czwartek, 4 marca 2010

O tym co nałóg robi z człowiekiem

W tym przypadku człowiekiem jestem ja, a nałogiem papierosy. Że jestem typem nałogowca wiem doskonale, wszystko co robię – robię szybko, dużo i dobrze:) Jak nie wychodzi- nie robię w ogóle. Jak zaczynam coś robić, to w ilościach hurtowych- o czym mieliście się okazję niejednokrotnie przekonać,dużo jem, gotuję sprzątam…wszystko jest na wielką skalę, tak więc i dużo palę- jak smok- dym leci mi wszystkimi otworami, wypalam około 40 papierosów dziennie.  Drugiego marca podjęłam bardzo ważną decyzję i chyba po raz pierwszy w życiu mam nadzieję w niej wytrwać i się nie dać- już chociażby dlatego,że chyba pierwszy raz powiedziałam o tym głośno i tak szerokiemu gronu publiczności:).W grudniu minęły 24 lata odkąd zaczęłam palić, nie patrzcie do profilu- wyliczenie proste , podpowiem- zaczęłam palić jak miałam 15 lat! Leżałam w szpitalu dla dorosłych , a nie dla dzieci…nuda jak diabli, przykuta do szpitalnego łóżka, mało jaja nie zniosłam, aż pewnego dnia odwiedził mnie Tata, kiedyś w szpitalach to było coś- nie to co dzisiaj…Tata…oczywiście nałogowiec:) siedział przy łóżku córki i sztachał się extra mocnymi, a ja leżałam obok, w oparach dymu…piękne czasy:),Tata poszedł sobie do domu, a paczka została- zapomniał- no i oczywiście wszystkiemu winny jest Ojciec, no bo przecież nie ja:))) Leżała i kusiła, no to myślę spróbuję…spróbowałam…nic tam połamane żebra, nic tam zapalenie płuc…rozrywka była nieziemska! Kaszlałam, krztusiłam się, żebra o mało nie przebiły skóry…ale fajowo było! Nauczyłam się palić! Dziecięciem byłam niczego sobie, a w szpitalu Jasiek pewien, wojsko odrabiał, mówi..jak masz się truć, to przynajmniej czymś dobrym i chłopak zamiast extra mocnych, zaczął mi dostarczać gauloises bez filtra z pewexu:))- siekiera jak diabli, ale francuska , a nie nasza rodzima!  No i wpadłam po uszy, bo w szpitalu wszyscy litowali się nad biednym dzieckiem i palić dawali bez problemów, wychodząc po dwóch miesiącach paliłam już jak smok.

No to tak tytułem wstępu- co, jak i dlaczego, a nie że ja takie złe dziecko od razu byłam:)


Pierwszy raz palenie rzucić chciałam, kiedy to dowiedziałam się,że z dziecięciem własnym w ciąży jestem. Poszłam do lekarza, bo już przeczuwałam pismo nosem, lekarz po obwieszczeniu radosnej nowiny, pyta:
- Pali pani?                                                                               
-Tak, – odpowiadam skruszona - ale od razu rzucam – obiecuję.
- Nie,nie, dziecka nie można tak gwałtownie odstawić od nikotyny, bo może później mieć bardzo poważne problemy z      oczami, łącznie z utratą wzroku, jak Pani pali to proszę tylko ograniczyć.
No cóż, takie czasy były:))), a może tylko ja trafiłam na takiego lekarza, w każdym bądź razie do ślepoty dziecka doprowadzić nie mogłam w żadnym wypadku, więc twardo paliłam dalej- tym razem już dla zdrowotności i z pełną aprobatą ginekologa.
Chęci rzucenia palenia, objawiały się we mnie raz na jakiś czas…po zmianie siedziby w pracy, założyli nam wszędzie czujniki dymu,więc ja taka piękniuśna, tylko w białej bluzeczce, przy – 20 sztachałam się na dworze. A jakże, zębami kłapałam, śnieg sypał, ale dym leciał! Myślę sobie”no nie, masochistka jakaś chyba jestem”, kupiłam cudowne plastry, co to z nałogu mnie wyleczyć miały. Nakleiłam…siedzę, siedzę…wytrzymałam może godzinę- zapaliłam,myślę- jakoś słabo działają, bo różnicy w ilości wypalanych sztuk, żadnej nie było, więc zamiast zrywać poprzedni, jak to w instrukcji, doklejałam kolejne…po tygodniu, wyglądałam jak mumia,oklejona od stóp do głów… paliłam dalej. Zerwałam , stwierdziłam trudno i dałam sobie spokój.
Później w zastępstwie wymyśliłam, że zamiast papierosów , fajkę zacznę palić. Paliłam przez dwa lata…lepsza chyba też nie była , bo się oczywiście zaciągałam ,aż do czasu kiedy to na operację szłam - operacja poważna, na oiom-ie miałam przebywać ok 5 dni, no to myślę mogiła…kupiłam proszki magiczne Nicorette, co to pomóc mi miały przez koszmar przejść, a papierosów nie wzięłam. Rano budzę się…wiadomo, poranek to kawusia i z pięć schaboszczaków na śniadanie…, a tu kable jakieś sterczą ze mnie , z szyi rury zwisają ,a na końcu tych rur…butelki dyndają. Ubłagałam, że muszę wyjść , do toalety i kawkę zrobić, bo ja się dobrze czuję, po wielu błaganiach kable odłączyli, butelki zostały. Kawusię przygotowałam, aromat wypełnił kuchenkę…no nie, myślę, bez papierosa nie dam rady! Drzwi się otworzyły, więc pędem na dół kiosku ruchu, kiosk był, a jakże- tylko okazało się,że papierosów to się w szpitalach nie sprzedaje! Z rozrzewnieniem zaczęłam wspominać stare czasy, ale jak myśl zaświtała to nic nie było mnie w stanie od niej odwieść. Z pewną dozą nieśmiałości podeszłam do drzwi wejściowych, kiosk ruchu, po drugiej stronie ulicy, do bramy kawał drogi, śnieg sypie jak diabli, a ja w piżamce i kapciach :)No nic, myślę sobie, raz się żyje, no i chlu…butelki i okablowanie w garść, przy strażniku, prawie na kolana padłam i jakoś chyłkiem przemknęłam, spojrzenia ludzi patrzących jakbym z psychiatryka uciekła – omijałam skutecznie, ale … fajki kupiłam…paliłam dalej- proszki okazały się tak samo do niczego jak plastry!
Starsza byłam , co raz mądrzejsza, o szkodliwości palenia wiedziałam chyba wszystko- myślę, spróbuję jeszcze raz…cały czas szukałam magicznego środka, który pozwoli mi bezboleśnie uporać sie z nałogiem- proszki magiczne Champix kupiłam, te miały pomóc na 100% ,już sama cena zbijała z nóg, więc musiały być przecież skuteczne. Miałam łykać i palić dalej,aż mi się odechce .Proszki się skończyły , paliłam dalej.
W internecie wyczytałam o super metodzie, która to mnie oduczy palenia…za jedyne 1.000 zł za 6 godzin, miałam być wolnym człowiekiem, myślę …a co tam…spróbuję, cóż to jest tysiąc złotych w porównaniu z ilością wypalanych dziennie papierosów. Zapisałam się , pojechałam, zjadłam nawet kanapeczki z łososiem i kaparami…fajnie było. Anthony Hopkins podobno rzucił i Kasia Nosowska i cała masa innych sław, co to całe życie palili…oni rzucili…ja NIE! Doszłam do wniosku,że jestem niereformowalna i muszę się z tym pogodzić.
Ale,że człowiekiem myślącym podobno jestem , więc cały czas dostawałam cholery i głupotę własną przeklinałam i doszłam do wniosku, że jednak się zmobilizuję, że rzucę,bez żadnych wspomagaczy iiiii…nie palę od drugiego marca od godz..15 !!!!! - no ja wiem, wiem,że myślicie ,że to króciutko- ale ja jestem z siebie strasznie dumna! Wszystko robiłam z papierosem, gotowałam, sprzątałam, haftowałam…nigdy nie miałam czasu na to ,żeby ot tak usiąść sobie i zapalić, więc paliłam w trakcie – jedyna moja przerwa od 24 lat trochę dłuższa niż noc, to była po operacji, ale tylko dlatego,że dłużej spałam. Wiem,że trudno będzie, ja jestem po prostu typem nałogowca …jak otworzyli pierwszy salon Bingo, pojechałam z siostrą, w przedszkolu pracowałam, więc wypłatę ogromną odebrałam i ruszyłam los swój odmienić na lepsze. Siostra mądrzejsza zdecydowanie( pewnie dlatego,że przyszywana:), dwa razy kupon kupiła, a ja…wszędzie krzyczeli bingo! , linia! …no to i ja cała w dreszczach kupowałam do upadłego…do domu wróciłam autobusem na gapę, nie miałam nawet na bilet, a w domu malutkie dziecko i cały miesiąc do kolejnego 28! Od wszelkich używek i hazardu trzymam się z daleka, bo wiem ,że jak zacznę…to juz koniec…wpadłam…tak jak z fajkami.

