poniedziałek, 1 lutego 2010

Wstyd i co z tym dalej?, propozycja Llooki czyli…a ja mam , swój intymny mały świat…

Już od pewnego czasu dostaję od Was taką ilość wyróżnień, że aż przestałam za tym nadążać. Wszystkim chciałam serdecznie i bardzo pięknie podziękować, jest mi naprawdę niezmiernie miło i przyjemnie, ale szczerze mówiąc dużo bardziej mi miło jak wpadniecie do mnie choć na chwilkę i zostawicie po sobie mały ślad:) Te wyróżnienia, choć na pewno bardzo przyjemne, są jednak takie bezosobowe, a poza tym jest mi wstyd, bo z pewnością pominęłam parę wspaniałych osób, które mi owe wyróżnienia przyznały, na bieżąco kontroluję, a później po prostu zapominam u kogo widziałam i kto mi je przyznał i jest mi strasznie głupio. Później jest mi jeszcze bardziej głupio, bo nie potrafię ich dalej przekazać, lubię odwiedzać tak wiele miejsc, u każdej z Was znajduję wiele inspiracji,że po prostu nie umiem wybrać tych paru blogów z setek odwiedzanych. Jak nie piszę,że dostałam, to czuję się jak niewdzięcznica, no bo przecież ktoś mnie docenił, a ja taka świnia i nie chcę dalej przekazać! A przecież jestem bardzo Wam za to wdzięczna, jak wkleję i nie przekażę dalej, to też mi głupio, bo to tak jakbym chciała zostawić je tylko dla siebie, a tak nie jest, jak przekazuję dalej- to miotam się w ogromnym poczuciu winy,że daję tylko paru blogom ! No matnia normalne! Przez te wyróżnienia, to ja normalnie żyję w poczuciu winy:) W związku z tym mam do Was ogromną prośbę.
Nie przyznawajcie mi już żadnych wyróżnień, naprawdę wolę jak wpadniecie, poczytacie, pooglądacie, pośmiejecie się i zostawicie po sobie miłe słowa
Ilość osób odwiedzających mój blog, przerosła moje najśmielsze oczekiwania i to jest dla mnie niesamowite wyróżnienie!
Myślę,że jest wiele takich osób jak ja ,które mają podobne dylematy:) i choć z jednej strony się cieszą , to nie bardzo wiedzą co z tym dalej zrobić:)
Tak więc po raz ostatni chciałam przekazać wszystkie wyróżnienia, wszystkim blogom na które zaglądam, choć często nawet o tym nie wiecie:) Mam nadzieję,że mnie zrozumiecie, wybaczycie i dalej będziecie zaglądać.
Jeszcze raz pięknie dziękuję!
image 
od Penelopy, wyróżnienie które sama stworzyła,takie bardzo osobiste:)

 image image od Anieliny , Imoen ,Matki Czworokątnej i Destiny Ikt
image od Mrofki, Mazionty i Susan           imageod Kaprys Imoen i Marii Par
image od Małgośki , Labarnerie, Jolanny i Izy  image  od MariiPar i Maziontay, Susan
image od Alexy   ,
 image  image imageimage image image image image imageimage od Imoen
image od Mazionty Susan
He, he …właśnie chciałam posta opublikować, a tu już następne wyróżnienia:) Dziękuję pięknie Susan:)


