Sytuacja ze stawem opanowana …. niestety ,aż za bardzo.Wody jest może ze 3/4 i cały czas ubywa:( Miałam jednak rację, że musiał napór wody gruntowej rozerwać gdzieś folię, bo teraz jak drugi dzień nie pada, powolutku zbliżamy się do dna. Nie wiem jak znajdę dziurę , nawet nie chcę o tym myśleć , bo całość jest wyłożona kamieniami. A muszę czekać,aż ewentualna pozostałość wody się unormuje, bo wtedy będzie wiadomo, gdzie mniej więcej jest wyciek. Modły tylko wznoszę,żeby nie na samym dnie, bo ryby mi się poduszą.
Z lepszych wiadomości…dzisiaj ostatni raz byłyśmy z Mamą Pana Kota na zastrzyku, zdjęli jej też w końcu opatrunek, jest jeszcze zgrubienie przy ścięgnie, ale nie powinna kuleć i staw powinien być w pełni sprawny. A z gorszych… Jechałyśmy autobusem i bidula była już tak strasznie zestresowana, że nie miałam sumienia wracać tym dziwnym świszczącym i powarkującym środkiem transportu. Postanowiłyśmy z Madzią iść na piechotę, a od weta jest 5 długich przystanków i jeszcze kawałek do domu - do tego z kotem w kontenerze. Przeszłyśmy trzy i zatrzymał się samochód ”Ooo…biedny kotek, może panie podwieźć?”- usłyszałam , a z samochodu wychylił się miły pan. Ok. myślę sobie, czemu nie - i to ja ! Idiotka! Matka dzieciom, robię takie głupoty! Wsiadłyśmy z dziecięciem, na szczęście tym starszym, co to już wie, co do czego służy - a ta świnia, nawet nie będę mówić co tam wyprawiała…Nim się zorientowałam, co to bydle wyczynia, radośnie trajkotałam o biednym kotku! Koniecznie muszę sobie autko jednak sprawić,żeby z usług zboków nie korzystać. Na szczęście jechałyśmy może z pięć minut.
****
Tak się boję,że znowu lunie,że wszystko robię jednocześnie, a znowu padać ma podobno od środy.
W pierwszej kolejności ziółka pozbierałam i przygotowałam do suszenia, bo się sucho zrobiło i szkoda,żeby się zmarnowały. W domu rozchodzi się zapach mięty i melisy. W słojach wstawiona do fermentowania herbatka zimowa malinowa- jeżynowa, listki też trzeba było szybciutko pozrywać, póki jeszcze młode i SUCHE w końcu:)
SYROP Z KWIATÓW BZU CZARNEGO
20- 30 baldachów kwiatów bzu
3 cytryny
2,5 kg cukru
kwiaty zalewamy 2 litrami zimnej wody, kroimy wyszorowane cytryny ( bez pestek ) i wszystko zostawiamy w ciepłym miejscu pod przykryciem na dwie doby. Po tym czasie odciskamy przez gęste płótno i do powstałego soku dodajemy 2,5 kg cukru mieszając aż do rozpuszczenia. można lekko podgrzać, nie gotować! Ja pomagam sobie mikserem ,żeby się szybciej rozpuścił. Zlewamy wszystko do butelek- idealnie by było, gdyby były z ciemnego szkła.
Można pic rozcieńczony z wodą jako napój orzeźwiający lub jako syrop, pomocny przy przeziębieniach
SYROP Z KWIATÓW BZU CZARNEGO
20- 30 baldachów kwiatów bzu
3 cytryny
2,5 kg cukru
kwiaty zalewamy 2 litrami zimnej wody, kroimy wyszorowane cytryny ( bez pestek ) i wszystko zostawiamy w ciepłym miejscu pod przykryciem na dwie doby. Po tym czasie odciskamy przez gęste płótno i do powstałego soku dodajemy 2,5 kg cukru mieszając aż do rozpuszczenia. można lekko podgrzać, nie gotować! Ja pomagam sobie mikserem ,żeby się szybciej rozpuścił. Zlewamy wszystko do butelek- idealnie by było, gdyby były z ciemnego szkła.
