MENU PASKA

piątek, 16 listopada 2018

Cały czas jestem …

           Witajcie kochani ponownie.. jestem znowu. Trochę mi to zajęło czasu, ale tym razem powiem,że poniekąd jest to Wasza wina;). Czytałam Wasze komentarze… setki komentarzy… i powiem szczerze, że nie byłam w stanie opanować wzruszenia. Pomimo mojej pozornej wylewności i otwartości, jestem osobą skrzętnie skrywającą swoje uczucia, osobą która właściwie nigdy nie pokazuje na zewnątrz, co tak naprawdę czuje. Życie od najwcześniejszych lat, dało mi ostrą lekcję. Nauczyło mnie,żeby nigdy nie mówić co się czuje, nie pokazywać co boli, żeby pod maską obojętności skrywać to co najważniejsze, bo tylko wtedy ktoś nie będzie wiedział jak mnie skrzywdzić. Łzy zamieniłam na śmiech już dawno temu, to co bolało, obracałam w żart. Musiałam być jednocześnie i ojcem i matką. To ja byłam zawsze ta zła, to ja wymagałam, to ja kazałam się uczyć i sprzątać. Ktoś przecież musiał. Moje dzieci , jak narozrabiały albo dostały dwóję , to mówiły ojcu ,żeby powiedział mamie, bo …no właśnie …, bo matka wymagała. Pamiętam jak Nurka była mała i chciała,żeby na noc została u niej koleżanka… ja oczywiście nie miałam nic przeciwko temu, więc powiedziały jej mamie i ona oczywiście się zgodziła. Pamiętam również zdziwienie na twarzy mojego dziecka, w momencie kiedy się dowiedziała,że muszą się taty koleżanki jeszcze spytać. Pamiętam wyraz bezgranicznego zdumienia, kiedy powiedziała… ale po co chcesz taty pytać? Przecież mama pozwoliła, a to mama rządzi…  Pamiętam również jak uświadomiłam sobie, że w oczach moich dzieci, to ja jestem ta zła i jak to bardzo bolało. Ale dzieciom nie można wytłumaczyć, że w życiu potrzebne są nakazy i zakazy, że gdyby nie one to marnie by skończyły, że ktoś musi wymagać, aby ktoś inny mógł umywać od tego ręce. Tak więc musiałam wymagać, żeby za jakiś czas przytulić , musiałam być zła, żeby później stwierdziły, że jestem najlepszą matką na świecie. Obie te role są bardzo trudne do pogodzenia i czasami sama czułam się jak hipokryta. Serce mówiło tak, ale rozum kategorycznie zabraniał. A cały ten wcześniejszy wywód, służył jedynie temu,żeby pokazać ,że kiedyś to ja i owszem, ze wszystkim sobie dawałam radę, że byłam twarda, hmmm, żeby nie powiedzieć,że wręcz niezniszczalna, a dzisiaj…no właśnie…
IMG_9844-01IMG_9931-01

