poniedziałek, 31 stycznia 2011

Szaro, buro i kosmato

Nie wiem jak u Was, ale u mnie przez calutką zimę słońce wyjrzało chyba ze dwa lub trzy razy i to dosłownie na pół godzinki . Od miesięcy oglądam szare, pochmurne niebo i …cierpię męki okrutne. Chyba w przyszłym roku wymodzę sobie taką lampę jak noszą na Alasce, żeby nie popaść w depresję :) Dzisiaj poczułam się perfidnie zdradzona i oszukana…, czekałam na poniedziałek, bo…zapowiadali, że słońce ma wychylać się zza chmur…nic się nie wychyliło…nawet na sekundkę , co uznałam za osobisty afront. Od wczoraj układałam plany, na nadchodzący piękny, słoneczny dzień!  I co ???? Dalej szaro i buro. Plan jednak wcieliłam w życie, bo obiecałam kotom wspólne zabawy na śniegu, więc pełna poświęcenia, pomimo braku słońca, wzięłam szydełko, włóczki i zaczęłam dziergać w ogrodzie pled. Pled hmmm…pastelowy gdyby ktoś przypadkiem się nie domyślił patrząc na zdjęcia..pled do kompletu…do pastelowych poduszek. Dziecko me do stolicy jeździ codziennie, więc bez większego problemu włóczki owe, nabyć po drodze może. Wypisałyśmy kolory, dziecko uczynne, powiedziało ,że oczywiście nie ma problemu i że wełenki mi dostarczy ..wełenki dostarczyła i tu…. o zgrozo!!!  Przekonałam się ,że jako matka dałam plamę! Nie nauczyłam dziecka za młodu rozróżniać kolorów! Moje dziecko przez tyle lat żyło w totalnej nieświadomości i niewiedzy! Ale skoro ja źle wyedukowałam dziecko własne, to przedszkole powinno chyba uzupełnić luki w postrzeganiu otaczającego świata! Zawsze wydawało mi się,że to z mężczyznami nie dyskutuje się o kolorach, bo pomarańcz to jest owoc, a nie kolor …okazuje się,że z dzieckiem własnym o kolorach też nie podyskutuję…Z niecierpliwością czekałam na powrót Madzi z pracy,żeby w końcu włóczki upragnione zobaczyć.. zobaczyłam i jak stałam tak usiadłam. 


 Madzia widząc moją przerażoną minę, spytała :
- Coś nie tak, mamuś ?
- Czy ty dziecko posiadałaś ze sobą poduszkę, którą na wzór dałam?
- No tak, razem z  panią ze sklepu dobierałyśmy kolory.
- Wiesz córciu, jakby to ,że pani jest daltonistką , średnio mnie interesuje, bardziej martwię się o Ciebie!.Czy tak twoim zdaniem wygląda jasny, brudny błękit? Czy to do diabła są pastele ??????!!!!!!
Madzia zdziwiona odparła – Noooo…..a co? Nie???
Niestety , ja już tak mam ,że jak coś sobie postanowię, to muszę mieć to już, zaraz, natychmiast! Nie byłabym w stanie czekać przez sobotę, niedzielę i połowę poniedziałku, na wymianę kolorów…trudno…będzie pled pastelowy inaczej, a później najwyżej poszukam do niego odpowiedniego materiału i uszyję poduszki:)

IMG_9325-1 IMG_9321-1  IMG_9327-1 IMG_9320-1

Tak więc zgrzytając zębami z powodu braku słońca, pasteli widzianych inaczej, oszukania mnie przez media, prasę i pogodę, usiadłam na ławeczce i dziergałam dalej. I doszłam do wniosku, że leniwa baba jestem, bo gdybym pojechała sama, to pled byłby pastelowy i taki jaki sobie wymyśliłam, a gdybym policzyła oczka…to nie miałby dwóch metrów szerokości!  Zawsze powtarzałam,że ja potrafię! Ze uczę sie na błędach i nigdy nie popełniam ich dwa razy!…Widocznie wybiórczo i nie na wszystkich…Już wydziergałam samplery a’la plakaty…bo kratek nie chciało się liczyć, uszyłam za duże narzuty i zrobiłam za szerokie obrusy i wszystko u mnie jest zawsze wielkie, na dużą skalę i trzeba na to długo czekać…ba ,żeby czekać, wszystko trzeba dłuuuugo robić…i po co mi taki wielki pled? Koty szalały, a ja dziergałam dalej…dzięki chociaż za tą odrobinę bieli, bo inaczej faktycznie można by sfiksować!

