wtorek, lutego 02, 2021

Jak żyć bardziej ekologicznie


W ostatnich czasach ochrona środowiska, bycie eko , dbałość o to, co nas otacza, to modne tematy i bardzo dobrze, Chłonę co tylko wpadnie mi w ręce , jak gąbka. Moje dziecko twierdzi, że do wszystkiego trzeba dorosnąć i jeśli o to chodzi, to chyba się z nią zgodzę. Szacunek do przyrody, wyssałam i to chyba dosłownie z mlekiem matki, gdyż mamy bardzo podobne poglądy, aczkolwiek moja mama, może nie aż tak restrykcyjne, jak ja. Ale spokojnie, moje podejście do życia nie zahacza nawet o fanatyzm. Mieszkam w domu, a nie w szałasie, nad głową mam dach, a nie gałęzie, jeżdżę samochodem , a nie konno, ale jeśli tylko mogę , w miarę możliwości, oczywiście na ile pozwalają na to dzisiejsze czasy, staram się być świadomym konsumentem.

Już od dłuższego czasu myślałam, żeby o tym napisać, chociażby nawet dla siebie, żeby zobaczyć co robię w tej kwestii, bo wydaje mi się, że cały czas bardzo niewiele. Chętnie się dowiem co robicie Wy i jakie macie sposoby, na to żeby tak masakrycznie nie zaśmiecać świata.
Śmieciarkę to ja miałam zaprzyjaźnioną, booo.... bo wyobraźcie sobie, że tutaj, jak się wprowadziłam, przez całe lata, nie było czegoś takiego jak wywóz śmieci. Aczkolwiek, śmieciarka czasami się przemieszczała po gminie, być może zabierając śmieci ze szkoły bądź przedszkola, więc zapolowałam na nią i po krótkich negocjacjach, udało mi się umówić, że będą przyjeżdżali i do mnie raz na dwa tygodnie. A za drobną opłatą , bodajże 20 zł każdorazowo zostawianych na śmietniku pod cegłą, zabierać będą cały fajans, za któryż to dodatkowo musiałam zabulić 150 zł, bo Panowie musieli ukraść z zakładu i na ryzyko się narazić. Kradzież w tym wypadku uznałam za rzecz niebywale potrzebną, z racji tego, że nie bardzo wiedziałam co z tymi śmieciami mam niby robić, więc skwapliwie zapłaciłam.
Odkąd tylko pamiętam, makulaturę, której kiedyś z braku internetu było zdecydowanie więcej, wiązałam pieczołowicie sznureczkiem i zostawiałam osobno obok śmietnika. 
Kiedyś padał deszcz, więc nie chcąc, żeby przygotowana przeze mnie paczka zmokła, nasłuchiwałam warkotu śmieciarki i jak tylko zaczęła się zbliżać, wybiegłam na dwór. Krzyczę do nich, że jeszcze mam gazety i żeby poczekali, Pan powiedział "aha" patrząc na mnie jak na ćwierćinteligenta i z impetem ciepnął moją paczuszkę do tych samych śmieci. Pytam więc, pełna oburzenia:
- Ale...jak to tak ? Przecież to makulatura, pojemniki w gminie stoją.
- A kto by się tym przejmował, a Pani myśli ,że z tych pojemników papier to gdzie trafia?
- No chyba na makulaturę?
- Hahaha...

