sobota, 30 października 2010

Kolejny roboczy post czyli odpowiedzi na często zadawane pytania

Ilość pytań jakie mi zadajecie zarówno tutaj jak i w mailach jest tak ogromna,że chyba wygodniej mi będzie odpowiedzieć Wam po prostu pisząc post i wyjaśnić co i jak, i kurcze to znowu będzie taki typowo brzydki post, szpecący mojego bloga:)

Po pierwsze: zamrażarka
Ubawiłyście mnie niektórymi komentarzami okrutnie, a juz Laura z tym sanepidem sprawiła,że tarzałam się ze śmiechu:) Pytacie jak się wyrobić, jak człowiek pracuje. Pracować zaczęłam mając lat siedemnaście i mniej lub bardziej intensywnie pracuję,aż do dnia dzisiejszego, z tym,że tak jak już pisałam, teraz jak mam nienormowany czas pracy, jest mi zdecydowanie wygodniej,a i sporo rzeczy mogę robić nie wychodząc do biura, ale i …jakby tu napisać…no zrobiłam się chyba przez to bardziej leniwa, bo i czasu więcej:). Przez parę lat, mój dzień pracy był 10- 14 godzinny, wyrobić się trzeba było, bo w domu małe dzieci i jeść tez potrzebowały- od początku mieszkamy sami, nie było babci, która mogłaby ugotować obiadki lub pomóc w porządkach:). Niestety pracowałam również, bardzo często w soboty i niedziele, w związku z tym czasu było naprawdę niewiele, ale za to w soboty i niedziele maksymalnie 8 godzin , więc pozostałą część wykorzystywałam na he, he…zabawy z dziećmi, zeszycik i w olbrzymiej mierze na gotowanie.Po pracy, gotowałam obiady na cały tydzień, na wszystkich fajerkach i mroziłam:))) Dzieci, w czasie kiedy matka na chleb tyrała,musiały tylko wyciągnąć zupkę lub drugie danie i wrzucić do mikrofalówki,jedyne co pozostawało , to ugotowanie makaronu lub ziemniaków. Nie kupuję gotowców, jemy normalnie, czyli codzienne obiadki obowiązkowo muszą być, a do tego przydaje się bardzo zamrażarka, wiem,że ci co mieszkają w blokach niestety nie mają na to miejsca, ale wszystkim z domkami naprawdę polecam. Zupę gotuję błyskawicznie, zresztą drugie dania też…widzieliście z pewnością moje zakupy i przygotowania do zimy:)) Kupuję 30kg marchewki, 20 kg pietruszki, pory , selery, również w ilościach hurtowych, wszystko obieram i od razu ścieram -( broń Boże nie ręcznie), później pakuję w torebki i włoszczyzna gotowa.Tak samo robię z kalafiorami, fasolką, szczypiorek siekam sukcesywnie przez całe lato, natkę , koperek…no generalnie wszystko, co tylko nadaje się do mrożenia…później wystarczy tylko wyjąć torebkę z włoszczyzną i odpowiednimi dodatkami…i zupa sama się gotuje- my zyskujemy dodatkowy czas, bo mamy gotowce:). W zamrażarce są również owoce, bezowe podkłady do torcików- w przypadku odwiedzin niespodziewanych gości, zmiksowane truskawki i całe mnóstwo przeróżnego,porcjowanego mięsiwa, popakowanego po 4 np…. kotlety:). Przygotowane mam rolady z łopatki i boczku, powiązane sznureczkami, wystarczy wyjąć z torebki i wieczorkiem wrzucić do piekarnika, a na rano wędlinka gotowa:) Robienie takich hurtowych zakupów, po pierwsze pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu, po drugie nie wali , tak po kieszeni- przy takich ilościach można spokojnie zaopatrywać się w hurtowniach. Więc ogólnie – same zalety:)
IMG_3076-1  IMG_6630-1
IMG_3058-1 IMG_3081-1IMG_3067-1 IMG_3074-1
Po drugie: sprzątanie
Ktoś pisał o odrabianiu lekcji z dziećmi. No tak , przyznam się, że to problem, ja z dziećmi sporadycznie odrabiałam lekcje, niestety brak mi cierpliwości. Wystarczyło,że Magda usłyszała: odrabiamy lekcje- a zaczynała zawodzić tak okrutnie,że aż uszy bolały, a łzy ciekły jej od razu , wszystkimi możliwymi otworami. Poza tym , chyba kiepski ze mnie nauczyciel. Ciężko mi jest Wam doradzać, naprawdę, chyba każdy powinien opatentować, swój własny ,prywatny harmonogram:). Ja, jak już musiałam pomóc w lekcjach, to sadzałam je w kuchni, gotowałam i zerkałam, a one sie uczyły.
IMG_4917-1
No i najważniejsze, prosicie o skopiowanie wszystkich stron z zeszytu:) Czyżby każdy chciał się stać szczęśliwym posiadaczem  dwóch fretek, żółwia, psów i kotów w ilości sztuk 4:)))? he, he…wkleiłam, ale chyba , każdy z osobna i tak będzie to musiał zmodyfikować i dostosować do własnych potrzeb:) Poza tym, to tak naprawdę , tez nie jest wszystko, wiele rzeczy jest ze sobą powiązanych, np. podczas mycia zębów, myję umywalkę:)- w koordynacji ruchów doszłam do perfekcji:), jak mam podlać kwiaty- to tego samego dnia czyszczę filtr u Heleny i tym podlewam- zamiast sztucznego nawozu, przy ścieraniu kurzu- np. z kredensu, myje od razu wszystkie przedmioty , które na nim stoją  …no mogłabym tak wymieniać długo, więc po prostu i tak każdy z Was musi dostosować taki plan indywidualnie do własnych potrzeb.