IMG_9240-1 IMG_9205-1 IMG_9108-1 IMG_8910-1

Zmarznięte koty poszły spać..a że ja też zmarzłam, więc uruchomiłam piekarnik i upiekłam bułeczki z makiem…z ogromnej ilości mąki…dla siebie i dla sąsiadki..Jak dobrze jest mieć sąsiada, wszyscy wiedzą..i ja też takich mam ..sąsiadów , którzy działają, jak koło ratunkowe..obojętnie od pory, zawsze gotowi do pomocy! Ponieważ sąsiadka jest tak samo zakręcona jak ja, o ile nawet nie bardziej, więc nie dziwią ją moje telefony o 24, bo kanwy zabrakło, a ja muszę zacząć haftować…rozumie to doskonale- też tak ma i wtedy pomagam ja:)  Kiedyś w środku nocy, dwie ubrane w piżamki zjawy, z latarkami w zębach, opatulając w białe prześcieradła olbrzymie krzaczory kłujących berberysów, twardo kopałyśmy dołki , latałyśmy z konewkami, co chwila jęcząc okrutnie, bo jak każdy wie, berberysy kolce mają paskudne, a te były ogromne, dorodne..sąsiadka przywiozła je z odkrytymi korzeniami, rano wyjeżdżała, więc by nie przeżyły…pozostała więc nam noc na sadzenie :) I tak, to jest u nas często, raz potrzebuje ona, raz ja..Ostatnio mój wspaniały mikser, firmy “krzak”po tylu latach ciężkiej pracy, dokonał żywota. Zawsze tak jest,że wszystko się psuje w najmniej odpowiednim momencie..popsuło się oczywiście, jak ciasto piekłam , a zaraz goście mieli przybyć…telefon do sąsiadki i mikser już był..był..hmmm…przeszło miesiąc, w końcu kupiłam nowy. Mikser oddałam wraz z odsetkami w postaci koszyczka ze ślimaczkami z nadzieniem makowym:)

IMG_9309-2 IMG_9304-1
Pozdrawiam Wszystkich cieplutko.

czwartek, 27 stycznia 2011

W dużym skrócie


Bzyczało, syczało i brzęczało już od dłuższego czasu…że mój komputer wyzionie ducha…wiedziałam, he, he…pewnie wszyscy wiedzieli..aż któregoś dnia stało się to co było nieuniknione. Już od miesiąca wyłączał się parokrotnie w ciągu dnia, przywracał jakąś pamięć fizyczną, reperował partycje, sprawdzał dyski, jakieś klastry chyba..choć może się mylę, bo już nie pamiętam i nie wiem czy to, aby na pewno klastry były..w każdym razie nie dawaliśmy się, ani on, komputer znaczy, choć reperacja tyle razy w ciągu dnia zajmowała mnóstwo czasu, ani ja, choć musiałam czekać i czekać , a napis na monitorze obwieszczał: do końca zostało 89% i jakoś te 89 wcale nie malało , było i było…wiecznie 89 ..czekałam kolejną godzinkę i coś tam udawało się czasami zrobić. Byliśmy twardzi! Niestety..do czasu..Aż 16 stycznia, napis radośnie obwieścił:

Wszystko to pryszcz, niby działał, tylko nie miałam już nic..zupełnie czyściutki komputer..ponoć w ten sposób broni się przed utratą danych, niby fajnie,że się broni, tylko co z tego jak dla mnie i tak wszystko było utracone..gdzie nie weszłam…pusto, ani poczty, ani zdjęć, ani dokumentów. Nie wiem co ze mną jest nie tak, ale przy mnie siada cała elektronika..jakaś pechowa jestem. Pomiędzy świętami a nowym rokiem zostałam pozbawiona telefonu komórkowego…padł. Pojechałam do serwisu, niby wystarczyło kartę wyczyścić…nie zdążyli- karta też padła, trzeba było nową dać, chcieli nawet to zrobić, dobre chęci mieli, ale…system padł. Zostałam bez telefonu. Wzięłam z domu drugi, z kartą na doładowania..karta działała, ale telefon następnego dnia się popsuł..W szpitalach jak wchodzę do gabinetu padają scyntygrafy, na lotnisku piszczy, w sklepach bramki..piszczą…,nic nie wnoszę..ani nie wynoszę…no dosyć mam..naprawdę. Chyba kurcze zacznę pisać pamiętnik, tak jak kiedyś..zdjęcia wklejać będę i obrazki i pisać długopisem..działało kiedyś, działa i teraz - jest niezawodne!
No to by było tyle tytułem wyjaśnienia, chociaż pewnie już nawet pisać nie muszę, bo wiadomo,że jak mnie dłużej nie ma to pewnie komputer padł:) Jest jeszcze na szczęście Misiek..zrobił..odzyskał te moje dane..na jak długo..nie wiem, więc nie obiecuję ,że będę, ale póki co- jestem :).Mało tego..czuję się nawet bezpieczniej pisząc post, bo jakoś nie mam wrażenia,że komputer zaraz zapłonie żywym ogniem! Nie syczy, nie bzyczy, nie brzęczy…chyba mu się trochę poprawiło nawet:).
No, a wiadomo, jak nie miałam komputera, to musiałam się wyżywać gdzie indziej. Piekłam , gotowałam , smażyłam, sprzątałam, dusiłam ( na szczęście jeszcze nie dzieci ),dziergałam na drutach,na szydełku, zaczęłam kolejny pled, choć poprzednie dwa są nie skończone, uszyłam obrus- choć wiosna idzie, a firanka, zamiast radośnie wisieć w oknie i czekać na dendrologów, leży zwinięta w kłębek w koszu..ale skończę..wszystko! Postanowiłam sobie,że będę robić jedną rzecz nową i jedną starą  w między czasie wykańczać :) No nie umiem robić tylko jednej rzeczy,już kiedyś o tym pisałam - za szybko mi się wszystko nudzi..męczy mnie monotonia i wykonywanie cały czas tych samych czynności, potrzebuję zmian. 

IMG_9032-1IMG_9036-3
Jak juz pisałam dużą część czasu przebywałam w kuchni, poniżej na zdjęciach migawki z kolacji, nadmiar energii wykorzystałam z pewnością na robienie ślimaków z parówek- czasami myślę,że faktycznie mam za dużo czasu, no ale nic nie poradzę,że lubię takie “śmieszne” jedzenie :) Ślimaczki znalazłam za pośrednictwem Llooki, która  z tej samej strony wykorzystała przepis na jabłuszka…też chciałam jabłuszka, ale wiecznie zapominałam o pestkach dyni, więc znalazłam ślimaczki..o parówkach nie zapomniałam. I tutaj serdeczna prośba do Was..jeśli macie jakieś fajne przepisy, na jedzenie , które wygląda “ inaczej “niż to tradycyjnie podane, bardzo proszę o podanie namiarów na strony ewentualnie przesłanie mi przepisów ze zdjęciami- będę zobowiązana :) 

IMG_9018-1 IMG_9010-1
Na fotkach poniżej: grahamki..tutaj przepisów mnóstwo znajdziecie w necie , a dla miłośników czosnku, przepis na wspaniałe bułeczki drożdżowe, z chrupiącą ,czosnkową skórką:)
BUŁECZKI CZOSNKOWE  Z BAZYLIĄ I OREGANO
ok.400g  mąki
8g drożdży
30g roztopionego masła
260ml mleka
20 g drobnego cukru
pół łyżeczki soli
Z drożdży, łyżeczki cukru, łyżki mąki i niewielkiej ilości ciepłego mleka przygotować zaczyn, pozostawić, do wyrośnięcia
i dodać do pozostałych składników- wyrobić ciasto, przykryć ściereczką, postawić w ciepłym miejscu i poczekać, aż dobrze wyrośnie.
Później zrobić z ciasta wałeczek, podzielić na równe części- z każdej uformować kulkę, spłaszczyć i ulepić podłużną bułeczkę
układając złączeniem do blachy. Przykryć, i zostawić do wyrośnięcia na kolejne 30 minut.
NADZIENIE:
ok 50-60 g miękkiego masła
8-10 ( w zależności od wielkości ) ząbków czosnku
bazylia i oregano według  uznania
Wszystkie składniki ucieramy na puszystą masę, bułeczki nacinamy ostrym nożem i w to miejsce wkładamy nadzienie. Całość smarujemy roztrzepanym jajkiem z wymieszanym z jedną łyżką mleka. Wsadzamy do nagrzanego do ok .180 stopni piekarnika i pieczemy do momentu zarumienienia ok 15-20 minut.
BUŁECZKI SĄ PRZEPYSZNE PODAWANE NA CIEPŁO.. SMACZNEGO :)