Trzymajcie za mnie kciuki, może pierwszy raz wytrwam? Może się uda? Musi się udać,bo ja nie znoszę smrodu papierosów! Naprawdę. Zawsze mówiłam,że jeśli wytrzymam choć parę godzin bez papierosów, to wytrzymam już wszystko…no to wytrzymałam. I teraz będzie już z górki! Na bloga własnego też nie zaglądałam, bo żeby coś napisać , to potrzebne jest chociaż z pół paczki :), a ja nie mam! Więc wybaczcie mi to milczenie, nie zaglądam, nie odpisuje na maile…nadrobię, jak już przestanę myśleć o paleniu!. A może ktoś wie, jak długo będę myślała, że chce mi się palić? Najgorsze są poranki- wtedy wypalałam najwięcej….  Robię wszystko,żeby czymś się zająć, ale mało jest takich rzeczy, które robiłam bez papierosa, więc lekko nie jest . Mam ten komfort,że nie muszę teraz jeździć do biura, więc sprzątam, sprzątam, sprzątam…od świtu do nocy, a później po prostu padam na pysk.
Może jakieś magiczne sposoby znacie,żeby łatwiej było? Wszystkie dobre rady i porady bardzo mile widziane.
Żeby mi łatwiej było, żebym nie umarła z braku nikotyny i żebym na rodzinie pastwić się nie zaczęła!
IMG_2307-1
A od Madzi znowu kwiatki dostałam, bo taka dzielna jestem:))))
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, wznoście modły, to może jakoś łatwiej będzie mi wytrwać!

61 komentarzy:

MariaPar pisze...

Nie palę od 16tu lat. A jarałam jak komin przez 10. Rzuciłam z dnia na dzień. Obchwaliłam się całemu światu,jaki to Ja mam charakter i jaka jestem twarda sztuka, a później byłoby wstyd wrócić do nałogu. Teraz mam inne nałogi, nie odbijają się na zdrowiu.Wytrwałości.

Yanka pisze...

Ja nie pale od dwoch tygodni, trzymam sie jakos - ostatni tydzien przeziebienie mi pomaga troche, bo jak mam katar to papieros mi nie smakuje. Mam tez nadzieje, ze juz nie wroce. Wiec trzymaj sie dziewczyno i wytrwaj!!! Mnie pomaga (jak tak bardzo sie chce palic) e-papieros. Pozdrawiam i kciuki trzymam :)

Ita pisze...

Trzymam kciuki najmocniej jak potrafię ! Znam ten ból ,łatwo nie będzie ,ale za to jaka satysfakcja ,że trwasz w postanowieniu.
TRZYMAM MOCNO!!!
POZDRAWIAM I UŚCISKI ŚLĘ.

alizee pisze...

Trzymam kciuki, sama paliłam 8 lat i też dość dużo, no... mniej niż Ty, ale rzuciłam z dnia na dzień, bo mi się coś z sercem zaczęło robić, a ja cykor straszny jestem. Potem sobie popalałam, na imprezkach, gdzieś przy piwku, winku... towarzysko... jeszcze przez kilka lat, ale potem doszłam do wniosku, że co to za przyjemność z takiego palenia i tylko syf w paszczy zostaje. Nie palę już od ponad 10 lat i jest mi z tym dobrze, ale ja nie jestem typem nałogowca, więc może było mi łatwiej. Wiem jednak, że wyrywanie się z nałogu może być trudne, też miałam obawy czy aby się kiedyś wyzwolę od palenia.
Trzymaj się i nie dawaj, życie bez papierocha jest przyjemne :))
Pozdrawiam cieplutko

paula_71 pisze...