Ostatni okres w moim życiu pokazał, że jestem wręcz mistrzem i wypracowałam do perfekcji ukrywanie emocji, gdyż ludzie, którzy znają mnie najlepiej, przenigdy nie przypuszczaliby, że jest we mnie tak wiele ludzkich uczuć, tak wiele skrzętnie skrywanych emocji, tak wiele bólu. Widząc mój stan, czasami podobny do katatonii, nie mogli wyjść ze zdumienia… no bo jak to tak ? Przecież jest taka zimna, opanowana, jeśli kogokolwiek kocha to tylko zwierzęta. Tak kochani, cynizm to moje drugie imię, a Królową Lodu nazywana byłam notorycznie. Czytając komentarze, pisząc z Wami na messengerze, odpowiadając na maile, nie byłam w stanie opanować łez. Myślałam, że mój powrót przyjdzie niezauważalnie, po cichutku i że powolutku to się jakoś może rozkręci, bądź też umrze śmiercią naturalną, no bo przecież ponoć nie można dwa razy zapalić tej samej zapałki. Tak więc w momencie kiedy siadałam przed laptopem,żeby napisać post, rozklejałam się ponownie i nie byłam już w stanie sklecić nic sensownego. Ostatnio koleżanka się mnie spytała, czy jeśli tyle ludzi tak za mną tęskni, to czy mnie to coś daje? Czy czerpię z tego też siłę, energię? Kiedyś było mi bardzo, bardzo głupio jak pisaliście o mnie te wszystkie cudowności. Pamiętam pierwsze komentarze gdy doszukiwałam się w tym ironii, kolejne... były dla mnie totalnym zaskoczeniem. Czułam że absolutnie sobie na nie, nie zasługuję, no bo przecież ja zupełnie nic nie robiłam... po prostu taka byłam. Nie wymagało to ode mnie najmniejszego wysiłku. Nad czym tu się tak roztkliwiać, skoro każda kobieta funkcjonuje tak samo? Baaa … tysiące moich blogowych koleżanek robi naprawdę przeróżne cudowności i mój super wypasiony zajączek, czy narzuta która rodziła się w bólach, albo obrus który nijak nie chciał mieć prostych szwów pomimo moich starań, to przy ich wyczynach po prostu nic nie znaczyło, wiec było mi jeszcze bardziej niezręcznie. Dziewczyny pięknie szyją, haftują i cholera wszystko im proste wychodzi, piękne i dopracowane. A ja przecież nie robiłam takich pięknych rzeczy, nie pisałam o niczym szczególnym, ot codzienne zwyczajne życie, mało tego.. jak czytałam ile czasu wymaga przygotowanie takiego postu, to było mi niezmiernie głupio.. ja te swoje elaboraty wypluwałam jednym tchem i zajmowało mi to naprawdę niewiele czasu. Zdjęcia? Aż wstyd przyznać, ale robię dokładnie tak samo...pstryk, pstryk , pstryk...i gotowe. I wierzcie mi naprawdę czułam się bardzo niekomfortowo czytając te wszystkie achy i ochy...aż do dnia kiedy moje życie zmieniło się o 180 stopni. W momencie kiedy leżałam w sypialni i patrzyłam na ręcznik, który zsunął się z krzesła, a ja od trzech tygodni nie byłam go w stanie podnieść, kiedy siedziałam na kanapie, wpatrzona tępo w jeden punkt, obserwując z niesmakiem jak mój dom zamienia się w chlew, jak każdy nowy dzień miał być nowym początkiem i jak każdego wieczoru obiecywałam sobie...jutro...dzisiaj jeszcze nie dam rady i tak było tygodniami, jak w końcu zebrałam siły żeby pomalować salon i trwało to cały tydzień... Wtedy zrozumiałam ,że faktycznie kiedyś działam z prędkością światła, że dokonywałam po prostu rzeczy niemożliwych i bardzo zatęskniłam za dawną sobą.  Dzisiaj, nie mam pojęcia jak ja to wszystko robiłam, jak byłam w stanie ogarnąć pracę zarobkową, rodzinę, porządek, gotowanie, przetwory w domu i jak jeszcze miałam zawsze wolny czas,żeby spotkać się ze znajomymi. Nie mam pojęcia skąd było we mnie tyle siły, energii życiowej, a przede wszystkim chęci. I wtedy przestały mnie, aż tak dziwić Wasze komentarze.Wtedy byłam w stanie zrozumieć,że może nie dla wszystkich to co robiłam , było tak oczywiste jak dla mnie. Wszystko w życiu bardzo dogłębnie analizuję, więc po pytaniu koleżanki, doszłam do wniosku, że tak, że bardzo były mi potrzebne te komentarze. Szczególnie pod ostatnim postem, że w życiu nie sądziłam, iż otrzymam tyle wsparcia, dobroci , tyle pozytywnej energii, że dzięki temu stanęłam w jakimś sensie znowu na nogi, że zaczęłam powoli ogarniać chlew w domu, no bo przecież chcecie nowe zdjęcia, że wróciłam tutaj....i poczułam się tak, jakbym wróciła do starych znajomych, a nie obcych ludzi. Po przeczytaniu komentarzy, wróciła mi wiara w ludzi, wiara w drugiego człowieka, w bezinteresowność i dobroć. Więc jeszcze raz bardzo dziękuję, że jesteście, że pomimo tego,że ja zawiodłam, Wy nie zawiedliście. To wspaniałe uczucie... uczucie bycia potrzebnym.
IMG_9665-01IMG_9689-01

