sobota, 20 października 2012

Sobota na Cytadeli

Staramy się myśleć jak najmniej i jak najwięcej śmiać. 15-go października pożegnaliśmy Lotkę…niby naturalna kolej rzeczy, a jednak tak bardzo boli…nikt już nie wali piętami o podłogę, w środku nocy, a ja i tak nie mogę spać. Tyle lat, tyle wspomnień, tyle radości i śmiechu..a teraz cisza i pustka…
I modlę się,żeby znajomi lub sąsiedzi, znowu czegoś nie kupili, co znudzi się po jakimś czasie, bo ja naprawdę nie mam już siły. Za każdym razem ubywa jakaś cząstka mnie, znika bezpowrotnie i nic, ani nikt nie potrafi jej zapełnić.
Obraz 230-001
Wbrew wszelkim przeciwnościom losu, pomimo sześciu kotów, zamieszkujących obecnie mój dom, staram się nie zwariować i dalej cieszyć życiem, a wiadomo…chcieć, to móc. Rano ocieram łzy, odpędzam wspomnienia, a na twarz przywołuję uśmiech,  później jest już z górki . Tak więc porzucam przykre tematy i wracam do szarej, a właściwie, bardzo barwnej codzienności. Grabąszcz się popsuł, a przynajmniej tak myślałam…Misiek we Wrocławiu, więc jakby nie miał mi kto sprawdzić co i jak. Rano wychodzę, wciskam guzik w pilocie…a tam nic, ani drgnie. Kluczykiem otworzyłam, piszczeć zaczął niemiłosiernie.Po przekręceniu cisza… jak nic pewnie coś z elektryką, szlag mnie trafił, bo jeździdełko , jest mi do funkcjonowania niezmiernie potrzebne.Myślę sobie, pożyczę samochód od Mamy, a w sobotę przywiozę jakiegoś magika i niech myśli co i jak. Niestety po powrocie z pracy, okazało się,że dom mi zalewa , a strumienie wody leją się po ścianach. Pękła bateria przy wannie i przelewało się przez strop do kuchni i salonu. Dzieci moje nie dość ,że ślepe (czytaj : post o pledzie ), bez powonienia i smaku ( czytaj: post o lawendowych ciasteczkach ), to jeszcze okazały się głuche! Woda lała się strumieniami , zupełnie jak w tężniach, a one mi mówią ,że nic nie słyszały! No ręce opadają normalnie. Dzwonię do Marcina i mówię ,że dom zalewa, powiedział ,że w nocy przyjedzie i odetnie wodę.Przy okazji jakoś wspomniałam o Grabąszczu, że bydle ducha wyzionęło i że może by go, jak już będzie, zaciągnął na warsztat. Wykład zrobiłam ,że jak nic to coś z elektryką musi być, bo nawet pilot nie działa. Misiek diagnozy dokonał telefonicznie….padła bateria w pilocie, a że pilot odcina immobilaizer, to z pewnością dlatego nie działa….wjadę gdzieś po drodze do Tesco i kupię.
Obraz 152-001
Obraz 217-002Obraz 169-001   Obraz 234-001
Nie wiedziałam już,czy śmiać się czy płakać…To była tylko głupia bateria, a ja zaangażowałam w to cały tłum ludzi i do tego zastanawiałam się cały czas, jak mam wywlec niejeżdżący samochód i przetransportować go na warsztat! Bateria jednak wcale nie okazała się taką prostą sprawą, Misiek i owszem kupił, ale takich dziwnych nie było, więc kupił większą i na jakimś pręciku podłączył, Grabąszcz otworzył się i odpalił, bez najmniejszego trudu, ale baterii nijak nie udało mi się upchnąć w pilocie. Zatrzymywałam się po pracy na różnych stacjach benzynowych, ale nikt takiej na stanie nie posiadał. I tu w końcu dochodzę do sedna sprawy, a mianowicie do dnia dzisiejszego.