Będę trzymać mocno kciuki,mam nadzieję,że się uda i uwolnisz się od tego wstrętnego bądź co bądź nałogu.
Pomyśl ile zaoszczędzisz kasiorki :) Ile pięknych rzeczy będziesz mogła sobie za oszczędzone pieniążki kupić.

Pozdrawiam serdecznie i czekam na relację z ilości dni bez papierosa.

Lovely Home pisze...

Co mogę napisać!
Trzymam kciuki,wytrwasz!
A myśląc o nałogach ,jest przecież tyle przyjemniejszych i nie rujnujących życia!
Pozdrawiam(:

Mirelka pisze...

Kochana pewnie będzie jezcze wiele razy cięzko, ale masz nas krzycz na nas ... warcz... wyżywaj się :):):) jakoś to zniesiemy :) buziaki i kciuki zaciśnięte wznoszę :)

decoRACJA pisze...

Wszystkie te pomagacze są do D - jak nie chcesz przestać to i nie przestaniesz! Jeśli bardzo tego chcesz TO WYTRWASZ! niestety zawsze zostaniesz palaczem...
Ja rzuciłam 6 lat temu - ciąża, dziecko...potem już jakoś zapomniałam... ale od roku palę znowu...sporo było stresu i tak sobie o nich przypomniałam :/ bólem jest to, że ja to po prostu lubię... Ale wiem że mogę rzucić - i to już jest coś! TRZYMAJ SIĘ :)) gryź marchewkę ;) jedz orzechy, rodzynki, żurawinkę, banany suszone, słonecznik... byle nie czekoladę ;) bo zwalisz na brak fajek dodatkową oponkę brzuszną :)
pozdrawiam ciepło :)
ps: czujesz już zapachy? piękna sprawa :)

deZeal pisze...

Droga Elizo, vonZeal mówi tak: nie ma co rzucać, ani nawet myśleć o rzucaniu, jeśli rzucenie palenia nie jest tym czego NAPEWNO chcesz.vonZeal wie co mówi, bo zaczął palić w wieku 12 lat (to dopiero były czasy, nie?) i palił do 44 roku życia, jak smok, tudzież jak lokomotywa spalinowa. I to jeszcze do tego skręty, więc jeszcze gorzej... vonZeal (do spółki z deZeal) rzucił palenie 1 sierpnia 2009 roku i od tego czasu ani huhu (czy też ani sztachuuuu). Dasz radę jeśli chcesz :) Razem z vonZealem trzymamy kciuki!!!!!

Destiny ikt pisze...

Troszkę pozazdroszczę samozaparcia. Ja jak mam problem pierwsze co to... wiadomo. Musisz wytrwać, jak Tobie się uda to i innym (może) jak będzie coś nie tak, chrup marchewkę:) zajmiesz ręce i nie pójdzie w bioderka. Nie chciałbym Cię obrazić, ale to podobno pomaga.
A znajomy jak rzucił palenie założył Słoik. Tak słoik.. okleił mocno taśmą, żeby nie kusiło i zamiast na papierosy wrzucał do skarbonki. Po roku pojechał z 4 osobową rodzinką na wycieczkę do Egiptu i szalał na maksa. Myślę, że to dobry sposób. Finanse najczęściej mobilizują.
Ja to wysiadam przy takich założeniach,ale za Ciebie mocno trzymam kciuki. A za rok, masz kolejną okazję na pyszny tort, to też przecież rocznica :)
Pozdrawiam i sił życzę.

llooka pisze...

Elizko TRZYMAM KCIUKI ZA CIEBIE!!! Ja nie palę od 4 lat, ale i tak czasami nachodzi mnie myśl, żebym sobie pyknęła:) Mnie najbardziej brakowało rytuału, a stanie na mrozie też znam:( W pierwszej ciąży naturalnie;) nie paliłam, ale patrzyłam tylko żeby przestać karmić i dawaj... Po urodzeniu Mili obiecałam sobie, że nie wrócę do nałogu, bo to moje jedyna szansa! I cóż trwam do dziś!

di pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Marchewka Dracoolina pisze...

Trzymam za Ciebie mocno kciuki! Ja sama nigdy papierosa w ustach nie miałam, więc na pewno nie potrafię do końca sobie wyobrazić, jak bardzo jest to dla Ciebie trudne. Wiem natomiast z Twojego bloga, że Ty jesteś kobietą UPARTĄ i jak coś postanowisz, tak zrobisz :) Basen wkopałaś, górki po ogrodzie usypałaś, a papierosów nie rzucisz? :) Ja wiem po moim tacie, że palenie rzucić można, można, choćby paliło się tak jak on do 51. roku życia. Pewnego sierpnia, z dnia na dzień, palenie rzucił, w szoku byliśmy wszyscy, bo jak żyję tak tatę kojarzę w oknie kuchennym z papierosem. Ale zaparł się i któregoś dnia jak stał, tak rzucił :) Wiesz, co mu pomagało? Przeliczał sobie codziennie, rozumiesz, ile tym sposobem zaoszczędził na swoją wymarzoną piłę stołową. Po jakimś czasie piłę kupił i zaczął oszczędzać na maszynę kolejną :) I palić przestał zupełnie. Może zaplanuj sobie, że kupisz coś wymarzonego - dla siebie, dla domu - ale że możesz to kupić tylko za pieniądze zaoszczędzone z niepalenia? I codzinnie podlicz, ile już na Twój cudny przedmiot odłożyłaś?
Uściski, życzę Ci wytrwałości - M.

bestyjeczka pisze...

Gratulacje decyzji i trzymam mocno kciuki za wytrwałość. Mój Małż rzucił 1 stycznia, na razie się trzyma...

Pat ze Srebrnego...:) pisze...

