środa, lutego 12, 2020

Problemy z kominkiem

Witajcie, witajcie. Tak, to znowu ja. Jakie to piękne uczucie jak człowiek rano wstaje i za chwilę już jest widno. Powiem Wam uczciwie, że choć zawsze powtarzam, że lubię wszystkie pory roku, to jakoś ten okres najmniej do mnie przemawia. Po prostu chyba już za długo. A do tego nie mieszkam niestety w górach, więc okres zimowy to dla mnie, przez ostatnie lata jedynie czas szarości za oknem, braku słońca i ponurych dni. Ponieważ cały zeszły tydzień rozbierałam i chowałam wszystkie ozdoby i dekoracje świąteczne, w związku z tym, w tym tygodniu chciałam powolutku dekorować dom, już tak wiosennie. Nie, nie do świąt Wielkanocnych się jeszcze nie szykuję, ale chciałam wprowadzić wiosenne akcenty...jakieś gałązki, zielone listki, hiacynty i narcyzy w doniczkach. 

Dymiący kominek

Od jakiegoś czasu nie korzystamy z kominka, coś się stało dziwnego i na górze czuć dymem, więc doszłam do wniosku, że może jeszcze przed tym, nim w domu zawita wiosna, zakończę wszystkie zimowe sprawy, tym bardziej,że drewna sporo mi zalega i z pewnością jest jeszcze ten czas, kiedy przy kominku można spędzić cudowne wieczory po pracy. Ale wracając do kominka, to wszystko co możliwe, wszystko do czego można było się dostać i co można było zobaczyć, zostało sprawdzone pod względem szczelności i nigdzie nie widać. 

 Wspomnienia

Mój mózg jest z deczka pokręcony, jeśli się czegoś boję ( a wiecie jaka ze mnie panikara ), to nauczyłam się to wypierać i totalnie o tym nie myśleć. A boję się rzeczy na których się nie znam , a które stanowią potencjalne zagrożenie...gaz, prąd, samochody... Pamiętam mój pierwszy raz:). Dosyć długo nie miałam prawka i nie odczuwałam potrzeby posiadania, dokąd to nie przeprowadziłam się na moje zadupie, gdzie autobusy do stolicy jeździły parę razy dziennie i nie miałam jak dojeżdżać do pracy. Wtedy prawko zrobiłam na gwałt i...się zaczęło. Autko fajne było, dokąd jeździł Misiek , który na wszystkim się znał i potrafił zrobić, a przynajmniej wiedział czy to groźne czy nie, choć jemu też do końca nie dowierzałam. Kiedyś jechaliśmy nad morze...mówię:
- Śmierdzi coś
- Kochanie, nic nie śmierdzi, 
- A właśnie ,że śmierdzi...
- Powtarzam Ci,że nic nie śmierdzi, jesteś przewrażliwiona.

No więc siedzę i rozkminiam...śmierdzi czy nie śmierdzi, no przecież czuję,że śmierdzi, więc idiotkę ze mnie robi. Kiedyś zjadłam przez niego śmierdzącego kurczaka, który to też ponoć nie śmierdział i byłam ciężko chora przez dwa tygodnie. Śmierdzi jak nic, to on ma jakieś przytępione zmysły.
Nie dam sie, myślę , bo zaraz życie stracimy i uparcie powtarzam: 

- Śmierdzi...musisz czuć! 
- Cholera jasna, uspokój się nic nie śmierdzi. Tobie wiecznie coś śmierdzi- warknął już nieźle wkurzony.
- Stój !!!!!  Pali się !!! - wrzeszczę w panice, patrząc na wydobywające się spod maski malutkie płomyczki.
Wdepnął gwałtownie w hamulec, wylądowaliśmy z pyskami na szybie, Magda stoczyła się pod siedzenie, bo kto tam kiedyś słyszał o pasach z tyłu! 
- Czyś Ty kuźwa do końca zgłupiała!!!!???- najwyraźniej płomyczków dalej nie widział, tylko wystraszył się mojego wrzasku.