W momencie kiedy moje życie się zmieniło.... bardzo długo to analizowałam, wbrew temu co się działo i na przekór wszystkiemu, gdzieś jeszcze we mnie tliła się iskierka dawnej mnie... malutki, wątły promyczek, który usiłuje mnie naprowadzić na właściwe, tak bardzo przecież mi dobrze znane tory. Dzisiaj nie lubię siebie, między Bogiem, a prawdą myślę, że niewiele z Was by mnie obecnie polubiło. Stałam się jakaś taka... miękka, rozmyta, mało wyrazista..przepełniona po brzegi pesymizmem i czarnymi myślami. Ale ten okres mam już powolutku za sobą, walczę, staram się, choć często z bardzo mizernym skutkiem. Z założenia nigdy się nie poddaję, więc ostatnio, pomimo mojego stanu ostrego hmmm...debilizmu, też jednak starałam się utrzymać jakoś na powierzchni, a praca jaką włożyłam w to,żeby powrócić znowu do świata żywych była wręcz heroiczna, więc jednak nie było ze mną tak źle. I staram się dalej jak mogę, choć wszechświat usiłuje mi rzucić kolejne kłody pod nogi. Długo nie pisałam, ale potrzebowałam trochę odpoczynku od siebie, od czarnych myśli, od domu....ciszy, spokoju, wytchnienia. Potrzebowałam czasu na ułożenie sobie wszystkiego w głowie, na ułożenie kolejnego planu na życie. Pomijając fakt, że to poniekąd Wasza wina, że nie pisałam, to wyjechałam i troszkę mnie nie było. Widziałam piękne łąki, pola,morze, jeziora... i wrócił spokój i wytyczyłam nowe plany i generalnie wszystko powinno się zacząć układać.
IMG_9943-01IMG_9934-01
Generalnie powinno, ale doszła......MENOPAUZA. O matko jedyna, cóż to za twór okropny i podły i dlaczego kobiety tak muszą cierpieć przez całe życie ?!!! Śmiech, za chwilę płacz… Boziu… toć to nie ja !!! Ja nie polaczę!!! Zimno, za chwilę gorąco….zrywam z siebie wszystko, tylko po to,żeby za sekundę telepać się z zimna i szczękając zębami z powrotem wkładać na siebie to wszystko, co właśnie wylądowało na ziemi!!! Dzieci swe własne kocham bardzo, ale teraz co i rusz, mam ochotę je ubić z pełnym okrucieństwem ,najchętniej zostałabym dzieciobójcą!!! Roztkliwiam się nad najmniejszą pierdołą, tylko po to ,żeby pięć minut później dojść do wniosku, że to nie ma żadnego znaczenia. Gadam jak nakręcona, a po pewnym czasie każdy odgłos powoduje,że czuję się jak strzępek nerwów !!!
IMG_9952-01IMG_9649-01
Jestem NIESTABILNA EMOCJONALNIE !!! To jakiś koszmar !!! Może to nie była depresja ,a okres okołomenopauzalny spowodował te okropne samopoczucie !!! Po mentalnym zbadaniu własnego organizmu oraz wystawieniu diagnozy, życie wydało mi się od razu piękniejsze, no bo przeca na deprechę, to latami się cierpi, a menopauzę, to ja szybciutko pokonam terapią hormonalną i z czapy będzie, a ja znowu będę się śmiała jak dawniej! Następnego dnia z samego rana byłam już u lekarza i robiłam badania. Z wynikami, pełna nadziei na lepsze jutro wkroczyłam do gabinetu. A muszę Wam powiedzieć, że od jakiegoś czasu, to lekarze mnie wręcz pokochali,jacyś mili są, sympatyczni, skierowania nawet na badania laboratoryjne sami z siebie, bez żadnego proszenia mi dają… tak więc po miłym przywitaniu, wręczyłam lekarzowi wyniki , jednocześnie oznajmiając ,że pomóc mi trzeba, bo menopauzę przechodzę, w wieku odpowiednim, jak przystało na statystyczną polkę, więc o pomyłce nie może być mowy! Pan doktor wyniki przejrzał i za głowę się złapał..mrucząc przy tym…niesamowite, no nie wierzę po prostu,że Pani sama dała radę tu przyjść. No ,że oni nie wierzą w to co widzą, to do tego jak wiecie jestem przyzwyczajona, ale nie da się ukryć,że psychicznie i fizycznie to ja aktualnie katusze przeżywam okrutne.
- Ma Pani bardzo złe wyniki, to niesamowite, że Pani daje radę w ogóle funkcjonować. 
- A gdzie tam daję! Właśnie nie daję i dlatego przyszłam. Ta menopauza mnie wykończy, da Pan doktor wiarę, że ja głupia myślałam,   że mam depresję!
- Jest Pani gorąco ?
- I to jak!  W nocy mało nie umrę. W sypialni zimno, kaloryferów nie odpalam, a śpię…błąd…ja prawie nie śpię…na kołdrze, a i tak zalewają mnie siódme poty. Wszystko wyczytałam! W menopauzie tak jest! I te zmiany nastrojów! Istna jazda po bandzie! Wie Pan,aż mi wstyd, ja zawsze byłam bardzo hmmmm… no taka wyważona, a teraz siebie nie poznaję, koszmar!
- Musi mieć pani okropne bóle mięśniowe… patrzy na mnie zdziwiony, zupełnie jakby kosmitę widział, a nie kobietę w kwiecie wieku, co to menopauzę przechodzi.
- No mam, ale do tego to jestem przyzwyczajona, to wszystko przez brak tarczycy i bardzo niskie TSH … odpowiadam natychmiast, no bo przecież objawy to ja dobrze znam.
- Arytmię Pani ma…
- Pan Doktor to wróżka, czy jak? Mam od 10 lat, to też podobno od tarczycy…
- Widzę,że wszystkie objawy Pani sobie bardzo dobrze wyjaśniła.
- Dokładnie! Wszystko pasuje! Menopauza jak nic! Objawy książkowe!
- Kobieto !!!
- Boski Diable … - dokończyłam natychmiast, mając oczywiście na myśli zbiór wierszy Norwida,Mickiewicza i innych poetów, który to u mnie od lat na półce w bibliotece stoi.
Pan Doktor spojrzał na mnie spode łba – Diable…z pewnością.
O boskości nic nie wspomniał, więc obstawiam,że chyba się jej we mnie nijak nie doszukał. W sumie ciężko go nawet w obecnej chwili za to winić, więc przeszłam nad tym do porządku dziennego, dumna z postawionej przez siebie diagnozy, dokąd to Pan Doktor z błędu mnie nie wyprowadził.