Można pic rozcieńczony z wodą jako napój orzeźwiający lub jako syrop, pomocny przy przeziębieniach
Później poleciałam po kwiaty czarnego bzu, bo boję się, że przekwitną , a że nie mam w ogrodzie, więc musiałam stać po pas w pokrzywach, ale syrop nastawiony:) W między czasie wypieliłam warzywniak i posadziłam pomidory, a sałaty i szczypiorku to już nawet widać nie było. Na koniec poszłyśmy jeszcze z Dominiką do lasu na kurki, bo po takich deszczach powinny już być…i były:))) Do tego jeszcze teraz takie piękne szyszki w lesie, więc przytachałyśmy na późniejsze ozdoby całkiem sporą ilość, ale największym zaskoczeniem były dla mnie były…PODGRZYBKI !!! Co prawda w ilości sztuk trzech, ale za to olbrzymie! Ja się tam nie znam, ale zawsze podgrzybki kojarzyły mi się z końcem wakacji..a nie w czerwcu ! Może to jakimś ubiegłorocznym mutantom, udało się zimę przetrwać:)
Później te kurki trzeba było oczywiście zrobić, wyszło 9 słoiczków- ale takich malutkich:) I czekam…rosną i mam polany całe do zebrania, chodzę i pilnuję:), więc jak kogoś tam spotkam, a kurki znikną, to będę wiedziała,że czyta mojego bloga!
No i teraz doszło mi codzienne latanie w kurkowe miejsca, dosyć odległe od siebie:) Do tego szłyśmy na około, a jak chciałyśmy wrócić do domu, to się okazało, że u nas cały las zalany i bez kajaka ani rusz …znowu trzeba było na około!
A teraz jeszcze czeka mnie ugotowanie zupy grzybowej, pójście do sklepu po 7 kg cukru do syropu, skoszenie trawy, bo dziecko miało, ale mu się chyba odechciało i mówi,że się nie pali! Ale po pas jest cholera, no to się chyba pali, no nie?! A jutro może znowu padać i co wtedy, następnym razem będzie już nas zakrywać chyba! Jeszcze cukinię powinnam posadzić i ogórki ,i maciejkę wysiać i wypielić , bo pokrzywy mam olbrzymie, ale nie mam już beki drugiej na gnojówkę, a tej pierwszej nie mogę zużyć, bo ziemia już wody nie przyjmuje, a surowca tyle szkoda zmarnować- więc je hoduję na rabatkach:) …i jeszcze ten chlebek Kass za mną cały czas chodzi! A Misiek mówi,że z czyszczeniem basenu, to sobie same poradzimy, bo jego nie ma , bo pracuje – wg. niego my - to znaczy ja i dzieci, w praktyce- to znaczy ja ! A Dominika chce pływać , bo już drugi dzień słońce świeci! i upał jest! No przeca chloru jej nie dam, bo ją wyżre- za młoda jeszcze na takie zabawy…no to sama muszę! I jeszcze jutro z klientami muszę się spotkać, bo tak im wygodniej- ale mi nie wygodnie – ale żyć trzeba , co prawda głównie zielsko już jakieś jadamy, ale chociaż na ten cukier zarabiać muszę:) I jeszcze zaległości mi się blogowe porobiły i nadgonić muszę! No ja w ogóle widzę,że strasznie dużo muszę! Wy też tak macie?
Buziaki Wszystkim przesyłam i pozdrawiam baaardzo słonecznie:)
Elka- napisz maila z hasłami- wieczorkiem postaram się poszerzyć ,dziś albo jutro:),bo teraz pędzę do kosiarki:)
Elisse pytanko o syrop mam robisz go tak jak mleczowy czy inaczej, proszę bardzo o wskazówki póki mam słońceeee
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
13ka
Ja robię taki, zeby później rozcieńczac go wodą.
OdpowiedzUsuńJuż dodaję przepis:)
Tak, wlasnie dokladnie tak mam! Tylko z innego powodu: maz skrecil sobie kostke i wolny czas ma z gory zaplanowany: sofa/lezak w ogrodzie.
