piątek, 30 kwietnia 2010

A miało być o miłości...


Jak się wali to wszystko:( W ostatnich dniach przeżyłam koszmar, ale chyba się w końcu udało. Ostatnio pisałam ,że muszę się w zabrać za rozliczanie pit-ów, a jakże…zabrałam się bardzo przykładnie, ale w momencie kiedy wszystkie dokumenty już po zaksięgowaniu, sprawdzałam z kalkulatorem w ręku, czy aby gdzieś się nie walnęłam…wyłączył się raptem komputer…włączyłam ponownie…zaczął coś wypisywać o braku spójności danych…wyłączył się znowu, a później już tylko latało po ekranie, że pliki nie do odczytania. Zdaje się ,że padł dysk biurowy. Normalnie przerażenie mnie ogarnęło, został mi jeden dzień do rozliczenia i zero zaksięgowanych dokumentów… Nawet gdybym pojechała do biura i księgowała całą noc, to i tak bym się nie wyrobiła z rozliczeniem. W końcu wpadłam na genialny pomysł ,zbijania wszystkich dokumentów na kalkulatorze i tak powinnam dziękować Bogu,że nie prowadzę sklepu spożywczego i mam o połowę mniej faktur:) Dłubałam , dłubałam…dodawałam, aż w końcu wyszły moje mizerne przychody. Jakoś się dzisiaj z tym w końcu uporałam i wysłałam pity, a mam je, aż cztery – pocztą. Po majówce czeka mnie od początku ślęczenie i księgowanie dokumentów z całego roku, do tego rozliczenie pojazdu…i skąd ja mam niby wiedzieć, gdzie jeździłam przez cały rok ?!!!

Jestem niewyspana, zła, wściekła, zmęczona i chce mi się wyć ! Miało być o miłości w kolorze fioletu, ale nic z tego- nikogo dzisiaj nie kocham:( Zdjęcia zostały…wklejone jakiś czas temu i niech już tak zostanie. O miłości nie będzie… może oprócz tego,że Madzia ten kubeczek, na zdjęciach poniżej( z królikiem oczywiście) dała Dominice… z miłości:)

IMG_5083-1 IMG_4926-1
IMG_4754-1 IMG_4859-1
     IMG_4857-1IMG_4867-3

Pozdrawiam Was wszystkich cieplutko, może jutro uda mi się wstać w lepszym humorze i powrócić do normalnego życia, tego realnego i tego wirtualnego, bo póki co nie wiem jak się nawet nazywam.

IMG_5271-1  IMG_4915-1IMG_5452-1 IMG_5423-1

wtorek, 27 kwietnia 2010

Uwielbiam podróże, te małe i duże



Jest takie drugie miejsce na ziemi , które uwielbiam. Nigdy nie miałam nikogo na wsi,cała moja rodzina od zawsze mieszkała w Warszawie, zazdrościłam koleżankom wyjazdów na wakacje do babci i dziadków…Ale jest takie magiczne miejsce, pełne wspomnień i sentymentów, miejsce w którym spędzałam wakacje bawiąc się w podchody, budując szałasy i odkrywając nieznane lądy. Miejsce do którego wracam w wolnych chwilach, gdzie każda ścieżka, każde drzewo przypomina mi beztroskie lata dorastania.

IMG_5361-1 IMG_5365-1
IMG_5380-1 IMG_5367-1
Miejsce w którym spędziliśmy z Miśkiem pierwsze, spokojne lata naszego wspólnego życia, gdzie brak finansów powodował odkrywanie talentów zielarsko- kulinarnych, gdzie Magda uczyła się miłości do zwierząt i otaczającej przyrody, a każdy dzień płynął wolniutko i szczęśliwie . Tak więc wyjechałam i niestety nie odpoczęłam, tam tez czekają obowiązki, a czasu było niewiele , lecz wieczorkiem zawsze znalazł się czas na spacerek, wspomnienia i podziwianie krajobrazów.