Miałam to w poważaniu, wyskoczyłam z samochodu , wyciągnęłam Magdę i dzida w pole... usiadłam przerażona na glebie,w bardzo bezpiecznej odległości.  Misiek najwyraźniej płomyczki dojrzał, bo otwierał maskę. Wrzeszczę coby to gówno zostawił i się ewakuował, a skąd...ugasił..nie wiem co się tam jarało, już nawet nie pamiętam, w każdym razie 3 godziny zajęło mu przekonanie mnie,żebym do auta ponownie chciała wejść. Nad morze dojechałam w potwornym stresie, trzymając na kolanach gaśnicę.
Później przyszedł czas na moje autko, które wydawało wiecznie jakieś dziwne, niezidentyfikowane odgłosy, więc cały czas dzwoniłam do Marcina, że coś piszczy, brzęczy, trze...że dziwnie, że tak chyba nie powinno być...w każdym razie Misiek cierpliwością się wykazywał..przez jakiś czas. Później miał dosyć, co jakby niespecjalnie mnie dziwiło, no ale cóż mogłam zrobić, jak na prawku gadałam przez cały czas i w dziwne odgłosy się nie wsłuchiwałam, więc nie wiedziałam czy to normalne czy nie. Sama czułam się już jak idiotka, więc żeby nie siać niepotrzebnej paniki,wpadłam na pomysł i  zaczęłam słuchać radia na cały regulator, przestałam się stresować, bo nie słyszałam już nic i w końcu mogłam w pełni korzystać z wszystkich przywilejów, które daje posiadanie samochodu. Misiek też był szczęśliwy. Po jakimś czasie pojechałam z jakąś błahostką na warsztat i...okazało się ,że cudem dojechałam, bo koła były totalnie wyłamane i sterczały na zewnątrz pod dziwnym kątem. Warsztat kolegi Miśka, więc Misiek zjawił się natychmiast i obydwoje z mordą na mnie, że jak tak można, że jestem nieodpowiedzialna, że zabić się mogłam, że przecież to musiało walić już od tygodni i jak mogłam nawet nie słyszeć!!! 
- Ano mogłam! Radia słucham! Nic nie słyszę oprócz muzyki! Jak dzwoniłam to źle, jak przestałam też źle! Więc się zdecyduj!
No i tak to właśnie ze mną jest. Jak czegoś się boję, to spycham to gdzieś daleko, tak żeby nie widzieć, nie słyszeć i nie myśleć o tym. 