IMG_8996-1 IMG_9005-1
Duuuużo jedliśmy przez te dni bez komputera, zdecydowanie więcej niż zwykle, ale ponieważ nie prowadzę bloga o tematyce kulinarnej, więc żeby nie było,że tylko się opycham..mitenki kolejne wytrzaskałam..nie dla siebie co prawda, ale sobie chyba też zrobię, bo jakoś kolorystycznie do mojej chusty pasują. W naturze zdecydowanie bardziej pasują niż na zdjęciach :)

 IMG_9068-1 IMG_9062-1 IMG_9066-1 IMG_9088-1
Ale co tam bułeczki, co tam mitenki..takie rzeczy to ja potrafię, ale nie potrafię… szyć:))) A że zawzięta jestem okrutnie, więc szyję. Zasłonki od Markosi, pomimo tylu przeróbek i uszytych rzeczy..no nie kończą się :) Z dwóch zasłonek, powstały już 4, do tego do, he, he, kompletu z zasłonami -fartuszek :) Materiału sporo jeszcze zostało, więc po nieudanych próbach i poszarpaniu poprzedniego obrusu z haftem z zazdrostki, ponownie sięgnęłam po maszynę i komplet się powiększyło o : obrus :))) . “Sie tam prosze” za dokładnie nie przyglądać i wyrozumiałym być:) Oczy mam i widzę,że krzywo z deka..nie wiem jak to jest,że ja przykładam , szpilkami spinam i jest prosto, a jak szyję..to wychodzi krzywo! W każdym razie nikt z tego strzelać nie będzie, więc ujdzie ..mi się podoba, choć nie ukrywam,że najlepiej prezentuje się bez dokładnego przypatrywania

IMG_9183-2 IMG_9150-1 IMG_9143-1 IMG_9168-1IMG_9155-1IMG_9224-1
IMG_9165-1 IMG_9159-1 IMG_9146-2IMG_9160-1  
A myślicie,że to już może koniec zasłonek? Nic z tego…jeszcze odrobinę materiału zostało, więc myślę co dalej:)
A na zakończenie, chciałam jeszcze wyjaśnić, bo podejrzewam,że doszło sporo komentarzy pod poprzednim postem.. komputer działa, nowe maile wchodzą, ale na odzyskanie tego co było w trakcie naprawy muszę poczekać jeszcze parę dni..tak więc, bardzo przepraszam, Wszystkie sympatyczne osóbki, które napisały komentarze bądź maile i nie doczekały się “ publikacji”, myślę..nie wolę nie myśleć, mam nadzieję, że niedługo wszystko odzyskam :)
Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia :)))

piątek, 14 stycznia 2011

Ciepło, co raz cieplej czyli wieczorne przygotowania do jutrzejszego śniadania


Kiedy reszta już śpi, często piekę bułeczki albo drożdżówki, na następny dzień, na śniadanko…idealne na rano, nie trzeba się szarpać z kanapkami, wystarczy podgrzać mleko i po robocie, do tego płatki śniadaniowe i nawet największe głodomory wychodzą z pełnym brzuchem, albo zabierają prowiant ze sobą do szkoły lub pracy:). Staram się zacząć jak najpóźniej, z racji tego,że jeśli upiekłabym wcześniej, to byłyby słabe szanse ,żeby dotrwały do śniadania..a i tak zdarza się często, że sępy zwabione zapachem ciasta drożdżowego, zbiegają na dół do kuchni i krążą wokół koszyka z drożdżówkami. I tak sobie krążymy wszyscy - oni krążą żeby zabrać, ja krążę żeby pilnować :) 

IMG_8957-1 IMG_8955-1
IMG_8942-1IMG_8956-1
BUŁECZKI ŚNIADANIOWE Z POWIDŁAMI
ok. 4 szkl mąki
3 dag drożdży
3 jajka
1/2 szkl cukru pudru
1/4 (6 dag )kostki masła lub masła roślinnego
szklanka mleka
cukier waniliowy
szczypta soli
dobrze wysmażone powidła ( jeśli są za rzadkie, należy odsączyć, bo w przeciwnym razie, ciasto wewnątrz ,będzie surowe )
KRUSZONKA :
1/2 szkl mąki
1/4 kostki masła
1/3 szkl cukru pudru
Do ciepłego mleka dodajemy drożdże, łyżeczkę cukru- pudru i łyżeczkę mąki, odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę, zaczyn łączymy z pozostałym cukrem- pudrem , cukrem waniliowym,żółtkami i mąką- delikatnie wyrabiamy, gdy się połączą dodajemy wcześniej stopione ,ciepłe masło i pianę z białek-ponownie wyrabiamy , jeśli jest zbyt rzadkie, dosypujemy odrobinę mąki, odstawiamy do wyrośnięcia- ciasto powinno podwoić objętość. Wykładamy ciasto na stolnicę, formujemy wałeczek i dzielimy na równe części ( mnie wychodzi ok. 20 sztuk ). Kawałki cista spłaszczamy i nakładamy na każdy łyżeczkę powideł, zlepiamy, formując bułeczkę i układamy dosyć luźno  na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, miejscem zlepienia do dołu. Ponownie, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce. W tym czasie przygotowujemy kruszonkę, posypujemy bułeczki i wstawiamy do nagrzanego do temperatury 160 stopni piekarnika. Po ok. 30- 35 minutach bułeczki są gotowe. Bułeczki wielkością są podobne do kajzerek- może odrobinę mniejsze, więc jest co jeść:)