IMG_4918-1
Kolejne pytanie o systematyczność: wiecie, to naprawdę nie jest trudne, jak spróbujecie , to same się przekonacie, że z tego są same korzyści,nie zalega nigdy brudne pranie, więc nie musimy się stresować, nie ma tyle kurzu- wystarczy delikatnie przetrzeć, a to zajmuje zdecydowanie mniej czasu, szafki kuchenne nie straszą i nie musimy ich szorować przez 3 godziny- wystarczy tylko chwila, a domu nie musimy odgruzowywać- tak jak teraz ja, po 2 tygodniach niesprzątania…wtedy jest naprawdę ciężko:( Jak zobaczycie ile jest wolnego czasu, to same się przekonacie,że naprawdę warto podejść tak do tego podejść. A systematyczność?- to jest tak jak z myciem zębów- zero problemu:) Mialkotku- efekt mojego straszenia rodziny jest taki,że sprzątam chlew w domu już od 2 tygodni i końca nie widać. Wierz mi, właśnie tak to wyglądało, kawusia, fotel, kominek…i co???? nic, im nie przeszkadza, tylko mnie:( oni są uodpornieni niestety:(
IMG_4919-1
Święta i niedziele: nie chciałabym wyjść na heretyka, ale ..no robię wszystko bez względu na to jaki mamy dzień tygodnia:) Niekoniecznie wszystko jednocześnie, ale zawsze wszystko, co jest danego dnia zapisane.
IMG_4920-1
Dlaczego zamiatam zamiast odkurzać?: plan jakby nie został zmieniony, tzn nie uwzględnia Azorka, teraz juz nie zamiatam, teraz Azorek zasuwa:) Zamiatałam , a nie odkurzałam dlatego,że było mi po prostu wygodniej i szybciej, na dole dawno zrezygnowałam z dywanów, a psia sierść jest wszędzie , więc musiałabym wyciągać wcześniej odkurzacz minimum dwa razy dziennie.
IMG_4922
Tula- napisałaś ,ze ja chyba od zawsze wiedziałam jak żyć??? Nie, to chyba nie tak,:) Ja od zawsze wiedziałam czego oczekuję od życia:) A oczekuję całej masy małych przyjemności, a nie tego,żeby się zatyrać na śmierć:)
No i nieszczęsny punkt 6:))))- co to są kaucze:))))??? wiedziałam,że ktoś spyta i będę Wam musiała zdradzić rodzinne sekrety:)Pewnie u każdego w domu funkcjonują takie słowa , w zastępstwie tych zupełnie normalnych:) U mnie też jest parę takich , które się przyjęły i nikt inaczej nie określa ich , niż właśnie tak jak je dzieci kiedyś przemianowały:)
Jak Nurka była malutka, no taka naprawdę mała, to siedząc kiedyś na kanapie powiedziała: Mamo idę srać!  No ,aż zatchło mnie normalnie z wrażenia i oburzenia, zdębiałam, oczywiście moja cudowna rodzina zaczęła wymyślać co raz to nowe określenia, wiedząc ,że mnie wkurzają strasznie- moja rodzina taka dziwna jest- jak mnie coś wkurza, to robią to specjalnie i wtedy mają niesamowity ubaw, że ja taka zgorszona jestem:) No więc po paru minutach ciszy, wydukałam,że tak się nie mówi…no a jak: tłumaczę,że kulturalnie trzeba, że kupę idzie zrobić, a ogólnie to nie musi wszystkich informować, na co jakiś geniusz domorosły dodał…. a i urynę pewnie oddać też?  A żebyście wiedzieli…i stolec oddać, ewentualnie kał. Nurek mały był jeszcze i nie do końca zrozumiał: pyta się: to co kaucza mam iść oddać, tak mam mówić? no i wszyscy ryknęli śmiechem…od tej pory ona myślała,że jest kaucz, a my wszyscy juz tak mówiliśmy. No więc moi drodzy, kaucze, to są po prostu psie kupy, które ktoś musi sprzątać, a że tym kimś jestem jak zwykle ja, no więc wiadomo dlaczego znalazły się w zeszycie:)
Takich określeń jest jeszcze u nas mnóstwo: przez parę lat, nim w końcu usłyszałam, Madzia chodziła na wszę do kościoła:), Nurka mówiła kordła…więc też mamy kordły, a nie kołdry w domu, są dzikie plącza i pilotka zamiast pilota:))) No , długo by jeszcze wymieniać.
Jeśli zaś chodzi o zeszyt ogrodowy: no to powiem tak, nie pokażę go Wam, bo to naprawdę bez sensu. Każdy ma w ogrodzie inne rośliny i nie ma możliwości skopiowania tego, bo tutaj już trzeba indywidualnie dostosować go pod siebie. Poza tym, w różnych regionach Polski, jest inaczej, wcześniej się robi chłodniej lub cieplej, tak więc wprowadziłabym Was tylko niepotrzebnie w błąd.
 IMG_2655-1 IMG_2673-1
Dekolandio, Anonimowy- ( Mamo- wiem,że to Ty- przestaniesz się w końcu ze mnie nabijać:)?  no spirytusem przecieram, – bo zarazki:) Ja jestem taka trochę obrzydliwa, gotuję w rękawiczkach, nie dotykam klamek  w toaletach, ani poręczy w metrze- a w torebce noszę zawsze taki płyn antyseptyczny:)
No i to chyba wszystko jeśli chodzi o sprzątanie

