wtorek, kwietnia 30, 2019

Księciunio

- Weź stąd te paskudne łapska,  vs. - Uważaj, staniesz mu na rękę!
- Boziu, niech ona w końcu zamknie ten dziób, vs. Miniu proszę, zamknij już buzię.
- Ależ paskudnie się zesrała ( tak nie mówię, aczkolwiek pozostali domownicy twierdzą, że powiedziałam ) ~vs. kupkę kochanie zrobiłeś ? No widzisz? Od razu lepiej.
- No ile można trzeszczeć ? vs. - Kochanie, jakiś ty rozmowny dzisiaj.
- Obetnij w końcu te pazury vs. – Paznokietki Skarbkowi urosły ?
- No gdzie ten pysk wkładasz ? vs. - Uważaj, prawie stanąłeś mu na twarz !!!
- O mamuniu, kto się tak szpetnie skadził ? , vs. – Ojoj, brzuszek boli ? Bączki puszczasz ?
- O ludzie, jak on śmierdzi  vs. - Ciekawe jak Ty będziesz śmierdziała jak dobijesz do setki.? Wtedy pogadamy.
- Kochanie moje najpiękniejsze, w miłości jedyne…i tu pada …Aha…Zapamiętam sobie.


Tak kochani, takich przykładów można mnożyć u mnie w nieskończoność. Mają ze mnie w domu nieustające polewki i stanowię wieczny obiekt żartów. Kiedyś spróbuję ich po cichaczu nagrać i Wam puszczę. No nie ukrywam,że z ich ust brzmi to dosyć zabawnie w momencie kiedy twierdzą, że oni są współlokatorami, a Księciunio… no cóż Księciunio jest na innych prawach. Ale cóż ja na to poradzę, że miłością wielką do siebie pałamy ? No niby do pozostałych też miłością pałam i absolutnie nie neguję tego, że oni do mnie również, niemniej jednak czasami jak coś mówię, szczególnie o sprzątaniu, to już nawet nie chce im się kłócić, tylko patrzą na mnie jak na niepełnosprawną umysłowo, a Księciunio?  Księciunio nigdy na mnie tak nie patrzył, Księciunio, nigdy nie powiedział nic przykrego, nie wali fochów i się nie obraża, nie trzaska drzwiami i nie używa najgorszego, najpaskudniejszego pod słońcem słowa ZARAZ !!! O i nie mówi do mnie - KOBIETO!!! OGARNIJ SIĘ!!! A, że zazdrosne to towarzystwo, no sorry…fakt, że bydlę rozpieściłam, bo On już niedługo zejdzie i to wykorzystuje paskudnie, ale no kurczę ma chłopak 17  lat, to w przeliczeniu na nasze jakieś 119 ! No więc jak one dobiją setki, to też nie powiem ,żeby łapy zabierały, a z zaświatów wirtualnie za rączkę potrzymam. No mogę i cała noc… tak jak czasami Księciunia.


