowanie mniej wstydliwe , a Magda , miała ubaw po pachy, jak mi opowiadała, jak chłopina rzucał się i machał rękami:).

IMG_5593-1IMG_5595-1

Wracając od lekarza, w samym centrum Warszawy, odkryłam cudowne jabłonki,całe obsypane rajskimi jabłuszkami. Co prawda,jeszcze trochę niedojrzałe, ale ponieważ do lekarza,żeby nie wiem co, nie zamierzam się znowu udać, w związku z tym, nie będzie mnie tam, jak dojrzeją, więc korzystając z niepowtarzalnej okazji,napchałyśmy z Madzią pełne torebki. I teraz siedzę sobie w ogrodzie, jest tak fajnie, mgliście i listopadowo, ale bardzo cieplutko i bawię się jabłuszkami i mogłabym tak siedzieć i siedzieć i chorować w nieskończoność, byleby tylko nie kasłać :)

IMG_5656-1

IMG_5650-1IMG_5654-1IMG_5655-1 IMG_5651-1

Pozdrawiam Was cieplutko