wtorek, stycznia 26, 2021

Idą zmiany


W pewnym momencie mojego życia, zaczęłam zupełnie inaczej postrzegać świat... świat , w którym nadmierny konsumpcjonizm, zaczął mi wręcz przeszkadzać i przytłaczać. Może dlatego, że teraz wszystkiego jest pełno, może dlatego, że każda pierdoła kosztuje grosze, a jeśli coś jest na wyciągnięcie ręki, to przestaje być marzeniem? A może dlatego, że półki w sklepach  uginają się od takiej  ilości towaru, że właściwie   większość rzeczy przestaje mi się  podobać. W ten właśnie sposób, zakończyłam zbieranie moich filiżanek w róże..za pierwsze płaciłam chore   pieniądze, marzyłam o zakupie.. ..  a teraz...widząc tysiące innych, na każdej   półce w sklepie, opatrzyły mi się i już nie marzę o kolejnej. Za to cały czas marzy mi się proste życie. Życie  dala od wielkich aglomeracji miejskich, marzy mi się ,że w końcu  będę robiła to co  lubię i żyła tak jak  lubię. Zaczęłam się więc zastanawiać nad tym bardzo intensywnie.

Co ja tak właściwie lubię?


I doszłam do prostych wniosków, że przede wszystkim bardzo lubię pisać ( więc może by tak napisać książkę, wrócić do pisania bloga) lubię ludzi i kontakt z nimi ( Myślę, że nawet odległość, ze względu na przyszłe miejsce zamieszkania tego nie zmieni). Przecież dzisiejsze czasy otwierają nam mnóstwo możliwości. Myślę bardzo intensywnie, właśnie nad tym,  żeby stworzyć takie miejsce, gdzie ludzie będą chcieli bywać. Bez wątpienia bardzo lubię kontakt z przyrodą ( stąd ucieczka dalej, wydaje się bardzo wskazana , lubię dekorowanie domu i tworzenie nowych rzeczy ( więc tak sobie myślę ,że może w końcu powinnam wziąć się do pracy i zacząć od podstaw budować tą moją wymarzoną Chatkę Puchatka ) , lubię zwierzęta ( i cały czas chcę mieć te kury, o których pisałam dawno, dawno temu ). 
Lubię mieć obok siebie kochaną osobę ( i tu pojawia się problem, który tak naprawdę wcale nie musi być problemem). A przede wszystkim lubię się śmiać, czuć wewnętrzny spokój, kochać, marzyć i żyć. Żyć pełnią życia, cieszyć się każdym dniem i znów móc się śmiać co rano  i czuć tą wszechobecną radość.
Potrzebuję w końcu uporządkować swoje życie. Już tak na zawsze. Znacie mnie dosyć dobrze, więc wiecie, że nie lubię zmian, że moje życie zawsze było usystematyzowane. A przez ostatnie lata czuję się bardzo zagubiona, czuję się tak, jakbym mocno zboczyła ze znanej sobie drogi. Przez ten okres, w miejsce poczucia bezpieczeństwa wkradł się chaos, zamiast wiary, zwątpienie i brak zaufania. Życie , które wydawało mi się miłe, przyjemne i proste, zrobiło się skomplikowane, zagmatwane i trudne. To nie jest moja bajka. W mojej nie ma miejsca na bezwzględność, brak empatii i bezcelowe ranienie ludzi. Nie ma miejsca na egoizm i kłamstwa. W mojej bajce, dominuje przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, zaufanie, radość, pomoc innym i nieustanne dążenie do szczęścia. W mojej bajce ludzie kochają, a zwierzęta są szczęśliwe.

Więc te właśnie wszystkie rzeczy sprawiły, że już od dłuższego, powiedziałabym nawet, że od długiego czasu, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego żyję wbrew sobie, swoim przekonaniom i pragnieniom. Dlaczego tylko częściowo realizuję swój plan na życie i co zrobić, żeby to zmienić.
Myślałam, ale nie robiłam nic, żeby tą sytuację zmienić, co jak wiecie jest do mnie zupełnie niepodobne. Ja myślę i robię, nie czekam , nie analizuję. Więc dlaczego ?

