sobota, 30 października 2010

Kolejny roboczy post czyli odpowiedzi na często zadawane pytania

Ilość pytań jakie mi zadajecie zarówno tutaj jak i w mailach jest tak ogromna,że chyba wygodniej mi będzie odpowiedzieć Wam po prostu pisząc post i wyjaśnić co i jak, i kurcze to znowu będzie taki typowo brzydki post, szpecący mojego bloga:)

Po pierwsze: zamrażarka
Ubawiłyście mnie niektórymi komentarzami okrutnie, a juz Laura z tym sanepidem sprawiła,że tarzałam się ze śmiechu:) Pytacie jak się wyrobić, jak człowiek pracuje. Pracować zaczęłam mając lat siedemnaście i mniej lub bardziej intensywnie pracuję,aż do dnia dzisiejszego, z tym,że tak jak już pisałam, teraz jak mam nienormowany czas pracy, jest mi zdecydowanie wygodniej,a i sporo rzeczy mogę robić nie wychodząc do biura, ale i …jakby tu napisać…no zrobiłam się chyba przez to bardziej leniwa, bo i czasu więcej:). Przez parę lat, mój dzień pracy był 10- 14 godzinny, wyrobić się trzeba było, bo w domu małe dzieci i jeść tez potrzebowały- od początku mieszkamy sami, nie było babci, która mogłaby ugotować obiadki lub pomóc w porządkach:). Niestety pracowałam również, bardzo często w soboty i niedziele, w związku z tym czasu było naprawdę niewiele, ale za to w soboty i niedziele maksymalnie 8 godzin , więc pozostałą część wykorzystywałam na he, he…zabawy z dziećmi, zeszycik i w olbrzymiej mierze na gotowanie.Po pracy, gotowałam obiady na cały tydzień, na wszystkich fajerkach i mroziłam:))) Dzieci, w czasie kiedy matka na chleb tyrała,musiały tylko wyciągnąć zupkę lub drugie danie i wrzucić do mikrofalówki,jedyne co pozostawało , to ugotowanie makaronu lub ziemniaków. Nie kupuję gotowców, jemy normalnie, czyli codzienne obiadki obowiązkowo muszą być, a do tego przydaje się bardzo zamrażarka, wiem,że ci co mieszkają w blokach niestety nie mają na to miejsca, ale wszystkim z domkami naprawdę polecam. Zupę gotuję błyskawicznie, zresztą drugie dania też…widzieliście z pewnością moje zakupy i przygotowania do zimy:)) Kupuję 30kg marchewki, 20 kg pietruszki, pory , selery, również w ilościach hurtowych, wszystko obieram i od razu ścieram -( broń Boże nie ręcznie), później pakuję w torebki i włoszczyzna gotowa.Tak samo robię z kalafiorami, fasolką, szczypiorek siekam sukcesywnie przez całe lato, natkę , koperek…no generalnie wszystko, co tylko nadaje się do mrożenia…później wystarczy tylko wyjąć torebkę z włoszczyzną i odpowiednimi dodatkami…i zupa sama się gotuje- my zyskujemy dodatkowy czas, bo mamy gotowce:). W zamrażarce są również owoce, bezowe podkłady do torcików- w przypadku odwiedzin niespodziewanych gości, zmiksowane truskawki i całe mnóstwo przeróżnego,porcjowanego mięsiwa, popakowanego po 4 np…. kotlety:). Przygotowane mam rolady z łopatki i boczku, powiązane sznureczkami, wystarczy wyjąć z torebki i wieczorkiem wrzucić do piekarnika, a na rano wędlinka gotowa:) Robienie takich hurtowych zakupów, po pierwsze pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu, po drugie nie wali , tak po kieszeni- przy takich ilościach można spokojnie zaopatrywać się w hurtowniach. Więc ogólnie – same zalety:)
IMG_3076-1  IMG_6630-1
IMG_3058-1 IMG_3081-1IMG_3067-1 IMG_3074-1
Po drugie: sprzątanie
Ktoś pisał o odrabianiu lekcji z dziećmi. No tak , przyznam się, że to problem, ja z dziećmi sporadycznie odrabiałam lekcje, niestety brak mi cierpliwości. Wystarczyło,że Magda usłyszała: odrabiamy lekcje- a zaczynała zawodzić tak okrutnie,że aż uszy bolały, a łzy ciekły jej od razu , wszystkimi możliwymi otworami. Poza tym , chyba kiepski ze mnie nauczyciel. Ciężko mi jest Wam doradzać, naprawdę, chyba każdy powinien opatentować, swój własny ,prywatny harmonogram:). Ja, jak już musiałam pomóc w lekcjach, to sadzałam je w kuchni, gotowałam i zerkałam, a one sie uczyły.
IMG_4917-1
No i najważniejsze, prosicie o skopiowanie wszystkich stron z zeszytu:) Czyżby każdy chciał się stać szczęśliwym posiadaczem  dwóch fretek, żółwia, psów i kotów w ilości sztuk 4:)))? he, he…wkleiłam, ale chyba , każdy z osobna i tak będzie to musiał zmodyfikować i dostosować do własnych potrzeb:) Poza tym, to tak naprawdę , tez nie jest wszystko, wiele rzeczy jest ze sobą powiązanych, np. podczas mycia zębów, myję umywalkę:)- w koordynacji ruchów doszłam do perfekcji:), jak mam podlać kwiaty- to tego samego dnia czyszczę filtr u Heleny i tym podlewam- zamiast sztucznego nawozu, przy ścieraniu kurzu- np. z kredensu, myje od razu wszystkie przedmioty , które na nim stoją  …no mogłabym tak wymieniać długo, więc po prostu i tak każdy z Was musi dostosować taki plan indywidualnie do własnych potrzeb.