IMG_9635-01IMG_9904-01Okazało się,że to fatalne wyniki TSH i że wszystkie objawy są najprawdopodobniej od tego i że już bardzo złe wyniki miałam w zeszłym roku (no szkoda,że nikt mi nie powiedział, wtedy może nie czułabym się tyle czasu jak ćwierćinteligent). A niewykluczone, że weszłam również w okres przekwitania, co niestety tylko może potęgować te wszystkie objawy, no i niewykluczone,że depresja też jest, co dobiło mnie jeszcze bardziej. Ale po przeanalizowaniu doszłam do genialnych wniosków, że po zmniejszeniu dawki lekarstw mój stan i tak ulegnie znacznej poprawie , a zawsze istnieje iskierka nadziei, że menopauza u mnie będzie przebiegać bezobjawowo i że tak naprawdę, jeśli te wszystkie objawy są od tarczycy, to jeśli znikną, to z całą resztą z pewnością już sobie poradzę.
Od tygodnia przyjmuję zdecydowanie niższą dawkę leków niż dotychczas, ale na ewentualną poprawę i tak trzeba czekać ok. 6 tygodni, mam jednak nadzieję,że z dnia na dzień będę się czuła lepiej. Cały czas układam plany, próbuję wszystko uporządkować, bo bałagan, którego tak bardzo nie cierpię mam wszędzie, poczynając od życia własnego, poprzez dom, pracę, komputer, blog, sprawy urzędowe, wizyty lekarskie itd. Zdjęć domu przez ten czas właściwie nie robiłam, więc ponieważ wspomniałam o wyjeździe, dodałam jeszcze trochę fotek z podróży, która dała mi trochę wytchnienia i oderwania od szarej rzeczywistości. Poza tym moje zdjęcia można znaleźć jeszcze na instagramie, gdzie Was serdecznie zapraszam. Dodałam z boku, na pasku ikonki do dwóch kont, gdzie jest troszkę zdjęć z ostatniego roku, wystarczy tylko kliknąć i już jesteście w moim świecie. Blog powoli też przechodzi metamorfozę, żeby nie wyglądał jak sprzed ćwierćwiecza. Upływ czasu zrobił swoje i ciężko mi jest się odnaleźć w internetowych nowinkach. Ale jak widzicie próbuję i mam nadzieję,że każdemu wszystko dobrze się wyświetla. Trochę się poprzedni szablon rozjechał, ale powolutku postaram się wszystko poprawić.
Mam nadzieję,że nie zanudziłam Was tym przydługim jak zwykle wywodem. Mam również nadzieję,że jest w tym wszystkim jakiś sens i da się odszyfrować co autor miał na myśli, bo nie ukrywam,że ten post pisałam na raty, przez parę tygodni...to był za smutny...i nie opublikowałam, to znowu jak weszłam kolejny raz, okazało się,że miałam dobry humor i wszystko prawie zmieniłam, żebyście tych smętów czytać nie musieli, następnym razem jak podjęłam wyzwanie pisania, humor trochę siadł , więc musiałam znowu to jakoś zmodyfikować...i tak niekończącą się ilość razy. Dzisiaj doszłam do wniosku,że jeśli tego nie zrobię, to znowu nic z bloga nie wyjdzie...więc publikuję. Trudno...co ma być to będzie. 
Trzymajcie za mnie kciuki. Mam nadzieję, że do usłyszenia niebawem.