A teraz czas na propozycję, pomysłowej Llooki:) Długo się zastanawiałam, czy powinnam brać udział w pokazywaniu swoich zabawek z dzieciństwa, no ale cóż, w końcu się zdecydowałam, ponoć do odważnych świat należy!  Mam nadzieję,że nie będziecie się ze mnie nabijać, bo normalnie nie wybaczę,a wszystkie obrażające moje futrzane towarzystwo komentarze, usunę jak nic:), bo oto właśnie, odsłaniam swój bardzo intymny kawałek życia :) Ta jedna, jedyna, ukochana zabawka jest ze mną po dziś dzień. Dla uściślenia BORCIUCH się nazywa, a ochrzcił go tak wiele lat temu mój tata…Borciuch, bo kolor swój już dawno utracił, kiedyś był różowy, ale niestety po latach robienia zastrzyków z wody przeszedł parę procesów gnilnych i barwę swą utracił. Lalek nigdy nie lubiłam, bo nie można się było do nich przytulać,za to kochałam misia swojego i kocham go po dziś dzień! Misiek czterdziechy dobiega,  przywędrował bodajże z NRD i czekał na mnie już przed moim przyjściem na świat. W dzieciństwie przeszedł bardzo wiele: jadał regularnie posiłki, ubierany był w spódniczki,nosił pieluchy do których siusiał ( w tym celu był wcześniej pompowany przez strzykawkę wodą), jeździł na czołgu z Jankiem z czterech pancernych i mną oczywiście, bywały miesiące,że zapadał na przewlekłe choroby i wtedy niestety zastrzyki parę razy dziennie miał aplikowane…generalnie chłopak dosyć chorowity był ! Ale były też i szczęśliwe chwile , kiedy to noc w noc czytano mu bajki , a później aż do samego rana smacznie spał w objęciach małej dziewczynki, aż do momentu kiedy to w zastraszającym tempie zaczął się starzeć, futerko się wytarło, oczka zrobiły się jakieś malutkie i  kaprawe, a usteczka zanikały…któregoś dnia , a było to chyba po 12 latach mój biedny Borciuch został brutalnie potraktowany przez mojego tatę i wyrzucony do śmietnika,na szczęście mieszkałam w bloku gdzie nie było zsypów tylko śmietniki na zewnątrz, więc biegiem poleciałam, wlazłam w kontener i grzebiąc jak nur, wyłowiłam swoje szczęście, gdzieś z  samego dna. Borciuch po praniu wrócił do łóżeczka i znowu byliśmy szczęśliwi…do momentu kiedy nie wyjechaliśmy na obóz. No tam to mu dopiero dali popalić, wszyscy się z niego nabijali,że paskudny i brudny,a on biedaczek nic sobie z tego nie robił i dalej spał ze swoją już trochę większą dziewczynką.Brudny wcale nie był, tylko futerko kolor straciło i nie był już tak piękny i puszysty, ale dalej kochany, na obozy jeździł co roku, więc przez lata przeżywaliśmy to samo!. Dziewczynka podrosła i znajomych bardzo dużo miała, Borciuch stanowił ich ulubioną rozrywkę, ubaw mieli okropny, a mój mąż obecny rozerwał go nawet w kroku! Rzucali się nim, wrzeszcząc SYF( znacie pewnie tą zabawę w syfa:(, a nam było okropnie smutno. Po przebytej operacji, doszycia powtórnie ,amputowanej w całości kończyny, Borciuch na dzień trafiał do szuflady, tak ,że nikt nie mógł go skrzywdzić. Dorastaliśmy wspólnie i w pewnym momencie do naszego panieńskiego łóżeczka trafił Misiek ( mąż mój obecny), po ślubie już taki dowcipny nie był i Borciucha z trudem, ale tolerował, od czasu do czasu wygrzebując go sobie w nocy  spod żeber. Dziecko pierwsze też wspólnie rodziliśmy ( znaczy ja z Borciuchem, nie z mężem), i tu wydarzyła się rzecz straszna, a mianowicie pani położna tak się Borciucha, którego wcześniej nie widziała, wystraszyła, że Magdę prawie upuściła na podłogę. No fakt,że twarzy już zupełnie nie posiadał, ale i tak był piękny, więc czego tu się bać. A propos twarzy, czy też pyszczka, jak kto woli, bodajże trzy lata temu, moje młodsze dziecko prezent mamuni zrobić chciało i trwale misia oszpeciło!!! No sumienia nie mam wypruć mu tych oczu, nosa i pyszczka, ale teraz faktycznie wygląda koszmarnie:(
UWAGA- teraz należy zachować powagę i kamienną twarz. OTO i ON !!!!!
BORCIUCH PIERWESZY CUDOWNY lat 40
Odsłona pierwsza!