IMG_4918-1
Kolejne pytanie o systematyczność: wiecie, to naprawdę nie jest trudne, jak spróbujecie , to same się przekonacie, że z tego są same korzyści,nie zalega nigdy brudne pranie, więc nie musimy się stresować, nie ma tyle kurzu- wystarczy delikatnie przetrzeć, a to zajmuje zdecydowanie mniej czasu, szafki kuchenne nie straszą i nie musimy ich szorować przez 3 godziny- wystarczy tylko chwila, a domu nie musimy odgruzowywać- tak jak teraz ja, po 2 tygodniach niesprzątania…wtedy jest naprawdę ciężko:( Jak zobaczycie ile jest wolnego czasu, to same się przekonacie,że naprawdę warto podejść tak do tego podejść. A systematyczność?- to jest tak jak z myciem zębów- zero problemu:) Mialkotku- efekt mojego straszenia rodziny jest taki,że sprzątam chlew w domu już od 2 tygodni i końca nie widać. Wierz mi, właśnie tak to wyglądało, kawusia, fotel, kominek…i co???? nic, im nie przeszkadza, tylko mnie:( oni są uodpornieni niestety:(
IMG_4919-1
Święta i niedziele: nie chciałabym wyjść na heretyka, ale ..no robię wszystko bez względu na to jaki mamy dzień tygodnia:) Niekoniecznie wszystko jednocześnie, ale zawsze wszystko, co jest danego dnia zapisane.
IMG_4920-1
Dlaczego zamiatam zamiast odkurzać?: plan jakby nie został zmieniony, tzn nie uwzględnia Azorka, teraz juz nie zamiatam, teraz Azorek zasuwa:) Zamiatałam , a nie odkurzałam dlatego,że było mi po prostu wygodniej i szybciej, na dole dawno zrezygnowałam z dywanów, a psia sierść jest wszędzie , więc musiałabym wyciągać wcześniej odkurzacz minimum dwa razy dziennie.
IMG_4922
Tula- napisałaś ,ze ja chyba od zawsze wiedziałam jak żyć??? Nie, to chyba nie tak,:) Ja od zawsze wiedziałam czego oczekuję od życia:) A oczekuję całej masy małych przyjemności, a nie tego,żeby się zatyrać na śmierć:)
No i nieszczęsny punkt 6:))))- co to są kaucze:))))??? wiedziałam,że ktoś spyta i będę Wam musiała zdradzić rodzinne sekrety:)Pewnie u każdego w domu funkcjonują takie słowa , w zastępstwie tych zupełnie normalnych:) U mnie też jest parę takich , które się przyjęły i nikt inaczej nie określa ich , niż właśnie tak jak je dzieci kiedyś przemianowały:)
Jak Nurka była malutka, no taka naprawdę mała, to siedząc kiedyś na kanapie powiedziała: Mamo idę srać!  No ,aż zatchło mnie normalnie z wrażenia i oburzenia, zdębiałam, oczywiście moja cudowna rodzina zaczęła wymyślać co raz to nowe określenia, wiedząc ,że mnie wkurzają strasznie- moja rodzina taka dziwna jest- jak mnie coś wkurza, to robią to specjalnie i wtedy mają niesamowity ubaw, że ja taka zgorszona jestem:) No więc po paru minutach ciszy, wydukałam,że tak się nie mówi…no a jak: tłumaczę,że kulturalnie trzeba, że kupę idzie zrobić, a ogólnie to nie musi wszystkich informować, na co jakiś geniusz domorosły dodał…. a i urynę pewnie oddać też?  A żebyście wiedzieli…i stolec oddać, ewentualnie kał. Nurek mały był jeszcze i nie do końca zrozumiał: pyta się: to co kaucza mam iść oddać, tak mam mówić? no i wszyscy ryknęli śmiechem…od tej pory ona myślała,że jest kaucz, a my wszyscy juz tak mówiliśmy. No więc moi drodzy, kaucze, to są po prostu psie kupy, które ktoś musi sprzątać, a że tym kimś jestem jak zwykle ja, no więc wiadomo dlaczego znalazły się w zeszycie:)
Takich określeń jest jeszcze u nas mnóstwo: przez parę lat, nim w końcu usłyszałam, Madzia chodziła na wszę do kościoła:), Nurka mówiła kordła…więc też mamy kordły, a nie kołdry w domu, są dzikie plącza i pilotka zamiast pilota:))) No , długo by jeszcze wymieniać.
Jeśli zaś chodzi o zeszyt ogrodowy: no to powiem tak, nie pokażę go Wam, bo to naprawdę bez sensu. Każdy ma w ogrodzie inne rośliny i nie ma możliwości skopiowania tego, bo tutaj już trzeba indywidualnie dostosować go pod siebie. Poza tym, w różnych regionach Polski, jest inaczej, wcześniej się robi chłodniej lub cieplej, tak więc wprowadziłabym Was tylko niepotrzebnie w błąd.
 IMG_2655-1 IMG_2673-1
Dekolandio, Anonimowy- ( Mamo- wiem,że to Ty- przestaniesz się w końcu ze mnie nabijać:)?  no spirytusem przecieram, – bo zarazki:) Ja jestem taka trochę obrzydliwa, gotuję w rękawiczkach, nie dotykam klamek  w toaletach, ani poręczy w metrze- a w torebce noszę zawsze taki płyn antyseptyczny:)
No i to chyba wszystko jeśli chodzi o sprzątanie