Obraz 455-001 Obraz 165-001 Obraz 197-001 Obraz 322-001
Sobota i niedziela, to dla mnie czas odpoczynku ( nawet ze ścierą odpoczywam, to  u mnie taki specyficzny sposób relaksowania się :), czas poświęcony rodzinie i mniejszym lub większym przyjemnościom, czas spędzony w ogrodzie i na spacerach, ale nie w supermarketach, na zakupach. No chronicznie wręcz nie znoszę robienia zakupów, a już na pewno nie w weekend, kiedy to nie wiadomo dlaczego pół  Polski, w ramach rozrywki, pęta się po sklepach. Na zakupy potrafię pojechać w środku nocy do Tesco i wtedy jestem pierwsza w kolejce do kasy, nie przepycham się pomiędzy ludźmi, nikt mnie nie trąca, nie popycha wózkiem…a weekendów po prostu mi szkoda, na takie wątpliwe atrakcje.Ale dzisiaj nie miałam wyjścia, trzeba było pojechać po baterię, której nigdzie nie było. Tak więc, żeby dwa razy czasu na zakupy nie tracić, musiałam je zrobić w weekend.Stwierdziłyśmy z Madzią,że skoro już musimy jechać, to może wskoczymy przy okazji do jakiegoś parku, a żeby dnia nie zmarnować, więc wybrałyśmy ten najbliżej i padło na Cytadelę.
Obraz 236-001
Mamy samochodzik jest zdecydowanie mniejszy od mojego, a upchnięcie w nim Tośki wraz z fotelikiem i wózkiem, okazało się rzeczą bardzo skomplikowaną, aczkolwiek wykonalną. Problem był jedynie z wrzucaniem biegów, a konkretnie piątki i wstecznego. Zakupy zrobiłyśmy w tempie iście ekspresowym, baterię udało mi się kupić dopiero w piątym sklepie, ale na Cytadeli , byłyśmy już przed  południem.
Obraz 206-001Obraz 331-001
Obraz 451-001 Obraz 193-001
Tarzałyśmy się w liściach,chodziłyśmy ścieżkami, które przemierzałam tak wiele razy, karmiłyśmy nad stawem kaczki…
Obraz 280-001
Obraz 295-001
Obraz 315-002 Obraz 335-002 Obraz 414-001 Obraz 429-001
Obraz 435-001 Obraz 445-001Obraz 448-002 Obraz 474-001
Wróciły wspomnienia. Moi dziadkowie mieszkali na Żoliborzu Oficerskim, tuż obok Cytadeli, a później mój Tata, więc bywałam tam bardzo często i  muszę przyznać,że nie zmieniło się zupełnie nic…no może z wyjątkiem sesji ślubnych. … co jest dla mnie rzeczą zupełnie niezrozumiałą i paradoksalną…Pod Bramą Straceń, ustawia się kolejka młodych par i cierpliwie czeka na swoją kolej…
Obraz 460-001
Obraz 467-001
Obraz 468-001 Obraz 462-001
I choć zdecydowanie wolę swoją wioskę od Warszawy, to jednak uczciwie muszę przyznać, że są w stolicy takie miejsca, do których lubię powracać. Do domu wróciłyśmy przed zmrokiem i choć wiele się jeszcze wydarzyło, to jednak jestem zmuszona kończyć, bo ledwo patrzę na oczy.Może w końcu, uda mi się przespać noc.
Obraz 477-001
Obraz 483-001 Obraz 475-001
Pozdrawiam Was cieplutko,życząc słonecznej i pięknej niedzieli.
Dobranoc

37 komentarzy:

jm pisze...

Też w weekendy staram się nie robić zakupów, szkoda czasu. Czasem jednak muszę pracować w sobotę i niedzielę, a wtedy to mi dopiero żal!
Piękne jesienne zdjęcia!

Elis pisze...

Fajny dzień wybrałyście na spacer, bo faktycznie pogoda była dziś bajeczna. Wiesz co, ale piękna babcia z Ciebie!

Polinne pisze...

znam ten smuteczek, smutek po odejsciu kudłatego przyjaciela :( trudno, ale boli...więcej takich spacerowych sobót życzę bez nespodzianek w postaci nieodpalającego autka...pozdrawiam ciepło

Iwona - ona ma siłę pisze...

Cuda cuda cuda!! Zdjęcia i maluszek i wszystko!! :-)

W kolorach tęczy... pisze...

Przykro mi z powodu odejścia Lotki... mam nadzieję, że sąsiedzi i znajomi nie będą mieli już chwilowych zachcianek;)
Tosia jest urocza, taka mała perełka, a mama i babcia wyglądają promiennie w tym jesiennym plenerze:) Pozdrawiam gorąco!

jaga pisze...

