wtorek, 27 listopada 2012

Mój świat na opak…

Hejka Kochane, no i Ci nieliczni Kochani oczywiście. Znowu jestem, niestety chyba nie na długo. Właśnie wróciłam sobie ze szpitala, no dla uściślenia , to wróciłam  chyba 24.XI, ale cały ten czas przespałam. No, aż trudno mi w to uwierzyć. Jak z pewnością wiecie, tak przystosowałam swój organizm, że potrzebuję bardzo niewiele snu, aby zregenerować siły. A tu “suprajs”, spałam na okrągło, odbierałam jedynie telefony z pracy, bo rodzina i znajomi , to już nawet sumienia nie mieli,żeby dzwonić…no więc odbierałam telefony od pracowników, a właściwie dla uściślenia od pracownika,bo Kaś, to miał normalnie przyzwolenie na dzwonienie o dowolnej porze dnia i nocy:) Mówiłam co trzeba było powiedzieć, a przynajmniej tak się łudzę, że zbytnio nie bredziłam i spałam natychmiast dalej. Ja wiem,że dla ludzi sen jest normalnym zjawiskiem, ale Bóg mi świadkiem,że nie dla mnie. Po prostu mam za mało czasu w ciągu dnia i za dużo spraw na głowie, żebym mogła sobie pozwolić na dodatkowy komfort…nie wróć…ja tego komfortu nie potrzebuję. Budzę się normalnie, w zależności od okresu pomiędzy 4 a 6 rano, bądź też w nocy, jak dla niektórych i to mi w zupełności wystarcza :) Fajnie mam, nie ? Ile dodatkowego czasu na życie :)

Obraz 010-001 Obraz 011-001

Więc, wracając do tematu, od którego, jak to mam w zwyczaju notorycznie odbiegam, no ale przecież tyle rzeczy w międzyczasie człowiekowi wpada do głowy… no to wracając… spałam, spałam i spałam, budziłam się , jęczałam przerażona “o Boże” i spałam dalej. Hipochondrykiem, to ja raczej nie jestem, Ci co mnie znają, wiedzą,że raczej na odwrót, ale się normalnie wystraszyłam i stwierdziłam,że badania na cukrzycę sobie zrobię.A co! Może chociaż tego da radę uniknąć:) Ja nigdy, przenigdy w życiu tyle nie spałam, nawet po operacjach, gdzie mnie w śpiączkę farmakologiczną wprowadzili, nawet wtedy, jak mnie z sali wywozili, to mama mówi,że wszyscy to w maskach tlenowych wyjeżdżali i spali, a jak mnie wywozili, to od razu widziała,że to ja , bo machałam rękami i cały czas gadałam! Tym razem wszystko było na odwrót i powiem szczerze,że raczej niczego dobrego się nie spodziewałam po wynikach.Jak wiecie miesiąc “przed” przestaję przyjmować prochy, no i teoria , a i lata praktyki pozwalają posiąść wiedzę tajemną o tym jak się powinnam czuć, a czułam się zdecydowanie lepiej niż w tych samych sytuacjach przed laty. No więc, ja rozkminiacz jestem i wymyśliłam, że z pewnością coś musi odrastać, produkować TSH i dlatego lepiej się czuję, wiadomo…jak odrasta- to mogiła :). Mniej mnie bolało, cierpiałam na zdecydowanie niższy debilizm , niż zazwyczaj, a do tego całkiem dobrze widziałam i utyłam tylko chyba 4 kilo, co prawda i schudłam wcześniej sporo, no ale mimo wszystko! Gdzie hamowanie 15 metrów przed cudzym samochodem, bo się wydaje,że w dupę komuś wjeżdżam?! ( a propos Grabąszcza, w międzyczasie miałam dwa wypadki, no wypadek to może za dużo powiedziane, ale stłuczki, i żeby nie było NIE Z MOJEJ WINY- a to ja ślepa powinnam być!), ogólnie to jakoś wszystko mniej mnie bolało, mniej spuchłam i nawet do pracy chodziłam z mniejszym, niż zazwyczaj w takich sytuacjach wysiłkiem…Reasumując: czułam się podejrzanie za dobrze, a to paradoksalnie niczego dobrego nie wróżyło! Nadeszła godzina zero…do szpitala jechałam 3,5 godziny…pryszcz…zaledwie przez całą Warszawę, ponieważ ostatnio jechałam podobnie,więc tym razem wyszłam wcześniej, tak żeby się nie spóźnić.