Teraźniejszość 

Ale wracając do kominka...Jak wiecie dom już był , a my zmienialiśmy w nim wszystko. Tam gdzie był komin, powstała dolna łazienka, a w miejscu w którym była wyczystka jest teraz szafa. Pytam się Miśka czy te paskudne drzwiczki muszą tu być? Misiek myślał, myślał i doszedł do wniosku ,że nie , że komin mamy wysoki , więc nie ma takiej potrzeby, bo i tak wszystko się wypali. Więc drzwiczki zamurowaliśmy, moje poczucie estetyki, zostało udobruchane i na lata o tym zapomniałam. Raz na jakiś czas, szczególnie w okresie zimowym, kiedy to domy w naszych wioskach zapalały się od płonących kominów, nachodziła mnie refleksja,że chyba cholera jednak ten komin powinno się czyścić...no ale przeca Misiek powiedział, że wysoki....strażak powiedział, żeby obierki od ziemniaków spalać raz na jakiś czas, a Misiek żeby proszek taki , co płomień niebieski daje i wszystko miało być ok...jakimś cudem było, przez całe 23 lata. W miarę upływu lat, myśl co jakiś czas uparcie powracała, a ja uparcie ją ignorowałam, aż do teraz...myślę, może to od komina jednak, może jednak obierki mu nie pomagają. Misiek okiem specjalisty oblukał i stwierdził...raczej nie...ale ja odkąd to z Miśkiem się rozwiodłam, to taka ufna już nie jestem...Poza tym w razie pożaru tudzież innych wypadków losowych już nie będzie tego naprawiał i nas ratował, bo go tu nie ma, a ja jedyne co umiem , to się ewakuować, więc rozporządzenie domowego dyktatora zostało wydane "Szukamy wyczystki". Szafa łazienkowa została rozebrana i opróżniona...w całym domu zrobił się chlew nieziemski, bo szafa bardzo pojemna, mieści obrusy, lekarstwa, odkurzacze, mopy i wiadra, ściereczki, ręczniki, suszarki i tysiące innych pierdół.Wszystko zostało porozrzucane po różnych pokojach. Drzwi i części od szafy w holu, obrusy i ścierki w salonie, lekarstwa w biurze ( bo psy mam wszystkożerne, więc w otwartych pomieszczeniach zostawiać nie można). Wyczystka została odszukana, dosyć szybko, jako,że orientacyjne położenie znałam. Piotruś ( to ten od Nurki), wlazł na dach i końcówką od siekiery zaczął komin przeczyszczać, tak żeby na początku zobaczyć czy bez problemu do dołu się przebijemy. I owszem...przebiliśmy się, my i cztery wiadra sadzy...MASAKRA. Przerażenie mnie ogarnęło, bo chyba te obierki jakby nie do końca działały. Co prawda, uważam że jak na 23lata, to chyba jakiejś tragedii nie ma, ale i tak mogło się zajarać chyba...i nie wiem ,czy tam nie paliło się już parokrotnie , a ja nawet o tym nie wiedziałam. I tego boję się najbardziej, bo...ciąg na dole był całkiem niezły, a na górze śmierdziało, więc tak sobie wydumałam, że może ten komin się jarał, gdzieś pękł i dlatego cuchnie dymem, bo tamtędy się wydobywa. I obym się myliła, bo jak tak jest, to kaplica. W każdym razie, po przeczyszczeniu siekierą ściemniło się na dworze i oczywiście nic więcej nie dało rady zrobić, syf masakryczny, na szczęście właściwie tylko w dolnej łazience, więc z grubsza został ogarnięty, doszłam do wniosku,że jakoś ten tydzień przeżyję. Kolejny krok, to zakupienie szczoty kominiarskiej i dokładne wyczyszczenie ścianek komina. Przyszedł kolejny weekend..i polegliśmy, wszyscy chorzy, wydobrzeliśmy jako tako w kolejną niedzielę, która ku mojej rozpaczy pracująca nie jest, więc nie było gdzie szczotki kupić. Kolejny tydzień...syf,a ja zaczynam cierpieć, umieram w brudzie, moja dusza wyje z rozpaczy, od razu mam zły humor. Ja wiem,że normalnym ludziom , ciężko jest to zrozumieć...ale ja próbowałam być normalna, naprawdę próbowałam nie raz , ale nie umiem, nie potrafię, nic i nikt nie jest w stanie tego zmienić, chronicznie nie cierpię bałaganu. Aż w końcu wczoraj, ze szczotą którą Piotruś kupił , wlazł na dach i zaczął czyścić komin. Siekiera...to był pryszcz i nikt nie spodziewał się tego co teraz nastąpi. Wtedy leciało to właściwie bezpośrednio pod tą wyczystkę, takim partiami, a teraz....spadał pył , jak po wybuchu wulkanu...wszystko unosiło się w powietrzu, jak czarny, radioaktywny obłok, który opanował cały dom...do tego, zafascynowani łazienką,nie zdążyliśmy zamknąć drzwiczek od kominka. Pył jest wszędzie...w całym domu, oblepił ściany w łazience, meble, podłogi są czarne. Czy ja naprawdę narzekałam kiedyś na szlifowanie gipsów??!! To było chociaż białe , więc sprawiało czystsze wrażenie, nie mazało się przy odkurzaniu szczotą i nie zostawiało tłustych, czarnych śladów. Nie ma jak tego sprzątnąć, bo ledwo machnę szczotką, unosi się i osiada w innym miejscu, odkurzacz, nawet budowlany, nie daje rady, każdą najmniejszą rzecz, każdy duperel w całym domu trzeba umyć, uprać, i pewnie jeszcze przyjdzie ściany w niektórych pomieszczeniach malować. Koszmar...a na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że w momencie budowy domu, mieliśmy tylko po 26 lat, a wiedzy z internetu nie dało się posiąść, bo po prostu go nie było....Tak więc zamiast wiosny w domu, mam urwanie glowy i kolejny problem, z którym przyszło nam się zmierzyć i modlę się, żeby chociaż to było to i żeby po rozpaleniu kominka, okazało się,że już nigdzie nie śmierdzi. Trzymajcie kciuki Kochani, a ja idę dalej bawić się w kominiarza.