Wspaniała wycieczka, piękne zdjęcia i cudowna jest ta nasz jesień.

hania pisze...

Witaj ! Boże ile radosci sprawiasz moja droga tym że poprostu znów jesteś !!!taka normalna życiowa!!!

Anonimowy pisze...

Jest Pani taka szlachetna. Nawet nie wie, ile dobrego robi swoim słowem, ciepłem i popularnością. Gdybym mieszkała w Warszawie, wzięłabym kotka. Chciałabym kiedyś stworzyć taki dom, jak Wasz :)
Pozdrawiam i zapraszam na:
yourchoiceisyourart.pinger.pl

Justyna.

Anonimowy pisze...

Niedziela jest o wiele milsza , gdy zaczyna sie od Twoich postów.Dziękuje .

Anonimowy pisze...

Elizko! Wyglądasz jak mama Tosi! Pięknie. Widać,że nawał obowiązków i wiele nieprzewidzianych przygód służy Ci.Jest w Tobie jeszcze mnóstwo energii, tak trzymaj babciu!U nas na zachodzie Polski ostatnie trzy dni też były przepiękne,wprost bajkowe.Rozumiem wasz zachwyt.Nawiasem mówiąc,Tośka ma zadatki na fotomodelkę,jest bardzo fotogeniczna.No, ale po takiej babci i mamie nie może być inaczej. Pozdrawiam. DB

Kalina pisze...

Zdjęcia piękne, miejsce piękne w sam raz na sobotnią wyprawę. Co do Lotki, to swego czasu również przezyłam kilka tego typu nie wiem jak to ująć "strat". Niby taka jest kolej rzeczy,lecz jak się z tym co nieuchronne pogodzić? Rozumiem Cię doskonale. Dla pocieszenia czas leczy rany....Wiem z autopsji. pozdrawiam gratuluję pieknych ujęć i pieknego domu Kalina

Kalina pisze...

Piękne zdjęcia i piękne miejsce na sobotni spacer. Co do Lotki to sewego czasu przeżyłam kilka tego typu jak to ująć "strat" Niby to nieuchornne jednak jak się z tym pogodzić? Dla pocieszenia, czas leczy rany...
Wiem z autopsji.
Pozdrawiam i gratuluję pięknych zdjęć i pieknego domu.
Kalina

jadwiga pisze...

Weekendy są dla rodziny a zakupy w każdy inny dzień, ale wnuczka całusna
j

Joasia pisze...

:)

alizee pisze...

Piękne, jesienne foty Elisse. Ten mały, słodki pysiaczek do schrupania.
Historia z pilotem ubawiła mnie do łez. Normalnie jak blondynka :))))))

No Ty, z tą bramą straceń to całkiem do rzeczy. Wszak dla niektórych małżeństwo to koniec wolności....
Ale faktycznie gdybym miała wybierać sobie plenery do sesji ślubnej, wolałabym coś bardziej romantycznego :)

Uściski przesyłam :))

hanuszka pisze...

Śliczne maleństwo :-) no i wycieczka wygląda na udaną :-) Pozdrawiam.

Marzeniami malowane pisze...

Wiem, co czujesz, bo w sobotę też straciłam ukochanego psa...

CzarnyKot pisze...

Cudowne zdjęci, jak dobrze, że udało Ci się znaleźc czas n taki uroczy spacer.
Piękna z Ciebie kobieta i bardzo dzielna, imponujesz mi w każdym poście, uwielbiam Twoje "pióro"
serdecznie pozdrawiam
ps. w moim domku też 6 kotków, oj bywa ciężko

aagaa pisze...

Piekne zdjęcia!!!!!
Bardzo sympatyczne z Was kobietki....

monika pisze...

od tyłu
widocznie brama straceń dla nowożeńców jest odpowiedzia na ich dalsze pożycie hehehhehe

maluszek pierdziuiszek słodki że hej
babcia maluszka fiu fiu fiu jak nie babcia

grabąszcz okazałsię świniowaty żeby bateria mu padła no nie

kolory cudne tej naszej jesieni
nie nawidze latac po jakiś CH w łikend patologia
ooooooo nocne zakupy w tesco - moja specjalite

sciskam i to że dzieci ślepawe głuchawe i bez nosa ... w domu tak samo
czyli miaąłś stadion narodowy prywatnie????


buziole
m

Halinka pisze...