Plaster ma swoje lepsze i gorsze dni, stawy mu siadły więc nie ma mowy o tym,żeby sam się podniósł. Waży ponad 40 kg, więc cierpimy ja…i mój kręgosłup. Pamiętacie,że bydło całe za mną się zawsze przemieszczało, a teraz…no nie może, bo po schodach nie wejdzie, więc leży na środku salonu, jako stały element wyposażenia wnętrza. Taszczymy go do góry, stawiamy na nogi, później do okna, rączki przy jedzeniu trzymamy, bo często się rozjeżdżają. Jak już wyjdzie na dwór, to łapie pion i powolutku idzie, choć w jednej łapce już nie ma czucia i często mu się wygina w drugą stronę. Oczy choć powoli zachodzą mgłą, są żywe, wesołe i cały czas patrzą z taką samą miłością (żeby wątpienia nie było, patrzą tak tylko na mnie) …patrzą i wykorzystują perfidnie. W nocy z dosyć dużą częstotliwością, zaczyna szczekać… głośno, monotonnie, w tym samym rytmie….szczeka tak długo, jak długo nie zejdę do salonu. Siadam koło niego…przysypia i raz na jakiś czas zerka, jeśli jestem obok…śpi dalej. Którejś nocy pod rząd nie wytrzymałam i chciałam się przespać, położyłam się na kanapie jak przysnął…no niestety jak się przebudził, to stwierdził najwyraźniej, że jestem za daleko i skończyło się jak zawsze, na trzymaniu go za łapkę. Wiem,że on mnie wykorzystuje, ale nigdy nie mam pewności czy na przykład nie zdrętwiał i nie muszę go w nocy podnieść, albo czy może chce mu się pić, a może miał po prostu jakiś koszmarny sen czy siusiu zrobić. Kiedyś stwierdziłam, że się nie dam i go przetrzymam, że może się nauczy..siedziałam w nocy w sypialni ze łzami w oczach i nie zeszłam…szczekał od 3 w nocy do 6 rano, caluteńki czas bez najmniejszej przerwy. A rano, no cóż była długa, bardzo trudna kąpiel i pranie dokładnie wszystkiego. No więc musze tam schodzić, bo może ma takie widzimisię, a może coś akurat bardzo potrzebuje… nigdy tego nie wiem, no bo przecież Księciu milczy kurtuazyjnie jak tylko zejdę. Któregoś razu stała się rzecz dziwna… tak jak mówię, Plaster w większości leży, ale któregoś dnia wyszedł na spacer, wrócił i zaczął chodzić, chodził godzinę, dwie, usiłowałam go położyć…nic z tego. Sapał, kopytka mu się trzęsły i uginały, piszczał, ale twardo nie chciał się położyć. No nie wytrzymałam tego psychicznie, więc o 24 towarzystwo zapakowało psa do samochodu i do kliniki 24h pojechało ( swoją drogą przy nich tak nie histeryzuje, do samochodu jakoś z pomocą wejdzie, a ja mu trap buduję do wyjścia i wejścia ). W klinice…położył się! W każdym razie wyszedł lekarz i pyta co się dzieje, na co mój zięć odpowiada - ON CHODZI !!! Lekarz popatrzył na nich jak na debili i powiedział niepewnie :
- To chyba dobrze? Psy chodzą ? ,
- Niedobrze , on nie chodzi !
- No przecież mówił pan przed chwilą ,że chodzi.
- Teraz chodzi, ale ogólnie nie chodzi!
- Więc chyba powinniście się Państwo cieszyć, że zaczął chodzić?
- Nie, nie może chodzić, a chodzi..
- Hmmm… teraz leży, ale ogólnie chodzi, a nie powinien chodzić. No ciekawe, bardzo ciekawe.Mogę sobie tylko wyobrazić minę lekarza, który stwierdził, żeby z tym
 ”chodząco niechodzącym” psem poczekali, bo trwa operacja.O ludzie, dobrze, że ten lekarz jakiegoś psiego cudu nie ogłosił.  W domu siedziałam cała w nerwach, nie zabrali mnie bo ponoć ja histeryczka jestem, a on przy mnie histeryzuje jeszcze bardziej, a przy nich to takich cyrków nie odstawia. W każdym razie siedziałam z drżeniem serca, dokąd nie zadzwonił telefon i konspiracyjnym tonem Madzia wyszeptała słuchawkę.