Moje rozczarowanie nie miało granic, tym bardziej ,że ponosiłam dodatkowe koszty w postaci sznurka.
Stwierdziłam, że więcej im nie oddam i zaczęłam taszczyć gazety pod szkołę, do pojemników, łudząc się ,że widocznie ta moja śmieciarka nieprzystosowana, ale tam, to z pewnością segregacja jest, jak się patrzy, no bo przecież po coś w te pojemniki na papier, szkło i plastik zainwestowali.
No niestety...nie mam pojęcia po co pojemniki stały, bo wszystko trafiało jednak do " jednego wora " , a właściwie śmieciarki.
Ograniczając zakup gazet, tnąc wszystko w niszczarce, robiłam brykiety do rozpalania w kominku i tak, dotrwałam bodajże do 2012 roku, kiedy to ustawa śmieciowa weszła, która notabene bokiem też mi wyszła, gdyż z przyzwyczajenia oprócz regularnego, wymaganego z urzędu płacenia za wywóz śmieci, chyba przez dwa lata, zostawiałam dodatkowo pod cegłą 20 zł. Tak więc i nowi Panowie za ćwierćinteligenta musieli mnie uważać. A i powiem Wam szczerze, że jak się w końcu zorientowałam, to bałam się przestać, bo nie wiedziałam czego się spodziewać. Na szczęście przyfilowałam, że co i rusz przyjeżdża tu inna ekipa, więc problemu nie było.

No i generalnie wypadałoby powoli kończyć ten post, a ja jeszcze nawet nie zaczęłam wymieniać tego co robię, a właściwie tego czego nie robię.

Nie da się ukryć, że kuchnia to największa wytwórnia plastiku. Temat plastiku, to temat rzeka i tu myślę nie starczyłoby miejsca na to wszystko co chciałabym napisać. Szczególnie po lekturze książki " Jak zerwać z plastikiem ", którą polecam zdecydowanie wszystkim. 
To z niej dowiedziałam się ,że  1/3 plastiku w oceanach stanowią mikrowłókna , które przedostają się przez wszystkie filtry, podczas prania. To samo tyczy się mikrogranulek, w proszkach i środkach czystości. Co więc można zrobić, aby  żyć bardziej świadomie i dbać o środowisko ? 

Kuchnia



1. Oprócz segregacji śmieci ( gdzie do dnia dzisiejszego mam wątpliwości czy to faktycznie działa ), namiętnie zbieram korki, które to przez lata moje dzieci nosiły do szkoły, później zalegały mi tonami w hydrofornii, aż w końcu Tosia poszła do szkoły, więc mogłam się ich pozbyć. Te korki, to ponoć jakiś wysokogatunkowy plastik, który nadaje się do przetworzenia.

2. Cała zielenina z domu, trafia na kompost.

3.  Chyba pierwszym świadomym krokiem, był zakup wielorazowej butelki. Na początku była plastikowa ( zawsze to i tak lepsze , niż kupowanie w sklepie napojów w plastikowych butelkach ) i służyła mi ładnych parę lat ( na marginesie służy dalej, bo teraz zabieram w niej wodę dla psów ). Teraz mam już szklaną butelkę, którą uwielbiam.  
Staram się całkowicie ograniczyć kupowanie czegokolwiek w plastikowych pojemnikach, aczkolwiek, przyznam bez bicia, że czasami jest ciężko, bo piję bardzo dużo i niekiedy muszę się posiłkować na spacerze zakupem jakiegoś gotowca ( aczkolwiek wtedy wybieram coś w szkle, ewentualnie sok w kartonie ). Mam nadzieję, że woda będzie sprzedawana znowu w szklanych, kaucjonowanych butelkach. Kto jeszcze pamięta "Mazowszankę "?

4. Od lat nie korzystam z plastikowych toreb na zakupy. Zawsze mam ze sobą wielorazowe torby, które po prostu ubóstwiam, bo są bardzo pojemne. Przy większych zakupach biorę kartony ze sklepu i to właśnie w nie pakuję część produktów.

5. Zamiast małych, szeleszczących siatek, mam woreczki do których wrzucam warzywa, pieczywo i ziarna. I choć na początku przy kasie patrzyli się na mnie jak na dziwadło, ewentualnie szukali metki do zeskanowania, w tej chwili mnóstwo ludzi korzysta z takich woreczków i nikogo to nie dziwi.