OdpowiedzUsuńJa musze: pielic, sadzic, siac, pilnowac, planowac, organizowac, gotowac, kosic, podlewac, i takie tam...:) I pracowac zawodowo tez musze:)))
Moj maz nie cierpi prac tzw. "ziemnych", ale pochlebne komentarze sasiadow przyjmuje dzielnie na swoja piers,.."noooo, tak..., duuuzo pracy tu wlozylismy..."
Slicznie wyglada Twoja kuchnia ubrana bukietami zielnymi! Poezja!
Kurek to chyba Ci jednak najbardziej zazdroszcze!
U nas,( Irlandia) kurek nie ma!
Do lasu mam 100 km. W jedna strone:(((
Pozdrawiam serdecznie pracowita kobiete!
Cudownie u Ciebie jak zawsze. A ja mam pytanie: gdzie kupiłaś tą półkę podwieszaną na której zioła się suszą?? Niezbędnie potrzebna jest mi.
OdpowiedzUsuńNIE NADAŻAM ....W CZYTANIU TEGO CO JUZ ZROBIŁAS::)))...PRACOWITA KOBIETO...::)))
OdpowiedzUsuńNIE BYŁABYM W STANIE W TAKIM TEMPIE OGARNAC WSZYSTKO...POMIJAM FAKT 12 GODZINNEGO SIEDZENIA W PRACY CALY WEKEND PRACUJACY I TRAFIA MNIE JAK WIDZE SLONCE OD RANA NA POLU...
CZWARTEK PIATEK MIALAM WOLNY NADRABIALAM W PRANIU I ZAKUPACH...
POZDRAWIAM .....
PS..ELIS MASZ JESZCZE U SIEBIE NAMIARY NA STRONY INTERNETOWE Z WZORAMI MARIOLEIN BASTIN...???PODESLIJ KIEDYS LINKA???MOJE SIE POKASOWAŁY...NORMA
Oj mam chwilę, nie powiem, co me dziecię powiedziało, ale kosić poszło:)prawie dobrowolnie, znaczy się pod presją psychiczną:)))))
OdpowiedzUsuń13ko- dopisałam przepis
Casablanco- współczuje i łącze się z Tobą w bólu- wiem co to znaczy. A kurek- to się nie dziwię,że zazdrościsz- ja uwielbiam, szkoda,że u Ciebie nie ma:)
Elamiko- no to kuchnie jak nic będziemy miec identyczne:) Półka też jest z Ikeii:)
PATI- siedzenia w pracy współczuję szczrze- ja na szczęście mam już nienormowany czas pracy, ale niestety zdarza się ,że też bardzo długi:)
MB. powinnam mieć, więc podeślę jak tylko poszukam:)
Buziaki
Ja już też za Tobą nie nadążam :) i za tym co zrobiłaś właśnie, a co jeszcze masz w planach :) ech.. mam wrażenie, że masz kilka klonów :)
OdpowiedzUsuńNiesamowite :):)
Ściskam :)
Kochana dzięki wielkie zatem idę na późny spacer po kwiaty bzu :).
OdpowiedzUsuńA co do kurek ... od 16 lat w Krakowie i okolicach na oczy ich nie widziałam ;((( ubolewam okrutnie bo uwielbiam wręcz. Najadam się gdy w lubuskie do mojej Mam jadę ... co za sprawiedliwość ... jedni nie maja nic a inni poletka kurkowe. QRKA!!
pozdrawiam
13ka
Elizo Ciebie to przygody nie omijają! Dobrze, że wszystko dobrze się skończyło! Ziołowe szaleństwo, syropki zdrowotne i na "deser" kurki - same rarytaski. A pogoda dzisiaj rzeczywiście cudowna i tylko czerpać z niej garściami.
OdpowiedzUsuńCałusy ślę!
Witaj Elisse:)))
OdpowiedzUsuńdzielna z Ciebie Kobieta. Podziwiam:))) Gratuluję energii i świadomości co do wykorzystywania darów natury. Przepisy podajesz świetne. A z tymi sprawami ważnymi i nie cierpiącymi zwłoki to My Kobiety tak mamy.