35 komentarzy:

Leptir pisze...

trzymam kciuki za pomyślnośc, wracaj szybko do nas :)
wiem co przeżywałaś, sama zmagałam sie zz depresja prawie 2 lata :(, pomógł mi blog i pisanie między innymi, teraz mam zamknietego bloga, i nareszcie moge pisać otwarcie o swoich problemach. Jeżeli masz ochotę poczytać to proszę podaj maila - wyslę ci zaproszenie.
Pozdrawiam serdecznie i przytulam

Miko pisze...

Czytam, czytam i tak w połowie sobie myślę...powinna zrobić badania na tarczycę...ha, ha.....sama na to wpadła!!!
Pozdrawiam kolejną "ofiarę" tarczycowo-menopauzalną. Mam nadzieję że teraz to będzie już z górki- trzymam kciuki!

deZeal pisze...

Elise... kochana. Wiare w życie mi przywróciłaś tym postem. I w przyszłość. I że będzie dobrze...
Ściskam cię najmocniej jak się da x

renia0605 pisze...

Jak miło móc znowu Cię czytać! Trzymam kciuki! Powodzenia

Anonimowy pisze...

Kochana zawsze trzymałam za Ciebie kciuki i będe trzymała dalej.Jesteś wspaniałą,piękną i mądrą kobietą .Czytanie Twojego bloga jest jak lekarstwo dla duszy.Trzymaj się Piękna i niepoddawaj nigdy!!! Wszystko co złe minie.Jesteś warta wszystkich tych lat,miesięcy i dni ,które spędziłam na tym blogu.Pozdrawiam cieplutko :)Beata stała czytelniczka*)

Edyta Barbara pisze...

Elisse,kobieto z krwi i kości.
Jesteś taka ja my wszystkie.
A my jesteśmy podobne do Ciebie.
Cudownie, że wróciłaś i piszesz tak otwarcie o sobie, a my widzimy u Ciebie swoje życie.
Świat jest tak zapętlony,że liczy się sukces,zwycięstwo,a całej prawdy nie pisze nikt.
A są też łzy i stach i Ty Elisse odważnie to pokazałaś.
Pozostaję wierną "czytaczką",życzę zdrowia i siły.
Edyta Barbara.

Ewa z Przytulnego domu pisze...