Obraz 487-001Obraz 488-001Obraz 491-002Obraz 486-001   

Dziki atak śmiechu wstrząsnął mną, jeszcze na wioskach, przed rondem kiedy stałam w ogromnym korku, a ze wszystkich stron otaczała mnie kapusta, z pewnością naszpikowana ołowiem, od korzenia po sam czubek głowy!Tak się śmiałam, że na kolejnym 15 minutowym postoju w korku, usnęłam….widocznie już zaczęłam wtedy zapadać w zimowy sen :) Obudziło mnie trąbienie i znowu uczucie,że za dobrze się dzieje, bo wystarczyło nogę z gazu zdjąć ,żeby Grabąszcz zaczął się toczyć- on tak ma.Po 20 minutowym krążeniu po parkingu, gdzie od wjazdu napis głosił “BRAK WOLNYCH MIEJSC”, a innych miejsc musicie wiedzieć, tam nie ma do zaparkowania, bo wszędzie wbili słupki ( cwaniaki, bo na parkingu gdzie zawsze brak wolnych miejsc, za każdą nową godzinę, trzeba zapłacić 4 zeta), więc człowiek jakby wyjścia nie ma i krążyć musi,udało mi się wbić dziobem jeździdełka na chodnik , pomiędzy dwa samochody, a tyłek zostawić na środku ulicy.Stwierdziłam, że teraz na pewno wszystko wróci do normy, pech się zacznie i jak wrócę za parę godzin, to z dupy pewnie garaż będę miała. Karnie odsiedziałam w poczekalni, czekając na zarejestrowanie się przede mną 270 osób:) i po paru godzinach, udało mi się dojść do drugiej rejestracji :)))Nie da się ukryć ,że nasze szpitale uczą cierpliwości i pokory, no ale ja jak zwykle przygotowana…szydełko, igła, nitka…jakieś hafciki…

Obraz 512-001 Obraz 511-001

Jak wiecie, mojej karty nigdy nie ma, zawsze są zdziwieni,że znowu doszłam i jeszcze raz się udało. Więc, już chcę poinformować przerażoną panią z recepcji, która ewidentnie o mnie, rozmawia przez telefon, żeby się nie stresowała, bo karta nie zginęła, tylko do archiwum trzeba,że mnie zawsze wyciągają z powrotem z zaświatów :) Karta była! Wszyscy już czekali! Na mnie! Mało tego…miałam iść od razu na badania BEZ KOLEJKI! Co jest? Nikt mnie przeca wcześniej o samopoczucie nie pytał,żeby wiedzieć, że jest inaczej! Zawsze wchodziłam na końcu! Ha…rozkminiłam  …jak nic studenci znowu się będą na mnie uczyć! Jestem potrzebna , jako królik doświadczalny i przykład,że coś co powinno być pogrzebane w podziemiach, znowu , wbrew logice dopełzało do szpitala:) A proszę bardzo, niech się uczą, w końcu na kimś trzeba. Zrobili mi badania-bez kolejki! Weszłam na USG- studentów brak. Pan doktor powtarzał cały czas…pięknie, cudnie….hmmm….” Normalnie zaczęłam się bać, co on tam cudnego widzi, jak dziura tylko powinna zostać! Kolejne badania, znowu słyszę “…Pani K?…No K…to proszę do gabinetu, bez kolejki…” I tak cały dzień…wszędzie bez kolejki, wszędzie cudnie i pięknie, a do tego wszyscy mili i uśmiechnięci! A może ja tak jak Osioł już umarłam i nie zauważyłam,że wszystko jest raptem takie piękne ??? :) Może to nie była stłuczka, tylko wypadek poważny, zginęłam raptem, gwałtownie i tragicznie i dlatego nie pamiętam, a życie wydaje się cudne nawet na onkologii ? Od tych uśmiechów niespodziewanych ,od tych wszystkich cudowności i piękności, znajdujących się w mojej , zdecydowanie już mniej, niż kiedyś, pięknej szyi, zrobiło mi się bardzo dziwnie.Obraz 525   Obraz 520-001