6. Staram się kupować rzeczy na wagę, a nie w opakowaniach ( ziarna, bakalie, makarony, ryż itp. )

7. Jeśli nie mam wyboru i muszę kupić coś w plastiku, to wybieram duże, opakowanie.

8. Nie używam folii spożywczej, ani aluminiowej( zamiast tego żywność przechowuję w szklanych pojemnikach, a pieczywo obwijam w "woskowijki"

9. Staram się nie kupować produktów spożywczych, które są pakowane w plastik, aczkolwiek...tego niestety, żebym nie wiem jak się starała, nie da się uniknąć, bo nawet głupia sałata, musi być obwinięta w kawał plastiku. 

8. Robię sama jogurty ( i tutaj nie muszę wrzucać do śmieci codziennie plastikowych kubeczków )

9. Jajka kupuję tylko od szczęśliwych kur, a zakupy staram się robić na bazarze, gdzie można kupić produkty na wagę ( bo jak się pytam czy jabłka nie pryskane, to każdy mi się śmieje w twarz :) i mówi, że żadne by się nie utrzymało. I nie rozumiem tego. Pamiętacie moją cudną jabłonkę? No miała tyle jabłek co roku i przenigdy nie była pryskana. Czereśnia, co to mówili żeby ją wyciąć jak się wprowadziłam , bo jest chora, też ma co roku czereśnie i jakoś żyje, że już o braku oprysków nie wspomnę. Porzeczki co prawda co roku chorują, ale tylko liście, a na owoce wpływu to nie ma. To samo jeśli chodzi o agrest, tu liście właściwie nie chorują, bo po prostu ich nie ma, zżerają chyba larwy motyla bielinka, ale owoców jest co roku mnóstwo, więc co mi przeszkadza,że motyl zje sobie wszystkie liście ?

10.  Na kawę mam od lat niezawodny kubek "Contingo" ( i choć drogi, to tylko ten polecam, a przetestowałam już wiele). Oczywiście oprócz zakrętki, w całości wykonany z metalu. Nigdy nie kupuję kawy w jednorazowych kubkach.

11. Mąkę, cukier, zioła i inne sypkie produkty, trzymam w szklanych słojach . Niestety mam jeszcze parę plastikowych, z czasów kiedy to o szkle można było pomarzyć. Trafią pewnie na działkę, bo wyrzucić szkoda.

12. Sztućce i noże mam metalowe ewentualnie z drewnianymi rączkami, tak samo deski do krojenia, drewniane albo szklane ( i jest jedna plastikowa )

13. No i nie jem mięsa od dwóch i pół roku, a oprócz względów czysto humanitarnych, ma to ogromny wpływ na środowisko. Podobno emisja gazów cieplarnianych pochodzących z hodowli zwierząt, stanowi aż 17% CO2 w całej Unii Europejskiej.

14. Na zakupy chodzę zawsze najedzona ( nawet nie wiecie jak to bardzo pomaga w ograniczaniu kupowanych produktów ), z przygotowaną zawczasu listą.

15. To co zostaje, mrożę. Właściwie to mroziłam, bo zamrażarka dalej nie działa. A mroziłam kiedyś naprawdę bardzo pokaźne ilości :klik

16. Szmatki do kurzu mam wielorazowe i takie pocięte z ubrań Tosi, które nie nadawały się już do oddania.
 
I tak chodzę po tej mojej kuchni i się rozglądam i właściwie więcej plastiku nie posiadam. A i tak za każdym razem , jak przychodzi do wywozu śmieci, ilość po prostu mnie powala. Niestety moje dzieci jakby totalnie mają na to wywalone i choć zięciowi kupiliśmy nawet ustrojstwo, żeby wodę gazowaną sobie robił, to i tak kupuje w plastikowych butelkach i aż dziw, że się nie krztusi, bo za każdym razem mówię mu, że jest mordercą i właśnie pozbawił życia kolejnego kormorana. Ilość plastiku w zabawkach Tośki, zaznaczam bezsensownych zabawkach, jest wręcz szokująca. Leży toto , do niczego nie służy, bo bawi ją to jedynie w momencie kiedy dostanie, a w efekcie trafia do śmieci. No ale co ja mogę zrobić?

Łazienka



 Tu sprawa ma się trochę lepiej niż w przypadku kuchni, ale też jakby nie do końca.

