poniedziałek, października 28, 2019

Niech się wszystko odnowi, odmieni....o jesieni, jesieni,jesieni


O tym, jak po raz nie wiem który, moje serce przegrało z rozumem.

 

Numer jeden

Łapa-pies Ludojad

Łapa..jest z nami od przeszło dwóch lat.  Kiedy zapadła decyzja, pojechałyśmy po psa. Kto był kiedyś w schronisku, wie jak ściskający za serce jest to widok.
Stała dwa metry od nas, z wytrzeszczonymi oczami, zębami które jakoś w paszczy jej się nie mieściły i sterczały w rożne strony na zewnątrz, z podkulonym ogonem, ujadała paskudnym , skrzeczącym głosem...co się do niej odezwałam, odskakiwała krok do tyłu, nie przestając ujadać. 
Ze schroniska wzięłyśmy ją dlatego, bo była tak strasznie brzydka, wystraszona i dzika, że nie miała szans na adopcję...siedziała i siedziała, koledzy odchodzili, znajdowali domy, a o nią nawet nikt nie spytał, nikt nie chciał. No to my chciałyśmy. Chociaż nawet właścicielka schroniska proponowała, żebyśmy wzięły innego psa, Łapa pojechała z nami.
Łapa, która podobno jest taka dzika, tylko dlatego, że matka ją tak uczyła. Ciężko jakoś w to uwierzyć, nauka nauką, ale Łapka, pomimo upływu czasu, boi się własnego cienia i absolutnie nie jest to przenośnia. Łapka , na którą nawet nie krzyczę jak nasika na dywan, żeby się nie stresowała, Łapka, która kuli się, kiedy wyciągam rękę od góry,  żeby ją pogłaskać, Łapka, która ma dopiero 5 lat, a wyglądała starzej niż 17-letni Plaster...Łapka, która zachowuje się tak jakby była bita przez człowieka i to niejednokrotnie. Ta sama Łapka , zdobywała się na heroiczny wyczyn, kiedy przychodzili goście i przezwyciężając własny strach, wychodziła z kącika , gdzie ma posłanie i kładła się zawsze koło Plastra, żeby w razie potrzeby zasłonić go własnym ciałem i bronić niepełnosprawnego przyjaciela.
 Był piękny majowy dzień, jakieś dwa tygodnie po przyjeździe Łapki do domu. Pieliłam z tyłu w ogrodzie, kiedy usłyszałam potworny skowyt i jeszcze głośniejszy krzyk Magdy. Rzuciłam się biegiem i oczom moim ukazał się masakryczny widok. Łapka leżała na pomoście, nogę miała pomiędzy deskami i wyszarpywała ją z całej siły potwornie przy tym piszcząc, nad Łapą stała, a właściwie podskakiwała Madzia i piszczała jeszcze głośniej niż suka.
- Mamuś, noga jej wpadła, ona gryzie i nie da się dotknąć. Boziu , wyrwie zaraz tę łapę .
Wyciągam ręce, żeby pomóc jej wyjąć tylną łapę z pomiędzy desek, pies zaczął gryźć mnie niemiłosiernie. Raz , drugi, trzeci...nie wytrzymuję z bólu, zabieram rękę. Magda nie wiedzieć czemu stoi i piszczy nad nami okropnie. Przekrzykując jazgot psa i pisk Madzi, wrzeszczę ,żeby koc jakiś przyniosła. Madzia dalej skacze i piszczy, więc wrzeszczę żeby ten koc kuźwa mi doniosła, jednocześnie próbując uwolnić psią łapę , co jest rzeczą nieomalże niewykonalną, bo pies gryzie mnie w panice bez przerwy. Dziecku memu jakimś cudem udało się w końcu oderwać nogi od podłoża i pobiegła do domu, cały czas krzycząc. Pies wyje i szczeka, Magda piszczy i biega po domu, z górnego okna dochodzi do mnie kolejny krzyk....Boże Mamo !!!! Mamo co się dzieje ??? Mamo błagam odezwij się !!! Do chóru pisków i wrzasków dołączyła Nurka. Łzy lecą mi z bólu , ręka pali żywym ogniem, ale wiem ,że jeśli przestanę to psina wyrwie sobie nogę ze stawu, więc zaciskając zęby próbuję dalej. Muszę jakoś odciągnąć jej uwagę od tylnej nogi, bo inaczej jej nie uwolnię. W akcie desperacji zaciskam lewą dłoń w pięść i wkładam psu do rozdziawionego pyska, gryzie potwornie, ale to daje mi czas na zajęcie się tylną nogą, krew leci mi już z obu rąk , Magda biega chyba w kółko , bo koca dalej nie mam, ściągam spódnicę , zarzucam na psa, gryzie przez spódnicę. Pies wyje z bólu, ja wyję z bólu, Madzia wyje ogarnięta paniką, Nurka wyje , bo nie wie co się dzieje...Łapa szarpie, bez opamiętania moją lewą rękę, prawą udaje mi się w końcu uwolnić tylną łapę. Pies ucieka, ja wstaję na miękkich nogach, z domu wybiega w końcu Madzia z kocem, z góry krzyczy cały czas Nurka, moje ręce ociekające krwią zwisają w jakiś dziwnych strzępkach...
Musiałyśmy się upewnić czy pies był na 100% szczepiony , tak jak zapewniano. Pani od której wzięłyśmy Łapę, po tym jak usłyszała co się stało , myślała że chcę oddać psa. Mój Boże...cóż za pomysł...a któż by chciał taką brzydką i do tego wredną sukę, no w życiu jej nie oddam, przecież to już mój pies, a poza tym, ona nie chciała, to tylko był potworny strach i ból. . Ręka, o dziwo ta, która wydawała się w lepszym stanie, bolała mnie jeszcze ponad rok. Miałam rozszarpane mięśnie i ścięgna..Dzisiaj już wszystko wróciło do normy, I tak to połączyły nas oprócz miłości, więzy krwi.