Jak bym o sobie czytała. I rola złego policjanta i chęć panowania nad wszystkim, walki o uporządkowane życie.
A od kilku lat postępująca uczucie, że przestałam dawać radę, że nie poznaję siebie, kolejne etapy akceptacji i radzenia sobie z menopauzą.
Ale się nie poddaje. A Ty pisz, zwyczajnie o wszystkim, znajdź radość życia.
Pozdrowienia

sysia_bu pisze...

Uwielbiam Cię czytać i cieszę się że jesteś.
Fajnie że komki pod poprzednim postem dały Ci tyle energii i kopa...prawda jest taka że kiedyś wiele z nas (ja na 100%) czerpałam energię od Ciebie z Twojego bloga i fajnie czasem zamienic się rolami 😁
Czekam na ciąg dalszy. Niech tsh rośnie, zdrowie dopisuje A wena nie opuszcza❤

Anonimowy pisze...

Droga Elisse życzę ci siły i szybkiego powrotu na dobre Jestem pełna szacunku do ciebie za to że napisałaś to wszystko co czuje większość z nas kobiet.Pamiętaj że nie jesteś sama i każda która ma lub miała ciężko w życiu wspiera cię w myślach.Pozdrawiam cię i tule najmocniej jak tylko można.

Unknown pisze...

Ściskam mocno. Tak, my kobiety wiecznie jakieś gówno musimy przechodzić. Trzymam kciuki

bozenas pisze...

Z całego Twojego posta przebija jak dla mnie to ,że jesteś absolutnie jak najbardziej normalną kobietą.Każda z nas ma lepsze i gorsze dni.Myślę,że wśród nas nie ma takiej która nie leżała zwinięta w kłębek na łóżku i nie płakała w poduszkę.A potem wstajemy,otrząsamy się ,zakładamy koronę i do przodu!Trzymam kciuki za Twoje zdrowie:)i wiesz,że zostanę z Tobą na zawsze:)))

bozenas pisze...

PS:Jeszcze muszę Ci dopisać ,że moja Ania zdobyła Koronę Gór Polski:)))a znasz jej sytuację:))nie ma rzeczy niemożliwych:)wszystko jest w naszej głowie:))

Polinne pisze...

będzie lepiej, uwierz

Anonimowy pisze...

Właśnie dlatego, że opisywałaś codzienne życie tak fajne były i są Twoje wpisy. Niewyidealizowane a jednak idealne. Krzywy ścieg - kto to zauważy stawiajśc filiżankę? ale nowy obrus każda kobieta i niektórzy mężczyźni :) Gdybym robiła tylko połowę rzeczy, które Ty robiłaś codziennie i tak człabym się "idealną panią domu".
Może rzeczywiście skrywałaś uczucia, ale są rzezcy, których nie da się podrobić i ukryć. To, że córki i ich znajomi dobrze się bawią w Twoim twarzystwie, poczucie humoru, serce włożone w dom, otoczenie, wszystkie te remonty, robione rzeczy - nie na pokaz ale dla siebie i rodziny :)))Pamiętam jak zaskoczyło mnie zdjęcie Twoich szpilek - jak to takie szpile?!! To jedyne co według mnie pasuje troszeczkę do przywołanej przez Ciebie Królowej Lodu, cała reszta "mówi" o kobiecie ciepłej, pozytywnie nakręconej, wkładającej mnustwo serca w to co robi (czy to przetwory, śniadanie dla córek, czy mały remoncik ;) ) z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie i świata, dla której bardzo ważna jest rodzina i każda chwila, i która potrafi cieszyć się z małych rzeczy.
Kobieto inspirujesz i sprawiasz, że mi się chce :)
Dziękuję, że jesteś i wróciłaś :)
Evana

Unknown pisze...

Milo znow wrocic do Pani bloga😀Jak to mowia Anglicy:You made my day...a moze nawet year😘

KasiaS pisze...

Menopauzy jeszcze nie mam, ale pewnie i ona na mnie czeka. Wszystko o czym piszesz w takim czy innym stopniu dotyczy i mnie. Zorganizowana, odpowiedzialna, myśląca o tym co było, jest i będzie, czuwająca nad wszystkim... Taka byłam... teraz jestem nie wiem kim i nie wiem czy jeszcze chcę cokolwiek...
Dobrze, że jesteś

villemo pisze...

Dziękuję za ten wpis nadobny "Boski Diable" ;) Czekam niecierpliwie na kolejny i trzymam kciuki.

asiako25 pisze...