18 komentarzy:

  1. Miło że tez jeszcze piszesz, masz do tego talent, zawsze lubiłam tu zaglądać... a zwłaszcza w czasach Adamka , fajnie się czyta i miło tu wpadać, serdecznie pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Cię widzę:)Z Twoich przepisów korzystam do dzisiaj. Ale widzę, że też Cię na blogu jakby mniej. Powoli towarzystwo się wykrusza:( Miłego wieczoru Kochana

      Usuń
  2. Ło matko z ćorką; to straszne jest; mam tę samą przypadłość maniakalną, w związku z czym przerażona jestem strachelnie już na samą myśl o tej SADZY :O - trzymam kciuki i wspieram Cię mentalnie w tym szorowaniu, malowaniu, etc... oj, masakra...
    Ściskam,
    Bella Kayy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję,bo przypadłość straszna🤔Ja ,jak coś robią w domu przy gazie,to najchętniej wychodzę..panikarą jestem i tyle. Ale jak już coś się dzieje,to działam,a moje dziecko takie odważne,a jak przyjdzie co do czego,to ucieka😂 Buziaki

      Usuń
  3. Kochana zazdroszczę pióra uśmiałam się nie możebnie, historia na scenariusz filmowy ��
    Dobra rada posiadaczki w młodości pieców kaflowych a dziś kominka
    Nie jesteśmy samowystarczalne i niema co szczędzić kasy na profesjonalistę
    Gdybyś zaprosiła do wyczyszczenia komina Kominiarza to nie było by tego wielkiego bałaganu
    A z drugiej strony nie było by tak fajnego feljetonu
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha...no fakt. Ale ja już jakoś tak mam, że wszystko co samemu można robić,to robię. Chyba zostało mi to z lat młodości 😂 Pozdrawiam cieplutko i dziękuje za odwiedziny 😘

      Usuń
    2. niemożebnie piszemy razem, nie ma - osobno, byłoby - łącznie, a feljeton poprawnie to felieton.

      Usuń
    3. Myślę,że to literówki z telefonu,a jak chciałaś/łeś poprawić,to trzeba było dać komentarz pod tamtym. Tutaj obawiam się, że nikt tego nie przeczyta,oprócz mnie.Pozdrawiam.