Odsłona druga ! Trochę ma po operacjach jedną nóżkę krócej:(
IMG_1986-1 
Przyszedł więc czas na refleksję i zmianę…Madzia po urodzeniu dostała małpę, małpa z pewnością made in China, urody cudnej była, do tego mięciutka i puchata.., mama, Madzi małpę gwizdnęła i w ramach testów oprócz Borciucha spaliśmy jeszcze z małpą. Małpa sprawowała się dobrze, za jasiek świetnie “robiła”, więc została już na stałe. Mężu pewności siebie też po latach nabrał i powiedział,że ma dosyć bydła w łóżku, ja,on, Borciuch, małpa i kot Vinga, to stanowczo za dużo,serce mi pękało, ale miał rację, już tylko ze mną sypia się okropnie ( Misiek przez parę lat zapierał się całą noc ręką o podłogę,bo inaczej wylądowałby na ziemi- ale o tym napiszę innym razem), Vinga też okropnie się rozpychał, a Borciuch i małpa fruwały po całym łóżku, bo musicie wiedzieć,że jak ja się przekręcam, to razem z nimi:). Tak więc z bólem, ale Borciuch trafił…. pod poduszkę:) No sumienia bym nie miała wyrzucić go po tylu latach z łóżka! Małpa , nazywa się MAŁPA i też już taka młoda, ani ładna nie jest:(Ostatecznie jeśli dwadzieścia lat służy się  komuś za poduszkę, to zmiany w wyglądzie trwałe zostają! Teraz Borciuch na emeryturze domu pilnuje, a MAŁPA po świecie ze mną jeździ, na wakacje, niekiedy bywamy też w szpitalach różnych…generalnie wszędzie tam, gdzie muszę spać…bez Małpy …ani rusz!
A oto i ona
MAŁPA lat 21
IMG_1987-1 IMG_1988-1
A jak już kiedyś zamknę oczy na zawsze, to wszyscy wiedzą,że Borciuch i Małpa ze mną mają iść, no bo bez nich przecież nie usnę:) 
IMG_1989-1
Od razu uprzedzam,że do sesji fotograficznej przygotowywały się i poszły się nawet wykąpać, tylko niewiele im to pomaga:(
Mam nadzieję, że nie jestem jedyną trzydziestoletnią z hakiem dziewczynką, która ze zwierzątkami sypia?
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i czekam na Wasze kolejne wynurzenia zabawkowe, bo część juz napisała, a kto? Można u Llooki polukać:)

40 komentarzy:

lazy daisy pisze...

Ojeju, jakie słodkie :) Cudne są te historie misiowe. I bardzo Ci zazdroszczę, że masz takiego Misia-Borciucha, bo ja swojego ukochanego misia z dzieciństwa nie mam :( Zawieruszył się gdzieś w moich młodzieńczych zawieruchach :( A też go ubierałam, karmiłam, leczyłam, robiłam zastrzyki i nawet plomby (kiedy chciałam zostać dentystką), a jak mnie naszło, to był najpilniejszym uczniem. Ehhh, to były czasy :) I pamiętam, że miś-Mruczek (bo zanim go kilka razy wykąpałam to tak fajnie mruczał) był zdezelowany, brudny, ale najukochańszy.

llooka pisze...

:):):):):):):):):):
Przepraszam Elizo, ale ja nie mogłam się powstrzymać! Wiem zasłużyłam na usunięcie komentarza! Starałam się z tą kamienną twarzą i nawet policzki od środka mocno przygryzałam i nic, trzepie mną niemiłosiernie:):):)
A ja już myślałam, że tylko ja eksperymenty medyczne na moich misiach wyczyniałam, a tu proszę!
Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

Kamila pisze...

Nieśmiałam nawet wykrzywiać w podkówkę buzi , bo sama podobnego misia posiadałam.

Pozdrawiam serdecznie

Sylvia pisze...