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Obraz 523-001 Obraz 530-002

Wyszłam zbita z tropu, żegnana uśmiechami i życzeniami miłego dnia. Grabąszcz stał wbrew wszelkiej logice, również w stanie nienaruszonym! Kolejny dzień…wyszłam jak zwykle wcześniej…dojechałam w godzinę! Miejsce na parkingu, gdzie zawsze “ BRAK WOLNYCH MIEJSC” znalazłam natychmiast i nic nawet na ulicę nie sterczało O mamuniu…zaczyna się …kolejny , szczęśliwy dzień w raju. Podeszłam pod gabinet, na kolejne badania,kolejka…opóźnienie ok godzinki..usiadłam czekam, aż mnie wywołają..oczywiście bez kolejki… otwierają się drzwi, podrywam się z krzesła i słyszę…Pani S…? Jak to nie K..? No cóż, ja tam przygotowana jestem :) Szydełko, niteczki, hafciki…Weszłam….hmmmm…. po dwóch godzinach, leżę…wszyscy uciekli….machineria zniża się do mojej pięknej i cudnej szyi i zaczyna dymić….wiecie jak to jest ze mną i wszelkim sprzętem elektronicznym :) Dymi coraz bardziej, uruchamiają się alarmy i zaczyna wyć! Wbiegają ludzie…co Pani zrobiła…???!!!! No kurde, wzrokiem Bazyliszka ją spaliłam! No co ja jej do diabła mogłam zrobić ??? Proszę wyjść!!!Natychmiast- słyszę. Oki, oki…już spadam. Idę pod gabinet, gdzie wcześniej zaklepałam kolejkę, bo tak zawsze mamy robić. Mówię,że ja za tą Panią…kolejka zaczyna syczeć ze złości i oburzenia…. szkoda bardzo, przyjdzie sobie taka na końcu i się wpycha…ciekawe jeszcze ile takich,co tu niby było przylezie…wie Pani, ja przepraszam, ale wydaje mi się to jakby mało sprawiedliwe….no ja rozumiem, ale wie Pani…ja mam daleko do domu….Jednym słowem standard. Grzecznie tłumaczę,że ja bez kolejki, bo promieniuję i że to zawsze tak jest, nikt mnie nie słucha…kłótnia trwa. Zczołgałam całą kolejkę psychicznie, a wprawiona na dzieciach jestem, więc wychodzi mi to bardzo dobrze, dałam popis oratorski i grzecznie stwierdziłam,że i owszem ja mam czas, jestem przygotowana ( niteczki, hafciki, szydełko :) i szkoda mi energii i życia na kłótnie w kolejkach, więc proszę bardzo, ja przepuszczę, czemu by nie…proszę niech wchodzi, kto tylko ma ochotę….części jakby głupio się zrobiło, ale i tak weszli:) Reszta siedzi, tak gdzieś jeszcze na 4 godzinki stania, jak wejdą wszyscy przede mną…w sumie co mi za różnica, w domu i tak kwarantanna, więc gdzie mi się spieszy? Myślę sobie…maszyny dymią, ludzie nie chcą wpuszczać, jak zwykle…jestem w domu nie w raju…jednak nie umarłam :) Wszystko wraca do normy, aż tu nagle otwierają się drzwi i słyszę “….Pani K…? Ano K….proszę do gabinetu…”. Kolejka milknie speszona, mi mina rzednie…chyba jednak dalej nie żyję, to był tylko epizod w raju, jak nic! Szkoda…no bo wyniki…echhh życie, no ale w sumie jak złe, to niebo i tak blisko :)Wchodzę jak na szafot…ojej …przepraszam, nie mamy jeszcze Pani wyników, proszę zaczekać w poczekalni…Wychodzę z uśmiechem na twarzy i pytam…wiecie Państwo czym się różnimy? Odpowiada mi cisza… Ano tym,że ja się teraz czuję z pewnością lepszym człowiekiem niż Wy, a i tak weszlibyście  przede mną bez kłótni i awantur…i warto było tak na mnie wrzeszczeć ?:) Nie ukrywam,że czułam się wspaniale, jednak ludzie na starość robią się złośliwi :) Weszłam ostatnia…. i usłyszałam….pięknie, cudnie…ma Pani świetne wyniki:) Tak dobre, że możemy troszkę podwyższyć poziom TSH…nawet do 0,2…Tak świetne, że nawet zwolnienie skróciłam o dwa tygodnie :)Generalnie jak zobaczyłam ile napisałam, to doszłam do wniosku, że jednak straszna ze mnie gaduła! A wystarczyło przecież tylko napisać : Wiecie, mam świetne wyniki, jest ok :)