1. Proszek do prania kupuję w kartonowym opakowaniu. ( chcę się przerzucić na te orzechy piorące, ale...tak bardzo lubię zapach czystego prania, że odkładam to w czasie ) Proszek kupuję bez mikrogranulek.

2. Płyn do prania to moje kolejne utrapienie ..jest w plastikowych butelkach. Kupuję co prawda te największe, ale to jakby mnie nie usprawiedliwia. I też czytałam o tym, jak zrobić własny i też odwlekam decyzję. Ale teraz to mi wstyd pewnie już będzie, więc może w końcu zrobię i zacznę prać w tych orzechach:) 

3.  Kupuję tylko kosmetyki , które nie są testowane na zwierzętach.

4. Pastę do zębów robię sama.

5. Piling do ciała też ( przez lata nie używałam, bo nie powinnam ze względu na przepływ limfy i rozprzestrzenianie się komórek nowotworowych, ale... mam dosyć i czniam to i używam. a jaką frajdę mam :)

6. Nie używam płynów do kąpieli, zamiast nich stosuję napary ziołowe i sól epsom.

7. Używam mydła w kostce.

8. To samo tyczy się szamponu do włosów.

9 . Z odżywką jest problem..w kostce jest do niczego , a butelki są plastikowe :( Niestety kupuję, więc jeśli macie jakiś pomysł na zastępstwo, koniecznie dajcie znać w komentarzu.

10. Jeśli chodzi o mleczka do demakijażu, płyny etc...nie używam. Sama robię tonik do twarzy, a'la płyn micelarny. Zamiast płatków kosmetycznych, stosuję ściereczkę do demakijażu.

11. Patyczki kosmetyczne jedynie bambusowe, tak samo szczoteczki do zębów.

12. Jeśli chodzi o codzienną pielęgnację, to oprócz wyżej wymienionych, chyba niczego innego nie stosuję. Często się mnie pytacie, jakich używam kosmetyków. No więc nie używałam  ( i choć sobie po 40 obiecywałam, że zacznę ), to dalej nie używam żadnych kremów, balsamów ani innych rzeczy. Co prawda nawet nie wiem jakie inne rzeczy są, ale kiedyś tak sobie myślałam, że może właśnie dlatego, że niczego nie używam tak wyglądam? Skóra tylko z policzków, jakoś zaczęła mi się przemieszczać w stronę ziemi, ale poza tym, oprócz mimicznych zmarszczek, innych nie posiadam. `    

13.  Za to maluję się namiętnie i raczej bez makijażu z domu nie wyjdę, choć obecnie jakby coraz mniej mi się chce. Podkłady kupuję w szklanych butelkach i ogólnie kupuję bardzo, naprawdę bardzo mało kosmetyków. 

GARDEROBA



1. Ubrania odkąd tylko pamiętam kupuję tylko i wyłącznie z naturalnych włókien, więc w tym wypadku plastik do oceanów się raczej nie przedostaje. W swojej garderobie, która jest naprawdę o wiele za duża, posiadam jeden sztuczny sweter ( bo wzór miał cudny ) i jedną sztuczną sukienkę, w której wyglądam jak Kleopatra i po prostu to była miłość od pierwszego wejrzenia, choć bardzo długo biłam się z myślami przed zakupem, czy aby ja w tym plastiku chodzić będę? No nie chodzę, ale za to czasami ją sobie oglądam i dalej mi się bardzo podoba, więc może jeszcze kiedyś włożę