Te pluszaki są tak urocze, że chyba nikomu do głowy by nie przyszło, żeby się z nich śmiać!
Cudowne zabawki wyraźnie nadgryzione zębem czasu, ale to tylko dodaje im wyjątkowości!:)

Anika pisze...

O mój dobry...!!! Jakbym czytała o sobie ;-)
Ja też mam takiego Borciucha, który przeżył nie mniej a i wygląda podobnie :-D
Małpę również posiadam o imieniu Ompica Filip z bananem, jeszcze z dawnej Czechosłowacji.

Fajny pomysł na temat, chyba również przedstawię swoje cuda z dzieciństwa.
Ściskam!!!

MariaPar pisze...

Urocze "brzydale" ! Pozdrawiam

Agi pisze...

Elisse,
Twój blog odkryłam zaledwie kilka dni temu, a już zdążył taki błogi zamęt wprowadzić w mojej głowie i sercu.
Pokazuje życie z najpiękniejszej strony.
Daje wytchnienie i inspiruje.
Porusza najczulsze struny, odkrywa prawdziwy sens życia.
Wybacz górnolotność - to pewnie buzujące hormony ciążowe - ale naprawdę tak to odbieram.
Fakt faktem, że dołączam niniejszym do grona wiernych czytelników. Na dobry humor i na chandrę, na każdą pogodę i na każdą wolna chwilę - Twój blog jest the best!
Gorąco pozdrawiam!

IVONNA pisze...

Borciuch jest piękny! Wygląda po prostu jak prawidłowo kochany miś, małpisko też;)

Teraz chyba mogę się przyznać,że ubawiłam się setnie czytając Twojego posta:) :) :)
Ja moje skarby z dzieciństwa już odważyłam się pokazać światu, choć mają niezły przebieg, i procent zużycia spory.
Niestety Bozia nie dała mi talentu aby tak świetnie opisać co razem przeszliśmy. Do eksperymentów medycznych i operacji plastycznych też się przyznaję.

Pozdrawiam serdecznie. Uściski dla Pluszaków;)

...ania z jezior.. pisze...

Niesamowite, że jeszcze macie takie pluszaki!!
Niestety z mojego dzieciństwa pozostała mi tylko moja lalka murzynka - ale ona nie jest przytulanką.. ponoć kiedyś miałam identyczną małpkę, którą kochałam nad życie - tak mówiła moja mama :) ..niestety zgubiłam ją w Bielsko - białym podczas pierwszej podróży tramwajem :(
Serdecznie pozdrawiam Elizo!!!

violcio11 pisze...

:-))) Ja podobnie jak looka. Musialam sie usmiechac. Fajne miski

Bernadetta pisze...

Fajna ta zabawa , niestety moj Smutny Piesek zostal w Pl, wiec go nie pokaze. Twoj pluszak faktycznie zmaltretowany , ale to dobrze , od razu widac , ze byl intensywnie uzytkowany czyli z pewnoscia kochany :)
Niedawno dopiero nadrobilam zaleglosci i dopiero widze jak Twoj blog ladnie sie rozwija :) zdjecia pikne , kuchnia jak marzenie , no i cudne rekodziela produkujesz :) i tylko Synusia szkoda straszliwie :((( Wiem , ze kochasz wszystkie stwory ale cos mi mowi , ze synus byl dla ciebie wyjatkowy ...zupelnie jak dla mnie Bunia .
Do tego gdy dotarlam do Twoich starych postow i czytalam o twojej ruderce , troche podniosly mnie one na duchu ...moze mi tez sie kiedys uda doprowadzic wszystko do ladu :)
Sciskam mocno i calusy dla calego zwierzynca

aagaa pisze...

Elizo-Twoje łóżkowo-misiowe perypetie rozbawiły mnie do łez.
Jaka z Ciebie jest fajna,,wariatka,,!!!!

Serdecznie Ci gratuluję wszystkich wyróżnień!
Buziaki przesyłam!
Igloo zrobione?

Elisse pisze...