To teraz po trzecie:
jak wstawić muzykę na bloga- też chcecie wiedzieć:)
IMG_4924-1  IMG_8149-1
otóż wchodzimy na stronę: http://www.mixpod.com/ , i musimy się zarejestrować- rejestracja jest całkowicie darmowa. Póżniej należy się oczywiście zalogować i wejść w zakładkę “ new playlist” , pokażą się odbiorniki, trzeba wybrać taki, który ma wyświetlacz, w przeciwnym razie nie będzie działał. klikamy na wybrany odbiornik i wtedy przechodzimy na stronę “
Create A Music Playlist”
w okienku wyszukiwarki wpisujemy tytuł piosenki jaki nas interesuje, a po znalezieniu, klikamy na plusik z boku, żeby dodać do listy i tak,aż wybierzemy wszystkie piosenki, które chcemy. na górze, nad paskiem wyszukiwarki, są trzy zakładki, wybierając piosenki jesteśmy w pierwszej, później przechodzimy, do kolejnej, to wybór nosnika, jeśli nie chcemy nic zmienić, klikamy na 3 okienko “ save playlist” tam na górze, musimy koniecznie wpisac nazwę albumu , odhaczyć kategorie i kliknąć  save ( get code) , przeniesie nas na stronę z wygenerowanym kodem do wklejenia na bloga. klikamy copy i wracamy na naszego bloga. logujemy się , klikamy zakładkę”projekt” a z boku na pasku – dodaj gadżet. wybieramy HTML/ java script – wklejamy, zapisujemy i MAMY:))))))))
A a propos tego,że ptaszki u mnie nie śpiewają, mamy jesień, wiosna się skończyła, więc i ptaki jakby przestały śpiewać. Bardzo mi przykro, ale wchodzi tu mnóstwo osób i naprawdę nie jestem w stanie zadowolić wszystkich:( .Zresztą, niedługo już święta, więc będzie znowu co innego, bo ja kolędy uwielbiam i zaczynam śpiewać od czerwca, więc i tak dobrze,że tutaj chociaż jest Magda Umer i SDM:)))