Że mój piekarnik jest bardzo mocno eksploatowany pisałam niejednokrotnie, no ale tak jak w tą zimę, to mimo wszystko jeszcze chyba nigdy nie był. Otóż kochani- znalazłam sposób na zapewnienie sobie ciepełka w domku:) Ogólnie mogłabym niby tak samym piekarnikiem, no ale jak on taki gorący cały czas, to trochę jednak szkoda tak bezproduktywnie, więc…dokładam do pieca :)
Po bułeczkach…drożdżówki z serem:)

IMG_8975-1 IMG_8981-1
IMG_8983-1 IMG_8978-1
DROŻDŻÓWKI Z SEREM
0,5 kg mąki
3 dag drożdży
szklanka mleka
1/4 szkl. oleju
0,5 szkl. cukru
szczypta soli
zapach lub cukier waniliowy
1 żółtko
LUKIER ( niekoniecznie )
białko jajka
cukier –puder
NADZIENIE :
400 g białego sera
skórka z cytryny
żółtko jajka
Z drożdży, łyżeczki cukru, łyżki mąki i niewielkiej ilości ciepłego mleka przygotować zaczyn, pozostawić, do wyrośnięcia. Wszystkie składniki wyrobić dokładnie na gładkie ciasto i ponownie  zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu, aż podwoi objętość. Wyłożyć na stolnicę podsypaną mąką, zagnieść krótko i formować drożdżówki. Nadziać masą serową. Piec w temperaturze 180 stopni ok 20 minut.

I na zakończenie: słodki placek drożdżowy z cynamonową posypką i już mam kochani – 21 STOPNI :))))
IMG_8989-1IMG_8986-1 IMG_8991-1
A ponieważ w tej temperaturze najlepiej funkcjonuję- więc idę szyć, póki się nie ochłodzi. Pozdrawiam Wszystkich cieplutko i życzę kolorowych snów :)

środa, 12 stycznia 2011

Magicznego pudła, odsłona druga


Wczoraj szukałam zeszytu, no i traf chciał, że zeszyty są obok naszych magicznych pudeł..więc,nie można przejść obok obojętnie. Zajrzałam, a na samym wierzchu były listy pisane kiedyś przeze mnie i Miśka ..no i zaczęłam czytać…no i wiadomo…wsiąkłam na dłużej:))) No i , no i…no i…pisałam kiedyś, że z wierszy nastrojowo- lirycznych , przerzuciłam się na "rymowanki częstochowskie" :) Poniżej, najlepszy dowód mojej radosnej twórczości ..stara kartka z wierszykiem urodzinowym....dawne , piękne, szalone czasy…
Czasami , dochodzę do wniosku, że życie ze mną, przypomina jazdę kolejką górską….cały czas w biegu, w szalonym pędzie…zawsze do przodu, zawsze wszystkiego mało…zdecydowanie za mało. Nie jestem w stanie wysiedzieć spokojnie w jednym miejscu, zresztą…zobaczcie sami :)