2. Jeśli chodzi o buty i torebki , to mam bardzo mieszane uczucia, bo do końca nie wiem jak to jest, a i tak naprawdę nie chcę wiedzieć. Mam bardzo delikatne stopy, ogólnie mam bardzo delikatną w dotyku skórę, a pięty mam takie jak wnętrze dłoni. Buty mam z reguły skórzane. I tłumaczyłam sobie, że skoro tą krowę ktoś i tak zje, to chociaż ja tą skórę wykorzystam na buty i torebki...ale moje sumienie jakoś mi podpowiada, że chyba nie do końca to tak działa, więc spróbowałam kupić z plastiku. Pomijając sam fakt sztuczności, powodowały po prostu uczucie pieczenia i ból... Tak więc mam sporo butów skórzanych, a reszta jest z materiału. Na szczęście nie niszczę butów, wszystkie mam bardzo dobre gatunkowo, więc oddaję do szewca jeśli coś się z nimi stanie i jestem ich szczęśliwą posiadaczką od wielu lat, więc czuję się jakby choć trochę usprawiedliwiona. Aczkolwiek jeśli mówimy o zanieczyszczeniu świata, to jest to wybór słuszny. Gorzej z sumieniem. 

3.  Ubrania od lat kupuję  u-Żiwaniego. No kocham łachacze ponad wszystko. Czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami, a jak coś upoluję, to tak, jakbym otwierała prezent na Gwiazdkę. Pomijając fakt dbałości o środowisko, to jeśli znajdziemy ubranie która jest w idealnym stanie, to mamy gwarancję, że jest to coś , co jest dobre gatunkowo i będzie nam służyć przez kolejne lata, a nie wyglądać za chwilę jak szmata. Poza tym sami przyznajcie, że Gucci czy Chanel za  0,32 gr to jest to strzał w dziesiątkę. Od paru lat, ze względu na ilość posiadanych ubrań ( których również nie niszczę zupełnie ) wprowadziłam ograniczenia cenowe i jakościowe. Nigdy, żeby nie wiem co nie kupuję rzeczy , które są droższe niż 5 zł i kupuję jedynie rzeczy z wysokiej półki cenowej. Znaczy się w normalnym sklepie tyle kosztują, bo nie w łachaczu. I nie bardzo rozumiem co ludzi kręci w tych sieciówkach, gdzie zostawiają kupę hajsu, jak za złotówkę można chodzić w płaszczu Max Mary :) A ile radochy w szukaniu :)

4. Meble to na pewno już wiecie. Robię, przerabiam, szlifuję, maluje na inny kolor, odnawiam...i tak w kółko. Generalnie te same od lat, a często wyglądają inaczej. Mam nawet w holu przerobiony mój regał z czasów podstawówki, kiedy miałam 7 lat, więc pod tym względem jestem super ekologiczna :)

Ogólnie jak tak patrzę, to nic tylko brać :) Jestem bardzo tania w utrzymaniu, a jak potencjalny narzeczony zabierze mnie do łachacza, to normalnie zrobi mi niesamowity prezent i nie będzie musiał  hajsu wydawać. No przynajmniej zapłaci zdecydowanie mniej, niż za kolację w knajpie.

I tu Kochani znów muszę się z Wami pożegnać, choć post jakby niedokończony, ale ... rozwaliłam matrycę w laptopie. Po jodze, która to w dniu dzisiejszym, moje skołatane nerwy miała uspokoić, podniosłam laptopa do góry za ekran i...szlag go trafił. Mnie swoją drogą też, bo pomijając wydatki związane z naprawą, brakiem laptopa, joga na nic się nie zdała, a ja mam ochotę usiąść i wyć. I to tyle jeśli chodzi o mój wyjazd:( Teraz muszę laptopa oddać do naprawy :( 
Zdjęcia też miały być bardziej tematyczne, ale z wyżej wymienionych względów, takowe być nie mogą, bo niestety nie widzę całkiem sporego kawałka ekranu. W związku z tym, żegnam się z Wami cieplutko, a na komentarze, będę już odpowiadać z telefonu :)



23 komentarze:

  1. Zauważyłam i w życiu wśród znajomych i w mediach, że im większe ktoś ma problemy z życiem ogólnie tym więcej daje rad, tym więcej nad życiem i każdym ruchem się zastanawia. Takie wszystko przeintelektualizowane, analizowane do bólu..... A ludzie szczęśliwi po prostu żyją......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze,to nie bardzo wiem, do czego odnosi się ten komentarz. Rad raczej nie daję,a jedynie stwierdzam,co robię.A niezastanawianie się nad tym co robimy, prowadzi właśnie do dewastacji środowiska, więc czasem warto pomyśleć.