Wpadłam tylko na chwileczkę, bo cała w nerwach jestem. Panu Kotu bulwa na buzi wyrosła, Misiek z Nurką pojechali do weterynarza i okazało się,że uśpić trzeba, bo inaczej nic nie zrobią. No to przy okazji od razu jajeczka mu chluuu ...na aut, bo po co dwa razy narkozę podawać. O 18 mieliśmy odebrać, okazało się,że zrobił się ropień na śliniance i ma założony sączek i dreny i na noc musi zostać...no to pomyślałam,że jemu smutno będzie jak się w nocy obudzi i nas nie zobaczy i żebyśmy go zabrali, a rano zawieziemy na płukanie...a oni tłumaczą Miśkowi,że żona to ma za miękkie serce i na pewno z klatki go wypuści jak będzie płakał, miauczał znaczy:(i żeby został, bo to dla jego dobra...i został...a ja się martwię,że mu smutno i źle i że nie wie biedak co się dzieje..
pączki właśnie robię i pewnie je trafi:( bo na niczym się skupić nie mogę:(

Dziewczyny - wyciągajcie swoje pluszaki i pokazujcie, bo jak Nurka oglądała zabawki dziewczyn , które już swoje pokazały to powiedziała,że mój Borciuch i tak najbrzydszy:(((No to liczę,że może cos brzydszego od mojego misia wpadnie:)

Llooko, Ivonno- wybaczam śmiech:)Ja wiem, jak on wygląda:)

Agi- miło mi bardzo, zapraszam jak znajdziesz wolną chwilkę. I dzidziusia gratuluję!

Aniu- wiem jaką murzynkę miałaś- pamiętam:) I takiego kota jak u Alexy też miałam i też niebieskiego! A zabawek to miałam więcej, tylko zeżarły je jakieś warszawskie potwory piwniczne:(, Borciucha nie, bo zawsze w domu był!

Violcio- ale ze mnie nietryb , czytam jakie miski fajne, i lecę z powrotem do zdjęć,żeby zobaczyć o co ja te futrzaki oparłam, ślipię ,ą tam nic...zanim dotarło do mnie,że to miśki miały być , to się nagłowiłam :)

Bernadetto=masz rację,z Synusiem, to tak jak z Bunią:( Nie mogę do dzisiaj o tym mówić...to skarb mój był. Kocham wszystkie...ale on, to się nazywa chyba pokrewieństwo dusz, jak byłam mała i później zresztą też,, to mówili i mówią, na mnie zając ( miałam strasznie odstające uszy i to pewnie dlatego:)

Aguś- igloo już prawie gotowe, ale Misiek z Nurką robił:))) Bałwana brak, bo śnieg się nie kleił:(

Buziaki dziewczyny, trzymajcie kciuki za biednego Pana Kota, a ja pędzę pączki smażyć>

Jasmin pisze...

Przeczytałam i, zobaczyłam i nie wytrzymałam, uśmiałam się do łez, ale nie z ciebie ani z Borciucha broń Boże ale jakoś samo tak wyszło. Możesz skasować post ale zanim to zrobisz to powiem że wzruszająca historia i zazdroszczę , bo moje zabawki i mego Miśka przestały istnieć gdy w swoje łapki wziął je mój synuś a potem Misiek posprzątał a ja nic o tym nie wiedziałam bo pewnie też dałabym nura do śmietnika.Pozdrawiam cieplutko

Yanka pisze...

Najbardziej kochane zabawki tak właśnie wyglądać powinny - ja niestety tylko na zdjeciach ogladac je mogę - tak bardzo były kochane, ze nie przeżyły moich objawów uczuć, a później moich dzieci. Ale ostatnio będąc w tzw lupmeksie - w jednym z koszy znalazłam misia - smutno patrzył on na mnie jakby mówił "weź mnie stąd, tu jest okropnie, nie zasłużyłem na taki los" No i wzięłam i jest teraz ze mną - bardzo podobny do tego z dzieciństwa tylko mniejszy. Ale muszę trzymać go w bezpiecznym miejscu wysoko na półce z daleka od psiego pyska bo, jestem pewna, że Cykuś bardzo by go pokochał.

