poniedziałek, 18 marca 2019

Taki post o niczym…

Nowy Rok, nowa ja … czy jakoś tak to szło. Hasło, które ostatnio słyszę na każdym kroku. Co prawda z deczka z opóźnieniem, to znaczy troszkę po Nowym Roku, zaczynam po raz setny wszystko od nowa, ale no cóż …może powinnam zmienić ten jakże często cytowany slogan na, hmmm… na przykład Nowy Marzec, Nowa Ja. W sumie też ładnie. A tak zupełnie na serio, to nieważne kiedy, ważne aby to zrobić. Zdziwicie się, ale napisałam wcześniej dwa posty, których nie opublikowałam… dlaczego? No chyba jedynie dlatego, że zaczęłam je czytać i rozkminiać… to za smutne, to za wesołe, to mi ktoś przerwał i nie wiedziałam o czym już piszę,to pomyślałam znowu … a kogo to obchodzi?… i tak w kółko…więc dałam sobie spokój. Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to zawsze tak ze mną było. Im dłużej nad czymś myślałam, tym pomysł wydawał mi się coraz słabszy. U mnie działania zawsze były natychmiastowe, jest pomysł, jest wykonanie, jeśli nie zrobię tego już, teraz, natychmiast, to z dużym prawdopodobieństwem nie zrobię tego w ogóle. Więc ( cały czas pamiętam, że nie zaczynamy zdania od więc ) przestałam się zastanawiać co napiszę i wzięłam się po prostu do roboty. Kiedyś siadałam i pisałam, pisałam wszystko co mi ślina na język przyniosła, a właściwie wszystko o czym w danej chwili myślałam i często nawet nie miałam czasu, żeby ponownie przeczytać post czy też chociaż sprawdzić go pod kątem stylistyki. A płodna byłam bardzo. Jak dzisiaj patrzę na ilość i częstotliwość wrzucanych przeze mnie postów to przerażenie mnie ogarnia i zastanawiam się o czym ja do cholery tyle pisałam…więc zaczęłam czytać te moje wypociny i doszłam do wniosku, że pisałam dokładnie o wszystkim, o tym co się działo w moim życiu, o ogrodzie zwierzętach, dzieciach o moich przemyśleniach. Czy to,że nie bardzo wiem o czym mam teraz pisać, świadczy o tym, że raptem nic w moim życiu się nie dzieje? No raczej nie. Dzieci posiadam na stanie sztuk tyle samo, jedno nawet się rozmnożyło, więc jest nas coraz więcej. Zwierzęta? Trochę inne, ale ilości sztuk też się zgadzają. Ogród ? No jest, cały czas ten sam, niektóre rzeczy straciły na urodzie wraz z upływem czasu, ale pojawiły się inne, też ładne. Dom?  Sypie się, ale to nie nowość, przeca sypał się od początku i każdy o tym wie. Święta? Jak zwykle u mnie, w podobnym składzie. Facet? Też inny, ale jest. A może przestałam myśleć i na pomroczność zapadłam? Raczej nie, choć nie ukrywam, że tysiące myśli zaprzątają moją głowę, a ja nie jestem w sanie ułożyć dalszego planu na życie, choć w moim przypadku wydaje się to dosyć nierealne. Zawsze, miałam plany… na wszystko,plany które bardzo konsekwentnie realizowałam. Teraz z konsekwencją jestem bardzo na bakier i szczerze mówiąc nie bardzo wiem czego dalej oczekuję od życia. Niby ogólny zarys tego co chcę robić, mam gdzieś z tyłu głowy, ale nie bardzo wiem jak niby miałabym do tego dojść, że też nie wspomnę o tym co to niby miałoby być i czy da się z tego żyć. Trochę mnie to przeraża, bo zawsze miałam wytyczone kolejne cele, a teraz …no cóż, jakoś ciężko mi zebrać myśli. Bardzo chciałabym w końcu,robić w życiu to co lubię i jedno wiem na pewno… mam dosyć pracy w finansach i nie wrócę tam za żadne pieniądze, żebym tynk ze ścian miała z głodu ogryzać.  No dobra, jeśli czyta to ktoś, kto da mi…no powiedzmy dziesięć tysięcy, to mogę propozycję rozważyć i nawet od czasu do czasu zostać po godzinach :) Ostatnia moja styczność z finansami, skończyła się na niewypłacaniu pensji przez pół roku. Zamienił stryjek siekierkę na kijek… łudziłam się, że w małej, prywatnej firmie będzie mi o niebo lepiej niż w korporacji. No i było, było miło…a że za darmo… i że człowiek dokładał do tego, to już zupełnie inna para kaloszy. Dzisiaj nie mam ochoty nawet o tym pisać, ale wiedzą ogólną chętnie się przy okazji podzielę, ku przestrodze innych, notorycznie naciąganych pracowników i klientów, tej jakże znanej grupy kapitałowej, która do dnia dzisiejszego wyśmienicie funkcjonuje na rynku. Tak więc jedno jest pewne, do pracy w finansach nie wrócę. Przyszedł czas na zmiany i patrząc na to zdroworozsądkowo absolutnie nie jest to dobry wybór, tym bardziej, że nie mam pojęcia czym miałabym się zajmować. Rozsądek mówi nie, ale mam świadomość tego,że jest to już ostatni, przysłowiowy gwizdek na wprowadzenie