Dzisiaj Łapka,  to uroczy piesek, który dalej boi się własnego cienia, ale który jest szczęśliwy i wiecznie wywala brzuszek do głaskania, choć przy wyciągnięciu ręki od góry, dalej podkula ogonek.

Łapka, urocza , brzydka suka,  która ma więcej szczęścia niż rozumu....

 Dialog

Tysiące myśli kłębiło się w mojej głowie.
- Wezmę, nie, nie wezmę. Nie mam już na to siły.
- No tak, ale one mają pewnie jeszcze mniej sił niż ja....
- I co z tego? Świata i tak nie uratuję.
- No, świata pewnie nie, ale jakieś kolejne, biedne stworzenie.
- Jasne, kolejne biedne...znowu mam ratować, a ciekawe kto uratuje mnie...
- No przecież wiesz, że weźmiesz, przestań się oszukiwać.
- A waśnie, że nie wezmę. Tak to człowiek jest uwiązany, zawsze musi wracać do domu...bo pieski,    kupę sierści i piachu i poniszczonych rzeczy i sprzątania ...
- I tak wracasz, bo jest Łapa, zobacz jakie ma smutne oczy odkąd nie ma Plastra.
- No właśnie Łapa, jest teraz taka smutna, Plaster był dla niej wszystkim. Ale w sumie to zupełnie tak jak i dla mnie. Czas leczy rany, da radę. Ja mogę, to ona tym bardziej. Z WIELKIEJ TRÓJCY nie został już nikt.  Jest nowa Łapa..."gupi", dziki pies.
- " Gupi, gupi'...a kto mówi, że ma takie piękne wytrzeszczone oczka? Kto przekonuje od dwóch lat, żeby się nie bała, bo tu nigdy, nic złego jej nie spotka? 
- No właśnie, Łapa, która znalazła się u nas, właściwie po to, żeby Plaster nie czuł się tak samotny...
Teraz ona jest sama...czy to się nigdy nie skończy?
- Obawiam się,że jednak nie...
Rozmyślania przerwał głos Nurki
- Mamooo, weźmy psa.
- Nie.
- Czemu nie?
- Bo nie!
- Mamuś, weźmy...jęknęła Madzia.
- Niee.
- Czemu nie?
- Bo nie!!
- Babciuuu, weźmy pieska.
- Nieee.
- Czemu nie?
- Bo nie!!!
Wiedziałam już, że wezmę. Ale jak chcą, to przyszedł dobry moment na negocjacje. Jak do brania, to wszystkie chętne, jak do sprzątania, to ślepną, węch gwałtownie tracą, a jak pies chce wyjść na dwór, to okazuje się, że i słuch mają mocno przytępiony!
- Nie weźmiemy kolejnego psa, bo to kosztuje, sprzątać trzeba i na spacery wychodzić. Wy tylko chcecie, a później piesek idzie w odstawkę i ja muszę wszystko robić, a jak stary , to węch odzyskujecie i śmierdzi Wam, ale jak zrobi pod siebie, to "kupa, a fuj...zrobił, ojej ...naprawdę nie widziałam i nie czułam. No przysięgam". Jak w ogrodzie nafajda, to żadna tyłka nie ruszy, żeby posprzątać .
- To może będziemy jedzenie kupować na zmianę....powiedziała Magda
- Może...a nawet jeśli się zgodzę to na pewno!- warknęłam
- Babciu, ja mogę kupy sprzątać.
- No ja powiem uczciwie, że kup sprzątać nie będę, ale mogę na spacery wychodzić i składać się na weterynarza - poinformowała Nurka. 
- Niech Magda sprząta, ona się nie brzydzi- dodała po chwili namysłu.
- A dlaczego tylko ja? Nurka niby z innej gliny?
- Babciu ja !!!, Ja będę sprzątać kupy! Ja chcę sprzątać! - małe jeszcze , to słodkie. Ale i tak  wiadomo, że brać na serio nie można.
- No właśnie, psa nawet jeszcze nie ma, a już się zaczyna! - warknęłam.
- Mamooooo.....
- Czego?
- Kiedy powiesz:" a dajcie Wy mi święty spokój, róbcie sobie co chcecie"?
  Małpy! 