ALEXA pisze...

Eliziu, Kochana...no dobra usuń!!!

To było tak...
Czytam sobie Twój tekst z "leksza" się podśmiechując, bo radosny jest jak ja o zachodzie słońca. A właśnie wtedy największa radość we mnie wzbiera. Przesuwam sobie linijkę po linijce, aby wątku nie zgubić (ale takim sposobem nie widzę co kryje się poniżej). I nagle czytam:
"UWAGA- teraz należy zachować powagę i kamienną twarz. OTO i ON !!!!!
BORCIUCH PIERWESZY CUDOWNY lat 40
Odsłona pierwsza!"
I moim oczom ukazał się ON...
Nie wytrzymałam! Buchnęłam śmiechem tak gromkim, że obudziłam śpiącego w drugim pokoju Darka :))
Miś jest całkiem fajny, wybacz, ale spodziewałam się, że mocno go "wyolbrzymiasz".
Jednak nic z tego, pisałaś całą prawdę i tylko prawdę :)
Jesteś kochana :))
A ja nawet kocham Twojego BORCIUCHA :)
Buźka dla Was :*

ushii pisze...

Hę. Co do Borciucha - zachowałam kamienną twarz - Twoje uczucia do niego są piękne i go uszlachetniają. No. Ale opis - ryłam sie jak głupia :DDD Pisz w końcu tę książkę, bo sie marnujesz, lubowałam sie w dzieciństwie w Chmielewskiej bo śmieszna była i Ty masz ten sam dar!!! Boska jesteś :) No i cudnie, że nie dałaś się do niego zniechęcić, swoje zdanie miałaś i już! Wspaniała pamiątka :)

Dzięki wielkie za linka :-*
Ściskam!

kasiaw pisze...

Elizo!!
Borciuch i Małpa przepiękne!!! Takie "wyniunkane". Widać, że otrzymały od Ciebie wiele miłości. Czytając opis też nie byłam w stanie powstrzymać się od śmiechu:)
Jesteś przecudowna!!! I każde "stworzonko" znajdzie miłość w Twoim sercu. Ono (serce) chyba nie ma dna i jest wielkie jak stodoła:)
Serdecznie pozdrawiam!

folkmyself pisze...

Borciuch wymiata! Małpa tez jest niezła ale zdecydowanie jeszcze az tak nie nadgryzł jej zab czasu;]

P.S. ja śpię z królikiem;]

Mili pisze...

Elizo a ja przeczytałam wszystko jednym tchem - jakbym o soebie czytała.
Ja mam takiego Maćka no i nie wiem czy Maciek -Borciucha nie przebije swoim wyglądem. tez ma 40 latek ;)
To chyba i ja się odważę pokazać a co tam

pozdrawiam - Dorota

Podsosnami pisze...

A ja nie miałam... Puszaka znaczy nie miałam, nie dali mi dlaczegoś...:(
Ale za to teraz też latam do lumpeksu i wyciagam stamtąd biedne przyszłe Borciuszki. :))
Twój Borciuch cudny, nie pozwól wyrzucić! ;)
Pozdrówka serdeczne zostawiam. :))

asia pisze...

Moje pluszaki pomieszkują u moich rodziców,Ale ja najmilej wspominam swoje lalki!Jedna była grubiutka z czarnymi włoskami i pamiętam jak ją owijałam w koc.A potem były dwie murzynki:jedna w pięknym kolorowym bikini a druga to mały bobas.Oj miały się te lalki ze mną,przeprowadzałam na nich operacje,przyklejałam plastry podłączałam kroplówki.A teraz w naszym łóżku oprócz mojego M.można znaleźć Króliczka i Misiaczka.Uwielbiam sypiać z nimi trzema:O)

MROFKA pisze...