Dzień Świstaka



Od paru lat, moje życie wygląda tak, jak w "Dniu Świstaka ". Może jest to zbyt dosłowne porównanie, ale z pewnością w dużej mierze, tak właśnie było, z tym, że powtarzalność była zdecydowania rzadsza i występująca na początku raz, a później już parę razy do roku.
Było cudownie i wspaniale. Później dostawałam z dnia na dzień obuchem w łeb, więc następował okres bólu, cierpienia i rozpaczy, aż przychodził czas na stagnację i czekanie, by w końcu marzenia mogły się znów zrealizować, a ja wracałam do punktu wyjścia. Takie życie wyczerpuje człowieka do granic wytrzymałości. Powoduje w psychice spore wyrwy, a ja ponieważ jestem bardzo emocjonalnie nastawiona do wszystkiego, przeżywam to w tragiczny sposób. Niestety empatia, którą podejrzewam mogłabym obdarzyć parę osób, nie pozwalała na inne działania. Wieczne wzloty, upadki, strach, bezsilność, ból, lęk, nieprzespane noce to był koszmar z którego skutkami, zmagam się do dnia dzisiejszego.
Po którymś właśnie takim uderzeniu w łeb, stwierdziłam, że żeby nie oszaleć, zacznę coś robić. Ból, rozpacz, można przełożyć na coś dobrego. Zobaczcie jak ludzie potrafią niesamowicie zmienić swój świat, po traumatycznych przeżyciach. Rzucił Cię facet? - jak już otrzepiesz piórka, chcesz poczuć się lepsza, dowartościowana...idziesz na siłownię, zaczynasz się odchudzać, wprowadzasz nową dietę..
Straciłaś pracę? - jeśli tylko się nie poddasz, zaczynasz się doszkalać szukasz, analizujesz, myślisz, zapisujesz się na kursy. Nawet przedwczesna śmierć, w wielu przypadkach powoduje, że ludzie zaczynają patrzeć na świat inaczej- otwierają fundację, zajmują się wolontariatem, zapisują do grup wsparcia... Chyba najgorsze co można zrobić w takiej sytuacji, to nie zrobić nic. Absolutnie nie namawiam do tego, żeby bagatelizować problemy, o czym pisałam w poprzednim poście, ale namawiam do tego, żeby nie tracić czasu, tak jak to było w moim przypadku. Nie czekać na finał, tylko w międzyczasie działać. Gdzie byłabym dzisiaj, gdybym podjęła się tego wcześniej ? Jak to mówili mądrzy ludzie " Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że wymaga czasu. Czas i tak upłynie ".
A człowiek jest tępy...no dobra...ja jestem tępa. Patrząc na to, co napisałam wyżej, rozpacz..  rodzi w ludziach silną potrzebę zmiany. Nie będę rozkminiać o co w tym chodzi, nie jestem psychologiem, ale fakt jest niezaprzeczalny, więc tak sobie pomyślałam za którymś razem gdy znów dostałam w łeb, że skoro już muszę cierpieć, to niech chociaż to na coś się przełoży sensownego i...zaczęłam pisać książkę. Oczywiście,  że pisanie owo porzuciłam w momencie kiedy tylko wkroczyłam w etap : jest pięknie i cudownie i oczywiście, że zrobiłam najgłupszą rzecz w życiu.

Czy się boję ?

O tak, boję się i to bardzo, bo pomimo mojej wrodzonej tępoty, jestem człowiekiem myślącym, a tylko głupiec nie odczuwa strachu. 
Boję się tysiąca rzeczy. Boję się,  że wyprowadzę się na zadupie i nie będę widywać ludzi. Ale po głębszym zastanowieniu, dochodzę to wniosku, że ostatnimi czasy, żyjące ludzkie istoty to ja widuję tylko w sklepie. No i w domu...a tam , dom  też będzie zupełnie pusty, więc boję się, czy mieszkając samej, po tylu latach życia jak w komunie, nie będę czuła się samotnia. Ale...ten porządek, ten spokój, ta czystość wyzierająca z każdego zakamarka, tak bardzo kusi :) I wszystkie półki w lodówce tylko moje i żadna śmierdząca padlina nie będzie się tam rozkładać, no i facet, który chyba jednak kiedyś będzie...tutaj jaki komfort psychiczny człowiek odczuje.
Według dzieci moich facet musi być, żeby moje zdrowie psychiczne ocalić, bo grozi mi podobno,  że zdziwaczeję  do reszty i będę smętnie snuć się po polach, gadając do każdej napotkanej roślinki. Więc w jakimś, bliżej nieokreślonym czasie, również mężczyznę owego, w planach życiowych uwzględniam.
A przecież są telefony, jest internet, no i prawda jest taka ,że mamy z założenia mieszkać wszyscy dość blisko siebie.
Poza tym, boję się, że na tym  zadupiu utknę po kres swych dni, bo nie będę mogła wyjechać ze względu na posiadane zwierzęta...a ja uwielbiam wyjeżdżać. Ale założenie jest takie, że przecież ja tam wsiową bizneswoman zostanę, więc będę mieć na pewno bardzo zaufanych pracowników, którzy nakarmią moje kurki, ewentualnie jeszcze tę krowę, co mam piękne wilgotne oczy,  a psy i koty , to dzieciom podrzucę. No bo pszczoły to chyba będą mogły bez mojej opieki zostać, choć do końca jakby tematu jeszcze nie rozkminiłam.
No i będę sama i będzie na około pusto i będzie bardzo ciemno.
Tu było podobnie jak się wprowadziłam, ale...był Misiek, a i ja nie miałam 50 lat tylko dwadzieścia parę. Nie boję się ciemności, nie boję się bycia i życia samotnie, ale...co będzie jak ktoś postanowi mnie ubić i okraść, no bo raczej na towar przeterminowany mocno, to żaden desperat już nie poleci.   Do tej pory , był jeden taki co to chciał u mnie w stróżówce mieszkać, ale zdanie zmienił. To trochę komplikuje sprawę, ale pewnie nawet tam,  też będzie jakaś firma ochroniarska.
A ponieważ te myśli tłuką mi się po głowie już od paru lat, więc po naprawdę bardzo dogłębnej analizie , zaczęłam działać. Długa droga przede mną, jako że okazało się, że Misiek położył na łopatki całą papierologię i muszę to wszystko teraz prostować, co wymaga czasu, pieniędzy i zaangażowania, ale małymi kroczkami przybliżam się do celu i myślę, że na wiosnę ruszę ze sprzedażą domu. 
I oby się udało wtedy jak najszybciej, bo prawda jest taka ,że u mnie są takie ceny, że domy stoją latami nim je ktoś kupi.  A ja muszę szybko, nie mogę już dłużej czekać na ... wszystko. Potrzebuję ruszyć z miejsca i raz na zawsze, definitywnie , nie oglądając się za siebie zmienić obecne życie.