I tak zaczęłyśmy poszukiwania....

Numer dwa

Gizmo vel Szczęściarz

 

 

Było mi wszystko jedno...ale pies:
- musiał być psem, nie suką- bo nigdy nie wiadomo, jakby się z Łapą  dogadała.
- musiał być malutki - bo mój kręgosłup, mocno nadszarpnięty budową i podnoszeniem Plastara jest w totalnej rozsypce i młodszy raczej nie będzie.
- musiał lubić koty, w ilości ponadprzeciętnej (czytaj : sztuk 4)
- musiał być brzydki, kulawy, bez ogona, łapy lub z innymi wyraźnymi ubytkami- bo ładne psy mają zawsze ładne domki, a tych brzydkich nie chce prawie nikt.
- musiał być  w wieku maksymalnie do 5 lat- choć bardzo chciałabym pomóc staremu psu, to jednak rozstania są dla mnie bardzo dużą traumą. Nie dałabym rady. Starego psa wezmę jak sama będę stara, wtedy zejdziemy sobie oboje. Póki co wiek 5 lat , to i tak było dla mnie bardzo dużo.


Zaczęłyśmy poszukiwania i powiem Wam,że do teraz nie mogę otrząsnąć się z szoku. Jeden telefon..mówię o co mi chodzi, że wezmę psa choćby dzisiaj. Pani odpowiada,ze nie może rozmawiać, bo...robi zdjęcia! Zadałam jakieś dodatkowe pytanie " proszę Pani tłumaczę, że robię zdjęcia". No ja rozumiem,że zrobienie psu zdjęcia, to trudna sztuka, ale jeśli ktoś jest zdecydowany przygarnąć psa, to chyba ważniejsze od zdjęć...przynajmniej tak by się wydawało na logikę. Takich telefonów wykonałyśmy chyba z 5...nikt nie miał czasu, żeby porozmawiać. Trafiłam na niewidomego psa..myślę ok. był głuchy, niech teraz będzie ślepy. Pani również nie była zainteresowana..wszyscy mieli oddzwonić...dacie wiarę, że nie zadzwonił nikt! Tylko te psiaki biedne...ludzie się proszą, a prywatne schroniska mają to w głębokim poważaniu. A musicie wiedzieć,że ja dużo pytań nie zadawałam, więc raczej , przynajmniej tak mi się wydaje, trudną klientką nie byłam. Właściwie nie chciałam wiedzieć nic, nawet zdjęcia nie potrzebowałam oglądać, bo doszłam do wniosku, że hrabiny Łapy i tak nikt nie ma szansy przebić i jaki ten pies by nie był, to na pewno będzie ładniejszy od Łapy!
W końcu trafiłyśmy na psiaki zabrane w ramach interwencji z pseudoschroniska, trzymane na łańcuchach, mieszkające w obudowach po telewizorach, w błocku, bez jedzenia , picia..no biedne bez wątpienia. Zadzwoniłam...powiedziałam,że mi obojętne, że nie muszę nawet oglądać, byleby mały, byleby lubił koty i byleby nikt go nie chciał. Okazało się, że z 50 psów , które zostały zabrane w lutym, zostało tylko 8 i , że nikt już się nimi nie interesuje. No to ja poproszę, ja jestem takim zainteresowana. Pani z którą rozmawiałam miała czas, Pani z którą rozmawiałam była miła i żywo zainteresowana ,żeby jej podopieczni znaleźli dom. Rozmawiałyśmy długo i zaraz , choć nie chciałam dostałam zdjęcie psa, który spelniał warunki. No wiecie co...ładny . Malutki, milutki ..no nie wiem , czemu go nikt nie chciał przez tyle miesięcy. Podobno nikt nie chce czarnych psów, no to my chcemy. Mam tylko nadzieję,że Łapa jak go zobaczy nie popadnie w kompleksy.