- Mamuś…on leży i śpi. Mamy wracać? Czy czekać?
- Ale co mu jest? pytam zaniepokojona.
- No chyba nic ? Położył się i śpi smacznie. A operacja trwa i jeszcze do trzeciej trzeba będzie poczekać, to co ?
- No, a co Ty myślisz?
- Ja nic nie myślę, to Twój pies, zrobimy jak chcesz. Ja nie zamierzam później słuchać, jak coś mu się stanie. Mogę tu siedzieć i czekać, jak chcesz.
- Wracajcie, najwyżej pojedziemy później.
Po powrocie do domu, Plaster przespał cała noc… następnego dnia już nie chodził, znaczy chodził ale normalnie i znowu wszystko wróciło do normy.
                                                                                                                  *   *   *
A do wszystkich którzy prowadzą bloga na blogspocie mam pytanie. Wchodzi mi jakaś niesamowita ilość spamu, szczerze mówiąc zaczyna to wyglądać podobnie, jak wtedy kiedy ukradli mi bloga, więc zaczynam się trochę obawiać. Mam nawet problem w dotarciu do komentarzy, wśród tego całego chłamu jaki wpada. Czy u Wszystkich to tak wygląda, czy tylko u mnie ? A jeśli macie podobnie, to jak sobie z tym radzicie?  Pozdrawiam Was Kochani cieplutko i życzę pięknego, majowego weekendu. Ja oczywiście siedzę w domu, bo… KSIĘCIUNIO .





18 komentarzy:

Anka pisze...

Piękna opowieść. Kocham ludzi którzy kochają i rozumieją stare psy, koty i inne zwierzęta

Ewa z Przytulnego domu pisze...

Kochana, jak ja Cie rozumiem i jak wiem, że inni nie rozumieją naszego poświęcenia dla starzejącego się psa. tak samo było z naszą Frajdą, spała z nami od szczeniaczka az skończyła 13 lat i przestała wchodzić po schodach. bardzo płakała na dole, więc na zmianę spaliśmy w salonie na kanapie. potem juz zaakceptowała ten fakt, więc było tylko nocne wstawanie jak do noworodka. Uwielbiała kanpę, więc taszczyłam jej 35 kg na tę kanapę. Podtrzymywałam gdy schodziła po schodkach do ogrodu...Wiele by pisać. Pewnie dalej by tak było... ale zachorowała tak, że nie było szans na wyleczenie. Odeszła 20 marca a właściwie to ja musiałam podjąc te decyzję. Najgorszą w moim zyciu. Ale nie mogła zyć bez oddychania a krtań nie przepuszczała powietrza do płuc. A teraz pustka... i nasz drugi psi staruszek w żałobie i depresji. mamy duo miejsca w sercu na kolejnego psa, który mamy nadzieję rozrusza naszego Chaosa. Pojedziemy po jakiegoś kundelka ze schroniska, który czeka naa swojego człowieka.

Luśka pisze...

i płakałam i śmiałam się. Kochany Księciunio, niech żyje jak najdłużej.

bozenas pisze...

Elisko:)no Ty po prostu masz złote serducho:))Ja z moim kotem jak go sparaliżowało też siedziałam w nocy żeby nie spadł ze swojego łóżka(a sypiał na pralce w koszu)a po operacji leżeliśmy razem na leżaku żeby nie chodził bo oszołomiony był i zsikał się na mnie,ale to wszystko znosiłam z miłości do zwierzaka:)))i zamiast do Grecji na wakacje to kota leczyłam,a jak wiesz leczenie zwierzaków jest mega kosztowne:)))dziś go już nie ma z nami realnie,ale jest ze mną głęboko,choć to zwykły-niezwykły rudy kot był:)))

"Pola" pisze...

Jesteś Wielka! Pozdrawiam Pola :)

Unknown pisze...