To teraz po trzecie:
jak wstawić muzykę na bloga- też chcecie wiedzieć:)
IMG_4924-1  IMG_8149-1
otóż wchodzimy na stronę: http://www.mixpod.com/ , i musimy się zarejestrować- rejestracja jest całkowicie darmowa. Póżniej należy się oczywiście zalogować i wejść w zakładkę “ new playlist” , pokażą się odbiorniki, trzeba wybrać taki, który ma wyświetlacz, w przeciwnym razie nie będzie działał. klikamy na wybrany odbiornik i wtedy przechodzimy na stronę “
Create A Music Playlist”
w okienku wyszukiwarki wpisujemy tytuł piosenki jaki nas interesuje, a po znalezieniu, klikamy na plusik z boku, żeby dodać do listy i tak,aż wybierzemy wszystkie piosenki, które chcemy. na górze, nad paskiem wyszukiwarki, są trzy zakładki, wybierając piosenki jesteśmy w pierwszej, później przechodzimy, do kolejnej, to wybór nosnika, jeśli nie chcemy nic zmienić, klikamy na 3 okienko “ save playlist” tam na górze, musimy koniecznie wpisac nazwę albumu , odhaczyć kategorie i kliknąć  save ( get code) , przeniesie nas na stronę z wygenerowanym kodem do wklejenia na bloga. klikamy copy i wracamy na naszego bloga. logujemy się , klikamy zakładkę”projekt” a z boku na pasku – dodaj gadżet. wybieramy HTML/ java script – wklejamy, zapisujemy i MAMY:))))))))
A a propos tego,że ptaszki u mnie nie śpiewają, mamy jesień, wiosna się skończyła, więc i ptaki jakby przestały śpiewać. Bardzo mi przykro, ale wchodzi tu mnóstwo osób i naprawdę nie jestem w stanie zadowolić wszystkich:( .Zresztą, niedługo już święta, więc będzie znowu co innego, bo ja kolędy uwielbiam i zaczynam śpiewać od czerwca, więc i tak dobrze,że tutaj chociaż jest Magda Umer i SDM:)))