      Usuń
  2. Twardziele z tych smorodinek;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobnie jak Ty uczę się zero waste i wiele Twoich sposobów w życiu stosuję. Ubolewam nad tym, że jestem mięsożerna, ale może z czasem to się zmieni.
    Żyjemy w miejscu, gdzie śmieci są selekcjonowane, nawet odpadki zielone, ale oczywiście robimy kompost, a nawet używamy bokashi do odpadków kuchennych.
    Osobną sprawą jest oszczędzanie wody, bo mamy szambo i żadnej nadziei na kanalizację. Poza tym zbieramy deszczówkę na potrzeby ogrodu i mamy oczko wodne, które jest też rezerwuarem deszczówki.
    Elisse, pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ha, zaczelam pisac podobny wpis kilka miesiecy temu, ale wciaz jest jako szkic, moja lista dotyczy tylko kuchnii i jest duzo krotsza; ubran nie kupowalam ponad rok, ale uzywanych juz nie kupuje odkad przynioslam do domu mole w zakupionym swetrze, slaby bilas stracilam szesc kaszmirowych swetrow i dwa kaszmirowe plaszcze. U nas ze smieciarkami jest podobnie, kiedys przyuwazylam jak recycling smeciarz zamiast do samochodu wrzucil wszytko do mojego kosza na smieci i smieciowa smieciarka zabrala. Teraz wymienili nam male pojemniki na duze kosze wiec zabieraja oddzielnie, ale jest tylko kilka rzeczy ktore mozna do nich wrzucac. Mam mnostwo plastykowych siatek i te wrzucam oddzielnie do pojemnikow kolo sklepow. W bagazniku woze papierowa torbe, ale z reguly zapominan zabrac ze soba na zakupy do sklepu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z ogromną radością przeczytałam wszystko. Zdjęcie cudne... nie lubię zimy ale to zdjęcie jest bajeczne. Aż sobie westchnęłam... też jestem ku środowisku, ku zielonemu. Ale niestety, dużo się mówi i na tym się kończy :( W szkołach są takie projekty ale to na zasadzie edukacji, nauki, że można, ale to jest tylko nauka. Chyba że ktoś rzeczywiście wysili się i nawiąże kontakt z prawdziwym odbiorcą makulatury i rzeczywiście, wtedy tak. na podobnej zasadzie można nawiązać kontakt z leśnictwem i jesienią zbierać żołędzie dla dzików.
    Mieszkam pod lasem i ludzie po prostu wyrzucają śmieci. W domu, wokół swojego obejścia, w samochodzie czyściutko a poza nimi już nieważne. Dawniej nie trąbiło się tak o dbaniu o środowisko a każdy wiedział i starał się przestrzegać. Przynajmniej większość. A teraz za tą głośną ekologią to prócz kasy do zbierania to niewiele co jest.
    Podobnie i ja robię. Daję duży nacisk na oszczędność wody. Szczególnie latem używam miski w umywalce i taką wodę po opłukiwaniu naczyń, rąk wylewam do ogrodu. Wodę z lekką chemią, bo używam płyny ale w małych ilościach, to leję na tzw podwórze, ależ pięknie się zazielenia. Wodę z płukania warzyw uzywam do podlewania roślin doniczkowych. Zbieram deszczówkę. Co do płynów staram się posiłkować wodą z octem.
    W ogrodzie nie pryskam chemią, stosuję naturalną ochronę, pod postacią naturalnych sprzymierzeńców jak żaby, ropuchy, biedronki itd. Sąsiedztwo roślin, które chronią. W moim ogrodzie rosną chwasty, które mają właściwości odstraszające szkodniki.
    Ostatnio przymierzam się do patchworka aby wykorzystać materiał z wyrośniętych ubrań. A przede wszystkim staram się robić przemyślane zakupy i otaczać się tylko naprawdę potrzebnymi rzeczami.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny zimowy ogród ☺ Czyżby żywopłocik z dzikiej róży wyleciał?