IMG_5352-1  IMG_5344-1IMG_5371-1 IMG_5407-1
I choć może to brzmi patetycznie, to tam po raz pierwszy zrozumiałam, że kocham ten kraj.. zapach czeremchy wiosną , mgły unoszącej się nad łąkami , dymu z ogniska, poranków w lesie, moczarów…to tam po raz pierwszy odkryłam , że w mieście się uduszę, że umrę z tęsknoty za letnimi porankami i pobrzękiwaniem pszczół,za zapachem mokrej ziemi po deszczu.. to tam będąc dzieckiem zaczęłam snuć pierwsze plany o swoim własnym raju na ziemi.
Podróże uwielbiam, kocham jeździć po świecie i zwiedzać . Nieczęsto mamy okazje ze względu na ilość posiadanej menażerii gdzieś się wspólnie wybrać, ale jeśli już jest taka okazja, to podróż zostaje zaplanowana w każdym, najdrobniejszym szczególe. Oczywiście nie wyjeżdżam na wczasy i nie leżę pod palmą, to zupełnie nie w moim stylu, który niestety musiała też przejąć moja rodzina. Za żadne skarby świata nie dałabym się zamknąć w klimatyzowanym , chłodnym i nieprzytulnym hotelu..niekiedy zatrzymujemy się tak, tylko na jedną noc w drodze.  My jeździmy na campingi, pod namiot, przemierzając dziennie nawet paręset kilometrów. Codziennie jest plaża, morze i obowiązkowe zwiedzanie okolicy, plan wytyczony wcześniej prowadzi nas od punktu a do b..rozstawienie namiotu, stołu, foteli i podłączenie wszystkiego, zajmuje niecałe 20 minut, w tym czasie już gotuje się woda na kawę. Każdy wie co ma robić . Wybrzeże Włoch , łącznie z Sycylią zwiedziliśmy w 13 dni, 14-go dnia prosto po nieprzespanej nocy spędzonej w samochodzie, pojechałam do pracy:) Tak jest za każdym razem, przeważnie nasze drogi prowadzą wzdłuż wybrzeża, choć zdarza się, że mamy i wypady w głąb lądu, bo akurat tam były rzeczy warte uwagi. 

IMG_5330-1 IMG_5331-1
Nasze podróże nie są tylko bezsensownym jeżdżeniem, jak jedzie Misiek to ja robię wykłady, no jak prowadzę ja, to Misiek przeważnie śpi, ale o niesprawiedliwości , to dużo juz pisałam:) - czytam, opowiadam, uczymy się chyba wtedy wszyscy, nie tylko dzieci:). O tym,że jestem typem zbieracza i wszystko mi się przydaje , z pewnością wiecie.Z wakacji ciągnę tony liści, kamyków, muszelek, patyczków, cenników, tudzież innych , z reguły przyrodniczych okazów. Oprócz tego,że zbieram chyba wszystko i wszystko mi się przydaje, to jeszcze wszystko, bardzo skrupulatnie archiwizuję, przymuszając również do tego całą rodzinę:) Jestem typem aż za bardzo zorganizowanym i uporządkowanym, tak więc powstają, kolejne kroniki naszych podróży, opisujących historię danego regionu i  wszystko co było warte uwagi.
Na letnie wakacje jeździmy zawsze sami, to taki czas dla nas, dla dzieci i rodziny, czas bez telewizji, za to z rozmowami , często do świtu, śmiechem, wygłupami.
IMG_5332-1 IMG_5333-1
Piszemy wszyscy, nie ma lekko:). Tutaj pierwsze wypociny Nurki, miała wtedy 6 latek :) .Nie poprawiam błędów, nie krzyczę jak brzydko napisane, to właśnie tak ma być…., tak jak było, bez korekty i układania tekstów– pamiątka na całe życie .

IMG_5343-1
IMG_5341-1 IMG_5336-1 IMG_5334 IMG_5329
W hotelu, daje się jedynie zamknąć w okresie zimowym jak wyjeżdżamy na narty…choć gdyby była taka możliwość pewnie wolałabym igloo:) W zimę, jest czas i dla znajomych, wyjeżdżamy w dużych grupach, gdzie jest mnóstwo dzieci, wrzasku, śmiechu, płaczu piwa i zabawy.

IMG_5337-1 IMG_5338-1
IMG_5339-1  IMG_5340   PIC00163 2-1
A na ostatniej fotce , moje młodsze dziecko, wylegujące się po zjazdach, w otoczeniu  ukochanych królików… tak, tak…króliki zwiedziły kawał świata…wszystkie tak samo kochane, zabierały mnóstwo miejsca w namiocie i samochodzie:).
Lubię jeździć i zwiedzać, ale również uwielbiam powroty…i choć świat jest piękny, to jednak kocham ten kraj i za żadne skarby, nie wyjechałabym stąd na dłużej.
Tak więc znowu jestem z Wami, jutro niestety muszę rozliczyć okropne pit-y, ale wieczorkiem zacznę zwiedzanie:) Jak zobaczyłam ile, pojawiło się nowych wpisów, to aż przysiadłam z wrażenia! Będzie co oglądać! A dzisiaj usiadłam, tylko po to,żeby zdjęcia zrzucić z aparatu, bo jestem zmęczona i dopiero wróciłam…a ,że zdjęcia takie ładne, to pomyślałam,że dodam od razu do kopii roboczych, jak dodałam, tak zaczęłam pisać…i …jak zwykle nie ma końca!