Widzę, że jesteśmy do siebie podobne pod względem zamiłowania do zwierząt. Ja też mam swoją przybraną międzygatunkową, ale najprawdziwszą "Rodzinę krolewską". Tylko mój Tygrys w Polsce i rybki w U. S. A. były 'moje' - reszta to pupile rodziny i znajomych, ale sporą część z nich współwychowałam np. z babcią. Z różnych powodów jedynie nieliczni zdołali się zestarzeć. Wiem, jak to jest stracić zwierzęcego członka rodziny i współczuję Ci, że niedługo znowu będziesz musiała przez to przechodzić. Ciesz się tym, że możecie te chwile spędzić razem i że było mu dane tyle lat z Wami przebyć. Sama wiesz, że nie wszystkie futrzane maleństwa odchodzą w ten sposób :-( Mam nadzieję, że tegoroczna majówka złożyła się u Ciebie z samych dobrych chwil. Pewnie już się tego domyśliłaś, ale na wszelki wypadek to napiszę: starsze pieski, zupełnie jak ludzie, potrzebują opieki oraz bliskości rodziny i znajomych. Cierpią też na demencję starczą i z powodu pogorszenia się funkcji różnych narządów niezbyt wiedzą, co się dzieje. Dlatego 'wariują'. Plaster na Twoim nagraniu na Instagramie brzmiał zupełnie jak moja Saba, kiedy na mnie 'krzyczała', że ją razem z jej panią oraz moją mamą zostawiłyśmy na podwórku, a same pojechałyśmy na zakupy. Teraz nie świruje, bo zostaje z przybraną siostrzenicą - przygarnietą kotką, Kicią. Tak samo Twój Księciunio może nie słyszeć, że ktoś jest obok niego, czując się samotnym, włącza mu się demencja i skomle, a w tłumaczeniu z psiego na ludzki brzmi to mniej więcej tak: "Dlaczego nikogo tutaj nie ma? Gdzie jesteście? Nie dbacie o mnie! Niech ktoś tu przyjdzie!" Jeśli nikogo przy nim nie ma, a raczej chodzi tu o baaardzo bliską odległość, to on sika z powodu strachu, że cała Rodzina mu wyginęła i jest zupełnie sam. Dlatego jak przy nim jesteś i położysz się obok niego, to on się zawsze uspokoi. Jeśli nie dasz rady tak zrobić, może nagraj mu swój głos i załóż mu na uszka jakiś dyskmen. Pejk miał tak samo, ale że nie słyszał, to warczał na wszystkich tak na wszelki wypadek, bo nie wiedział, kto swój, a kto wróg. Do tego wchodził Ci na głowę, bo tylko tak mógł wyczuć Twoją obecność. Zauważyłam, że sunia na filmie z Plastrem zareagwała na jego 'krzyki', podchodząc z zamiarem niesienia mu pomocy. Tak więc trzymaj tę małą futrzaną i książęcą łapkę :-) Zdjęcia na poście przesłodkie, a i tekst bliski memu sercu :-D Mam nadzieję, że Piesek już czuje się świetnie, bo 'Mama' jest przy nim 🐶 Życzę Ci przemiłych chwil spędzonych z psim synkiem <3 P. S. Chciałam się zapytać: Dlaczego 'Plaster'? Może już wyjasniłaś to na blogu, ale nie zauważyłam. Chodzi o to, że jest słodki jak plaster miodu, czy raczej, że jest jak plaster, który poskleja złamane serce? Lubię oryginalne imiona u zwierząt i ludzi, a nie po raz setny Burek albo Michał ;-)

Ewa z Przytulnego domu pisze...

Czasem tak jest, że jakaś futrzasta istota zawładnie nami całkowicie. Ale ona kocha nas bezwarunkowo, może nie do końca bo za głaski, miske jedzonka i dach nad głową. A gdy przychodzi starość staje się bezradna a my otaczamy ją opieką. Doskonale Cię rozumiem. Do niedawna miałam dwa duże stare psy. Od dwóch miesięcy został mi tylko Chaos bo Frajda odeszła. Miała 14 lat. Cudowna wrażliwa i niesforna Goldenka. Wciąż wspomnienia wyciskają łzy. Tydzień temu zrobiliśmy w sercu trochę miejsca dla kolejnego pasiaka, kundelka ze schroniska.

Kamila pisze...

Odnoszę wrażenie że Plastra znam od bardzo dawna. cudowne jest to że traktujecie go jak prawowitego członka rodziny.
Elizza u mnie ze spamem ten sam problem.

Elisse pisze...