Uprzedzając Wasze pytania:
Tak będzie mi szkoda, będzie mi cholernie szkoda i będę z pewnością wyła jak bóbr  ( a może mops ? , nie bardzo pamiętam kto tam wyje ). Ten dom to tysiące wspomnień, to włożone w każdą rzecz moje serce i rozwalony kręgosłup. Tysiące rzeczy zrobiłam tutaj sama, szlifowałam, murowałam, tynkowałam , układałam podłogi, szyłam zasłony i firanki, nauczyłam się obsługi betoniarki i dowiedziałam się jak nazywa się większość roślin. Wzdrygając się z  obrzydzenia przerzucałam na łopacie turkucie podjadki i rozczulałam nad każdą uratowaną myszką czy nornicą. Tu dorastały moje dzieci, tu latami dojrzewał ogród. Jakaś część mnie zostanie tu na zawsze...
Ale...dom jest duży, dzieci duże, ba...już nawet wnuczka całkiem spora. Zarówno ja , jak i oni potrzebujemy swojego miejsca na ziemi, żeby zacząć żyć. Dla mnie, kupno ziemi i postawienie domu, to również plan na życie i możliwości zarobkowe, które sobie wymyśliłam już x lat temu, a tak jak powiedziałam wcześniej, chciałabym w końcu w życiu robić to co lubię.  

Zdrowie psychiczne

A tu człowiek wiecznie musi się wkurzać, no bo niby jak się nie wkurzać, jak wszyscy się wypierają, a finalnie i tak ja muszę robić ? Taka zamrażarka na przykład. 

Popsuła się, a jak to zamrażarka wypełniona była po same brzegi żarciem .Teoretycznie każdy miał po parę szuflad, ale działo to tak długo, jak długo działała zamrażarka. Pech chciał, że popsuła się przed samym wyjazdem nad morze, więc niestety mnóstwo jedzenia się zmarnowało. Każdy swoje szuflady miał opróżnić. Magik domowy miał zobaczyć czy uda się ją reanimować, więc została przekręcona przodem do ściany...Po przyjeździe z nad morza coś  śmierdzi ( Miśka co to gadał, że mi coś wiecznie śmierdzi, nie ma już od dawna, w związku z tym smród był jak najbardziej realny i nikt wody z mózgu robić mi nie mógł ) Więc chodzę, węszę, szukam... aż szarpnęło mną w końcu przeczucie okrutne i już wiedziałam...przekręciłam zamrażarkę znów drzwiami do przodu, otworzyłam i....no i niech Wam wyobraźnia podpowie. Myślałam, że umrę z obrzydzenia. Paszczę rozdarłam na cały dom, więc przyleciała Madzia.

- Boziu, Mamuś co się stało ?
- Czyja to do cholery padlina tam gnije  ???!!! - wrzeszczę w napadzie dzikiej furii:
Magda popatrzyła i ze stoickim spokojem stwierdziła, że to niej, bo ona wszystko opróżniła przed wyjazdem.
- Nuuuurrrrkkkkaaaa!!!! 
Ponieważ zdenerwowana okrutnie byłam, więc nie do końca pamiętam co odpowiedziała, ale one ostatnio gadają do mnie jak do wariata...znaczy spokojnie...znaczy, żeby podkreślić, że matka jakby nie do końca zrównoważona psychicznie i trzeba się z nią delikatnie obchodzić ( a tak na marginesie, to szkoda ,że nie przytakują, bo wariatom to się przecież przytakuje )
- To nie moje mięso Mamo, my wyrzucaliśmy od razu.
No i się zaczęło: 
- Magda, nie wpieraj mi, chyba lepiej wiem, co robiłam.
- No co Ty gadasz, przecież my wyrzucaliśmy od razu.
- Musieliście zostawić.
- Nie, to na pewno nie nasze, tylko Wasze, więc sprzątnij.
- Chyba żartujesz, ja tego na pewno nie będę sprzątać, bo nie nasze.
- Nasze też nie. Ja nie sprzątnę , bo się brzydzę, zresztą nie będę po Was sprzątać.

Ponieważ jakby nie mogą dojść do konsensusu, więc na pomoc wzywają "posiłki", które to na uboczu, przy wszelkich chryjach rodzinnych, starają się trzymać.
Posiłki w postaci dwóch osiłków, bardzo niechętnie schodzą ,więc jedna przez drugą:
- Adriannnn....pamiętasz? Sam wyrzucałeś, ja ci podawałam.
- Piotrrrekkk, w miednicy wynosiłeś od razu do śmieci ? Pamiętasz? 
No i który chłop, nie ugnie się przed dzikością w oczach i nie przytaknie ?
Ale...tutaj oprócz ich furii jestem jeszcze ja, więc sytuacja jakby się komplikuje .Wróg i zbawca w jednej osobie, któremu podpaść raczej nie wypada i którego jakby nie patrzeć w jajo robią, ale z szacunkiem traktują.
Więc coś tam burczą niewyraźnie pod nosami, za co dostaje im się od rozwścieczonych bab.