Dzisiaj już nie spałam, uczę się od rana, niedługo mam jakieś okropne egzaminy, a jak nie zdam,to wstyd będzie wracać,więc chyba wypowiedzenie będę musiała złożyć…Ychhh… w razie czego miejcie to na uwadze już dzisiaj, bo debilizm w wyniku nie łykania prochów znika bardzo powoli, muszę zejść z aktualnego poziomu TSH 187 do 0,2 :) To niestety trwa, a egzaminy lada moment i jakby nikogo nie obchodzi moje chwilowe zidiocenie :(

Obraz 582-002

Te fotki przeróżne, to jakieś stare.Gdzieś po drodze, zmieniały się pory roku, moje dzieci (większość na zdjęciu ), przychodziły i wychodziły,piekłam torty, Tośka miała imieniny w Halloween …mój poziom TSH był wtedy jak najbardziej w normie, to tak dla wyjaśnienia zdjęć, za to zastanawiam się, czy aby moje starsze dziecko nie powinno się przebadać, bo jej życzenia zszokowały nawet mnie :) Nigdy nie spodziewałam się,że niemowlakowi będę czarne torty piekła, miał być z nagrobkiem…ale ograniczyłam się do krzyża :)

A na koniec wyjaśnienie dla tych, którzy nie wiedzą o co kaman :) Ja zawsze przyjmuję za pewnik,że wchodzą tutaj tylko Ci, którzy mnie “znają od lat…więc dla niezorientowanych , proszę bardzo :

jeszcze wróciłam

Pozdrawiam Was cieplutko, życząc dobrej nocki, posyłając wirtualne buziaki i twierdząc ,że niebo jest na ziemi, a służba zdrowia przechodzi coś jakby na kształt reformy :) W czwartek wracam juz do pracy, później egzaminy i szkolenia, a tu trzeba by już wstawiać piernik dojrzewający i pierniczki chyba zacząć piec i pewnie dom sprzątać, po mojej bytności w zamknięciu…więc… niestety nie wiem kiedy znowu wrócę, ale staram się…no naprawdę się staram, choć wiem,że tak to nie wygląda :)

Buziole kochani i do usłyszenia :)

24 komentarze:

Patti pisze...