po czwarte: ok, zostały mi juz chyba tylko kwiatki do suszonych bukietów:)
No więc kwiaty do suszenia zbieram zawsze i wszędzie, w ogrodzie, na łące w lasach. Zbieram kwiaty i owoce drzew, szyszki, gałęzie ,trawy…no generalnie wszystko co może się przydać. Jakie kwiaty: krwawnik, wrotycz, dalie, miechunkę rozdętą( to te pomarańczowe lampioniki)wrzos, róże,lawendę, owocostany czarnuszki, kocanki…no generalnie prawie wszystko da radę ususzyć. a te biało- srebrne blaszki z postu poniżej to jest miesięcznica bodajże.
Pytacie jak suszyć: jeśli chodzi o kwiaty to suszą się u mnie na karniszach i na metalowej kratce w kuchni, .Niektóre rośliny wymagają jednak suszenia w pozycji pionowej i w wazonach, tak żeby nie zmieniły kształtu i zachowały żywe kolory ( np. hortensja, gipsówka, kłosy zbóż, wrzosy), lawendę też umieszcza się w wazonie, ale bez wody.
Dalie o róże suszę przeważnie w metalowych pudełkach i później dopiero nadziewam na druciki- suszy się w substancjach osuszających…nie wiem czy można to gdzieś kupić, ja przez lata zbierałam takie małe torebeczki, które dodają do butów, albo części komputerowych…no malutko tego, ale na przestrzeni 15 lat, udało mi się nazbierać całkiem pokaźną ilość:) Z pewnością można do gdzieś kupić.
DSCN9167-1 DSCN9166-1
Innym doskonałym sposobem jest suszenie w piasku- daje to chyba podobny efekt , jak ten z zastosowaniem substancji osuszającej.
DSCN6817-4 DSCN6811-3
No i na koniec: konserwowanie w glicerynie…. i ten chyba sposób lubię najbardziej, co prawda nie wszystkie rosliny możemy w ten sposób utrwalić, ale na pewno idealnie nadaje się do suszenia liści, naparstnicy( uwaga- bardzo silnie trująca) wrzosów hortensji, bluszczu. Rośliny powinny być zanurzone w roztworze( 40 % gliceryny i 60% gorącej wody). pojemnik musi być w ciemnym, najlepiej chłodnym miejscu. Kiedy liście zaczynają zmieniać kolor, wyjmujemy je z roztworu, myjemy i osuszamy.

I to już chyba wszystko:) Trochę to trwało, ale mam nadzieję,że odpowiedziałam chociaż na część Waszych pytań:), a przynajmniej na te często powtarzające się:)
Pozdrawiam Was cieplutko

wtorek, 26 października 2010

Mały przerywnik

Ponieważ ostatnio jakoś tak się zrobiło, na dworze nostalgicznie i deszczowo, a w domu ciemno i ponuro, więc musiałam się troszeczkę pogrzać przy świetle lampek i świec, a w wolnej chwili pomiędzy wylegiwaniem sie przed kominkiem i czytaniem ,porobić jesienne ozdoby i dekoracje. Obiecuję, że następny post będzie znowu o porządkach, a jutro postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania zadane w komentarzach pod poprzednim , dzisiaj jednak, jakoś trudno mi się skoncentrować, bardziej niż zmóżdżania się, potrzebuję ciepełka:) Więc mam nadzieję, że mi wybaczycie ten mały “skok w bok” i cierpliwie poczekacie:)
Dzisiaj wstąpił we mnie leń..znaczy się, wszystko z zeszyciku odfajkowałam, ale nic ponad to:)
W salonie do łask wróciły suszone bukiety w wiklinowych koszach i kamionki, w wazonach stoją ostatnie gałązki listkami..


….Za naszym oknem pada deszcz
Na piecu skrzypce stroi świerszcz,
Dziewczyny płaczą, bo skończyło się już lato ,
I tylko słychać gdzieś ….
IMG_4762-1 IMG_4761-1
IMG_4765-1 IMG_4763-1
….Koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie ,
W ogrodzie zasnął pod gruszą chochoł ,
I śni o pięknej dziewczynie ,
A Strach na wróble przydrożne wierzby liczy ,
Tańcząc na miedzy w objęciach polnej myszy ….
IMG_4768-1 IMG_4776-1
…Koncert ,koncert, koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie,
Koncert, co z babim latem odpłynie …
IMG_4783-1  IMG_4774-1
….Pnie drzew pokryły się dawno mchem,
Wiatr rozwiał jeszcze jeden dzień ,
A na ścierniskach pozapalały się ogniska ,
W oddali snuje się …