Serdeczności:)))
Ewa
Elizo! Zwolnij, bo sznurówki za Tobą nie nadążą ;-D
OdpowiedzUsuńZainteresowała mnie ta herbatka malinowo-jeżynowa. Możesz coś bliższego skrobnąć, zanim znowu mi je potoki wody zaleją? ;-)
Dobrze, że ten zbok Was wypuścił!! Nie wiem jakbym zareagowała!
Elizo jak długo można przechowywać ten syrop i czy nie trzeba go pasteryzować?
OdpowiedzUsuńKobiałko :) Ciebie się czyta jak teleexpress:) W ciagu 5 min - 3500 wiadomosci a wszystkie wazne. Patrz na dobra strone tego wydarzenia z samochodem : dzis nic sie nie stalo na szczescie, moze to byla przestroga/nauczka zeby nic gorszego sie nie wydarzylo w przyszlosci.
OdpowiedzUsuńps. nie wiem ci ty jesz ale chce to samo !!! skąd ty masz tyle energii ?:)
pozdrawiam
Dla pocieszenia - ja też z kosiarką dziś walczyłam i nie dlatego że trawa po pas, ale dla tego że u teściowej na działce nie chciałam obibokiem zostać ;)
OdpowiedzUsuńU nas kurek niestety niet, a szkoda bo lubiane...sosik z kurkami...mniam.Zapraszamy za to na maślaki (tych Ci u nas w sezonie pod dostatkiem)
Elisse, wyobrażnia zaczeła mi działać i przerażająca jest ta niezidentyfikowana dziura. Mam nadzieję że historie powodziowo-deszczowe dobrze sie skończą.
Rany dziewczyno, skąd u Ciebie tyle energii? Ja też dużo muszę ale czytając Twojego posta czuję się leniem i pasożytem ;-)))
OdpowiedzUsuńtutaj dziki bez jeszcze nie kwitnie ale jak tylko zobacze ze juz to pedze narwac i narobic syropku twojego przepisu! wspaniale zdjecia no i wspaniale zbiory!
OdpowiedzUsuńPozdrwaiam serdecznie no i o by nie padalo!
Magdalena
Elle- ja dzisiaj to już sama za sobą nie nadazam:)))
OdpowiedzUsuń13ko- do usług:)
Llooka- no zobacz, stara baba jestem, a taka głupia. Myślę zawsze,że wszyscy tacy mili i bezinteresowni. O naiwności- w zyciu się chyba nie nauczę:)
Ewo- dziękuję za odwiedziny, a co do mojej świadomości, to zdecydowanie wzrasta wraz ze stosowaniem przez rolników co raz większej ilości chemii:(
Ato- oglądałam Twój ogród...współczuć, współczuc , strasznie współczuć!!!U mnie niestety podobnie, tylko w stawie już nie mam prawie, a Wasz kanałek to pokazywali dziś nawet w TV!
A z herbatką to jet tak:
właściwie to nadaje się każde zielsko zawierające garbniki( malinna, jeżyna, czarna porzeczka,, poziomka...nie pamiętam na razie więcej)Żeby herbatka była ciemna i miała korzenny aromat, to trzeba ja poddać fermentacji. Po zebraniu liście należy pozostawic na parę godzin ,aby troszkę przywiędły, później leciutko zwilżyc wodą i drobno pociąć.Włożyć do kamionki albo słoja w ostateczności, przykryć talerzem i obciązyć kamieniem. Muszą mieć ciepełko. Proces fermentacji się kończy jak liście zrobią się ciemne, a ze słoja będzie się wydobywał zapach przypominający zapach herbaty:) Wtedy należy wszystko wyjąć i wysuszyc w normalny sposób...i gotowe.