Zazdroszczę Wam tych starych zabawek. Mi nic nie pozostało z dzieciństwa ;-)
Jesteś pozytywnie zakręcona. Miś wcale nie taki straszny, chociaż muszę przyznać, że wygląda jakoś tak ... Pamiętajmy jednak, że nie wygląd się liczy a to co w Twoim i "jego" serduchu.

Panu KOTKOWI nic nie będzie, szybko wyzdrowieje. Nie martw się, pewnie słodko śpi i myśli o Tobie.

aagaa pisze...

Trzymam kciuki za koteczka!

L pisze...

Elisse, żeby ogarnąć te wyróznienia, zatrudnij asystenta, najlepiej, by miał fizjonomię Johnego Deppa:))) Pluszaki ok,ale gdybys z nimi leżała obok mnie na szpitalnym łóżku , pomyślałabym, ze pomylono oddziały:) Pozdrawiam najserdeczniej !

alizee pisze...

Gratuluję wyróżnień!!!!!!!
Pluszaki bosssskie, uwielbiam takie wykochane, wyściskane, wytulone!!!!!
Pled z poprzedniego postu zachwycił mnie, ta kolorystyka i wzór.... super!!!!!

Pozdrawiam serdecznie

deZeal pisze...

Cudowny misiaczek, taki wykochany na wszystkie strony świata :) No i małpa oczywiście, też niczego sobie :).
Elizo kochana, daj znać koniecznie jak Panu Kotu fizjonomia się reperuje i jak on biedaczek po akcji usunięcia "biżuterii" kociej się czuje...
Pozdrawiam bardzo cieplutko i gratuluje wysypu wyróżnień!

Dag-eSz pisze...

Elizo jesteś niesamowita :) i Twój miś i małpka!!! :) ja miałam misia... ale któregoś dnia jak już podrosłam spojrzałam nań innym okiem, był wytarmoszony i taki już "szpetny" więc go załadowałam wraz z innymi zabawkami do wora i do piwnicy dawaj, po jakimś czasie jak oprzytomniałam - co takiego narobiłam - przecież on ze mną od narodzin czy coś koło tego a ja go tak bez serca potraktowałam :/ poszłam do piwnicy i już go tam nie było... albo ów wór poszedł do innych dzieci, albo na śmieci - chlip chlip...
Niesamowite że Twój aż tyle lat się trzyma :))) wogóle - piękna historia!!! :)
A ten hafcik z ławeczką itp - gdzie można zdobyć??? na jakiejś polskiej aukcji itp? śliczny jest!!! a jednorożec hihi... tu mi się śmiać chciało ;) ściskam i buziole wysyłam i za kotka trzymam kciuki - niech wraca szybko do zdrowia! :*

Dag-eSz pisze...

P.S. chodzi mi o wzór haftu ;)

Anonimowy pisze...

dziewczyny, jak tak tylko na chwilkę, bo nawet nie mam kiedy przeczytać, korzystam z uprzejmości koleżanki, bo w domu znowu komputera nie mam:( Osioł nasikał w drukarkę i zwarcie zrobił:( Jak tylko będę mogła to jakoś tu zajrzę i wszystko przeczytam i odpiszę, póki co Dagmarko- wzór mam, wyślę Ci mailem:) , ale krzyzyki to samemu trzeba na kanwie liczyć.
P. S pan kot już w domu , biedny okrutnie, sączek ma założony i cierpi:(
buziaki ogromne , muszę kończyć , bo koleżanka do roboty wychodzi!

pozdrawiam wszystkich gorąco
Eliza

ALEXA pisze...

Mocno trzymam kciuki za koteczka żeby szybko doszedł do pełni sił.
Elizuniu, Ty nawet w tragicznych dla siebie chwilach potrafisz ubawić mnie do łez..."Osioł nasikał w drukarkę i zwarcie zrobił:( " :)))))))))
Ja wiem, kochana, że mój śmiech jest nie na miejscu, ale mam tak dużą wyobraźnię i już wizję sytuacji mam przed "gałami" i nie mogę! :)))))
Oby tylko uszkodzenia dużego nie było. Wracaj do nas szybko.
Buziole :*

Podsosnami pisze...