IMG_4804-1 IMG_4807-1
…Koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie,
W ogrodzie zasnął pod gruszą chochoł ,
I śni o pięknej dziewczynie ,
A Strach na wróble przydrożne wierzby liczy,
Tańcząc na miedzy w opięciach polnej myszy …
IMG_4817-1 IMG_4823-1
..Koncert, koncert, koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie
Koncert, co z babim latem odpłynie ..
IMG_4843-1 IMG_4827-1
…Wywietrzał dawno zapach żniw ,
Szczelnie zamknięto wszystkie drzwi ,
Ludzie czekają, może już jutro będzie biało ,
Pod piecem cicho brzmi …
IMG_4851-1 IMG_4854-1
…Koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie ,
Uciekł na drogę pokochał wierzbę i nagle gdzieś się rozpłynął ,
A strach na wróble leży samotny w polu ,
Mysz go rzuciła uciekła do stodoły …
IMG_4853-1
..Koncert, koncert, koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie
Dziś ze świerszczami zasnął już na zimę …
IMG_4770-1  IMG_4771-1

piątek, 22 października 2010

Czas na jesienne porządki


No więc dzisiaj będzie o sprzątaniu i o porządkach. Temat jak dla mnie bardzo aktualny i na czasie, jako,że mój dom, z przyczyn, jakby nie do końca ode mnie zależnych , co raz bardziej upodabnia się do chlewu:( Tak więc sprzątam, myję, pucuję okna,kominek, piorę … i robię tysiące innych rzeczy z reguły rozłożonych w czasie na parę tygodni.Jak wiecie uwielbiam sprzątać, sprzątam kiedy jestem smutna – wtedy myślę, kiedy jest mi wesoło- tańczę ze szczotką w rytm, strasznie głośno grającej muzyki i kiedy jestem wściekła- wtedy zasuwam z prędkością błyskawicy.Sprzątanie …to taki mój mały odstresowywacz:), zresztą tylko jeden z wielu.:) Sprzątać uwielbiam, ale zgodnie z wyznaczonym harmonogramem, a nie wtedy kiedy dom wymaga natychmiastowej interwencji…wymaga cyklicznie, mniej więcej raz do roku, jako że łudzę się,że jak zarastać brudem zaczniemy, to moja rodzina czegoś się nauczy. Rodzina sie nie uczy, tylko krzywi z obrzydzeniem, patrząc na rosnącą w zlewie stertę garów, brak czystych skarpetek i spodni, krzywi się, ale nie robi dalej nic, twierdząc,ze ja mam obsesję i nerwicę natręctw i że leczyć się powinnam- mnie krew zalewa i szlag jasny trafia , w końcu nie wytrzymuję…i wtedy muszę już sprzątać od rana do nocy..Więc zaczęłam kolejną lekcję nauki, a jako że nauczyciel chyba ze mnie słaby, znowu muszę sprzątać sama i usuwać brud z 2 tygodni…Tyle razy porównywaliście mnie do kosmity, podejrzewaliście ,że klony własne posiadam, ewentualnie siostrę bliźniaczkę, pytaliście jak to robię,że moja doba jest dłuższa, że w końcu tak jak obiecywałam, postanowiłam podzielić się z Wami “wiedzą tajemną “i zdradzić “ tajemnicę sukcesu”- czyli co robić,żeby się nie narobić i na wszystko znaleźć czas.:)
IMG_4598-1
Kiedyś wspominałam,że wiecznie sporządzam plany, wyznaczam sobie kolejne cele , uparcie do nich dążąc, nie przejmując się porażkami, prę do przodu. Posiadam plan na życie, plan na szczęście, na niepogodę i najważniejsze …plan na sprzątanie:)
IMG_4594-2
Magiczny zeszycik, jest ze mną od lat- magiczny, bo pozwala przy minimalnym wysiłku utrzymać porządek i znaleźć czas na codzienne, małe przyjemności, magiczny- bo powoduje,że dalej mamy uśmiech na twarzy i nie jesteśmy zmęczeni. Zeszyt zwyczajny, cieniutki i ostro sfatygowany- ale jakże cenny , zeszyt bez którego, po prostu bym zginęła.
IMG_4590-1