po czwarte: ok, zostały mi juz chyba tylko kwiatki do suszonych bukietów:)
No więc kwiaty do suszenia zbieram zawsze i wszędzie, w ogrodzie, na łące w lasach. Zbieram kwiaty i owoce drzew, szyszki, gałęzie ,trawy…no generalnie wszystko co może się przydać. Jakie kwiaty: krwawnik, wrotycz, dalie, miechunkę rozdętą( to te pomarańczowe lampioniki)wrzos, róże,lawendę, owocostany czarnuszki, kocanki…no generalnie prawie wszystko da radę ususzyć. a te biało- srebrne blaszki z postu poniżej to jest miesięcznica bodajże.
Pytacie jak suszyć: jeśli chodzi o kwiaty to suszą się u mnie na karniszach i na metalowej kratce w kuchni, .Niektóre rośliny wymagają jednak suszenia w pozycji pionowej i w wazonach, tak żeby nie zmieniły kształtu i zachowały żywe kolory ( np. hortensja, gipsówka, kłosy zbóż, wrzosy), lawendę też umieszcza się w wazonie, ale bez wody.
Dalie o róże suszę przeważnie w metalowych pudełkach i później dopiero nadziewam na druciki- suszy się w substancjach osuszających…nie wiem czy można to gdzieś kupić, ja przez lata zbierałam takie małe torebeczki, które dodają do butów, albo części komputerowych…no malutko tego, ale na przestrzeni 15 lat, udało mi się nazbierać całkiem pokaźną ilość:) Z pewnością można do gdzieś kupić.
DSCN9167-1 DSCN9166-1
Innym doskonałym sposobem jest suszenie w piasku- daje to chyba podobny efekt , jak ten z zastosowaniem substancji osuszającej.
DSCN6817-4 DSCN6811-3
No i na koniec: konserwowanie w glicerynie…. i ten chyba sposób lubię najbardziej, co prawda nie wszystkie rosliny możemy w ten sposób utrwalić, ale na pewno idealnie nadaje się do suszenia liści, naparstnicy( uwaga- bardzo silnie trująca) wrzosów hortensji, bluszczu. Rośliny powinny być zanurzone w roztworze( 40 % gliceryny i 60% gorącej wody). pojemnik musi być w ciemnym, najlepiej chłodnym miejscu. Kiedy liście zaczynają zmieniać kolor, wyjmujemy je z roztworu, myjemy i osuszamy.

I to już chyba wszystko:) Trochę to trwało, ale mam nadzieję,że odpowiedziałam chociaż na część Waszych pytań:), a przynajmniej na te często powtarzające się:)
Pozdrawiam Was cieplutko

55 komentarzy:

Bellisima pisze...

hm...chyba jestem pierwsza. Czytam i czytam i...usmiecham sie:)popieram cie w 100 procentach:)systematycznosc w prowadzeniu domu jest bardzo wazna i wtedy paradoksalnie...mamy coraz wiecej czasu. Zdjecia sa piekne:)a z niektorych porad sama skożystam:)serdecznie Cię pozdrawiam ,milego wieczorku:):):)

Bellisima pisze...

skorzystam:)przepraszam:)

folkmyself pisze...

Mistrz jesteś i tyle! Dzieki za zdjęcia brakujące zeszyciku!

mialkotek pisze...

Elisse, zaklinam Cię, nie rezygnuj! Wiesz, zawsze możesz zagrozić, że jak się nie poprawią, to... się wyprowadzisz. Masz jakąś fajną metę? :)))

mialkotek pisze...

Oczywiście jakaś dawno niewidziana koleżanka z dzieciństwa, wczasy pod palmami, itp. Nie żeby tak na zawsze ;)

Bellisima pisze...

Ach..cos mi sie przypomnialo...w mojej rodzince od zawsze na wszystkie psy mowimy....Fucki:):) a moja córcia na labędzie mowiła.....JIBA:):):) sciskam mocno

cyrylla pisze...

Odpowiedziałaś na wszystkie moje niezadane ;-) pytania. Zostajesz moją mentorką :D w dziedzinie prowadzenia domu.
Dzięki za SDM ...

Aszka9 pisze...

Przeczytałam i jestem pod wrażeniem!!!Twoje przygotowanie produktów i mrożenie mnie zachwyciło.Nigdy nie przygotowywałam tak włoszczyzny.Mięso,fasolkę-owszem , ale takie zestawy.Nie pracuję zawodowo i czasu na przygotowywanie posiłków mam sporo ale Twój patent jest świetny.Systematyczność nie jest moją dobrą stroną ale wiem ile pracy jest przy zwierzakach domowych.Teraz mam jednego psa wielkiego i "kłaków" jak z kilku małych.I wiesz?jak będę się "leniła" to sobie poczytam powyższy post.
Pozdrawiam

HANNAH - UNE FEMME pisze...

Normalnie, obiecują że w Domu swym wprowadze systematyczność. Na razie nadal czekam i czekam
buziole we wszystkie nochy.

Grey Wolf pisze...

Kapelusz i sukienka niczym z obrazu dawnych mistrzów..'Śniadanie na trawie' ;)..Hanka Bielicka by zazdrościła.
A te gwiazdki to jak spadają? :)

Kasia pisze...

Kochana, jesteś the best :)

Ja niestety nie zmieszczę zamrażarki, nad czym ubolewam, ale co często używam i co mi się zmieści to mrożę.

Fotki piękne :)

Buziaki

OLQA pisze...

chylę czoła w pokorze-kiedyś ( za 100 lat )dorównam Ci może:)ale zeszycik odgapiam na bezczela, dzięki:)

makneta pisze...