U mnie złość, w momencie kiedy sięga zenitu i osiąga apogeum, objawia się spokojem i pogardą dla otaczającego mnie świata, więc syczę przez zęby:
- Więc kuźwa moje, tak ? Skoro nie wasze, to znaczy, że moje??? 
I tu nastąpiło cisza i coś na kształt konsternacji, więc od syczenia przechodzę znów do wrzasku:
- No to ja się pytam, jak to może być moje jak OD DWÓCH LAT NIE JEM MIĘSA ???!!!!
- No tak, to fakt   - na pewno nie Twoje- mówi Nurka ....i po krótkim zastanowieniu :
- Ale i nie moje. 
- Moje też nie - dodaje Magda.
Więc naprawdę ,chcąc pozostać przy zdrowych zmysłach, muszę uciekać. Zamrażarka , to przykład i coś co mogłam udowodnić, ale takie sytuacje zdarzają się notorycznie.
- To nie ja ,
- Ja też nie.
A ja zastanawiam się gdzie mogłam wynieść sztućce i talerze, które przecież zawsze odkładam na miejsce, bo skoro nie one, to znaczy, że ja ? I czy jakby powoli na Alzheimera zapadam ?
Kiedyś pojechałam kupić znów kubki, bo nie bardzo było w czym pić...myślałam ,że po pokojach może gdzieś mają, sprawdziłam, ale nie. Więc pomyślałam, że pewnie potłukli. Za parę dni, wchodzę do kuchni, a tam na blacie stoi ich z 15..nie mieściły się do szafki, bo kupiłam nowe. Nie pytajcie gdzie oni to przechowują, bo nie mam bladego pojęcia. 
Przeca najbardziej wytrzymały psychicznie człowiek, by tego nie wytrzymał. Oprócz moich dzieci, ich narzeczonych, zwierząt i mojej wnuczki, -mam dwóch tajemniczych lokatorów...To Ktoś i Nikt.
Ktoś zrobił i Nikt nie wie kto.
Więc jest nas tu zdecydowanie za dużo, za dużo jak dla mnie, bo niech sobie mówią co chcą, mam natręctwa sprzątania czy nie, nie znoszę bałaganu i na tym tle, zawsze będzie dochodzić do spięć, tym bardziej, że przez nich, to i ja mam mniejszą chęć na porządki. A jak nie sprzątam, to jestem zła ,że jest burdel, a jak sprzątam, to też jestem zła, że sprzątam za resztę :) A ja nie lubię być zła.



Tak więc choć kocham okrutnie miłością wielką , nadszedł ten czas, że muszę pomyśleć o sobie. A jak do mnie przyjadą, to proszę bardzo...wtedy to ja obiadek nawet ugotuję ,pozmywam, talerze posprzątam i dokładnie będę wiedziała, gdzie je schowałam. I wytrę je sobie w czyściutkie ściereczki, które w tym domu notorycznie nazywane są SZMATAMI. No szlag mnie trafia na miejscu jak słyszę podaj szmatę! Chociaż może i nie powinno mnie to dziwić , bo moja szmata do podłogi, wygląda zdecydowanie lepiej niż te ścierki! O...  do łazienki nie będę musiała chodzić jak na koloniach, z kosmetyczką, bo NIKT nie tknie moich kosmetyków :). 
A Babcią jaką będę Kochaną , jak nie będę paszczęką kłapać, że dziecko wiecznie przed telewizorem siedzi...a proszę bardzo, wtedy to po spacerku, nawet sama bajeczkę włączę. A tak to tylko zła jestem, bo rodziców wbijam w poczucie winy, a dziecko cierpi, bo karzą jeszcze nie daj Bóg wyłączyć...i przez kogo ? No jasne, że przez Babcię niedobrą.

I jakby tak, ten post niedokończony muszę wrzucić, bo musiałam przerwać pisanie i po drodze gdzieś wątek straciłam, więc żegnam się z Wami cieplutko i do usłyszenia wkrótce :)



43 komentarze:

  1. Uwielbiam Cię czytać. Z niecierpliwością czekam na książkę
    Aśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jakże mi miło. Właśnie któregoś dnia otworzyłam ją na nowo i doszłam do wniosku, że nie bardzo wiem co dalej, bo zgubiłam wątek :)

      Usuń
    2. Zacznij kolejny!
      Ella-5

      Usuń
    3. hahaha....no chyba tak zrobię. Muszę tylko przeczytać, to co napisałam :)

      Usuń
  2. Uciekaj czym prędzej:))...