Jak ja się cieszę że się odnalazłaś:)) zapadasz się gdzieś w zakamarki życia i ani piśniesz;)

Dziecina - kościotrup cudna, widać że babcia-nie babcia ( bo takie młode to nie babcie:)) podkarmia i takie cudne pyzulki urosły:))
Tort-grób rozłożył minie na łopatki i chyba taki sobie zażyczę na okoliczność zejścia z tego padołu:))

Super że z szyją wszystko git ale w takim tempie życia jakie prowadzisz to nie masz szans Kochana żeby choroba sie do Ciebie przykleiła.....:))

Uściski ślę i uprasza sie o częstsze pisanie!!!

Buziole!

P.S.
W piętki - żelazka( dzidziule mają takie cudne stópki grubiutkie w kształcie żelazek na duszę:)ucałować Dziecinę od cioci Patti.

Elżbieta pisze...

I tak trzymać!
Zaglądam do Ciebie stale, bo to najwspanialsze miejsce blogowe na świecie. Dajesz wszystkim tyle ciepła i piękna, że to działa jak balsam.
Dobrze, że poczucie humoru Cię nie opuszcza, bo to niezbędne absolutnie.
Ściskam Cię bardzo serdecznie :)

ula pisze...

Ważne że jesteś, w ogóle... obyś była z nami po wsze czasy i nie ważne czy często, czy nie, obyś była a ja poproszę z Twoje zdrówko kogo trzeba ;))
buziaki!

decomarrys pisze...

Będę czekać, jak czytam Twoje posty to padam ze śmiechu, uwielbiam Twoje poczucie humoru :-)
Życzę powodzenia i ciągłej radości z życia.
Dzięki zaglądaniu tutaj inaczej patrzę na moje "problemy"
Dziękuję:-)

Anonimowy pisze...

Zatkało mnie. cieszę się oczywiście że wróciłaś. ale jakoś umknęło mi to iż byłaś/jesteś chora... i to tak poważnie. szok. szok,. szok. ale za to teraz świecisz przykładem :) że trzeba żyć mimo wszystko. pięknie i szczęśliwie :)
pozdarwiam

Justyna pisze...

Normalnie kocham Cię za ten dystans do siebie :) . Uwielbiam Cię czytać , więc pisz ile dasz radę tylko czasami mam dylemat , czy śmiać się czy płakać.Każdy twój nowy post po dłuższej nieobecności to jest takie : ufff jednak wszystko ok. ( bo po Tobie to różnych rzeczy można się spodziewać :) ) Organizm to taka maszyna , której czasem też trzeba dać odpocząć , więc APELUJĘ nasza kochana mróweczko , pracusiu , pracoholiku i chodzące ADHD pośpij czasem dłużej .
Pozdrawiam Cię serdecznie i ślę tyle pozytywnej energii ile dasz rade wyciągnąć z komputera ( tylko go nie popsuj ).
Buziaki i uściski :)

HANNAH pisze...

Oj Elisse ty mnie nie strasz-jak choraś to organizm musie się zresetować-nawet Twój. Bo kto potem edzie oalił sprzet zwrokiem.
PS-my nie obchodzimy hallowyn

anioły są wśród Nas... pisze...

Zdrowia,zdrowia i jeszcze raz zdrowia.Wyniki są dobre,więc teraz już tylko dobrze może być:) Pozdrawiam serdecznie Ilona.

Ata pisze...

Ten anonim powyżej to ja.

Teiwaz pisze...

Elisse,
często zaglądam, ale nie piszę....
ale dziś, chciałam Ci podziekowac, za to jaka jesteś, jak sobie radzisz z tym wszystkim:))
Przytulam wirtualnie,
życzę wrócenia do Twojej normy:)i oby służba zdrowia była zawsze tak miła i szybka, pomimo szydełka, hafcików, drucików:)
Krysia.

monia pisze...

Elisse ty to jestes super kobieta chciałabym mieć twoje poczucie humoru i tyle chęci do działania.Życzę zdrówka. Mam jedną prośbę napisz proszę jak nazywa się ta roślina czerwona taka krzaczasta co jedno zdjęcie jest w lato drugie w zimie, muszę ja koniecznie zdobyć bo jest piękna. Pozdrawiam.

monia pisze...