tak istotnych zmian w życiu. Jeśli nie zrobię tego teraz, nie zrobię nigdy i ugrzęznę w tym bagnie do emerytury. A czas na zmiany dobry nie jest, tym bardziej, że umówmy się, nie jestem już w wieku poborowym, a moja kariera zawodowa była mocno ukierunkowana. Pamiętam moją koleżankę, nauczycielkę z przedszkola, która poszła na studia, na parę lat przed emeryturą. Mówię jej … Ala oszalałaś? chce Ci się? A ona na to ”A co ja mam zrobić? Gdzie mnie przyjmą? Jak się spytają o kwalifikacje to co mam powiedzieć ?, że umiem śpiewać tylko wlazł kotek na płotek ?” No i fakt…moja obecna sytuacja jest analogiczna. Kiedyś się zastanawiałam nad tym, dlaczego musimy żyć pod presją wszystkiego i czy jest sposób, żeby tego uniknąć…i wiecie co ? Nie da się, w dzisiejszych czasach nie ma takiej możliwości, ale to już jest temat na oddzielny post, bo ten by się chyba nigdy nie skończył. A warunków do pisania to ja nie mam.Rano usiadłam przy laptopie ze szczerą chęcią napisania postu. Nie minęło 15 minut jak przyszła pogadać Nurka. Wysłuchać trzeba, a jakże. Dziecko bez względu na wiek, dzieckiem zostaje i problemy swoje ma. Więc pogadałyśmy… tak z godzinkę albo półtorej. Po wyjściu Dominiki do pracy, zrobiłam kawusię i ponownie usiadłam z nadzieją, która trwała z zegarkiem w ręku 12 minut. Weszła Madzia… większe dziecko, problemy większe. Nie wiadomo kiedy, minęły nam dwie godzinki. A przed wyjściem Magdy do pracy, wrócił…. nazwijmy go sobie Panem K. No więc Pan K wrócił, ale facet przyzwoity, zobaczył, że potrzebę bycia w samotności posiadam, więc powiedział co najważniejsze, chwilę pogadaliśmy i poszedł na górę, żebym mogła się w końcu skupić i cokolwiek napisać. Minęło kolejne pół godzinki, biorę komputer i … kuźwa…. aktualizacja!!! No nie dane mi normalnie nic napisać, zaczynam powoli twierdzić, że pisanie tutaj jest po prostu błędem i że może znaków jakiś i mocy tajemnych powinnam się w tym dopatrywać. Nie poddałam się, aktualizacja o dziwo trwała bardzo krótko…uffff…w końcu usiadłam, a tytuł postu miał brzmieć “Ameryki nie odkryłam” zaczęłam w końcu pisać…wstęp…minęło 15 minut…w okno puka Tośka. No oczom własnym nie wierzę, bo dziecko wraca z przedszkola ok.17!  Pytam: Co tu robisz? A dziecko rezolutnie odpowiada: Tata mnie odebrał. No tak, okazało się, że Tata na zwolnieniu , w związku z czym zaczął szybko wyjaśniać cóż takiego się stało… zszedł Pan K, no bo przecież jak rozmawiam, to znaczy, że już nie piszę i samotności nie potrzebuję. Stwierdziłam, nie dam się, skończę, co zaczęłam…więc piszę. Siedzimy na kanapie, ja z lapim na kolanach…obok Pan K, telewizor mordę drze, bo męska część ekscytuje się czymś co to politycy wymyślili…ja nie wiem co …ja usiłuję się skupić…Magda obok, usiłuje dodzwonić się do Urzędu Skarbowego, bo ją ponoć na dziecko skroili w rozliczeniu i ona nie podaruje, telefon oczywiście na głośniku, bo Urząd Skarbowy nie odbiera przez cały dzień, nie wiem czy mam ochotę zbluzgać moje, bluzgające na te baby wstrętne co w UG pracują ,dziecko, czy może te baby, że nie odbierają, czy ciepnąć tym telefonem o ścianę, żeby głośnik przestał piszczeć. Tośka śpiewa, podskakuje i jeszcze w międzyczasie rysuje,  zrzucając na podłogę kredki,które to ja podnosić muszę, bo ona zza stolika nie sięga( swoją drogą zadziwiające ile dzieci mogą wykonywać jednocześnie czynności ) kot wpycha mi się na kolana, oczy zaczynają szczypać, z kuchni wyłania się Nurka “To tylko garnek…spaliło się”. Nurka wynosi gar na taras, koty poczuły świeże powietrze… wstaję, dwa wypuszczam na dwór, siadam z powrotem i słyszę drapanie w okno, dwa wyszły , a dwa chcą  wejść do domu…wpuszczam. Suka biega, pazurki stukają po panelach, Plaster zaczyna gadać z przodkami, Tośka śpiewa, telewizor się drze, Pan K z Panem A prowadzą zażartą dyskusję, Magda ścisza głośnik i zaczyna oglądać serial na komórce, no bo przecież UG o tej porze już nie pracuje. Tylko Nurka ucieka do pokoju zostawiając smród spalenizny. Zawzięłam się, wstawię ten post, bo jak zacznę pisać na raty to znowu wyląduje w koszu i nigdy go nie opublikuję. Musicie mi wybaczyć, nie mam już pojęcia co pisałam , nie będę czytać, nie będę zmieniać, po prostu wrzucę ten post, bez względu na wszystko… nawet gdyby się okazało, że wcześniej bredziłam, ale chyba sami przyznacie, że w takich warunkach skupić się nie da rady nikt, a cóż dopiero ja.