Wystarczy rozpisać wszystko i wykonywać tylko ok. 6- 9 czynności dziennie, a życie wyda się Wam od razu piękniejsze, nie będzie brudnych garów w zlewie, sterty ubrań do prania czy też zalegającej po kątach psiej sierści:) Nie jest to naprawdę męczące, wystarczy włożyć w to odrobinę serca, a w domu będzie zawsze czysto.Nie robię porządków przed przyjściem gości, nie wariuję przed świętami…naprawdę nie ma takiej potrzeby.Podstawą jest niestety systematyczność, ale tego, wierzcie mi można się spokojnie nauczyć. Plan nie uwzględnia zmywania, gotowania czy pieczenia, jako ,że to są rzeczy nieprzewidywalne:) Ale wplatamy je pomiędzy całą resztę i tak np.. w trakcie mycia okien- piecze się ciasto- bo przecież samo się robi i do pieca już chyba nikt dzisiaj nie musi dorzucać. Kiedyś miałam zrobiony taki ogólny plan sprzątania, ale nie zdał egzaminu, więc od razu najlepiej rozpisać wszystko co musimy robić w domu na cały miesiąc. Na początku będziecie mieć z pewnością problem z ustaleniem, co danego dnia należy zrobić, ale z czasem wszystko ułoży sie w spójną całość. Trzeba tylko pracować szybko, bez ociągania sie i przerw na herbatkę, a zajmie nam wszystko nie więcej niż 1 maksymalnie 2 godziny dziennie, myślę,że u niektórych z Was z pewnością dużo krócej, bo ja mam jednak spory dom, dużo zwierząt, no i jeszcze ogród :)
IMG_4593
Tak więc, w przeciągu tych godzin dom będzie juz posprzątany, a Wy szczęśliwe i nie zmęczone, dojdziecie do wniosku,ze bycie kurą domową jest najwspanialszym zawodem pod słońcem, bo mamy jeszcze mnóstwo wolnego czasu dla siebie:) Tak więc jak już ustalimy co należy codzienne wykonywać, to pomiędzy te obowiązki należy wpleść jeden taki, który robimy raz, dwa razy w miesiącu, a który jest bardziej czasochłonny i pracochłonny..u mnie jest to np. mycie okien, kwiatów, kanapy w salonie…no i trzeba jeszcze koniecznie odkładać, od razu, wszystko na miejsce, nie zostawiać porozrzucanych butów czy ubrań, a na stole kubków po herbacie. Generalnie dobrze by było przymusić do tego również rodzinę…natomiast mnie się to nie udało, niestety zabrakło mi cierpliwości…jak słyszę…o ludzie…zaraz…powiedziałam za chwilę…pali się czy jak?…no to krew mnie znowu zalewa i żeby tych jęków nie wysłuchiwać, robię sama. Błąd- Wam życzę powodzenia – mnie , zabrakło cierpliwości:)
Drugi zeszyt- jest do ogrodu:), bo dla mnie to niestety obowiązek, nie cierpię wyrywać chwaściorów, ale wiem ,że dla niektórych taka praca w ogrodzie to czysty relaks:)) Ja lecę, wyrywam co trzeba, przycinam , zbieram – wszystko oczywiście zgodnie z planem, w błyskawicznym tempie i…chlu…na hamaczek:)
IMG_4367-1 IMG_4370-1
I to juz chyba wszystko, ot…cała tajemnica:). Brzmi to w sumie tak banalnie prosto,ze aż dziwnie się czuję pisząc to, ale ponieważ podejrzewaliście mnie o nadprzyrodzone zdolności i pytacie jak , ja to wszystko robię , więc mówię: BARDZO PROSTO:). No z jednym się może zgodzę, chyba Monika kiedyś napisała, że u mnie wszystko jest jak w Teleexpresie  i tutaj faktycznie się nie pomyliła, ale jak wiecie ja mam ADHD:)))
 IMG_4371-3  IMG_4378-1
A ponieważ taki brzydki ten post, to na zakończenie jeszcze parę jesiennych zdjęć z ogrodu:) Ktoś się pytał czy doświetlam zdjęcia – nie:), jesień pomimo braku słońca jest bajecznie kolorowa, nawet w ponure dni , jest słonecznie i dlatego też kocham jesień - bo kocham słońce:) Dzisiaj był ponury dzień, a pomimo tego zdjęcia i tak wydają się słoneczne. Nie sprzątam w ogrodzie celowo, uwielbiam szelest liści pod nogami i co roku cierpię okrutnie, że zamiatają chodniki. Dzikie wino po ostatnich przymrozkach tez zrzuciło już listki, część wpadła za szprosy w oknach i tak sobie leżą..bo pięknie jest:)
IMG_4381-2 IMG_4379-1
IMG_4366-1 IMG_4375-1
Pozdrawiam Was cieplutko i bardzo jesiennie:)