Numer trzy

Imbir vel Azor


Nie minęło nawet 5 minut i dostałam drugie zdjęcie. Rude, lat 7, urocze, z łańcuchem na szyi, wpatrywało się we mnie łagodnymi oczami z telefonu. O Boże nieeeeeeeeee!!!!!!! Nie chciałam dwóch , miał być jeden! I już wiedziałam i już nie mogłabym dokonać wyboru. Jedne ślepia czarne, drugie miodowe, a jedne i drugie patrzące z miłością i nadzieją na lepsze jutro.
- Mamoooo..... i co?
- Mamuś......... ???
- Babciu............weźmy dwa pieski
- I co myślicie? pytam
- Ja bym wzięła oba, ale jeśli tylko jednego, to chyba tego starego, biedniejszy jest.-powiedziała Nurka
- Ja też oba, ale jak jednego to tego czarnego, młodszy , więc łatwiej go będzie ułożyć - powiedziała Magda
- Ja bym wzięła oba, oba, Babciu weźmy oba- zapiszczała Tośka.
A Ty???? A co ja ??? Co ja mogę powiedzieć, jak zobaczyłam te oczy ???
Dzwonię...Pytam, który bardziej potrzebuje domu, który jest biedniejszy.
- Wybór należy do Pani... i jeden i drugi jest w tej samej sytuacji, nikt ich nie chce i oba potrzebują domu..
- Weźmiemy oba...tylko błagam, niech Pani nie przysyła mi już więcej zdjęć....



Wszystko przebiegło błyskawicznie, za co bardzo dziękuję Pani KarolinieOstrowieckiemu Wolontariatowi ARKA . Była inspekcja i załatwiony transport , bo psiaki przyjechały, aż z Ostrowca Świętokrzyskiego. Teraz są już z nami od prawie trzech miesięcy. Zostało jeszcze 6 piesków z tego piekielnego miejsca...może ktoś z Was szuka przyjaciela na zimę i na całe życie???



Ciąg dalszy nastąpi. A ja pozdrawiam Was cieplutko i życzę udanego tygodnia.

29 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Jesteście cuuudooooowniiiii!!!💞💞💞
Magda Juchniewicz

Anonimowy pisze...

Łapa nie musiała być bita. Kiepskie geny plus dzieciństwo z dziką matką i takie efekty nie są, niestety, niczym szokującym.

Elisse pisze...

E tam😊😜🤗 Chyba nie😊Jesteśmy normalni,albo właśnie nienormalni😂😂😂W każdym razie bardzo dziękujemy 😘

Elisse pisze...

Naprawdę?Jest już tyle czasu z nami, poprawa jest ogromna, ale to cały czas bardzo strachliwy psiak. Czasami to ,aż żal patrzeć.

ewarub pisze...

Podziwiam! Kocham psy, ale nie wiem, czy bym umiała...

Ewa z Przytulnego domu pisze...