I jeszcze jedno, dostawałam od Was informacje o komentarzach, których nie możecie zostawić. Mam mnóstwo komentarzy na mailu, których nijak nie mogę opublikować. Myślę,że to może być wina google+, które się likwiduje, więc jeśli macie tam konta, sprawdźcie, bo do końca marca bodajże trzeba wszystko poprzenosić. I proszę, wybaczcie mi ,że nie odpisuję na wszystkie komentarze, po prostu nie mam czasami na to czasu, tym bardziej, że dostaję jeszcze mnóstwo informacji prywatnych, na messengerze i instagramie i nie sposób ogarnąć wszystkiego, ale każdy, co do jednego czytam i za wszystkie bardzo Wam dziękuję. Tak naprawdę , gdyby nie komentarze, gdyby nie to,że wiem,że jesteście, to pewnie nigdy bym tu nie wróciła.


Ponad to prosicie o zdjęcia domu. Napiszę o tym i pokażę zdjęcia w najbliższym czasie, ale póki co nie mam możliwości wstawienia zdjęć przynajmniej do końca marca. Teraz to się dumnie nazywa projekt, tak więc hmmm… zabrzmi górnolotnie, ale dwa projekty mam obecnie na tapecie i mam nadzieję, że coś dobrego z tego wyjdzie. Jeśli chodzi o zdjęcia mojego domu, to jest ich trochę na instagramie, gdzie Was serdecznie zapraszam. Przyciski do profili są z boku na pasku, mam dwa konta ( magic_moment_elisse i elisse16, na których udzielam się mniej lub bardziej, jak to ze mną  byw.


A poniżej news z ostatniej chwili:

U mnie wszystko po staremu, więc tradycyjnie problemy z laptopem i aparatem. Sprzęty zdecydowanie mnie nie lubią, choć ja je uwielbiam. Oczywiście uwielbiam tylko wtedy jeśli chcą działać, a nie tak jak teraz uniemożliwiają mi publikację zdjęć. Długo by wyjaśniać, więc daruję już Wam opisy, bo post się nie skończy, a ja w tym czasie zdążę do reszty ześwirować.

Kochani, żegnam się z Wami. Post miał być o czymś innym, wyszło jak zwykle. Miał być świetny tekst, miały być cudnej urody zdjęcia, a wyszło jedno wielkie nic. No ale cieszę się, że jestem z Wami ponownie.  Mam nadzieję, że nie zapomnę o tym co chciałam wcześniej napisać i jeszcze kiedyś to zrobię. Do usłyszenia.