Drugi raz dzis juz tu zagladam, jakos tak kojaco ten blog na mnie dziala!
Ps. a ptaszki cwierkajace mozna dodac? Ladnie prosimy!

Renia pisze...

Cieszę się, ze wróciłaś. I za te piękne zdjęcia z Insta dziękuję. Reniuszka :*

Elisse pisze...

Bardzo dziękuję za miłe słowa, za to ,że dalej jesteście i oczywiście pozdrawiam Wszystkie kobiety.

monique pisze...

Tak sobie myślę, czytając o Twoim zdziwieniu, że blogosfera to jednak taka rodzina. Nasze blogi powstawały z potrzeby serca, nie komercyjnie, często zakładane przez zabiegane mamy były takim małym okienkiem na świat. Cieszę się ogromnie, że wróciłaś. Ja zrobiłam to samo. Tęskniłam za tym miejscem, za słowami ważniejszymi niż "like"..

Anonimowy pisze...

Znasz takie powiedzenie "Co chatka to zagadka?" myślę, że ono dobrze oddaje rzeczywistość. Nie znam ludzi, domu w którym od rana do nocy jest sielanka. Każdy ma jakieś mniejsze większe problemy. Takie jest życie. Powiem za siebie, ale myślę, że będzie to opinia większości. Szukałam Cię jak przestałaś pisać, dowiedziałam się, że byłaś w górach u Jagody, pytałam Asię z GREEN Canoe, myślę, że nie tylko ja zaglądałam od 2012 licząc na Twój powrót. Myślę, że Ty i Twój blog to było takie miejsce dla nas gdzie była normalność, dzieci, zwierzęta, , praca, miłość, kolor, inspiracja ale i pasja, relax, duża porcja wiedzy, piękne wnętrza. Byłam TU kiedy dopadła Cię choroba i będę tu nadal niezależnie od tego czy będziesz pisać na wesoło czy na smutno. Bo to nie jest tak, że ny tylko chcemy brać, jesteśmy tu też dla Cibie, żebyś mogła się z nami cieszyć i płakać, żebyś czuła, że masz w nas wsparcie. I też czasami nam się nie chce, nie mamy siły i mamy chlew i mord w oczach - to NORMALNE. Ja czekałam na Cibie od sierpnia, wiedziałam, że wrócisz, wierzę w Ciebie, że dasz radę, dla siebie to zrób a potem dla swoich dziewczyn, dla nas. Przytulam Cię, konto na insta znalazłam juz dawno, ale zaraz zobaczę sobie to drugie. Serdecznie Cię pozdrawiam. Ila

Anunia pisze...

jak ja czekałam ludzie!!!!!!!! nareszcie!!!!!! nie przestawaj tylko uwielbiam cie czytać pozdrawiam

Anonimowy pisze...

❤️❤️❤️❤️❤️

Alicja pisze...

Super że jest jest nadzieja na lepsze.Mówią ze ona umiera ostatnia. Zdrówka życzę i pozytywnych myśli. To co najgorsze już odeszło - tak trzeba myśleć i iść z nadzieją do przodu. Pozdrawiam :-).

Anonimowy pisze...

Witaj Elizko:) Nawet nie wiesz jak bardzo czekałam na Ciebie:) Pamiętam jak nagle zrobiło się cicho na Twoim blogu, jak na początku szukałam wiadomości czy z Tobą wszystko ok; potem zaczęłam się domyślać, że to pewnie dłuższa przerwa.....Ale najważniejsze, że jesteś. Bardzo lubię czytać to co piszesz, masz taką łatwość w pisaniu,a przy tym jesteś "fajna", swojska, przyjacielska i inspirująca. Trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło i cieszę się, że znów będę tu wpadać jak do najlepszej koleżanki:):)

Ewa pisze...

Droga Elisse, samo życie... Cieszę się, że piszesz. Nie myślałaś o wydaniu książkowym Twojego bloga? Nie wiem ile razy czytam i oglądam zdjęcia, czytam i oglądam zdjęcia (to zaplanowane powtórzenie!),i zaśmiewam się z przygód Adamka. Mój wnuczek (ludzki, nie króliczy) prosi: "a poczitasz o Adamku?" I babcia "czita". Cóż życie biegnie, a Twoje historie wciąż trwają. Ściskam Cię gorąco. Ewa

Jasmin pisze...