Śliczny bobasek i na pewno bardzo kochany !!!I piękna jesień :)))Pozdrawiam

spod igły pisze...

To już chyba ostatni taki piękny weekend był. A szkoda.
Z synem jeździliśmy na spacery na Stary Żoliborz (okolice Śmiałej, Fortecznej), a teraz jakoś ciężej nam się wybrać, bo wylądowaliśmy pod Wawą.
Aż normalnie jak będzie ładnie pojedziemy na Żoliborz. Tylko Zuzka chowana już na wsi, nie umie chodzić po chodniku tylko biega gdzie ją oczy poniosą, więc dla mnie to prawdziwy maraton :)

Piękne zdjęcie z córką i wnusią.

pozdrawiam serdecznie

Agnell pisze...

Złote, chrupiące liście... nie ma nic piękniejszego na jesienne spacery.
Pozdrawiam jesiennie Agnell

Avrea pisze...

czas dla siebie to czas najlepszy :))
przykro z powodu straty Lotki..
pozdrawiam
Ag

Ania pisze...

Ależ młoda i atrakcyjna babcia z Ciebie:))) cytadela jest piękna, muszę się wybrać. pozdrawiam!

Nettika pisze...

Mam nadzieję, że tym razem chochlik uniemożliwiający pozostawienie komentarza, tym razem odpuści:)Radość bije z Twojej twarzy i to jest piękne, jak i ta sobota nad Wawą i okolicami :) Pozdrawiam gorąco

JuWika pisze...

Jak ja lubię do Ciebie zaglądać. Co prawda sporo czasu mnie nie było z takich czy innych powodów, ale zawsze jest miło wrócić do Ciebie :) tym bardziej, że Twój blog był pierwszym blogiem na jaki w życiu weszłam :) Było to dawno temu, ale to zapoczątkowało moją przygodę z blogowaniem :)
Piękne zdjęcia.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości i uśmiechu :)

Kalina pisze...

Współczuję tylu stresów. Dobrze, że chociaż koniec był spokojny.
Pozdrawiam,
Kalina

Sarenzir pisze...

Przykro mi bardzo z powodu Lotki :( Zwierzęta stanowczo żyją za krótko :( . Zdjęcia takie cudnie jesienne, zwłaszcza wobec tego zwiastuna zimowego za oknem :P. Kurczaki :) Widzę że bardzo fajnie jest być młodą Babcią... ja się nawet na mamę nie załapałam jeszcze... tak się to życie różnie plecie. Na osłodę , zamontowałam sobie wreszcie pyłek wróżki od Ciebie :) Pozdrowienia ciepłe

BiBi pisze...

Aniołeczek z tej Waszej Tosi. Pięknie uchwycone rodzinne i jesienne klimaty.

Zofijanna pisze...

Gdzie pojedziecie na spacer, jak sprzedadzą cytadelę?

Piękny historyczny obiekt.
Ćiągle czeka ,by tchnąc weń życie

countrygirl pisze...

Chcę Ci powiedzieć, że lubię Twojego bloga tak bardzo, że dzielę się z Tobą nagrodą, którą dostałam. Za dobrą robotę!Szczegóły tu: http://countrygirl.blox.pl/2012/11/NO-I-FAJNIE.html

Bułeczka pisze...

Zapraszam na wyróżnienie do mnie

JuWika pisze...

Witaj... zapraszam na moje candy.

Anonimowy pisze...

Wracaj! Bez Ciebie nie mam ochoty zaczynać przygotowań świątecznych ,a najlepiej wracaj i napisz książkę.Każdy wpis jest inspiracją .

Anonimowy pisze...

Minął miesiąc. Sama nie wiem, czy to długo, czy krótko, ale ja już strasznie tęsknię...Mam nadzieję, że wszystko u Was w porządku, a brak wieści spowodowany jest tylko i wyłącznie za krótkim dniem :-D Pozdrawiam Iwona P.

Anonimowy pisze...

Mysle,ze swietnie nadawalaby sie Pani do programu pt. "perfekcyjna pani domu".
Uwielbiam Pania,uwielbiam;)
Pozdrawiam,Kasia.