Ach! czytałam ze łzami w oczach, tak sie wzruszyłam. Człowiek wie, że sie napracuje, nasprząta, że zawsze dobro psa, leczenie potrzeby postawi ponad swoim leczeniem, komfortem a i tak bierze taka bidę. Jedna drugą. I cieszy się jak idiota! :))) Sobie żałuję na prywatne leczenie a psu tomograf za 1 tys zł. Po pracy padam na pysk, ale najpierw spacer, mizianie młodego pieska, lekarstwa dla starego pieska. Potem dopiero jakiś obiad z kolacją. Zbieranie pogryzionych patyków z dywanu, może odpoczynek... Czy my Ellise normalne jesteśmy?

Anonimowy pisze...

Niestety. Są psy, które zaczynają i kończą życie, jako strachulce, niektóre da się z tego wyciągnąć, innych nie. Najgorzej mają psy odłowione jako dzikie podrostki/młodziaki, bo płochliwość jest potrzebna do przetrwania na dziko, bo okno socjalizacyjne już się zamknęło, a jeśli wiąże się to jeszcze z lękami odziedziczonymi (skłonność do lękliwości pięknie przechodzi z rodziców na dzieci) i złymi doświadczeniami (to nawet nie muszą być oprawcy, wystarczy schronisko, które dla wielu wrażliwych psów jest trauma, wypadek, jakieś zdarzenie losowe, które pies negatywnie skojarzył), to amba.Cieszę się, że jest poprawa. Wielu lękowym psom pomaga rozsądne szkolenie, które pozwala im osiągać sukcesy i podbudowywać swoją nikła pewność siebie (wbrew pozorom, podanie wszystkiego pod nos nie jest naturalne i zdrowe dla psychiki żadnego stworzenia, z wyjątkiem może najstarszych staruszków). Bardzo fajnie działa nosework i jak już człowiek ogarnie podstawy, to bez problemu zorganizuje sobie trening w domowym zaciszu.

Anstahe pisze...

Jestem wzruszona. Jaki świat zaraz robi się piękny, kiedy wokół są tak cudowni ludzie. Szacunek wielki Wam się należy.

5.monika pisze...

Podziwiam Was ogromnie (chociaż to mało powiedziane)...!!!
Mam nadzieję, że dobro powróci do Was że zdwojoną siłą!!!
Pozdrawiam serdecznie 😊

Agnieszka L pisze...

Gratuluję mimo wszystko mądrej decyzji! ☺ Zawsze warto pomóc zwierzaczkowi, bo nawet jeśli świata tym nie zbawisz, to zmieni to świat zwierzęcia na lepszy. Poza tym, mało kto zdaje sobie sprawę z tego, o ile więcej zwierzątko daje nam w zamian za troskę. To są najprawdziwsi przyjaciele i najcudowniejsza rodzina, przynajmniej ja tak uważam. Wszystkie pieski na zdjęciach prześliczne! Nie ma czegoś takiego, jak brzydkie zwierzę, czy roślina! �� Trochę ich poznałam, to wiem �� Zauważałam też, że tzw. dzikie matki są specyficzne i tak jak w przypadku ludzi, te zwierzęce też nie potrafią 'wychować' swoich dzieci na oswojonych z otoczeniem. W końcu te matki same nie znają 'normalnego' życia. Jednak taki pies, czy nawet człowiek potrafi się zmienić w odpowiednim otoczeniu i dlatego udało Ci się Łapę oswoić. Zdjęcia wyszły Ci znowu ładnie ^_^ Pieski słodkie i sceneria bajkowa ������ A propos poszukiwań, nieźle Cię rodzinka urobiła. Coś mi się zdaje, że się ładnie się córki z wnusią zsynchronizowały, dzieląc opinie na trzy ("weź pierwszego", "weź drugiego", "weź oba"), bo wiedziały że mama, a tym bardziej babcia zmięknie i przygarnie obydwa pieski ������ Nowa Trójca już wygląda na bardzo zżytą. Co do Łapy, miej kaganiec w pogotowiu, bo lepiej go na siłę założyć niż się narażać na ugryzienia. Mam nadzieję, że byłaś szczepiona na tężec. Współczuję tych złych przeżyć �� Życzę Wam radosnych wspólnych chwil. Pozdrowienia dla międzygatunkowej Rodzinki! ��☺��������

bozenas pisze...