35 komentarzy:

Unknown pisze...

Nieprawda, że wyszło jedno wielkie nic! 😉 Wyszło, jak zwykle, ogromne coś! Widać od razu, że talent to Ty masz do opisywania. Nawet w tak trudnych warunkach potrafisz wyczarować coś ciekawego. A że najlepsi artyści zawsze krytykują swoje dzieła to wiadomo 😉 Może tego nie zauważyłaś, ale wiedz że udało Ci się odtworzyć atmosferę bloga sprzed lat 😊 Dom, jak można wywnioskować z Twoich opowiadań, nadal żywy i pełen ciepła. Praca pracą, ale to Twoja międzygatunkowa Rodzina jest najsensowniejszą rzeczą 😸👸👯🙇🙋🙎😻😺😽🐶🐕 Swoją drogą, współczuję Ci tych, lagodnie to ujmując, perypetii związanych z poprzednimi pracami. Potem wszyscy właściciele firm się dziwią, że nie ma chętnych do pracy. Sama miałam ciekawie pod tym kątem, ale nie zdążyli mnie tak wykorzystać. Miałam szczęście, że okoliczności były takie, a nie inne 😕Myślę, że powinnaś zacząć pisać zawodowo- to moje marzenie i życzę Tobie sukcesów w tej dziedzinie ☺Nie przejmuj się jakością postów, bo jest kna dobra, czasami nawet świetna 😆 Wyrobiłaś w sobie nawyk - dobry styl pisania i tak już zostanie. Pozdrawiam Ciebie i całą Twoja Rodzinkę, łącznie z roślinkami 😉

Leptir pisze...

dobrze że piszesz, to taka odskocznia o rzeczywistości, smutki dzielisz z nami a radości potęgujesz. Ja też jestem na życiowym zakręcie, choc mam 69 lat niestety, przyszło mi sie wyprowadzić z własnego domu.
Elisse życzę wszystkiego co najlepsze, zwłaszcza zdrowia

Anonimowy pisze...

Twoje zdjęcia na instagramie magiczne...

sylwiitwory pisze...

Taki post o niczym, a o wszystkim. Miejscami miałam wrażenie, jakbym o sobie czytała :) Pozdrawiam! ❤

bozenas pisze...

Ty wiesz,bo wiele razy Ci to pisałam,że Ty NIGDY nie pisałaś o niczym!!
Ty zawsze pisałaś o życiu:)nie ubarwiałaś go,jak bolało to bolało,a jak było cudnie to było i dlatego Twój blog był i jest dla mnie najbardziej przyjaznym miejscem w sieci:))I dlatego czekałam na Ciebie 5 lat aż zaczniesz pisać dalej:)nie ważna częstotliwość,ważne że zawsze masz coś ważnego do powiedzenia:))Trzymaj się cieplutko:)i nie znikaj:))

Unknown pisze...

Chciałam się wyrazić jaśniej niż w moim poprzednim komentarzu. Chodziło mi o to, że marzy mi się pisać zawodowo. Jednak uważam, że Ty też się nadajesz do bycia profesjonalną pisarką i życzę Ci, abyś się taką stała i wreszcie nie musiała się martwić o pracę, jednocześnie robiąc coś, co kochasz 😊 Fotoblog też Ci świetny wyszedł 📷📸

agpela pisze...

A ja lubię twoje posty o niczym - zawsze są o czymś ;)

Kamila pisze...

Elizza, przyciągasz jak magnez i intrygujesz. Przez te lata blogowania czuje się z Wami mentalnie związana. Niezależnie czy piszesz o zwierzętach, perypetiach rodzinnych, pokazujesz swoje rzemiosło- zawsze z przyjemnością do Was zaglądam.
Buziaki w nos dla Całej Rodziny!

Anonimowy pisze...

Oj , jak dobrze ,że piszesz ... cudownie Cię czytać

Atheena & Pan Taurus pisze...

heheeh!! to jest boski tekst, przeczytalam kilka razy; pisz, pisz; miedzy jedna,a druga kredka, masz moje 100% zrozumienie i zachwyt niezmienny. Czytam i mysle, ze jednak nie tylko u mnie tak jest :). Twoje pisanie czyta sie wspaniale, totalnie podazam Twoja sciezka myslowa i niezmiennie zachwycam sie Twoim blogiem i instagramem,
pozdrawiam serdecznie,
Izabela

Anonimowy pisze...

Ja nic Grochola tu pisze 😊serio!