Cudowny post - sposób pisania rozbawił mnie do łez. Ale wiadomośc iż kupujesz 30 kg marchewki rozwaliła mnie na łopatki.
Spisałam sobie twój plan, ale widzę, że muszę go mocno dostosowac do swoich potrzeb. Chociaż na początek i to dobre, bo ja z tych bardzo leniwych i niesystematycznych. Ale twoje posty są inspiracją do zerwania z obecnym trybem życia - tylko czy się uda?!
Chyba jednak udało Ci się nauczyc czegokolwiek domowników, bo o sprzątaniu w dziecięcych pokojach znalazłam wzmianki tylko 2 razy.
Pozdrawiam serdecznie

Anonimowy pisze...

Dziekuje, teraz wiem jak sie suszy kwiatki! Wprawdzie nie wszystko do konca zrozumialam, ale znam teraz kierunek i bede musiala poeksperymentowac.

Moja corka mowila hallokrewka na chorongiewke, a moj synek fialantowy na fioletowy, albo ijany zamiast indianie:-) Duzo slowek zapomnialam... a szkoda!
Najlepsze jest to, ze ja lubie tez uzywac tych przeksztalconych slowek, a wtedy dzieci mnie poprawiaja, mama nie ijany TYLKO indjanie:-)
Pozdrawiam Cie serdecznie i dziekuje raz jeszcze!
Iwona z B.

Anonimowy pisze...

Dziekuje za pomysl z wloszczyzna :).Nie wiem tylko czy ty mrozisz juz zmieszane warzywa czy marchew,seler itd.osobno ?Jak przechowujesz suszone kwiaty?Czuje,ze bede codziennie czekala na wpisy od ciebie :)Pozdrawiam serdecznie :)

Grey Wolf pisze...

A warzywa też można kroić i suszyć..po ugotowaniu jak świeże ;)..i długo leżą bez mrożenia :)

Barbara pisze...

witaj,
właśnie odkryłam Twój blog - jest poprostu niesamowity!!!! a zeszycik fenomenalny w swojej prostocie, proszę ten od ogrodu też wklej koniecznie, ponieważ i tak każdy musi sobie rozkłady dnia oraz zakres prac zmodyfikować pod siebie, ale posiadać taką bazę to rzecz bezcenna!!! dziękuję jesteś WIELKA, może w końcu wynurzę się z domowego chaosu, widzę światełko w tunelu...

Iza pisze...

Zazdroszcze ci tej systematycznosci. Sama staram sie byc systematyczna,ale nie za bardzo mi to wychodzi. Mam dwoje malych dzieci, z ktorymi probuje spedzic jak najwiecej czasu. Zamiast sprzatac, zabieram sie z nimi na basen, spacer, czy rower. To nie zanczy, ze moj dom ugina sie od kurzy. Klade dzieci spac i zaczynam swoje obowiazki.
Ja rowniez bardzo czestozamrazam warzywa do zupy. Co prawda moja zamrazarka jest bardzo mala, ale jakos sobie radze.
Jedynie czego mi sie nie udaje, to ogrodek. Ciezko to nawet nazwac ogrodkiem.....2 na 2 metry i to wszystko. Jestem pelna zapalu kazdej wiosny, przychodzi lato a z nia upaly i moj zapal doslownie umiera.
Podziwiam ciebie rowniez za skrupulatnie prowadzony dziennik. Moge ci przyrzec, ze kopiowac nie bede, bo "kauczy" sprzatac nie bede. Dlaczego? Po pierwsze, nie mam zwierzatek w domu (oprocz dzieci) A po drugie, odkad przyjechalam do Stanow, "kaucze" dla mnie to kanapy, a tych nie musze sprzatac. :-))
Pozdrawiam ciebie bardzo serdecznie i ciesze sie, ze wrocilam do nas.

Monique pisze...

Ja tez mroze warzywa, nawet jak kupie 1 kilo marchwi to czesc zuzywam od razu, reszte obieram kroje i mroze. W ten sposob jak chce ugotowac nastepna zupe, nie musze juz obierac warzyw.
Moja siostra mowila piewnica i piniądze :) Zreszta, do dziś jej tak zostało :)
Buziaki
Monique

Pat ze Srebrnego...:) pisze...

Poprzedniego posta o porządkach nie komentowałam, bo mnie zawiść zeżarła, że masz tak pięknie, czysto i ze wszystkim sobie radzisz;) Ale przeczytałam go, podobnie jak i tego, i choć nie mam złudzeń na utrzymanie u siebie takie stopnia czystości, to choć bedę wiedzieć, do jakiego ideału dążyć...a poza tym tak bardzo lubię Cię czytać, że mogłabyś nawet pisać o metodach układania znaczków w klaserach i też by było ciekawie i klimatycznie;)

B. pisze...

Dziekuje bardzo, zwlaszcza za wyklad o suszeniu! Piekne zdjecia, ale to przeciez u Ciebie normalne, zawsze sa piekne. Zycze Ci Kochana milej niedzieli
Basia

Justka pisze...