No kurczę, przepraszam... hihihih!!! Uśmiałam się do łez z Osła, który w drukarkę nasikał!!! Hihihihih...!!!
Elisse, jak mi dasz, kochana, swojego maila, to wzorów dużo dostaniesz, ale nie wiem, gdzie wysłać... ;))
Mój mail dompodsosnami@interia.pl, odezwij się, jeśli lubisz nadal tę Marjolein Bastin. :))
Pozwoliłam sobie u siebie Twój blog podlinkować, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu...?
Pozdrówka zostawiam i życzenia szybkiego uporządkowania śladów po Osiołku, hihihihihiiii...

Yrsa pisze...

Biedny Pan Kotek , życzę mu dużo zdrówka .
Żałuje ,że nie zachowałam swoich zabawek z dzieciństwa , patrzę na Twoje i wcale nie widzę ich brzydoty o której piszesz , no bo jak ma się prezentować 40 letni facet -miś , obściskiwany we dnie i w nocy , a w dodatku przechodzący skomplikowane zabiegi medyczne ?
Fajny temat podjęłaś , miło się czyta i przy okazji można się pośmiać , oczywiście z roztargnionego Osła .

PATI pisze...

REWELACJA TEMAT,PRAWDZIWE ARCHIWUM ZABAWKOWE...BARDZO FAJNIE SIE MI CZYTAŁO I SIEGALO PaMIECIA DO TAMTYCH LAT...zadroszcze BORCIUCHA I MAŁPKI ;;)))) i co z kotkiem ???bo u mnie tez szpital Fera chora...Ja wczoraj w pracy a mąz sie zebrał w kierunku do weterynarza i nie wesoło !!!! ;;(((
pozdrawiam...Cie

Penelopa pisze...

Jeśli chodzi o temat wyróżnień, to podpisuję się obiema łapkami pod każdym słowem. Mam bardzo podobne odczucia. Co prawda ostatnio, jakby na przekór sobie spróbowałam wybrać wyjątkowe blogi i przyznać im wyróżnienie takie osobiste... i co? I mam kaca. I nie dlatego, że złego wyboru dokonałam. Wszystkie wyróżnione przeze mnie blogi są naprawdę wyjątkowe i "absolutnie doskonałe"... ale pominęłam wiele innych i fatalnie się z tym czuję.
Dlatego chyba pójdę w Twoje ślady w tym temacie.
Zrobiło się poważnie,a przecież przed chwilą śmiałam się do łez z powodu Twoich pięknych brzydali. Jesteś niesamowita :) i masz wielkie serce ...czy ktoś w ogóle Ciebie nie lubi?????
Pozdrawiam Cię serdecznie :)

Jolanna pisze...

Zgadzam się co do wyróżnień bo to naprawdę trudne.
Twoje pluszaki są z prawdziwym rodowodem :)
Trzymam kciuki mocno za kotka!
Cieplutko pozdrawiam.

Małgośka pisze...

Podpisuję się pod komentarzami dotyczącymi wyróżnień,wybory są zbyt trude.Prawdziwa lawina Cię zasypała:)
Pluszaki rewelacja!Prawdziwe skarby.
Pozdrawiam ciepło.

Kamila pisze...

Uwielbiam Ciebie, Twojego Borciucha i Małpę i calutki Twój sposób bycia i wyrażania się. Wydaje mi się absolutnie fenomenalne jak Ty to wszystko kapitalnie umiesz opisywać.
Kamila z Zakamarka

Ata pisze...

Elizo! Przyłączyłam się do akcji antywyróżnieniowej.
http://hobbyata.blogspot.com/2010/03/mio-ale.html
A ponieważ niechcący zostałam rewolucjonistką, dziś napisałam wyjaśnienie ;-D
http://hobbyata.blogspot.com/2010/03/wyjasnienia-sztuk-dwa.html

Dekolandia pisze...

a mój misio dziecinny nazywa sie "bobolek" tez jest po przejsciach ale siedzi u mnie napółce cały czas:))