Anonimowy pisze...

Czyta się jak Grocholę 😊😘serio serio!

ANULA pisze...

ELISSE pisz, pisz, pisz, ciagle czekam na twoje posty. Jestem twoją fanką od 2014 roku. Jestes dlamnie inspiracja w wielu dziedzinach. Szczegolnie pozytywnego nastawienia pracowitości i mistrzynia planowania. Pozdrawiam
ANULA

Anonimowy pisze...

Super, że jest post. Taki trochę w stylu "Teksańskiego" Hej. Fajnie poczytać, szkoda, że nie ma zdjęć, ale od czego wyobraźnia? Widzę te koty, słyszę ten telewizor. Mnie też wczoraj irytowała "Kawa na ławę"...Do następnego, Pani Elizo! Agnieszka

hania pisze...

Wyszło super !!! Najważniejsze że jesteś !!! I wracaj często!!!tęsknimy !!!

Viola pisze...

ciesze się że jesteś,będe czekać na kolejne wieści
serdeczności i pozdrowienia śle:))

Anonimowy pisze...

Após olhando por cima um número da posts do blog na seu web site ,
Eu seriamente como seu forma de escrevendo um blog.
Eu livro marcado para meu marcador site lista e será verificar volta logo .
Dê uma olhada meu site também e diga sua opinião.

EwelinaM pisze...

Mega!!!! Najlepiej spędzone chwile przed wyświetlaczem telefonu, to te spędzone na Twoim blogu 😉 buziaki 🤭

Elisse pisze...

Bardzo dziękuję. Jest mi niezmiernie miło 🤗💓

Elisse pisze...

Dziękuję bardzo. Ja też się cieszę 😘😘😘

Elisse pisze...

Dziękuję. Staram się wracać. Może się rozkrecę 😜

Elisse pisze...

Jak miło czytać tak pozytywne słowa. I ogólnie.. eliza.kubiszewska@gmail.com za jestem. Miło mi😄

Elisse pisze...

Anula od razu moje nastawienie zrobiło się bardziej pozytywne, bo przecież takie słowa zobowiązują 😊Mam nadzieję pisać więcej, więc do usłyszenia wkrótce 🙋

Elisse pisze...

O kurcze 🙊 Strasznie mi miło, choć ponoć te dwa słowa się wykluczają 😜 Uwielbiam Grocholski, więc to dla mnie zaszczyt. Dziękuję 😘

Elisse pisze...

No kocham Was po prostu 😂🤣😂

Elisse pisze...

Kochana jak ja się cieszę.Po tak miłych słowach, człowiek od razu ma ochotę usiąść i pisać 😊 Dziękuję ślicznie 😘💓

Elisse pisze...

Oj, jak ja bardzo dziękuję 😁😊😘

Elisse pisze...

Najbardziej miłe jest to, że po tylu latach jesteś. To niesamowite uczucie. Dziękuję 😊😘

Elisse pisze...

Hahahaha...Dobre😊 Więc może nie będzie jednak tak źle z tym moim pisaniem😁 Pozdrawiam cieplutko 🤗

Elisse pisze...

Bardzo dziękuję za tak pokrzepiające słowa. Przyznam się,że nawet czasami o tym myślałam, natomiast obawiam się, że z pisania nie da się w tym kraju wyżyć..co jest bardzo przykre. Pozdrawiam cieplutko i życzę spełnienia marzeń 😘😘😘

Elisse pisze...

Oj Kochana...na miłe słowa od Ciebie zawsze można liczyć. Bardzo dziękuję..😊😘😘😘

Elisse pisze...

Kochana.. moje myśli są bardzo rozbiegane i podążają jednocześnie wieloma torami😊 Cieszę się, że odnajdujesz cząstkę siebie 😁😊😘

Elisse pisze...

Dziękuję bardzo 🤗😊

Elisse pisze...

Kochana,też życzę wszystkiego najlepszego. Obyś stworzyła dom, który pokochasz. Ponoć tam dom twój,gdzie serce Twoje. I okropne jest to, że niezależnie od wieku,te cholerne zakręty jakoś nie chcą znikać...no ale może życie byłoby wtedy nudne i monotonne. Patrzmy na to w ten sposób. Buziaki ogromne i trzymam kciuki.

Elisse pisze...

Dziękuję bardzo. Chyba najbardziej cieszynie to, że piszesz,że udało mi się odtworzyć atmosferę bloga sprzed lat. Pozdrawiam cieplutko 😀😘