O jak ja Cię bardzo rozumiem! Palę także od 15 roku życia i raptem 3 lata krócej niż Ty;) Całą drogę tabletkowo-plastrowo-cudownometodową przeszłam ze skutkiem takim jak Ty, w zeszłym roku rzucałam około 30 razy ;P
W tym już z 10...ale nadal się nie poddaję, bo raz mi się już udało rzucić na 3 miesiące, więc wiem, że mogę;)
Dlatego mocno trzymam kciuki za każdą Twoją godzinę bez papierosa - nie wiem, czy Ci się powiedzie od razu, ale jeśli choć parę dni się uda, to zyskasz wiarę w swoją silną wolę i przyjdzie dzień, źe uda się ma pewno!

fredka pisze...

Pierwszy krok już za Tobą, moje gratulacje !Wiem z autopsji jaka to trudna decyzja , zawsze jest od jutra.Trzymam kciuki, na pewno wytrwasz w swoim postanowieniu, wierzę w Ciebie.Życzę Ci powodzenia, a rodzince cierpliwości.Niech MOC będzie z Tobą :)))
Pozdrawiam .

An-na pisze...

Ja nie palę, więc na nic moje rady, ale napiszę Ci coś od niepalących:

Przez kilka lat mieszkaliśmy z Babcią palaczką, narkomanką papierosową - 60 papierosów dziennie! Odór w mieszkaniu unosił się potworny, dławiliśmy się od dymu i cuchnęliśmy nim na odległość. Wstydziłam się zapachu własnego ręcznika w hotelu, bo suszony w domu, chłonął dym jak gąbka. Babcia dmuchała w jedzenie, do garnków, w talerze, pastowała podłogi z papierosem w ręku, lepiła pierogi... Wyglądała jak żółta Baba Jaga, bez charakteryzacji. Paliła i piła kawę. Piła kawę i paliła...
Kiedy wyprowadziliśmy się od tej Lokomotywy Nikotynowej, musieliśmy prać każdą rzecz z osobna, cuchnęły torby, plecaki, a najgorzej książki, które mogliśmy przecież tylko wietrzyć... Taaak, babcia to było nasze utrapienie! Jeśli dodam, że jej synowie palili jak smoki, a inni członkowie rodziny z radością dołączali się do palącego towarzystwa, to sama przyznasz, że nasze spotkania rodzinne mieliśmy ochotę odbywać w maskach gazowych...
Wobec tego - trzymam kciuki za powodzenie Twego przedsięwzięcia, Elisse, i za Twoją Rodzinę też :)

Monia-Benia pisze...

Wiem co czujesz i baaardzo mocno trzymam za ciebie kciuki. Ja paliłam lat 17- NIE PALĘ OD 8 !!!- rzuciłam łatwo nie było ale stało się. Powiem ci że też nic nie dawało a na pewno na nic się zdaje rzucanie po trochu, ja z dnia na dzień. Ja po prostu dojrzałam i umocniłam się w przekonaniu że chcę rzucić. Wcześniej nic nie pomagało nawet świadomość że moja mama zmarła na raka płuc w całkiem młodym wieku. Życzę ci wytrwałości i bardzo mocno trzymam kciuki. A powiem jeszcze że cudnie jest nie palić . Kwiatki pachną, głowa nie boli, ciuchy i mieszkanie nie są skalane żółta mazią i ile kasy zostaje w portfelu. Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Ja ie powiem, że rozumiem albo wiem, bo nie wiem. Znam jednak faceta, który rzucił gorszy nałóg z dnia na dzień, choć było ciężko, wytrwał, za miesiąc będzie 10 lat.
Wytrwali są wśród nas......... i dzielniejsi......od nas
Serdecznie pozdrawiam - Jomo

Polka pisze...

Piekne postanowienie :)
Gratuluje!
Nigdy nie palilam, trudno jest mi cokolwiek poradzic..
Dzisiaj moja kolezanka w pracy z duma powiedziala "dzisiaj mija 4 miesiac odkad zucilam palenie.."
Byla taka dumna :)
Cieszylam sie razem z nia :)
Zdrowie to najcenniejszy dar jaki mamy..i na ktorym bardzo zalezy naszym bliskim..
Zycze wytrwalosci !

IVONNA pisze...

Elisko Ty miłośniczka wszelkiego stworzenia trułaś dymem siebie i wszystkich wokół?! I ten piękny domek i ogród utkany z marzeń, przetkany smrodkiem papierosów?! Tak być nie może! Idzie wiosna, musisz poczuć jak pięknie pachną kwiaty w Twoim ogrodzie.Wiem ,że jest trudno wspierałam mojego męża w tej walce. Udało się nie pali już 14 lat.
Tobie też się uda. Trzymam kciuki za Twój sukces.Rodzince życzę cierpliwości;)
Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie.

aagaa pisze...

Trzymam za Ciebie kciuki!!!!!
Jesteś taka dzielna dziołcha,że dasz radę!
Nigdy nie paliłam i nie rzucałam,więc nie doradzę nic mądrego ale wierzę w Ciebie.
Wytrwałości Ci kochana życzę.
A tak w ogóle to Ci się przyznam,że ja Cię w ogóle z papierosem nie widzę!No nie pasuje do Ciebie ,więc rzuć to w cholerę.

Buziaki

Jasmin pisze...

O Jezu jakbym o sobie czytała , tyle tylko że ja zaczęłam palić w wieku 37 lat i kopcę już dziesięć. Najgorsze jest to że to lubię, choć smród papierosów mi przeszkadza, a rzucam co tydzień od poniedziałku.
Trzymam kciuki za ciebie, jak jeszcze troszkę wytrwasz to może i ja spróbuję nieśmiało za twoim przykładem.Ty jesteś typ nałogowca a ja typ idącego pod prąd, jak wszyscy palili to ja nie, ale jak wszyscy rzucali bo taki trend to ja zaczęłam, czy ja zawsze muszę robić wszystko inaczej? Pomyślę do końca tej paczki papierosów i dam znać czy dołączyłam do ciebie, może razem będzie nam raźniej?

Dag-eSz pisze...

Elizo aleś zapodała temat do wynaturzeń blogowiczek, no tak w kupie raźniej ;)

Ja jak Aga, wieczny odmieniec - nigdy nie paliłam :PPP

No może jedną rzecz jaką zapaliłam to fajkę z palmy daktylowej w Tunezji - taka atrakcja przy zwiedzaniu plantacji daktyli, no mówię a co mi szkodzi, babunie tam też były - krzycząc, że nigdy nie paliły - wzieły spróbowały jak i ja - raz się żyje ;) :P i wiesz potrafiłam sobie wyobrazić jak to może być wciągające...