Aaaa...liście poziomki,żeby działały leczniczo, to muszą być te leśne, a nie ogródkowe hodowlane:)Fajne te herbatki są i rozgrzewające w zimę. I przynajmniej wiesz co pijesz, a nie śmieciuchy zebrane z podłogi i wrzucone do torebek. Ja dodaję jeszcze często suszone owoce i robię różne mieszanki smakowe:)
Gosiapt- własciwie to nigdy bardzo długo nie trzymałam, bo ja z niego w lato robię lemoniadę, ale tak na logikę to wydaje mi się,że długo, bo jest tam tyle cukru,że nic z tym nie powinno się stać. Syrop z sosny starcza mi na rok i nic sie z nim nie dzieje, więc pewnie z tym jest podobnie.
Monique, - he, he...dobre...teleexpress:DDD
Kamilo- dzięki za wsparcie, a maslaczki też uwielbiam, u mnie kurek też nie tak dużo, za to ludzi od groma:)
Trzpiocie- Zioło kochana, na ziółkach jadę :)))i wszystko da radę zrobić:)
Magdaleno- dziękuję za miłe słowa, właśnie jak oglądam skandynawskie blogi to widzę ,że tam dopiero jabłonie kwitną!
Dzięki Wszystkim za odwiedziny i zyczę dobrej nocy:)
O syropie z kwiatów czarnego bzu to ja nie słyszałam ale za to piekłam dzisiaj kwiaty w cieście naleśnikowym.Całkiem fajne jedzonko!!!
OdpowiedzUsuńAle się u Ciebie dzieje!!!
Pozdrawiam
Witaj :) Zapraszam Serdecznie do mnie :)
OdpowiedzUsuńNowy Wpis się pojawił :) pozdrawiam
To miałyście przygodę, szczęście ,że tak się to skończyło!Syrop z bzu koniecznie zrobię bo lubię takie trunki:)
OdpowiedzUsuńU mnie suszy sie właśnie rumianek- na herbatkę, a z oczkiem to mam nadzieję,że wszystko się unormuje i rybki nie będą musialy opuszczać domku. Elizo droga mam jeszcze pytanko, gdzie można kupić taką kuchenną kratkę, na której suszysz zioła? Poszukuję takiej od jakiegoś czasu ale bez większych rezultatów:(
Pozdrawiam Cię ciepło!
Aguś- też robiłam w cieście, ale spróbuj zrobic syrop. Jest naprawdę pyszny, ja daję później wodę, miętę cytrynę , melise i lód i napój na upały jak znalazł.
OdpowiedzUsuńDnosfera- dzięki za info:) Wpadnę wieczorkiem:)
Ila- właśnie wczoraj "rozmaiałyśmy" o niej z Elamiką:))). Kupiłam ją w Ikeii ze dwa lata temu, ale Elamika sprawdzała na ich stronie i nie znalazła, ja zresztą tez nie:( Ale wydaje mi się,że one są dalej , tylko trzeba pewnie do sklepu pojechać.
Jak to się stało że u Ciebie już bez czarny już kwitnie?? Mieszkamy w innych rejonach chyba (ja w Bydgoszczy) bo u nas kwiecia nie widać.... :( i kurki!?? fajnie masz? u mnie nawet mięta taka rachityczna jeszcze:) zazdroszczę:) i pozdrawiam cieplutko. Lubię do Ciebie zaglądać
OdpowiedzUsuńBardzo Ci dziękuję za odpowiedź! Zaraz lecę zrywać liście :-)
OdpowiedzUsuńW ogródku już mam w miarę normalnie - trochę grząsko tu i ówdzie, ale już nie musimy chodzić w kaloszach ;-)
o maj got kobieto jaka ty zarobiona jesteś, za mało stanowcza dla dzieciaków - zajedziesz się na śmierć tfu tfu. Trzymaj się dzielnie i żeby szybko się skończyło a panny żeby jednak pomogły :)
OdpowiedzUsuńJa też tak mam ...Jak się ma dwóch sportowców w domu ...wszystko muszę robic sama...Czasami zastanawiam się skąd my małe kobietki bierzemy na to wszystko siłę.Właśnie mam w planach rozebranie starej komórki za domem:(Pozdrawiam dzisiaj relaxowo ....dzisiaj NIC nie robię:))
OdpowiedzUsuńElisse, gęba mi się rozdziawiła i nic wykrztusić nie mogę...