Elisse ty to jestes super kobieta chciałabym mieć twoje poczucie humoru i tyle chęci do działania.Życzę zdrówka. Mam jedną prośbę napisz proszę jak nazywa się ta roślina czerwona taka krzaczasta co jedno zdjęcie jest w lato drugie w zimie, muszę ja koniecznie zdobyć bo jest piękna. Pozdrawiam.

bozenas pisze...

Czyli wszystko ok:)a już się martwiłam że ten tort to ...:)))Powiem tak-pozytywni ludzie to nawet z dramatycznych sytuacji komedię potrafią zrobić:)i tak trzymaj:)a służba zdrowia,no cóż,też mi się wydaje że coś jakby światełko w dalekim tunelu zaczyna świecić i też mówię to z pozycji pacjenta....a może ja radar jakiś wyhodowałam przez te lata ,że wyczuwam tych złych i omijam ich szerokim łukiem?:)))))buziaczki kochana :)trzymam kciuki:))))

Piuma (Asia) pisze...

I co z tego, że długi post? Przeczytałam caluteńki z lekkim uśmiechem na twarzy. Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Kiedy zobaczyłam nowy post, aż krzyknęłam z radości NARESZCIE !
Niby pamiętam o Twojej chorobie, ale na co dzień kipisz taką energią, że pamięć o niej usuwa się gdzieś w cień.
Cieszę się, że masz wspaniałe wyniki i bez względu na stopień zidiocenia i tak Cię uwielbiam. Buziaki Iwona P.

Polinne pisze...

Droga Elisse, nieważne, jak często i czy regularnie...ważne, że piszesz. Pozdrawiam ciepło

Joanna Mazurkiewicz pisze...

Zdrówka z całego serca życzę!

ANA pisze...

Bardzo się cieszę :)

Chatka Puchatka pisze...

Nawet nie wiesz jak się cieszę, że znów jesteś tak po prostu ... Pozdrawiam :-)

Niezapominatka pisze...

Och Elisse. Ciesze się bardzo, że masz dobre wyniki i życzę z całego serca jeszcze lepszych !!! W tym momencie masz 1525 obserwatorów wirtualnych i tak sobie myślę, że jeśli ten tłum ludzi plus dobre dusze z reala wysyłają w Twoim kierunku pozytywne fluidy to nie ma bata, musisz całkowicie ozdrowieć i wrócić do swojego normalnego- szalonego życia. Pełną parą :))))

Zdjęcia jak zawsze przepiękne :)

Anonimowy pisze...

Witaj, miło że jesteś. Życzę dużo, dużo zdrowia i zdania egzaminów. I są to szczere życzenia. A co do Tosi, to też szczerze, jestem tym strojem zdegustowana. Czy Antoniny jest tylko raz w roku? Pozdrawiam Ewa

jadwiga pisze...

Kochana, trzymaj sie, wiernie ci sekunduję i czytam z radością kazdy post, piecz ciasteczka i miej w dupie głupotę ludzką o ktorej wiesz przecież bardzo dużo, pozdrówko kochana Babciu od Babci Jadzi

Jomarowy Świat pisze...

Kochana!

Z Tobą nikt nie wygra, nawet choroba :)
Jesteś rewelacyjna i zawsze z utęsknieniem czekam na Twoje kolejne wpisy :)
Cieszę się z dobrych wyników i życzę zdrowia i by piękny uśmiech nie znikał z Twojej buzi :)

P.S. Bardzo dobrze powiedziałaś w poczekalni!

Anonimowy pisze...

Wszystkiego dobrego, wspaniała kobieto - moc i energię Tobie przesyłam - a sen na pewno naładował "akumulatory". Dobry wiatr od morza płynie! Bl.