Ale papierosom mówię stanowcze NIE!
ŚMIERDZĄ I JUŻ! ale to sama wiesz ;)

Trzymam kciuki!
Buziaki :*

Anonimowy pisze...

Nooo, to się wydało ;))) !
Cieszę się i będę wznosić modły, bo ja z tych akurat. Jesteś nieszablonowa i nie pasuje mi do Ciebie pet. Człowiek nie ulegający różnym złym nawykom, wpływom innych nosi w sobie cudowną lekkość wolności, choć to tak wiele samozaparcia kosztuje... buuu :(( Dlatego ja z tych od modłów ;) Pozdrawiam, wiem że Ci się uda, nie jesteś sama :)))
Brzmi słodko, ale ja tak na serio.
Aga K. I jeszcze dużo serdecznych myśli do Ciebie kieruję... SZACUN

di pisze...

:)
nawyk palenia to (tylko...aż) nawyk,jeden z wielu;
jeden nawyk można zamienić na inny nawyk;
umysł jest sztywny, zaś twoja świadoma wolna wola wybiera z wyobraźni i chcenia, z bogatej palety możliwości;
masz niezwykłą wyobraźnię i wielobarwne pasje,i, jestem pewna, że na miejsce palenia znajdziesz w sobie coś pięknego, a jak nie znajdziesz to wymyślisz,
:)))
dziś opowiedziałaś historię o tym co nałóg robi z człowiekiem, a przez najbliższy czas będziesz opowiadać, co człowiek, kobieta robi z nałogiem...

yeah,zapowiada się ciekawie!

trzymam kciuki, dbaj o siebie piękna dziewczyno

PATI pisze...

hejjja ELIZA
POSLUCHAj nie czytalam komentarzy nie wiem co kto radzi NA CHWILKE WPADLAM I CZYTAM CO POSTANOWILAS....ELIZA BIEGNIJ DO LEKARZA I NIECH CI NATYCHMIAST RECEPTE WYPISZE TABLETKI TABEX TABEX TO DZIALA !!!! DO SSANIA W RZYCANIU PALENIA ..WSPOMAGA.DODAM TYLKO TYLE ZE MAZ MOJ OD 15 KAT RZUCAL PALENIE I NIE PAli miesiac...ELIZA SPROBUJ CHOCIARZ....JESTEM Z TOBA POCZYTAJ ULOTKE JAK SIE ZAZYWA O STALYCH PORACH...ZADNE PLASTRY I NIKORETY...TO NIE DZIALA...ZMYKAM BOM W PRACY...ODEZWE SIE JESZCZE TRZYMAM KCIUKI DASZ RADE....SMOCZYCO...:::))))

PATI pisze...

TABEX tabletki do ssania tylko na recepte....dla palaczy umeczonych walczacych z nalogiem....;;;;))))))))

babibu pisze...

powodzenia!:)

Pod sosnami pisze...

Elizko, znam i ja ból rzucania palenia, choć w tym roku minie już 10 lat, odkąd jestem "czysta". Rzuciłam po wielu różnych próbach, całkiem jak Ty. Z tym to jest tak, że żadna tabletka, plaster ani nic innego nie rzucą za nasd, a my mamy nadzieję, że tak będzie...
Jednak musimy same.
Dasz radę, wiem na pewno, pamiętaj tylko o jednym: NIGDY NIE WOLNO CI JUZ ZAPALIĆ, ani jednego macha - bo jesteś uzależniona i to się już nigdy nie zmieni. Pociągniesz raz - a papieros znowu pociągnie Cię na śmierdzące dno.
Nie myśl więc nawet o powrocie, do tego już nie ma powrotu. Jedz po kawałku drobno krojone jabłka i marchewki, ręce muszą przez jakiś czas mieć zajęcie.
Kciuki trzymam za Ciebie z całej siły, wiem, że możesz rzucić i pięknie pachnieć i wierzyć w siebie i wiedzieć, że nie ma takiej rzeczy, której nie dasz rady.
Buziaki i pozdrówka serdeczne bardzo!!! :))

Anonimowy pisze...

Swietnie zrobilas pierwszy krok....a czy wytrwasz...oczywiscie ze tak !!!:)Trzymam kciuki i pozdrawiam Dorota

Madzia pisze...

Świetna historia "papierosowa":)
Ja nigdy nie paliłam więc nie wiem jak to jest, ale trzymam za Ciebie kciuki. Wierzę, że się uda z tym skończyć:)
Buziaki ślę

KonKata pisze...

cóż nigdy nie paliłam,tzn raz dostałam "macha" ale tak się rozkaszlalam,ze już nigdy więcej, adzieckiem wtedy byłam.
Nie tak dawno słyszałam w sklepie jak klientka do ekspedientki mówiła,iż któregoś dnia wpadła na to ,że 10 PLN na fajki dziennie wydaje więc stwierdziła ,że tę dychę to sobie do koperty co dziennie odłoży,a palić nie będzie.Po 8 dniach dotarło do niej,że się 80 złotych uzbierało i za nie sobie buty kupi.Zakup sprawił jej wielką radość i z tej radości zapaliła. Tobie wytrwałości życzę większej i za każdą wolną od dyma minutę kciuki trzymam

joanna pisze...

Kobieto! Tymi opisami ratujesz mi życie, ktore jest ciemne i ponure ;) Ja bym z tego zrobiła film, taki "Krótki film o ...";))

Nie znam smaku papierosa.
Ale znam nałóg palenia.
Dziwne? Maja Mama paliła całe życie - w ciąży ze mną, w szpitalach, umierając też...
I nikotyna była przyczyną jej chorób, a potem śmierci.
Nie chciała przestać palić.

Ale dość smutasków
Ty już wygrałaś :) Podjęłaś decyzję! Masz WIELKĄ grupę wsparcia ;))

Będę Ci przywozić codziennie kwiatki za wytrwałość :)

Buziaki!

gosiulaart pisze...