Czekałam i się, doczekałam.Nigdy nie usunęłam twego bloga z zakładek, był. Cieszę się , że wychodzisz na prostą, pozdrawiam cieplutko

Anonimowy pisze...

Elisse ... bomowo, że jesteś, ja też czekałam. skoro już otrzepałyśmy warkocze z moczu po trudach życia to bym kciała:

1. te twoje torty.....- czy moglabyś zrobić taki post instruktażowy w wersji dla debili- tak krok po kroku. Umiem robić kwiatki z tej masy co ją kiedyś podawałaś-tą z żelatyną ale tortu upiec nie umim. Pomożesz?????i jeszcze bym kciała aby miał jakąś pycha masę w środku.Czy powinien być light w pewnym wieku???;)

2. Daj jakieś fotki domowo- -ogrodowe. Nie takie super wymuskane z z poduszkami pod odpowiednim kątem. Ciekawam jak każda baba co się u ciebie zmieniło wszak uwielbiałyśmy twoją chatę... ja to się nawet czułam jakbym tam mieszkała

3. jakieś twoje jedzonko tez bym zjadła oczami ......pamiętacie bułki świnki;););)

I mam nadzieje, że już nie śpisz tak krótko jak dawniej bo takie spanie to daje ostro w kość organizmowi.Jak nie możesz spać to tez jest na to rada.

P.S ufam, ze na te święta nie rozharatasz sobie palcy widelcem i czy mikolaj w tym roku przyniesie świąteczne zdjęcia twojego domu. Jeśli mikołaj powie, że za rok bo się nie wyrobił to nie będę na niego zlorzeczyć .

pozdrawiam helena

Anonimowy pisze...

Elisse, trzymaj sie jakos kochana. Piszesz tak prawdziwie i szczerze! Pisz dalej.... Prawie wszystko co opisujesz jest mi znane, oprocz menopauzy :-) Juz sie boje, co to bedzie...

Mały biały domek pisze...

Nawet nie masz pojecia jak ja się cieszę że się odezwałaś...O menopałzie mogła bym książki pisać...buuu.Ale nie ma rady trzeba brać ją na barki i nie dać się..Pozdrawiam i z utęsknieniem czekam na dalsze wiadomośći od Ciebie.Dorcia.

aptak123 pisze...

Witaj Elizko, parę lat zaglądałam na Twojego bloga z nadzieją, że coś napiszesz. Nie było nowych postów. Stwierdziłam, że przeniosłaś się na inne kanały informacyjne, z których ja nie korzystam. Długo mi Ciebie brakowało, ale przyznam się, że z czasem przestałam Cię odwiedzać. Aż do wczoraj. Szukałam jakiegoś fajnego przepisu, i nie wiem w jaki sposób natrafiłam na Twój tekst. Zaczęłam czytać, i zdziwienie, bo wszystko wydawało mi się takie znajome, np.imiona, sposób pisania. W tym momencie mnie olśniło - tylko Eliza tak pisze. Sprawdziłam tytuł bloga i moja radość z Twojego powrotu trwa do tej pory. Nigdy się nie ujawniałam, ale w tej sytuacji musiałam się odezwać. Kochana, bądź z nami, pisz i nie daj się tarczycy ani menopauzie.
Pozdrawiam
Agata

Anonimowy pisze...

Mam wrażenie, że po burzach, przypływach i odpływach wszystko teraz wróci do normy. Będziemy mieć tu znowu swoje miejsce. Jest Pani nadzwyczajną panią od zwyczajnych rzeczy. Buziak! Agnieszka

Anonimowy pisze...

Dziękuję,że wracasz do nas. Czekamy.
Hania

Anonimowy pisze...

Elisse widzę że mamy podobny czas za sobą - oprócz tej menopauzy bo to dopiero przede mną. Ja niestety baaardzo się zawiodłam na ludziach bo zaufalam.... chyba za bardzo.... niestety bardzo się sparzyłam... ale super że piszesz :) to pewnie pomaga :) Duzo dobrego Ci życzę :)