Wielkie dzięki Twoje wskazówki zadziałały co widać i słychać na naszym blogu. A jaki cudny kapelusz !!!! Po prostu jesteś naszą idolką i już ściskamy serdeczne

Laura pisze...

Oj Ty mój wzorze do naśladowania ! Ja już wiem po co się zaraziłam grzebaniem w necie. Po to ,żeby Ciebie znaleźć. Wpadło mi do glowy,że z Twojego bloga mozna by sobie ksiązkę zrobić. Wydrukować,oddać do bindowania podzielony na miesięczne tomiki. Obowiazkowy zestaw na półce to być powinien.
Mrozenie tez stosuję,bo u mnie również zakupy hurtowe. Problem mam tylko z jednym- znaleźć cokolwiek w tej zamrażarce graniczy z cudem. Właśnie testuję kolejny patent w tym temacie i mam dostęp tylko do kalafiora i mięcha,a do truskawek się dostać nie mogę :/

Laura pisze...

A!!! Se zapomniałam. Tak liczyłam na to,ze odniesiesz się do pewnego komentarza o zaopiekowaniu i...nic,zupełnie nic. A ciekawa byłam ogromnie :PPPP

Anonimowy pisze...

wiesz co ten post to poezja wiec nie mysl nawet, ze szpeci cokolwiek....dolaczam sie do podziekowan za wskazowki, komentarze, odpowiedzi na pytania....wszystko to na wage zlota dla takich jak ja wciaz poszukujacych dobrych rozwiazan....tez chetnie zajrzalabym do ogrodowego zeszytu (jesli jednak wysluchasz prosb naszych to moze chociaz fragment - tak dla zachety - wiesz ja mysle ze moglabym w tym Twoim ogrodowym zeszyciku zobaczyc jakie prace powinny byc wykonane wogole- bo jak wspominalam pod poprzednim postem calkiem poczatkujacy ze mnie ogrodnik i boje sie ze cos przeocze czegos nie dopilnuje albo z czystej nieswiadomosci nie zrobie - wiec byloby super miec taki przewodnik :))))....a jedno pytanie mam jesli mozna a propos suszenia kwiatkow - czy te granulki z butow to wysypujesz z tych woreczkow czy trzymasz w woreczkach i nimi obkladasz kwiatki?? jestem pod wrazeniem tego jakie masz super praktyczne pomysly!! pozdrawiam serdecznie - justyna

stasinka pisze...

cudowna sukienka!! nie lubię prawić tak błahych komplementów osobom tak niezwykłym, ale oczarowała mnie ta kwiecista kreacja , bo to,że jestem oczarowana ogółem Twojego "tkania z marzeń" to jest chyba oczywiste:) pozdrawiam!

Patti pisze...

Jesteś cudowna . Chyba się w Tobie zakochałam :)))))))))) Czy można Cię w jakiś sposób wypożyczyć tak np. na tydzień??????? Na lekcje "domowania" .....na naukę jak być prawdziwą Panią Domu ........:))))))) Zazdroszczę Twoim wszystkim przyjaciołom, Rodzinie , ze mają tak wspaniałą osobę obok siebie....Przysposabiam sobie Ciebie na moja wirtualna Mistrzynię Domowego Ogniska .
Pozdrawiam Patti:)))))))))

Alicja Ewa pisze...

a ja to bym Cię zupełnie i na zawsze adoptowała(mój wiek na to pozwala), ale obawiam się reakcji Twojej rodziny,he, he.... Nie będę powtarzać peanów na Twoją cześć, zrobili to moi przedmówcy, i CAŁKOWICIE się z nimi zgadzam !!!!
Co do rodzinnych powiedzonek, moi synowie, gdy byli małoletni wymyślili np. gęstą skórkę, zamiast gęsiej, abuś na autobus,i wiele innych funkcjonujących do dziś.
Pozdrawiam słonecznie. Alicja

Penelopa pisze...

... a może tak byś wydała poradnik wzorowej "Pani domu". Wróżę mu sukces.
Pozdrawiam serdecznie.

Eliza pisze...

Kochan Elizko!!
Ubawiłam się przy tym poście.Oczywiści nie z twojej pracowitości i wspaniałej organizacji, ale z tylu "ciekawych pytań", jakie są ci zadawane. Podczytuje ciebie z wypiekami na policzkach:)
Podziwiam cierpliwość, do tych wszystkich pytań:)

Yrsa pisze...

Elisse po prostu dziękuje! za te wszystkie informacje , przydadzą się na pewno , a już teraz zaopatrzyłam się w płyn antyseptyczny , też mam straszne fobie związane z miejscami publicznymi . Twoje zdjęcia są jak zwykle balsamem na moją duszę -pozdrawiam Yrsa

Imoen pisze...