O rajuu! Dziewczyno nie daj się ,pozwolisz żeby kawałek papierka z liściem w środku tobą żądził.To wstyd,wstydź sie wstydź i nie poddawaj się:)Ja próbowałam palić,ale mnie jakoś nie wciągnęło i dziękuję Bogu.Jestem przeciwniczką straszną i zatukłabym tych co na ulicy z samego rana trują powietrze a bierny palacz taki jak ja wdychać to paskudztwo musi.Teściów nauczyłam ,że jak przyjeżdżam z dziećmi to żadnych petów przy nich ma nie być.Ja się nie patyczkuję i ostro przestrzegam,może to na ciebie zadziała:)
I pozdrawiam cieplutko,idź do lasu sosnowego,wciągnij głęboko powietrze i poczuj tą świeżość wiosny,coś pięknego i niebiańskiego!!

savannah pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
savannah pisze...

Znam ten bol, sama bylam palaczka przez dlugie lata, nie pomogly prosby corki i rozne inne perswazje, palilam sobie wesolo dalej. Przestalam z dnia na dzien, wyrzucilam paczke papierosow i na tym sie skonczylo. Latwo to nie bylo, ciagatki pojawialy sie przez dluzszy czas i przyznam sie ze do tej pory zdaza sie, choc juz baaaardzo rzadko(1-2 razy w roku), ze mam takie uczucie ze chcialabym wlasnie w tym momencie sobie zapalic.
Moj maz przestal palic po 25 latach palenia i to tez po 2 paczki dziennie, przetsal po wizycie u lekarza plucnego, ktory go przestraszyl poczatkujaca rozedma pluc(moje prosby, grozby i perswazje nie skutkowaly ;). W tej chwili ma trzy razy wieksza pojemnosc pluc niz jeszcze 6 lat temu, kiedy startowal zycie bez papierosa.
Jest takie powiedzenie ze "wszystko jest trudne zanim zacznie byc latwe" i z paleniem tez chyba tak jest. Zycze Ci powodzenia i trzymam kciuki, bo warto przestac :)

Elisse pisze...

Ojej,faktycznie silna grupa wsparcia. Dzięki,że podzieliłyście się ze mną swoimi doświadczeniami i wiecie co, czytanie takich komentarzy pomaga!Właściwie to problem chyba tkwi w głowie, bo same objawy odstawienia papierosów są niegroźne i chyba nawet niespecjalnie przeszkadzają, najgorszy jest brak tego "rytuału"! Błagam, niech ktoś kto rzucił , a palił dużo, powie mi kiedy się obudzę i nie pomyślę o papierosie?!!!Misiek twierdzi,że po 3 dniach nie myślał, ale i palił mniej niż ja...Ogólnie to trzymam się lepiej niż myślałam, a Wy naprawdę bardzo mi pomogliście...tyle osób we mnie teraz wierzy,że wstyd byłoby nie rzucić! Dam radę-chyba:)Podobno
3dzień jest najgorszy...to jutro:( Ale sam fakt,że podjęłam taką decyzję, to już coś!!!Też cały czas mówiłam sobie, że od jutra, a rano leciałam po papierosy...pocieszam się,że to tylko parę dni, a później wszystko wróci do normy:))
PATI- tabex, to ja jak landrynki łykałam...nawet o tym nie wspomniałam, bo to w ogóle do kitu dla mnie było:)
Gosiuloart- no wstydzę się jak diabli, to właśnie dlatego duszę swą obnażyłam przed Wami!
Asiu- Ty kobieto uważaj, kwiatki kocham nad życie, więc jeszcze mnie przekonasz:))))Daleko nie masz, więc mogę czekać na te bukiety:))))
Dzięki Wszystkim i tym co znam i tym co właśnie poznałam:)))Piszcie, piszcie, piszcie....to mnie chyba mobilizuje jeszcze bardziej i trzymajcie te kciuki...jutro znów się obudzę i koszmar zacznie się na nowo, do tego ta nikotyna chyba mi umysł oczyszcza, bo budzę się jak na złość o 6 rano,choć późno się kładę, a chciałabym spac jak najdłużej. Jeszcze tylko parę dni...jak wytrzymam...to już nie zapalę:)))
Jaśmin- przyłącz się, będzie raźniej- namawiam Wszystkich palących...ja naprawdę jestem trudnym przypadkiem, paliłam zawsze, jak miałam zapalenie płuc i zapalenie oskrzeli...nic mnie nie było w stanie powstrzymać...dzień w dzień.

Buziaki posyłam...już trochę mniej śmierdzące:)))))))))))))

Magoda pisze...

Kciuki za Ciebie trzymam!

Renia pisze...

Życzę Ci powodzenia i wytrwania w postanowieniu :) Kciuki trzymam !

Marzenia Agaty pisze...

Ja też trzymam kciuki aż mi się paluszki białe robią:)
Też kiedyś rzuciłam palenie....
Zapisali mnie znajomi na jakiś komputerowy zabieg. Wyglądało to tak , że musiałam zapalić przed wejściem do przychodni i zabrać ze sobą tego pecika. W gabinecie pani podłączyła mi do głowy jakieś cudo i coś tam mówiła. Pecik leżał w naczyniu ... . Powiedziała, że będzie cięzko tylko w dniu "zabiegu" - i tak było.... jadłam jak opętana, warczałam, krzyczałam i ... poszłam spać. Rano wstałam i nie miałam już odruchu sięgania po papieroska. Było mi dobrze. Mąż palił przy mnie i przyglądał mi się , inni zresztą też. Pozbawili mnie odruchu sięgania po papieroska. Nie przeszkadzał mi dym papierosowy. Tak wytrwałam pół roku. A potem miałam bardzo silne przeżycie i durna złapałam fajeczkę jak mi ktoś życzliwy ją podsunął.. Ponoć i akupunktura pomaga.
Życzę wytrwałości:)

Pat ze Srebrnego...:) pisze...

No ja też na tym komputerowym zabiegu byłam...a następnego dnia o 6 rano stałam pod kioskiem i czekałam, aż otworzą;)

Elisse, jak rzuciłam na 3 miesiące, to mniej więcej po tygodniu nie miałam już takiej żądzy palenia (palę co najmniej 20 szt dziennie, wtedy było bliżej 30). Pierwszy kryzys rzeczywiście jest w 3 dniu, potem mi przyszedł właśnie po 3 miesiacach, jak mi sie zdawało, że już nie palę;)

Mnie pomaga guma Nicorette, może nie tyle przez dostarczanie nikotyny, co przez samo zajęcie ust, no i smak ma intensywny a obrzydliwy dosć...