Ty to jednak jesteś jedyna:)))
Ale widzę ,że i u Ciebie cudnie nie tylko u psiaków:)))
pozdrawiam cieplutko:))

blogchwila pisze...

Macie ogromne serca. Chylę czoła. Przepiękne zdjęcia i pieski piękne, szczęśliwe. Miały ogromne szczęście, że Wasze drogi się spotkały. Pozdrawiam cieplutko:):):)

Agnes Agnieszka pisze...

Cudownie wyglądacie ładne psy

Anonimowy pisze...

Jesteście wspaniali, Elisse Ciebie rodzina nie musiała namawiać, twoje serce jest jak wosk w takich sytuacjach. Pamiętasz impuls z królisiami w metrze... To jesteś cała Ty.,,:) Pozdrawiam Ewelina

Kamila pisze...

Gwarantuję Ci Eliza, że gdybyś doświadczyła krzywego uśmiechu naszego Figa, łagodniej patrzyłabyś na swoją sukę:)
Pieski odwdzięczą się za ofiarowaną miłość...no i w grupie siła!

Miko pisze...

No i poryczałam się ....ze szczęścia, że są tacy ludzie! Sama mam adoptowane psy w aktualnej ilości 3 szt. Niedawno opuścił nas nasz jedyny rasowy psiut. W sobotę adoptujemy kolejnego (chociaż zarzekałam się że już wystarczy).
Zdrowia dla Was i dla podopiecznych!!!

Anonimowy pisze...

Nie wiem dlaczego pomyślałam, że może wróciłaś? Sprawdzam i....Bardzo, bardzo się cieszę.

Anonimowy pisze...

Nie wiem dlaczego pomyślałam, że może wróciłaś? Sprawdzam i....Bardzo, bardzo się cieszę.

Joanna pisze...

Widzę Elise... że wszystko wróciło u Ciebie do normy z czego się bardzo cieszę.. fajnie widzieć cudowne duszyczki pomagające zwierzakom.
A i owszem chciałabym pieska jednego ... wymogi jak Twoje tyle tylko, że ... jestem zakocona po uszy... czytaj kotów szt. 8... i to jest problem bo nie wiem jak zareaguje towarzystwo względem siebie... w końcu pewnie adoptuję jakiegoś albo od kogoś wezmę ale naprawdę nie wiem czy to ma być szczeniaczek czy bardziej dorosły piesek. uroda nie ma tu znaczenia
pozdrawiam cieplutko :)
ps. jak coś ... to ja pisałam na FB, że czekam na Twoje świąteczne zdjątka

Elisse pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Elisse pisze...

O kurcze, no osiem kotów to jest coś 🙉 Właściwie to się nie znam, ale myślę,że chyba bardziej jednak szczeniak. Przy ośmiu kotach, nawet wyrozumiały stary pies może oszaleć 😂Daj koniecznie znać, jak jakiegoś weźmiesz.
Pozdrawiam cieplutko 😘🙋

Elisse pisze...

Nie ma czegoo podziwiać tak naprawdę. Dokąd człowiek nie stanie w obliczu konkretnej sytuacji,to nigdy nie wie co zrobi.Kto wie? Może byś wzięła 😊
Pozdrawiam serdecznie

Elisse pisze...

Bardzo mi miło😊 To się nazywa kobieca intuicja😜😊

Elisse pisze...

Dziękuję bardzo. I jak powiedz?Macie nowego pieska?

Elisse pisze...

Hahaha...no piękny jest Wasz..nie wiem o co Ci chodzi😂Buziaki Kochana

Elisse pisze...

Dziękuję bardzo. Oj pamiętam... niestety jak wosk...a może stety😂😜 Zależy jak na to patrzeć.
Pozdrawiam Ewelinko

Elisse pisze...

Dziękujemy pięknie😊

Elisse pisze...

Dziękujemy. My też mieliśmy szczęście. Wniosły sporo śmiechu i radości do naszego domu.
Buziaki

Elisse pisze...

Dziękuję Kochana. Walczę z tą stroną i nic. Nie mogę odpowiadać na komentarze z kompa tylko mam taką możliwisc przez telefon...a tu kurczę czy ciezko, bo ja już trochę ślepa jestem😂 i słownik wiecznie coś zamienia.
Buziaki ogromne posylam

Copyright © Utkane z marzeń , Blogger