OdpowiedzUsuńNie nadążam za Tobą!!!
Ty MUSISZ mieć siostrę bliźniaczkę, albo może Wy z trojaczek, lub jeszcze większej ilości pochodzicie?
Plisss, zdradź tajemnicę ;))
Już nie zdążyłam zrobić wpisu pod postem, gdzie pojawia się moje imię, a tu kolejne rewelacje :))
OdpowiedzUsuńDziękuję, że ja też mogę być Twoją inspiracją :))
Twoje ciasto już wpisane do kajecika z przepisami :))
No i dzieje się u Ciebie, dzieje...
A potem my możemy rozczytywać się i podglądać Twój zaczarowany ogród i dom utkny z marzeń:))
Mam nadzieję, że chcoiaż dziś udało Ci się troszkę odetchnąć od ciężkich zajęć :)
Ściskam :))
Jak Ty z tym wszystkim sobie radzisz (PODZIWIAM).Grzybków zazdroszczę , byłam dzisiaj w lesie , ale grzybów nie było, ale za to szyszek zielonych na nalewkę zebrałam.Przepis na moim blogu.
OdpowiedzUsuńZapraszam i pozdrawiam.
strasznie pracowita z Ciebie kobietka :)
OdpowiedzUsuńa syrop z czarnego bzu i ja robię zawsze,
pozdrawiam
myślałam, ze u nas nie ma tego bzu, ale pomyłka JEST!!!!! i to dużo więc jutro wybieram się na chaby :):):):) Buziaki i dziękuję za to wszystko co dajesz innym :)
OdpowiedzUsuńMąż mój mówił, że ja na naped hybrydowy jestem, ale chyba jakiś opóźniony w stosunku do Twojego moja miła, bo to wszystko co masz do zrobienia to jest na pułk wojska,na miły Bg, gdzie Ty Pani się wybierasz i jeszcze dziecię ze soba, ludzi dobrych wybiło do nogi, a w samochodach jacyś po..paprańcy uważaj dziewczyno, skoda myśleć co mogło się stać.
OdpowiedzUsuńProszę więcej rowagi!
Bez mi zakwitł jeden krzak więc może jakaś odrobina soku wyjdzie?
Pozdrawiam
www.okiemjadwigi.pl
KOchana, trochę mnie nie było a u Ciebie działo się tyle, że szok.
OdpowiedzUsuńCo by nie mówić jesteś niesamowita!
Pozdrawiam serdecznie.
jak Ty to robisz Elisse, że jeszcze czas na zdjęcia i blogowanie masz. Pewnie masz w zanadrzu jakieś urządzenie do rozciągania czasu - pożycz na chwilę ;-) Fantastyczne zdjęcia, zielarstwo bardzo pochwalam i potwierdzam działanie bzu - świetnie się sprawdza na przeziębienia i oskrzelowe choróbska.
OdpowiedzUsuńDziękuję Wam kochane za słowa wsparcia, Wasze komentarze dodają sił, których powolutku zaczyna brakować:D
OdpowiedzUsuńJadwigo- pewnie,że ci wyjdzie, nie wiem jak duzy jest Twój krzak, ale z 2 litrów wody- czyli tego podstawowego przepisu wychodzi ok. 3 litrów syropu.
Pozdrawiam Was cieplutko
Witaj
OdpowiedzUsuńPróbowałam zmienić parametry w szablonie .... Na tym się skończyło bo moje parametry są inne kurcze.
Jak się nazywa Twój szablon ?
Buziaki
Edyta
Witaj!
OdpowiedzUsuńPodziwiam Cię i ja:-) Jesteś wulkan energii!
Poczytałam, pozachwycałam się, pozazdraszczałam (a co!), bzu natargałam, wodą zalałam, cytryny wkroiłam, syrop będzie!
DZIĘKUJĘ!
Pozdrawiam cieplutko.
Ps. Herbatkę też spróbuję zrobić.
Jak tak patrzę sobie do Ciebie, jak zawsze masz pełno roboty to mam wyrzuty sumienia, że zbyt leniwa jestem... gratuluję zapału
OdpowiedzUsuń