    OdpowiedzUsuń
  3. Też bym chciała w końcu nabrać takiej odwagi... Mam odrobinę czasu do 50 urodzin... Napisz książkę, jak odnaleźć szczęście przed pięćdziesiątką i być jak Tasha Tudor...od razu będzie bestseller.
    Co do przekuwania traumatycznych przeżyć w coś dobrego... Kwestia ile razy się oberwie. W pewnym momencie chyba już się po prostu nie chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha...jest to jakaś myśl .A jeśli chodzi o przeżycia, to wydaje mi się,że to nie jest kwestia ile razy się oberwało, a kwestia charakteru. Niestety, ludzie dzielą się na tych dla których szklanka jest do polowy pełna , a drudzy to Ci, dla których jest do połowy pusta. Swiat byłby szczęśliwszy, gdybyśmy przestali się martwić rzeczami na które nie mamy wpływu :)

      Usuń
  4. Koniecznie napisz książkę bo czyta się Cię jednym tchem.Jestem Twoją równolatką i ja raczej nie wyniosłabym się na jakieś zadupie,może ewentualnie na ubocze bo niestety latka lecą i lepiej być blisko cywilizacji cokolwiek to znaczy.Zazdroszczę odwagi bo ja nie chciałabym zaczynać od początku.Wiem,wiem każdy ma inne potrzeby.Jeśli cz ujesz ze musisz bo inaczej się udusisz to idz za głosem serca.Amen i powodzenia❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? Też o tym myślałam, ale Polska, to nie Australia, a tak naprawdę, w dzisiejszych czasach, szybciej dojadę do szpitala w małym mieście, niż do najbliższego szpitala u siebie, do którego mam 8km. Taaakkk...ja muszę , bo się uduszę :) Chodzi to za mną od lat, nawet jak pisałam jeszcze regularnie bloga, to już o tym gdzieś przebąkiwałam :) Potrzebuję tych zmian, żeby móc zacząć znów żyć. Poza tym...praca , też wymusza na mnie pewne zmiany.
      Buziaki ogromne i miłego dnia życzę

      Usuń
  5. A ja wiem, że Ci się uda! Dorosłe dzieci nie powinny mieszkać z rodzicami, ale różnie się życie układa. Wiem coś o tym, bo mieszkam z synem na 44 metrach w paskudnym bloku, gdzie okna wychodzą na okna sąsiadów. Marzy mi się sypialnia, w której miałabym wielkie łoże, szłabym spać o dowolnej porze i nikt by nie chciał wtedy oglądać telewizji w pokoju, gdzie śpię. Jadłabym kiedy chcę i nie leciałabym do sklepu, bo zabrakło masła. Może w innym wcieleniu będę tak miała, ale Tobie się uda :)
    Katarzyna W-T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, zacznij marzyć. Ja święcie w to wierzę,że marzenia się urzeczywistniają. Kiedyś marzyłam codziennie i życie wydawało mi się naprawdę proste. Utknęłyśmy gdzieś w myślach o tym, jak jest źle, zamiast koncentrować się na tym,że może być dobrze :) \Ciężko zmienić sposób myślenia, jak od lat tkwi się w takim maraźmie, ale jest to mozliwe. Ja się bardzo staram, więc i Ty dasz radę.
      Buziaki Kochana, Tobie też się uda :)

      Usuń
  6. Cudownie się czyta Twoje posty. Pamiętam ,ze lata temu miałaś jeszcze taką fenomenalną muzyczkę-śpiewajace ptaszki. Nawet szukałam jej w internecie-bezowocnie.Właśnie popijam gorącą kawkę(jestem juz po śniadaniu) i opatulona ( poranne wietrzenie domu-a na dworze chyba ze 2 stotnie) czytam Twojego posta.Czytam a właściwie pochłaniam każde słowo i żałuję ,że tak krótki ten post. Czekam na kolejny i na zakończenie mięsnej afery ;-) jesli rozwikłałaś ta zagadkę. Co do zmian w życiu. Chyba większość ludzi czuje niepokoj , jesli takowe nadchodzą. Zwłaszcza jeśli lubimy stabilizację, codzienną powtarzalność.Życie potrafi nas zaskoczyć.Rzuca nam wyzwanie.Ja wierzę,że Tobie się uda, bo tym razem trafiła kosa na kamień;-).To może być poczatek nowego, całkiem pięknego życia. Może to szansa ,żeby wszystko to co kłębi Ci sie w sercu i głowie przelać na papier.Masz wspaniały dar opisywania życia.Jeśli napisałabyś książkę z pewnością bym ją kupiła, ponieważ cudownie się Ciebie czyta. Pozdrawiam serdecznie i przesyłam moc uścisków. Jowita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dziękuję za tyle miłych słó. A ta muzyczka, jest cały czas, ale niestety trzeba wejść na bloga z komputera, wtedy po prawej stronie na dole jest odytwarzacz. Niestety na komórkach to nie działa :(Ja lubię stabilizację, poczucie bezpieczeństwa jest mi ogromnie potrzebne, niemniej jednak, nie boję się wychodzenia poza przysłowiową strefę komfortu, więc masz rację...trafiła kosa na kamień :)
      A jeśli chodzi o ten początek nowego życia, to tak właśnie uważam i bardzo, bardzo chciałabym,żeby to już było docelowe i żeby tam, również był koniec.
      Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj...koszmarnie się to czyta. Tak, niestety wiem, że tak to wygląda. Dlatego nigdy nie chciałam mieć krowy, która daje mleko. Chcę taką krowę, która właśnie już do niczego się nie nadaje i która jest przeznaczona na rzeź.
      Mam nadzieję,że uda mi się to kiedyś zrealizować.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  8. Jakbym czytała o sobie tyle, że dzieci mam młodsze XD
    Trzy lata temu też dokonałam megazmian w moim życiu. Może nie wyprowadziłam się na zadupie, ale do miejsca, które dla mnie jest moim osobistym rajem. I tylko zastanawiam się dlaczego tak późno. Nareszcie poznałam smak szczęścia, spokoju i harmonii, które były zawsze moim celem.