Ja ogólnie kocham wszystko co żyje...i nawet jestem w stanie zrozumieć jeśli ktoś nie lubi zwierząt, ale nie rozumiem czemu ludzie krzywdzą.

Elisse pisze...

Oj Kochana jak mi przykro...wiem za dobrze co to znaczy. To ja byłam przy śmierci moich zwierząt,a trochę tego na przestrzeni lat już było. Niestety, czasami taką decyzję jesteśmy zmuszeni podjąć.. modlę się żeby Plaster odszedł w naturalny sposób...ale czasami są takie dni, kiedy czuję się gorzej, że już prawie sięgam po telefon,ale ...czekam i następnego dnia jest już ok,a oczy ma znów wesołe. To cholernie niesprawiedliwe,że zwierzęta żyją tak krótko.
Pozdrawiam cieplutko

Elisse pisze...

Oj tak...oby jak najdłużej... Pozdrawiam serdecznie

Elisse pisze...

Oj Kochana, wiem o czym mówisz,aż za dobrze niestety. Trochę tego w życiu już przeszłam ,a każde odejście boli tak samo...na to nie można się uodpornić...i ten stres.. jak widzisz,że koniec już blisko... okropieństwo. Z Osłem, to tak dwa lata w stresie żyłam,oszust paskudny! Pozdrawiam cieplutko i wracaj z tej Madery��

Elisse pisze...

Oj dziękuję...bo w domu to za wariata już mnie mają 😂😜

Elisse pisze...

Kochana dziękuję za tyle wyjaśnień iilych słów. Plaster nie jest sam..zawsze w nocy jest z nim Łapa i 4koty...on chce tylko mnie...no cóż...ma swoje lepsze i gorsze dni. Czasami myślę,że to już koniec,a następnego dnia znów czuję się lepiej i wtedy spada kamień z serca.Ale to fakt niezaprzeczalny,żeby człowiek żyje podświadomie w wiecznym stresie. A Plaster..jak pierwszego dnia przyszedł pod bramę i jak go w końcu wpuściłam, drogą szła koleżanka z psem. Plaster był bardzo udany, więc wystawił pysk za bramę,a tamten pies ugryzł go w ucho, tak że nie mogłam zatamować krwi..na końcu doszedł plaster na ucho z którym chodził parę dni...i stąd Plaster 🐕. Pozdrawiam serdecznie 😘

Elisse pisze...

Kochana,to dobrze że mimo wszystko jesteście w stanie przygarnąć kolejne stworzenie. Ja za każdym razem obiecuję sobie,że nigdy więcej... strasznie przeżywam rozstania...i za każdym razem biorę jakaś kolejną paskudę..i tak już zostanie, póki jeszcze mam siły i trochę pieniędzy,żeby pomóc. Taki lajf😂🤣 Pozdrawiam cieplutko

Elisse pisze...

Moja rodzina twierdzi,że zwierzęta w tym domu traktowane są zdecydowanie lepiej niż ludzie..i no cóż... muszę im przyznać rację Ale to pewnie dlatego,że zwierzęta traktują mnie lepiej niż ludzie 😊Spam spamem...już trudno, bo jestem w euforii..okazało się, że na telefonie mogę odpisywać na komentarze 😁 buziaki

agneslibera@gmail.com pisze...

Dziekuję i też pozdrawiam ☺ To miałaś ciekawy pomysł na imię 😊 Zdecydowanie wolę oryginalność podczas nazywania pupili 😉 To dobrze, że ktoś z nim jest. Mam nadzieję, że to wyczuwa, bo ze staruszkami w każdym gatunku ssaków bywa nieciekawie 🙁 Cóż - ludzka mama najlepsza, więc Książę woła 😉

Klaudiusz pisze...

Chciałbym mieć takiego wspaniałego przyjaciela pewnie by się okazał o wiele razy lepszy niż te fałszywe mordy które są miłe jak coś chcą.

Copyright © Utkane z marzeń , Blogger