A ja się coraz bardziej utwierdzam w przekonaniu, że bardzo mamy podobne podejście do prowadzenia domu. Też cenię sobie systematyczność, myję umywalkę podczas mycia zębów, ba nawet klamki spirytusem wycieram;) Moja rozpiska trochę się różni, ale ja mam tylko męża, zamiast całej rodziny i gromady zwierząt i nieco mniejsze mieszkanie. No i podział obowiązków, który na razie funkcjonuje... Jedynie do mrożenia mam odmienny stosunek, bo nie za bardzo przepadam za mrożonym jedzeniem i puki mam czas wolę przygotowywać wszystko na bieżąco niż mrozić.

Pozdrawiam cieplutko.

Inkwizycja pisze...

Kobieto, jesteś szalona, niesamowita! Od samego czytania jestem zmęczona ;-)
Nienormowany czas pracy to jest TO czego pragnę i pożądam! A sprzątać niestety nie lubię, uważam to za kompletnie absurdalne zajęcie... mam prawdziwą stajnię Augiasza przy moim zwierzyńcu ;-) I wciąż zamiatam, bo nie mam Azorka...

Aha, i proszę nie mówić, że takie posty szpecą Twojego bloga, bo one są jego kwintesencją!! Te zdjęcia takie soczyste, apetyczne... mniam!

cicha pisze...

co tam gwiazdki, co tam muza...
Nawzdychałam się nad Twoim postem...
bo pikne suszone bukiety zapodałaś, a nad kapeluszem się rozanieliłam ;-)))

Pozdrawiam serdecznie ;-)))

Anonimowy pisze...

Takie kuleczki z butów co dają do osuszania są też w misiach pluszowych ,więc można nabyć takowego w szmateksie za 2 zyle i wybebeszyć a niekoniecznie zbierać tak długo .pozdrawiam Kaśka

Myszka pisze...

Powinnaś wydać "Poradnik utkany z marzeń" :)

aagaa pisze...

Jesteś niesamowita!!!
Buziaczki

alaska pisze...

Perfekcyjna Pani Domu :)

zasada pisze...

Piękne zdjęcie :)
No u mnie z tą zamrażarką na kawalerce też byłoby ciężko ale radzę sobie całkiem nieźle, bowiem lista działania nie jest mi obca jak już wspominałam :)

e. pisze...

Notka mnie powaliła.:) Zaczynam ubóstwiać Cię jako wzór gospodyni doskonałej.:]

Lorka pisze...

a ja wlasnie swojemu oswiadczylam ,ze w magazynku umiescimy zamrazarkę:) juz patrzyłam na ceny..
rozpiske porządków tez zrobię..a ponieważ zacznę od sprzatania po remoncie nowego domlu, to bedzie mi łatwiej..oby tylko samozaparcia wystarczyło:)

Kasia pisze...

Hihhi, a ja myślałam, że to mój wynalazek: mycie zębów połączone z myciem umywalki:)))
Elizko, uwielbiam czytać Twoje posty i oglądać zdjęcia, o czym pisałam kilkakrotnie. I mogą to być takie robocze wpisy, bo też czytam je z zapartym tchem. Co do kauczy, też zaintrygowało mnie to słowo i ... rozpisałam konkurs wśród moich dzieci. Odczytałam im kontekst i ... mój syn, hihih z miną eksperta poważnym tonem orzekł "to musi być coś związanego ze zwierzętami i kupami", hihihih. Normalnie zgadł:)))!!!
Mam jeszcze pytanie dotyczące tej tacy sprzed kominka z poprzedniego wpisu. Jeżeli sama ją malowałaś, to w jaki sposób uzyskałaś tę zieleń?
Pozdrawiam ciepło:)

Justka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Jo-hanah z Wrzosowej Polany pisze...

Tak. tak Elizo! Grunt to organizacja pracy! Miałam o tym pisać u siebie, ale chyba tylko zrobię odsyłacz do Ciebie ;D
Też robię listy ino codzienne. Mam trochę stałych czynności. Ale na miesięczną rozpiskę to nie wpadłam. Muszę to przemyśleć. Mrożonki i żelazny zapas czegoś dobrego to podstawa ;D I masz rację, najgorsze co można zrobić to wypaść z rytmu... Wtedy wrócić jest trudno.
Proszek do suszenia rośli można kupić. Muszę swój wydobyć z czeluści strychowych.
Cudnie u Ciebie jak zawsze!
Ściskam serdecznie i głaski dla ferajny

wiosanka pisze...