Akurat mi się paczka skończyła i tak sobie myślę, ze chyba do Ciebie dołączę;)

Anonimowy pisze...

Mój mąż rzucił palenie dwa lata temu. Było straaasznie ciężko. Wściekły chodził jak diabli, w nocy miał temperaturę. Udało się!!! Teraz najbardziej po tylu latach czarują go zapachy. Cieszy się nimi jak dzieciak. Trzymam kciuki, dasz radę!!!! DorotaC.

ewelajna pisze...

A ja sobie pomyślałm: Ta fajna, piękna, z takimi cókami, z MIśkiem,z takim domem, ogrodem, pasjami, zainteresowaniami Eliza faje pali...??? I jak wyszywa takie cuda, to tam jej z boku papieros "dynda", albo jak piecze sękacza... to też...??? Uuuuu...:(:(:(
Moja mama też pali - tfu...!!! - i śmierdzi...
Jak mieszkałam jeszcze w domu, to aż tak nie było tego czuć,skoro papierosy były zawsze, ale teraz jak przyjeżdżam do niej i wrócę do siebie, to jestem cała przsiąknięta i wszystko do prania(a wypala jakieś 10-12 dziennie). Kiedy ona do mnie przyjeżdza, "zapach" snuje sie po całym domu...

Eliza - będę pamiętała o Tobie... Możesz byc tylko PIĘKNIEJSZA bez tego papierocha...

Uściski serdeczne przesyłam, bo lubię Cię bardzo:)

nannala pisze...

ach, gratuluję i popieram!
szczytny cel więc środki się nie liczą, zacznij nałogowo szyć ;)

monicja65 pisze...

Trzymam kciuki za Twoje postanowienie.Na pewno dasz rade.Zycze Ci duzo silnej woli i wytrwalosci.Pozdrawiam

Elisse pisze...

Reniu, Monicjo, Ewelajno, Nannalo- dziękuję:)

Agato- tez byłam na tym ustrojstwie, wytrzymałam 2 godziny, ale pewnie tylko dlatego,że w banku siedziałam:)Jesli sama nie dam rady, to chyba już nic mi nie pomoże.

Doroto- wściekła jakoś nie chodzę, ale cały czas czuję taki niedosyt:(

Pat- dzięki za informacje- mam nadzieję,że tydzień to max...bo dłużej chyba nie dam rady:)))
Rzuciłaś , czy zaczęłaś kolejną paczkę?
Dołącz do mnie, mnie będzie raźniej, a Tobie wyjdzie tylko na zdrowie:)

markosia pisze...

Kiedyś podpalałam, ale to jak byłam szczenięciem, trzymam kciuki, przecież Tobie Elizo nie moze sie nie udać, powodzenia i pozdrawiam ciepło Gośka

Green Canoe pisze...

Elizko kochana - trzymam kciuki.
MOCNO!!!!
Uściski wielkie.

Sarenzir pisze...

Ja nie pale i nigdy nie paliłam . Moi rodzice to nałogowcy mi obrzydził iż kretesem - mogę powiedzieć ze jestem biernym palaczem ;) - mama rzuciła 20 lat temu i nie pali - tata rzucił - nie palił 10 lat , ale stresy i wrócił znowu, teraz jest mu trudniej .. Nie wiem na czym polega nałóg na tym ze potrzebuje organizm nikotyny czy żeby coś z rekami robić? Bo pojawiło się coś takiego jak e-papieros - na początek można z nikotyna- ale bez tych wszystkich substancji smolistych, potem są wkłady beznikotynowe- Przyzwyczajenie ze coś się w ustach trzyma pozostaje- ale nie wiem czy to wystarcza ? trzymam kciuki . Wiesz- nie ważne ile wytrwasz- ważne ze będziesz zawsze próbować- dzis tydzień za parę dni - jeden dzień, potem może miesiąc? Każdy dzień bez papierosa - to ulga dla organizmu:) Przyjmuj preparaty z minerałami- przy paleniu papierosów i dużej ilości kawy -bardzo duże niedobory się robią - Mój tato ostatnio miał przez to stan przedwylewowy.. Buziaki!

Annasza pisze...

Trzymam kciuki!!! MOCNO :* Wiem, że się UDA :)

Elisse pisze...

Dzięki dziewczyny:) Mam taką nadzieję, że się uda:)

Asia i Wojtek pisze...

Trzymam kciuki za Ciebie z całych sił. Sama rzucałam kilkakrotnie. Najdłużej nie paliłam przez 3 lata. Przytyłam 15 kilo. Potem były diety, wegetarianizm, liczenie kalorii. Schudłam 12. 3 mi zostały i z nimi nie walczę, ale, niestety palę. Paczkę na tydzień ( stała zasada! )Córka w piątek kupuje chipsy, a ja fajki. Dieta jest nadal, zdrowe odzywinie, zioła, te rzeczy, ale bez papierosa - nie mogę. A palę od 14 roku życia. Kurcze, może chociaż Tobie się uda.

Asia i Wojtek pisze...

PS. Ale ja palę tylko na zewnątrz. Nigdy w pomieszczeniach, bo mi dym przeszkadza...

Anonimowy pisze...

Czytam i czytam z coraz większym zdumieniem, jak losy czyjeś mogą być tak podobne. Już dawno miałam napisac, ale jakoś w komentarzach trudno pisać o rzeczach ważnych, a maila Twojego nie znalazłam na stronie. Tak chciałam Cię pocieszyc po stracie synka, ja swojego takiego syneczka straciłam dosłownie chwilę przed Tobą, więc wiem co czujesz. Mogłabym wymieniac jeszcze inne przypadki, ale teraz papierosami przegięłaś ;) Ja tez rzuciłam. Sposób bardzo prosty, cały czas sobie mówię, że jeszcze zapalę i odsuwam w czasie tę przyjemność i tak już 10.miesiąc. Pozdrawiam i trzymam kciuki, skoro mnie się udało, to i Tobie. Ja nigdy o sobie nie pomyslałabym, że palic nie będę, w domu mogło nic nie być, a kawa i papierosy musiały;)
Agnieszka

Hanna pisze...