wtorek, 20 kwietnia 2010

Aż pewnej nocy puściły lody, ogrodu serce mocniej zabiło…

……Przyszłaś, nabrałaś źródlanej wody
I napoiłaś, a wszystko ożyło……



DSCN5227-2
DSCN5466-1 
DSCN4963IMG_4964-1
W końcu doczekaliśmy się ciepłych dni- mebelki zostały wyniesione nad staw, co oficjalnie zwiastuje rozpoczęcie sezonu wiosenno- letniego:) Hamak jeszcze w uśpieniu, bo czeka mnie trochę pracy, a na jego widok jakoś podejrzanie nogi mi miękną i mam zamiar zanurzyć się w jego przepastnych głębiach z książką w ręku…a tu nic z tego. Walka z podagrycznikiem rozpoczęta! Jest już dokładnie wszędzie, na każdej rabacie! Zawzięłam się- w tym roku chyba po raz pierwszy mam zamiar uczciwie pielić, bo niestety ten badziew powoduje , iż zamierają mi rośliny:( Obok pomostu rośnie śliwa, która już pięknie obsypała się listkami. Teraz czekam na kwiatki..Śliwka jest bardzo stara, rosła sobie na środku placu i osobiście ją przesadziłam…przyjęła się bez problemów i teraz jest bardzo mocno cięta co roku, żeby zachować niski , zwarty pokrój..Sekator to moje kolejne hobby, ale o tym kiedy indziej:)

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Pierwsza wiosenna zupa


Pierwsze wiosenne listki w moim ogrodzie warzywnym to szczaw, lubimy go my, ale jeszcze bardziej lubią ślimaki, a ponieważ my też lubimy ślimaki ( lubimy- nie zjadamy), więc dzielimy się nim zgodnie. Ślimaków mamy zatrzęsienie, nie robię z nimi nic, żyją sobie tak jak my i korzystają w pełni z uroków ogrodu. Z pewnością coś tam zjadają, ale jakiejś specjalnej roślinnej zagłady nigdy nie zauważyłam. Najgorsze są powroty wieczorami, po deszczu, do domu, wtedy podjazdem i Aleją Lecha przemierzają ich setki, Misiek staje w bramie i świeci reflektorami, a my z dziewczynkami pieczołowicie przenosimy ślimaki z powrotem na ogrodowe kępki, w lato dochodzi nam jeszcze przenoszenie olbrzymich ropuch, które bardzo majestatycznie kroczą na wyprostowanych nóżkach po naszym podjeździe. 

IMG_4832-1  IMG_4873-3

Problem ze ślimakami jest jeden, a mianowicie taki, że wszystko trzeba bardzo dokładnie z każdej strony oglądać, obojętnie czy ma się zamiar wrzucić to do zupy czy spalić, ślimaki dostarczają nam dodatkowej pracy. Z koszyczka w którym jest szczaw, wyniosłam jedenaście ślimaczych dzieci uratowanych przed powodzią w durszlaku i wrzątkiem w garnku.

IMG_4876-1

Zupka była przepyszna, kwaśna, pachnąca zielenią i świeżością, a co najważniejsze bardzo ekologiczna ze względu na ślimacze dziury. Ogród też mam ekologiczny,  warzywa i owoce nie są pryskane ani nawożone...jakoś rosną, a drzewka nawet owoce mają, a jak smakują....pamiętacie smak jabłek z dzieciństwa? U mnie właśnie taki rosną, pachnące, soczyste..poezja:))

IMG_4887-1 IMG_4881-1

piątek, 16 kwietnia 2010

Skrócony kursik robienia firaneczki

Nastała wiosna i do ogrodów ściągają tłumnie ptaki i dendrolodzy w ilości sztuk 2. Pamiętacie moją kuchenną firaneczkę, zasłaniającą mnie przed sąsiadami?