Łomatko! :-) Wiesz co - jesteś WIELKA! :-) Niby to wszystko proste i oczywiste, ale jak tak zebrane do kupy (do kauczu :-)) razem, to wydaje się nie do zrobienia. Nie dla mnie :-) Choć gdy na spokojnie pomyślę, to sporo jednak systematyczności i w moich działaniach domowych jest, więc może nie jest ze mną tak źle? ;-)
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze napiszę, że Cię podziwiam! Przepięknie komponujesz te wszystkie suszki! :-)

Mirelka pisze...

buziaki dla rewelacyjnej pisarki :)
kochana wydaj w końcu książkę :) a sprzedaż będzie zapewniona Tematem się nie przejmuj, cokolwiek [piszesz jest GIT :):):) buziaki

Danuta pisze...

Pracuś z Ciebie okropny. Ale ja mam pytanie z innej beczki;-))))
Mam zamiar kupić sobie żyrandol taki jak masz u siebie ze świeczkami. Powiedz mi czy warto go kupić i czy zdaje egzamin???? Bo wygląda obłędnie :-))
Danka

Anonimowy pisze...

Witaj Elisse, ja jestem anonimowy, bo nie mam bloga ani konta i /wznoszę dwa paluszki/ n i e j e s t e m twoja mamą :D Jako dowód napiszę, że moje dzieci mają dwa odmienne zdania co do nowej muzyki: córcia - "świetnie się przy tym zasypia", synek - "to jest w końcu za późno czy nie jest" ;D a mi smutno, bo sama nie wiem czy mi z sercem czy bez niego byłoby lepiej.
Ciepło pozdrawiam Jomo

Anonimowy pisze...

Elisse , domyśliłam się w międzyczasie, co to są kaucze, ponieważ pojawiały się regularnie :)
Kiedyś, dawno, mój synek spytał, czemu babcia ma z nim hiszpański i co to znaczy ? :) Moja kochana mama, opiekując się nim , z uśmiechem powiedziała , że ma z nim krzyż pański. Do dziś używam tej pomyłki malucha :)
Dziękuję Ci za podpowiedzi zamrażarkowe. Obawiam się, że jeszcze kilka pytań zadam :)

Elizko, Twoje córki będą Cię kiedyś naśladować, zobaczysz, one to w sobie już mają, chociaż może zakamuflowane :)

Pozdrawiam ciepło i niezmiennie jesiennie.
tula

Anonimowy pisze...

Tak , poradnik to jest dobra myśl a może kursa jakieś poprowadzisz czy warsztaty. Ostatnio chyba przed wojną dbano o to żeby kobietę nauczyć prowadzenia domu bo to nie jest taka prosta sprawa jak widać z entuzjazmu jaki wzbudził Twój ostatni post.Pozdrawiam serdecznie:)

Balbina pisze...

O ja Cię..... a ja zawsze hołduje jednej zasadzie IMPROWIZACJA

KORONKA pisze...

Wiesz co, robisz fajną rzecz. Myślę, że dzięki Twoim postom przynajmniej połowa je czytających zacznie myć zlew przy myciu zębów, ja w każdym razie trenuję :-) Zmobilizowałaś nie jedna osobę do porządków w domu i regularnego utrzymywania czystości. Przyczyniasz się do ogólnego porządku w kraju ;-)Naprawdę fajne są te Twoje niezwykłe posty o rzeczach zwykłych. Pozdrawiam serdecznie.
koronka

vestigia pisze...

Organizujesz może jakieś kursy? Coś jak perfekcyjna pani domu? Ja będę miała lada moment dom do ogarnięcia i to spory a jestem mistrzem braku organizacji zaczynam kilka zajęć na raz nie mam nigdy planu i koniec końców okazuje się że muszę wyjść do pracy jest nieziemski bałagan i nie skończony obiad za to przesadziłam kwiaty.No chłop to się z tego śmieje , szef kiedyś określił mnie jako artystyczna dusza. Pełny szacunek dla Ciebie , zresztą napisałam ci to już w meliu.Justyna (juwak@o2.pl)

Anonimowy pisze...

Elisse mam wrażenie, ze zazdroszczę Ci Twojego zycia. Poukładane i przepiękne, naprawdę utkane z marzeń!! Również z moich marzeń.
Zazdroszczę, bo to łatwiejsze niż samemu zawinąć rękawy i wziąć się do pracy nad własnym wymarzonym życiem.
To co tu prezentujesz jest przepiękne!!
Serdecznie pozdrawiam.
Stałaś się dla mnie inspiracją.
Patrycja

Jomo pisze...

Witaj kochana, to znowu ja :)
Tyle że po latach. Donoszę Ci, że przepisałam cały zeszycik! Oczywiście, że trzeba dostosować to i owo, ale przynajmniej jest szkielet!

Jeśli znów nie będzie mojego kom. to już sama nie wiem.

Buziaki 102 :*