      Usuń
  4. No to ja ci powiem, że po 4 latach mieszkania w nowym domu i użytkowaniu kozy jako jedynego właściwie źródła ogrzewania (poza podłogówką elektryczną w łazience) doświadczyłam zapalenia się osadu w kominie. Luty to chyba był. Wyczystkę mam, ale jakoś nie zaglądałam i nie sprawdzałam, czy tam aby wszystko ok. No i okazało się, że jednak spalanie obierek to mit i legenda;) Sąsiad - strażak ochotniczy i kilka innych osób stwierdziło, żeby poczekać, aż się wypali, a huczało strasznie i strzelało. To było nad ranem, rozwidniało się już. Dopalało się do wieczora, dymy szły czarne i śmierdzące, w domu smród, wietrzenie cały dzień na przestrzał, na szczęście w ciągu dnia było słonecznie i bez wielkiego mrozu. Wynieśliśmy potem ponad 4 wiadra tej pokruszonej szlaki - sadza to jednak nie była. Wszystko dlatego, że nie palę na full, tylko przykręcam, jak się dobrze rozpali, koza ma takie niezbyt szczelne 2 zasuweczki, powietrze cięgle dociera, ale nie pali się za ostro, a za to bardzo długo, tylko, że osad powstaje od tego niestety. Drewno też na pewno mogłoby być bardziej suche. No i od tamtego czasu - to było 6 lat temu - mam schizę, w okresie grzewczym latam co jakieś 2-3 tygodnie i zaglądam do wyczystki - a mam ją w piwnicy, podstawiam lusterko i widzę, czy jest ładny prześwit;) Czyszczę też regularnie rurę od kozy, nie mówiąc o kominie. Współczuję Ci tej sadzy, nerwów i ogólnego zamieszania... Ale za to będziesz teraz miała pięknie odświeżone wnętrza na wiosnę;) No dobra, głupi żart, nie bij;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, współczuję. Ale musiałaś się denerwować. U moich znajomych też komin się zapalił i katalog się długo,na szczęście też nic się nie stało...ale ze 4tygodnie temu ,na ulicy obok,dach się zapalił od płonącego komina.. więc już nie wiem od czego to zależy. W każdym razie jutro sobota, a ja boję się teraz rozpalić w kominku,że właśnie teraz jak to poruszyliśmy,to może się zapali🙉🙈 że może się unosi,albo coś... cholera,nie lubię się na czymś nie znać,bo nie wiem czego się spodziewać. Generalnie w domu ład już zapanował jako taki,a z komina..wyciągnęłam kawał blachy,jakby od rury jakiejś coś się odspawalo. I myślę że albo to stało sztorcem i przez to dymiło,albo było potrzebne,odpadło i dlatego dymi. No kurde horror.Milo Cię Kochana"widzieć"Pięknego wieczoru 😘

      Usuń
  5. Kawał blachy? Hmm.. Wiesz co? Tak sobie myślę, że jakby wezwać fachowca, ale takiego naprawdę dobrego kominiarza, to może wpuściłby do tego komina kamerkę - oni mają takie sposoby - żeby dokładnie wszystko zobaczyć i sprawdzić, bo inaczej ciągle nie będziesz pewna, czy wszystko jest ok. Ja dziś znowu czyściłam rurę i zaglądałam do komina;) Pozdrowienia:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz ,wczoraj odpaliłem w końcu kominek. Mało na zawał nie zeszłam,ale wygląda że chyba jest ok. Wydaje mi się,że dymem nie śmierdzi,tylko jakaś wędzonką 😜 Tak jakby tłuszcz jakiś się w rurach wypalał. Zaraz znów rozpalę i zobaczymy. Teraz już też będę czyścić tak jak Ty🙉😂☺️Miłej niedzieli

      Usuń
  6. my nigdy nie uzywalismy naszego kominka, wypelnilismy go calkowicie kawalkami drewna dla dekoracji, a zapalamy swieczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu? Kominek to fajna sprawa...ja bardzo lubię. Choć że względu na drzewa i ilość ludzi,którzy obecnie posiadają kominek, trochę mnie zniechęca. Ale załatwiamy drewno z ogrodów,jak ludzie przycinają drzewa,a nie wycinają ☺️i trochę uspokajam tym sumienie. Pięknej niedzieli życzę

      Usuń
  7. Bardzo inspirujący artykuł. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zazdroszczę i jak mało kto, potrafię wyobrazić sobie obraz sytuacyjny.
    W domu mam 2 kominy, kominek, trzy piece i nadal się nad nimi trzęsę. Obstawiłam się czujnikami czadu i po nocnym alarmie chyba wolę zapach wędzonki od ,,cichego zabójcy,, czadu
    Trzymam kciuki za powodzenie sprawy😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko wskazuje na to, że jest ok., aczkolwiek powiem szczerze, że boję się rozpalić,tak na pelen zycher.Wlasnie wróciłam z pracy i rozpalilam...zobaczymy🙈 Dziękuję ślicznie i życzę miłego wieczoru

      Usuń

Copyright © Utkane z marzeń , Blogger