    A brudne kubki? Cóż, moja artystyczna natura dopuszcza brak perfekcyjnego porządku, po prostu przestałam się tym przejmować. Zamiast wqrwu jest mizianie kota, psa, połażenie po ogrodzie. A najlepsza jest praca. Wreszcie jest piętro niżej, bez korków, bez spiny.

    Życzę Ci powodzenia w odnajdywaniu siebie. To świetny etap w życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha...Renatko, jak miło Cię widzieć. :) Widzisz, ja jak się tu przeprowadziłam, to też myślałam,że to już będzie to miejsce docelowe. Nigdy nie sądziłam,że tak moccno wedrze się tutaj cywilizacja, więc czas uciekać jeszcze dalej i mam nadzieję, że już tam, to właśnie będzie to miejsce, w którym zostanę do śmierci:) I,że w końcu , tak jak i Ty, będę robić to co lubię i że wszystko mi się uda :)
      Dziękuję Kochana za miłe słowa i wsparcie i życzę dalszych sukcesów, zarówno na gruncie osobistym , jak i zawodowym.

      Usuń
  9. No w końcu! ileż można czekać. Przesyłam pozytywne wibracje~~~~;) J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaah...no bez przesady :) Progres jest :) To drugi post w miesiącu:)A tak poważnie , to napisałam go już jakiś czas temu, ale okazało się,że nie mam miejsca już na dysku google, więc musiałam dokupić .
      Dziękuję ślicznie i pozdrawiam

      Usuń
    2. Wydajmy tę książkę!;-))) J.

      Usuń
  10. Będę bardzo Ci kibicować i trzymać kciuki za powodzenie przedsięwzięcia. I nigdy więcej nie pisz o sobie, że jesteś tępa, do diaska, bo to wierutna bzdura- jesteś utalentowana, wrażliwa, empatyczna, pracowita. Jesteś niezwykłą kobietą !

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymam kciuki, czasami zmiany są potrzebne.Ja 4 lata temu rzuciłam wszystko i wyjechałam na drugi koniec Polski, zostawiłam 30 lat życia, płakałam , jeszcze tęsknię ale jednocześnie zaczęłam coś od nowa a jestem troszkę starsza od ciebie.Jeżeli bardzo chcesz to zrobisz , a ja lubię ciebie czytać i będę podglądać jak sobie radzisz trzymając mocno kciuki Jasmin

    OdpowiedzUsuń
  12. Podziwiam Panią za odwagę, za pasję, za wyczucie piękna i dobra... Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za słowa wsparcia. A tak na marginesie, Eliza mam na imię :)

      Usuń
  13. Kochana Moja:)przeczytałam Twój post trzy razy:))Przemyślałam to wszystko co napisałaś,znamy się co prawda wirtualnie ale już co najmniej 10 lat:))zawsze byłam z Tobą,czytałam co napisałaś ,patrzyłam co zrobiłaś:)Twoje "pióro"zawsze było fajne,nawet jak odpisałaś pani Zofii :)))więc i książkę z przyjemnością bym przeczytała.U mnie również zawsze była "pełna chata"chociaż liczyła 46 m2 i mieściła się w bloku na 4 pietrze.W końcu miałam już dość i zapowiedziałam córkom,że mogą z nami mieszkać do 30 a potem nawet mogą iść pod most:)))No i się przejęły i postarały o własne mieszkania,chociaż czasem się zdarzało ,że na krótko lądowały u nas.Dziś mieszkamy sami z M,ale powiem Ci,że bardzo mi brakuje tego rozgardiaszu.Na chwilę było fajnie,luz,blus,a teraz chciała bym je z powrotem pod jednym dachem:))Wnuków niestety nie mamy i nie będziemy mieć ze względów zdrowotnych,czasem cisza aż brzęczy w uszach:))I tak sobie myślę o Tobie.Zagarniesz tą ciszę,zachwycisz się luzem,ale jak Cię znam szybko zatęsknisz za Ktosiem i Niktem:)))ale spełniaj swoje marzenia:))trzymam kciuki i kibicuję z całej siły:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kurczę, zobacz jak ten czas leci :) Masakra jakaś. Hahaha...chyba wiem o co chodzi, o mojego stalkera:) To Pani Halinka była i od tamtej pory słuch o niej zaginął, a czasami zastanawiałam się czy jeszcze czyta i nie komentuje ?:) Wiesz...a tak zupełnie na poważnie, to długo nad tym myślałam i mam nadzieję,że jednak nie będę tęsknić. Założenie jest takie,że chcę rozwinąć tam coś na kształt agroturystyki, więc mam nadzieję,że będzie duuuużooo ludzi, a ja będę tęsknić, ale dalej za spokojem. Tutaj jestem już naprawdę bardzo zmęczona. Zmęczona ogromem tego domu, sprzątaniem...powoli zaczynam być również znudzona, bo jak wiesz, ja lubię coś cały czas robić, a tu...no nie bardzo jest co. Już kiedyś...na blogu coś tam wspominałam na ten temat, jak zaczęli mi ten dom co niebo zasłania budować...plany się trochę zmieniły, ale teraz dojrzały naprawdę mocno i to jest coś co od niepamiętnych czasów jest moim nowym celem i coś co naprawdę bardzo chcę zrobić. Czy zatęsknię ? Nie wiem...czas pokaże, ale...no kurde, jak ja będę miała 100 lat, to Magda82...i tak do śmierci razem ? Nieeee...:)