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzisz, Elizo. Czasem nie da sie naprawic wszystkiego, a szkoda :( Podczas gdy my sie martwimy i robimy wiele dla tego swiata, inni po prostu maja to gdzies, niwelujac spora czesc naszych staran. Pamietam, jak pierwszy raz sie zetknelam z zasada trzech "r" (reduce, reuse, recycle) w podstawowce w Chicago. Tam to bylo tak normalne, ze nikt nikogo nie krytykowal. W Polsce jeszcze wczesniej nie bylo problemu z takimi rzeczami, bo ja pamietam tez czasy z przelomu lat 80tych i 90tych XX wieku. Byly szklane butelki, lody wloskie, czekoladki na wage i rzadko sie trafialo na plastikowe opakowania, czy tzw. zlotka. W USA ludzie tez nie musieli sie tym az tak martwic, mimo ze tam bylo juz duzo gorzej zarowno pod wzgledem sztucznosci w opakowaniach i ciuchach, jak i w jedzeniu. Jednak opowiem Ci o tym kiedy indziej :P Zauwazylam, ze w latach 90tych jeszcze wyrzucano kubel smieci po tygodniu i to w Stanach! Dzis w Polsce, gdzie nadal mamy mniej sztucznych opakowan niz za oceanem, trzeba wynosic smieci codziennie, a przy oszczednym zuzyciu takich rzeczy i tak musi sie wyjsc do smietnika co drugi dzien! Odkad jestesmy w UE, zamiast miec lepiej pod katem jakosci zywienia i ekologii, przez normy unijne mamy z tym gorzej! Zywnosc sztuczna, plastiku w chol... no, ten, wiesz ;) Do tego producenci zywnosci i innych produktow po prostu nie moga nie zapakowac niczego w sposob ekologiczny! Wszedzie musi byc szczelnie zamkniete, wszedzie plastikowe, wszedzie konserwanty i opinia, ze pryskac trzeba, bo zezre owad, bo nie wyrosnie roslina, bo qrcze w Edenie tez pryskali ;) Tylko ciekawe, ze widzialam dorodne i niepryskane roslinki,
    mimo to "ekologiczny" rolnik tez ma swoje grzeszki, ktore popelnia pokryjomu. Swiat stanal na glowie, a plody ludzkie juz maja w sobie plastikowe czasteczki :O Jesli chodzi o mnie, do dzis pamietam nauki z dziecinstwa i staram sie, jak moge, z czego rowniez bylam i jestem wysmiewana. Coraz wiecej osob wie, ze to sluszne zachowanie, nawet pod roznego rodzaju karami oni tez musza dbac o nasza ziemie. Niestety,nawet w zeszlej dekadzie moja mama byla swiadkiem, jak wyrzucano do smieciarki z wsystkimi odpadami plastik, a nam szaraczkom kazano placic, jesli nie wszyscy sasiedzi segregowali smieci. W koncu byly specjalne kosze na to, ale jakos wywoz nie. Ja tam jestem zwolenniczka starego stylu zycia, gdzie czlowiek mogl zaoszczedzic na duzy dom i miec wszystkie rzeczy pod reka, nie martwiac sie, ze to trzeba bedzie zutylizowac. Rzecz jasna, wtedy nie bylo tyle marnotrawstwa i sztucznosci wokol nas i jak cos zostalo porzucone, to po prostu sie rozkladalo w krotkim czasie, nie to co teraz. Najbardziej w tym wszystkim mnie wkurza to, ze my zyjemy ostroznie, a fabryki i inne wielkie przedsiebiorstwa robia, co chca i to one czynia najwiecej szkod. Widac, jak na dloni. W zeszlym roku firmy lotnicze i przewozowe bardzo malo pracowaly i mamy zime. Jeszcze tak ze dwa lata niech pobedzie i beda znowu zimy stulecia i nie bedzie tyle huraganow, co teraz ;) Co do kosmetykow, podesle Ci pare stron na FB na temat wlasnorecznego wyrobu produktow :) Zycze Ci powodzenia na drodze eko i wiedz, ze nie ma sie co martwic na zapas. Wazne, ze Ty sie strasz :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ogromną przyjemnością przeczytałam całą wypowiedź. Ach... Masz może swojego bloga?