Serce mi krwawi mężu jedyny,
bo dziś są właśnie Twe urodziny,
my zaś jesteśmy daleko stąd,
i to uważam jest wielki błąd !
Ale się nie smuć- przecież wrócimy
i życie znowu Ci umilimy!
Jakiś wypadzik? Może wycieczka?
Basen tuż obok! Za lasem rzeczka!
Stoją rowery- więc na co czekać!
Kampinos woła, nie ma co zwlekać!
Wieczorem spacer, wycieczka z rana,
podróż też chyba będzie udana!
Majówka wiosną ?- może dwudniowa?
Już nas pakuję - jestem gotowa!
Lipiec się zbliża w szalonym tempie,
słyszysz?- świat woła!
Patrz- będzie pięknie!
Gdzie tu pojechać, świat taki duży,
może skorzystać z biura podróży ?
Hiszpania, Kreta , Wenecja, Rzym!
Może tym razem , to będzie Krym!?
Mamy przyczepę? Ach, jakie szczęście!
Kupiłeś mi ją dzisiaj w prezencie !!!
Mikołaj czeka, Norwegia woła!
Szybciej, bo zaraz zacznie się szkoła!
W sierpniu nad Narty trzeba pojechać,
tak jak co roku, nie ma co zwlekać!
Powspominamy  i pogadamy,
parę piweczek również wychlamy.
Nogi pomoczmy jeszcze w jeziorze,
bo juz się robi chłodniej na dworze.
Słoneczko trochę już słabiej grzeje,
wicherek świszczy i deszczyk leje.
Co tutaj robić? Trzy dni urlopu!
Nie mogę zostać, nie chcę kłopotów!
Może na grzyby ?- bo zgnuśniejemy!
Więc na co czekać- dobra- jedziemy!
Górki Strachowskie małe i duże,
tutaj borowik, tam trzy kałuże,
tutaj prawdziwek, tam surojadka,
Misiek- a może spotkam niedźwiadka !?
Mężu- uśmiechnij się trochę! Proszę!
Masz mokre nogi? To włóż kalosze!
Przemokłeś trochę…hmmm…ciężka sprawa,
wieczorem przecież ma być zabawa!
Masz aspirynę i mocną kawę,
na nogi zaraz ja Cię postawię!
Oj, nie narzekaj- nie masz stu lat!
Przed nami stoi otworem świat!
Musisz wyzdrowieć, bo prom odpływa,
jak nie mówiłam, że Bornholm wzywa???!
Ej…opowiadasz..hmmm….trudna sprawa,
proszę wyzdrowiej!… znowu zabawa!
Widzisz Misiaczku, że fajnie było!
Nie szkodzi, że nas trochę zmuliło.
Nurka rzygała, Magda płakała,
ale wycieczka była udana.
Jakie widoki! Zachody słońca…
Szkoda, że szybko dobiegła końca!
Trzeba wyciągnąć już sprzęt zimowy,
Więc Austria- Innsbruck !
- jesteś gotowy ?
Na stokach zaraz poszusujemy,
wieczorem piwko jakieś walniemy.
Zwiedzimy Wiedeń, ze dwie jaskinie,
wiesz przecież jakie są piękne w zimie!
Już trzeba wracać, masz jakieś plany,
by przyszły rok był też tak udany ?
Nie masz pieniędzy?- trudno, nie szkodzi,
tylko się pospiesz- pociąg odchodzi!
Zakupmy atlas, moje słoneczko…
i zróbmy plany…może nad rzeczką?
Z całego serca, życzymy Ci,
samych udanych , przepięknych dni,
wszystkich urodzin,spędzonych z nami,
bo my Cię przecież bardzo kochamy.

IMG_8936-1 IMG_8939-1

środa, 5 stycznia 2011

Do kompletu na zimowe chłody

 
Miał być szalik…ale po przeczytaniu komentarza Mony, olśnienie na mnie spłynęło. Generalnie pisałam, że choć ciężko mi to wychodzi, bo wszelkie odcienie brązów uwielbiam,to jednak ze względu na ciemną karnację, staram się unikać ubrań w tej kolorystyce, szczególnie zaś wszystkiego od pasa w górę :) Zostało mi jeszcze trochę włóczki, w sumie do niczego niepotrzebnej ,więc stwierdziłam, że warto dorobić coś jednak do kompletu, tym bardziej,ze latanie po domu w szaliku, byłoby przesadą :) I tym sposobem powstały getry- ocieplacze, do tego gorące kakao… i w końcu jest mi dobrze:)Wszystko jeszcze przed praniem, więc później będzie troszkę ładniej- oczka się równo naciągną i ułożą :)

IMG_8828-1  IMG_8849-1 IMG_8846-1  IMG_8812-1
A jeśli chodzi o robienie mitenek na zamówienie…to niestety z przykrością muszę odmówić, ale kolejka chętnych w samej rodzinie jest dosyć długa :) Ale dziewczyny, to się robi naprawdę błyskawicznie, 2 godzinki i po robocie…więc nawet szkoda by było czekać , aż ktoś zrobi…bo zima minie :)
Pozdrawiam w końcu naprawdę cieplutko :)))