      Usuń
  14. Swietnie, ze podazasz za marzeniami :) Wielka szkoda Twojego domu, ale jesli masz w ten sposob spelnic swoje pragnienia, to wiadomo, trzeba sprzedac. Dodalas mi tym postem skrzydel, bo sama marze o mieszkaniu na odludziu, ale takim prawdziwym, bez sasiadujacych za wielka dzialka domow. Chce, by to bylo gdzies na terenie Galicji, czyli Malopolski i Podkarpacia, moich rodzinnych stron. Gdzie Ty myslisz sie przeprowadzic? Ciekawa jestem niezmiernie :) Mam dla Ciebie jedno slowo: PERMAKULTURA. Warto poczytac, bo tu chodzi o uprawe ziemi i o budowe domu. Wychodzi taniej i mniej sie przy tym czlowiek urobi. Historyjka z wnerwiajaca rodzinka byla bezcenna ;) Usmialam sie przy tym prawie do lez ;P Ci dwaj goscie, Ktos i Nikt, tez u nas czesto bywaja, ale to temat na co najmniej trylogie :P Ci dwaj ludzie w ogole jakos na zmiane kimaja we wszystkich domach :D Wracajac do tematu Twojego domu, zaluje ze Maja Popielarska Cie nie odwiedzila, bo to bylby piekny odcinek "Mai w ogrodzie" :) Latwiej byloby Ci sprzedac wtedy dom, bo bylby slawny ;) Jesli w nowym miejscu zamieszkania zrobisz sobie skansen, to wyslij mi oferte. Chetnie Cie odwiedze, jak tylko odloze na wakacje ;) Mysle, ze Twoi czytelnicy z duza przyjemnoscia urzadza sobie tam zjazd wielbicieli bloga :D Mozesz napisac o swoim zyciu na pustkowiu ksiazke. Normalnie to na starsze lata niby trzeba byc blizej cywilizacji, ale po pierwsze, Tobie ok. 30 lat brakuje, zeby byc starsza osoba, ktora potrzebuje przychodni i apteki pod mieszkaniem. Zreszta, zdrowa osoba zyje dlugo i w zdrowiu, wiec trzeba dbac o siebie i bedzie dobrze. Po drugie, teraz czasy sa inne, wdraza sie nowy porzadek i miasta nie beda bezpieczne, a z podrozami roznie bedzie. Moim zdaniem, Twoja decyzja jest teraz megatrafna. Pozdrawiam i zycze ogromnego powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, mam nadzieję,że mój dom kupi ktoś, kto będzie również w nim zakochany tak jak ja. Jak sprzedawałam mieszkanie, to parę osób popędziłam:), choć sprzedać musiałam szybko , bo zaliczka na dom była wpłacona, ale czekałam na "tego kogoś", to się poprostu czuje. Permakultura i jej założenia nie są mi obce i z pewnością kiedyś zainteresuję się tym bardziej dogłębnie. Cieszę się,że uważasz ,że podejmuje dobrą decyzję i Tobie również życzę realizacji planów i przeprowadzki w wymarzone miejsce.

      Usuń
  15. Właśnie kończę budowę własnego miejsca ucieczki, co prawda moje dzieci pewnie są ciut młodsze od Twoich, a wnuków jeszcze brak, ale i u nas jest ciasno, bo za dużo tych dorosłych w jednym domu. No i skoro jest cudowna mamusia, to wszystko zrobi, prawda? Ucieczka to jest to, na głęboką wieś, zanurzyć się w las, w naturę, we własne życie i uczucia. U mnie ucieczka potrwa jeszcze kilka lat, ale w weekendy już jestem tam, u siebie. :) Z całego serca życzę realizacji planów! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj chciałabym móc tak jak Ty, mieszkać tutaj i budować gdzieś dom...niestety, u mnie logistycznie to będzie tragedia i nie wiem normalnie jak to zrobię:) Ale tym, będę się martwić później. Mam nadzieję,że wszystko pójdzie dobrze i przede wszystkim szybko.
      Dziękuję ślicznie i również życzę definitywnej ucieczki z miasta:)