      Usuń
    2. Dziekuje :) Nie mam, ale chce pisac ksiazki w roznych jezykach. Mowiono mi w USA i na anglistyce, ze mam talent. Do tego to kocham <3 Jesli bede miec blog albo napisze ksiazki, to dam Ci znac, chocby tutaj :)

      Usuń
  8. Plastik mnie brzydzi, unikam od dawna wszystkiego, co sztuczne, ale masz rację, że czasem to jest niewykonalne. Jednak w moich śmieciach plastiku jest znikoma ilość, więc nie jest źle :). W temacie odżywek do włosów, to po różnych eksperymentach wróciłam do naturalnych metod, jednak trudno doradzać, bo każdy ma inne włosy, inne potrzeby. Ja stosuję płukanki z ziół (tatarak, rumianek bo mam jasne włosy, pokrzywa, skrzyp, łopian), czasem zwykła nafta, olejowanie (olejki są zazwyczaj w szklanych butelkach), przed myciem nakładam "majonez" ukręcony z żółtek, oliwy z oliwek i odrobiny soku z cytryny, czasem można umyć włosy wywarem z otrębów pszennych lub owsianych i potem wypłukać tatarakiem, znakomicie wzmacnia to włosy. Proszki czy płyny do prania robi się bardzo łatwo z najprostszych składników, można sobie przygotować większą ilość na zapas. Orzechów piorących nie polecam, bo niszczą ubrania i nigdy dobrze nie dopierają, znacznie szybciej trzeba będzie kupować nowe ubrania, więc to chyba nie ma sensu. Z kremami mam podobnie - im mniej używam, tym lepsza mam cerę :).

    OdpowiedzUsuń
  9. To prawda, w mieście segregowaliśmy śmieci, ale dopiero mieszkając w domu dostrzegam ile tych odpadów się produkuje. U nas BIOmasa idzie na kompostownik, ale reszta niekiedy mnie przeraża. Świadomie i małymi kroczkami wprowadzam zmiany, ale wiem że są rzeczy z których nie zrezygnuję...płyny do płukania tkanin. Cóż poradzę, tak lubię zapach wypranej, pachnącej pościeli ;)
    Z jedną rzeczą jestem za to w 100% do przodu. Ogród jest całkowicie ekologiczny , nie stosuję grama chemii. Primo-mam za płotem ule, secundo- korzystamy ze studni.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znoszę plastiku, ale on jest wszędzie. Staram się, " gimnastykuję" na wszelkie sposoby żeby go uniknąć - ciężko, ale staram się.
    Ściskam,
    Belle

    OdpowiedzUsuń
  11. This is what i was looking for thak you for sharing this amazing post. keep on posting these kind of nice post. satta king has turned into a real brand to win more cash in only a brief span. Subsequently, individuals are so inquisitive to think about the procedure of the game. Here we have brought a few procedures that will help you in understanding the best approach to gain cash by the sattaking. Also find the fastest satta king result & chart online at Online Sattaking

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że bardzo ekologicznym podejściem jest korzystanie z opakowań wielokrotnego użytku. Na rynku dostępne są bardzo innowacyjne produkty takie jak ekobutelka, której dodatkowym atutem jest termoizolacyjność.
    https://ekobutelka.pl/

    OdpowiedzUsuń
  13. Zobacz sobie też drzwiczki do kominka z www.ignif.com/drzwiczki-kominkowe/. Są naprawdę genialne. Ignif to producent kominków. Bez problemu możesz zamówić tam cały kominek wraz z montażem.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Utkane z marzeń , Blogger