Psychiatra mi mówił,ze super są przy rzucaniu palenia tabletki na depreche Coaxil! sa malo szkodliwe a na sympozuj mówiono,że ludzie rucają fajki przy nich.

Hanna pisze...

Psychiatra mi mówił,ze super są przy rzucaniu palenia tabletki na depreche Coaxil! sa malo szkodliwe a na sympozuj mówiono,że ludzie rucają fajki przy nich.

Jadwiga pisze...

Ellise,
Paliłam jak smok ale tylko 17 lat Marlboro, dwie paczki dziennie, odzwyczaiłam się od jednego razu, dnia, 1981 r strajki, nerwy i tak jakoś nie chciało mi się nawet poalić, i tak zostało, moja matka paliła 65 lat a może więcej i jak już koniecznie trzea było rzucić kupiłam plastry nicorette takie najmocniejsze i w ciągu 6 tyg je lepiłam, pytała co to a ja kłamiąc jak z nut ,że przecibólowe, i tak jakoś poszło, ostatnie 6 lat swojego zycia (zmarła 11 maja) nie paliła. Jakoś się udało. Może dlatego dożyła 88 lat, ale kto to wie.
serdeczności, powodzenia, wiem że jest to trudno

Jadwiga pisze...

Ellise,
Paliłam jak smok ale tylko 17 lat Marlboro, dwie paczki dziennie, odzwyczaiłam się od jednego razu, dnia, 1981 r strajki, nerwy i tak jakoś nie chciało mi się nawet poalić, i tak zostało, moja matka paliła 65 lat a może więcej i jak już koniecznie trzea było rzucić kupiłam plastry nicorette takie najmocniejsze i w ciągu 6 tyg je lepiłam, pytała co to a ja kłamiąc jak z nut ,że przecibólowe, i tak jakoś poszło, ostatnie 6 lat swojego zycia (zmarła 11 maja) nie paliła. Jakoś się udało. Może dlatego dożyła 88 lat, ale kto to wie.
serdeczności, powodzenia, wiem że jest to trudno

Anonimowy pisze...

Paliłam długo i dużo.Zanim wyszłam do pracy spaliłam ze cztery - a często wstawałam na ostatni dzwonek.Na pewnym etapie palenie zaczęło mi przeszkadzać... i paliłam jeszcze więcej.Próby ograniczenia w jakikolwiek sposób nie przynosiły efektu.Gdy postanowiłam,że bedę palić co dwie godziny,zegary prawie stawały w miejscu.Wgapiałam się w nie co chwilę a one tylko ledwo,ledwo do przodu.Wyrzuty sumienia,że ciąża jedna,druga,że tyle pieniędzy idzie z dymem(paliliśmy oboje z mężem,ceny papierosów ze średnio wysokiej półki)nie poradziły sobie z moim nałogiem.Zazdrościłam ludziom wolnym od nałogów,że tak bezboleśnie żyją.Różne zawirowania w pracy zrodziły we mnie taką myśl:
przyznaj się tak sama przed sobą,jeśli ją stracisz i będziesz mieć ostatnie 10 zł to co kupisz-dzieciom chleb czy papierosy.Odpowiedziałam szybko sobie- oczywiście,że chleb.Chleb,przecież,że chleb.Ta myśl prześladowała mnie,że sama siebie okłamałam.Nałóg mnie tak wciągnął,że za ostatnie 10 zł kupię papierosy- taka była prawda.Papierosy prawie że pożerałam.Chciałam to cholerstwo rzucić ale tak,żeby nie bolało.Normalnie jak narkomanka.Liczyłam ile w roku miesięcy pracujemy z mężem za darmo(no bo przecież uchodziło z dymem).I tak od paczki do paczki.Zbliżał się Nowy Rok 2002. Okazja.A może spróbować tak na serio.Pogodzić się z tym ,że praca mózgu będzie się kręciła tylko wokół papierosa.Kupiłam plasterki.Oczywiście policzyłam,że teraz to palenie będzie tańsze niż niepalenie.I z plasterkiem zleciał mi pierwszy tydzień.Nie umarłam.Były po drodze różne spotkania w towarzystwie palaczy( i wódeczka też była) a mi zaczynało być żal tego,aby nie stracić tych dni bez papierosa- i w takich niebezpiecznych chwilach nie wyciągnęłam łapska po papierosa.Byłam bardzo dumna z siebie.I liczyłam dni ile już nie palę( mój małż podejmował próby razem ze mną - miał gorzej bo w pracy 100% palących).Z tych dni nazbierało się 8 lat i 8 miesięcy.Do dnia dzisiejszego udało mi się.Tylko ja wiem ile to mnie kosztowało - psychicznie.Kiedyś przeczytałam, że podatność na nałogi uwarunkowana jest genetycznie,że coś jest przyklejone do genotypu - i chce się czy nie chce się-jest się nałogowcem i już.Nie palę i nie chcę spróbować bo a nuż to coś przyklejone odezwie się ponownie.Nie palę i dumna jestem z tego,że udało mi się( nam nadzieję,że na zawsze).Życzę dużo siły.Warto.Gorąco pozdrawiam

Anonimowy pisze...

hmmm, powiem jak poprzedniczka choc nie dosłownie ... żeby rzucić bezboleśnie palenie, trzeba w którymś momencie uświadomić sobie że ten temat/palenie/, juz mnie nie interesuje! bo jesli choc trochę bedzie Ci żal to tylko sie namęczysz a w chwili słabości zapalisz i kicha!!!

nie palę już sześć lat, a paliłam 35 ... ech, z tych 35-ciu/przerwa była na ciąże i karmienie/ a ostatnie pięć lat to były dwie duże paczki/po 25szt. ....

trafiłam tu jak po sznurku prowadzona z bloga na blog ... ech, to pewnie dowód na osobowość poddajacą się nałogom :(

więc ja już trwam w niepaleniu, zamieniłam ten nałóg na rowerowanie, co uskuteczniam 12 miesięcy w roku, włącznie z dojazdami do pracy i wszystkimi urlopami w ... trasie/z facetem i namiotem

pozdrawiam serdecznie i wspieram myślami w wytrwałości .... bo to oczywiste, nie palisz??!!!

pozdrawiam,
mala z Krakowa