      Usuń
  16. Pani E!izo. Niech się pani nie wyprowadza. Dzieci niech wezmą kredyt. A naprawdę trudno będzie zaaklimatyzować się gdzie indziej w wieku Balzaka. A dzieci będą miały gdzie wracać.
    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka :) Jestem Eliza, nie Pani :) Nie, myślę,że nie będzie mi trudno się odnaleźć w nowym miejscu. Tam dom twój, gdzie serce twoje i tego się trzymam. Dom, choć kocham bardzo, to jednak tylko mury nasiąknięte wspomnieniami. Więc uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby odnaleźć się w innym miejscu i tam stworzyć swój własny , nowy kawałek świata. Będzie dobrze i jeszcze będzie pięknie. A w tym domu gdybym została sama to chyba musiałabym się bawić ze sobą w chowanego :) Ja tylko na górze mam 5 pokoi i duży hol, dla jednej osoby, to naprawdę za dużo, ja tyle nie potrzebuję.
      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  17. Eliza pięknie czyta się Ciebie Cudownie ogląda zdjęcia Czekam na książkę, napewno będzie w mojej biblioteczce Rob co kochasz,idź za głosem serca ,ważne jest w życiu szczęście ������Pozdrawiam Cie serdecznie❄❤
    @betty_burbo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O witaj Kochana. Widzę,że do mnie dotarłaś :) Bardzo mi miło, dziękuję. Hahah...no jak nic, że w końcu napiszę tą książkę :)
      Buziaki ogromne i dziękuję za tak miłe słowa

      Usuń
  18. Masz bardzo klimatyczne miejsce i blog. Okrągłe rocznice urodzin prowokują do zmian, ale decyzja zawsze należy do Ciebie, my możemy tylko wyrazić swoje zdanie.
    Przeprowadzałam się już kilka razy, za każdym razem uczyłam się wiele, zmienialam pracę, miasta i kolezanki. Zawsze z otwarta głową i sercem. Cztery lata temu przeprowadziłam się bliżej dorosłych dzieci i cieszę się z tego bardzo. Mieszkamy na wsi pod Warszawą, mamy spokój i jednocześnie dostęp do możliwości wielkiego miasta.
    Twoja decyzja w końcu dojrzeje i myślę, że spełnisz marzenia...
    Pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za słowa wsparcia. Ja już do tego dojrzałam, niestety powstrzymuje mnie jeszcze dokumentacja, no i sprzedaż. Tu rodzi się problem, ale...mam dobre przeczucia. Naprawdę, głęboko w to wierzę, że w te wakacje, uda mi się już być w nowym miejscu. Do Warszawy dalej nie będę miała daleko, bo chcę się wyprowadzić tak ok. 50- 70 km poza i mam nadzieję,że cywilizacja tam tak szybko nie dotrze. A widzę, że Ty przeprowadziłaś się w okolice Puszczy Kampinoskiej...kto wie czy nie jesteśmy sąsiadkami :)
      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
    2. Przyłączam się do Was. Ja mieszkam także przy Puszczy kampinoskiej w Wincentówku. Kupiliśmy dom przeszło 3 lata temu, przeprowadzając się z Nowego Dworu Mazowieckiego. Żałuję tylko, że Twój Blog tak późno odkryłam, ale braki, nadrabiam w szybkim tempie. Wspaniale się Ciebie czyta, więc pozostanę z Tobą na bardzo długo. Pozdrawiam Ciebie oraz Celę D serdecznie. Małgorzata.

      Usuń
  19. Mieszkam w najmniej popularnej gminie Stare Babice, na szczęście dla mnie, ale gęsto się zaczyna robić, więc i do nas dotrze "cywilizacja"
    Elisse, bardzo cieplutko Cię pozdrawiam, poczytałam dzisiaj Twój blog, dołączam do wiernych obserwatorów.

    OdpowiedzUsuń
  20. U nas, Kochana, szklanki giną, bezustannie, a potem odnajdują sie w ilościach hurtowych i to w najmniej oczekiwanych momentach.
    W łazienkach, natomiast, Nikt i Ktoś nagminnie zostawiają CZARNE, grube farfocle skarpeciane w ilościach przewyższąjących najśmielsze oczekiwania osób trzeźwo obserwujących otoczenie, a które dla Nikogo i Ktosia zdają się być niewidoczne. Lodówka wieczorem, zawsze, jest kompletnie zdezorganizowana mimo, że rano była jak najbardziej zorganizowana, ale to też Nikt i Ktoś. I normalnie "czuję; totalnie opisywane przez Ciebie sytuacje....
    Ściskam,
    Belle

    OdpowiedzUsuń
  21. Elisse, czytam Twój blog od początku. Pamiętam jak robiłaś listkowe firanki. I zajaca i Mambe..Wiele lat temu obiecywałam Ci kupno książki, którą napiszesz wg bloga. Wahasz się? Pomyśl jak to jest jak zamiast 5 pokoi masz 2 duże ale całkiem swoje własne. Jak kubek stoi tam, gdzie go postawiłaś. A jak są jakieś kłaki to twoich zwierząt ( miałaś-masz-i będziesz mieć). I nikt ci nie trombi nad głową jak właśnie chcesz w ciszy poczytać. I nic nie musisz ponad to co chcesz.
    uwierz da się! wiem bo 10 lat temu w pół roku z urlopowej chatki zrobiłam 100 metrowy dom. a latek miałam wtedy.. 55.
    ps. Kiedyś starsza dama mi tak powiedziała: szczęście kobiety to gosposia na stałe a mąż... na przychodne. Praktyczniej mieć ogrodnika na stałe.
    Czego Ci serdecznie życzę - a może, bo już parę miesięcy minęło -życzyć Ci dobrego życia w nowym domu?

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Utkane z marzeń , Blogger