Otóż sąsiedzi moi funkcjonują jak ptaki, odlatują na jesieni i wracają wczesną wiosną ,są bardzo niepocieszeni z powodu kuchennej firaneczki,więc żeby żal swój złagodzić, w tym roku postanowili sie przenieść pod okno w salonie, zabierając ze sobą cały sprzęt, czyli kije, drabiny obwiązane nie wiedzieć czemu foliowymi torebkami, zardzewiałe taczki i swoje zacne osoby! Siedzi sobie człek spokojnie bladym świtem na kanapie, ubrany jeszcze jakby z deka niekompletnie, z kołtunem na głowie i kubasem kawy w ręku, usiłując powrócić do świata żywych, a tu  pod oknem widzi dwa uśmiechnięte dzioby ( wstają również jak ptaki, bladym świtem są już na działce)…O mamuniu, jak się wystraszyłam! Kawę wylałam, pysk wykrzywił mi chyba jakiś koszmarny grymas, który oni musieli wziąć za uśmiech, bo zaczęli radośnie machać..Przeganiając z twarzy wyraz irytacji odmachałam wdzięcznie, oni stoją dalej i się szczerzą, no bo przecież nie widzieli mnie całą zimę, ja twardo siedzę dalej…w końcu Jędrula zaczyna wykrzykiwać swoje …hop, hop….Pani Sylwio…! Wiem,że wypadałoby wyjść i się przywitać,ale jak tu niby wstać jak człowiek pozbawiony jest prawie całej dolnej partii ubrań?!. Widząc,że Jędrula za kij juz chwyta, żeby w okno walić, desperacko obwiązałam się pledem i wyszłam na taras…radosnym powitaniom nie było końca.

IMG_4952 IMG_4954
Pomyślałam, o nie …nigdy w życiu i wzięłam się do dziergania drugiej firanki, tym razem na okno w salonie. Już od pewnego czasu nosiłam się z takim zamiarem, bo jak wspominałam widok z południowego okna mam na ścianę chałupki dendrologów…koszmar, na początku usiłowałam znaleźć jakieś pozytywy…i znalazłam, poszłam do koleżanki, a ona na tyłach całego ogrodu ma wstrętną , wysoką ścianę z betonowych pustaków! To ja już mam lepiej, przynajmniej ściana drewniana, niestety z czasem drewno straciło zdecydowanie na swym wyglądzie, a po ostatniej historii i ilości znoszonego sprzętu pod moje okno postanowiłam ,że dosyć tego dobrego. I tym sposobem, choć miałam kończyć hafcik, obrusik i narzutę , rozpoczęłam projekt “ Dendrologom mówimy dość!”
Więc teraz Ci co byli zainteresowani firanką, mają okazję zobaczyć jak to się je:)
Otóż: pomocnicy jak zwykle mile widziani, bo w przeciwnym razie za szybko można by skończyć i pozbawić sąsiadów szczęścia. Bierzemy cienkie płócienko o odpowiednich wymiarach, później dziergamy parę szydełkowych kwiatków), oczywiście można wydziergać je wszystkie od razu, ale ja jestem zbyt niecierpliwa więc, robię partiami.

IMG_4849-1
IMG_4843-1

Następnie rozkładamy kwiatki na materiale wedle uznania i rysujemy łodyżki i listki przeróżne, dosyć gęsto, bo pomiędzy nimi musimy porobić połączenia, spod których będzie później wycinany materiał. Można sobie takie pajączki rozrysować na materiale.

IMG_4847-1 IMG_4845-1

I zaczynamy hafciki, na początku trzeba wszystko ,no, nie wiem oczywiście jak się to nazywa, ale poprzeplatać tak nitką jak na zdjęciu poniżej, a dopiero później można haftować. Igłę wbijamy tak jak na zdjęciu i przeciągamy przez środek pętelki, po zewnętrznej stronie motywu , powstaje wtedy coś jakby łańcuszek. I tak po kolei, każdy motyw trzeba obdziergać. Jak z jednej strony mamy już wydziergane i dochodzimy do miejsca, gdzie ma być połączenie, to wtedy należy zahaczyć nitkę po przeciwległej stronie, przeciągnąć z powrotem, znowu zahaczyć i jeszcze raz, na drugą stronę, pajączka robimy dokładnie tak samo, tylko,że w powietrzu, nad materiałem. Nie należy się zbytnio przejmować jak się trochę marszczy, później i tak zostają prawie same dziury:) . Robi się dosyć szybko, ten kawałek zrobiłam w jedno popołudnie.

 IMG_4850-1 IMG_4949-1
IMG_4948-1  IMG_4955-1

Firaneczka w moim przypadku musi być podobna do tej kuchennej, jako,że salon mam połączony z kuchnią, ale generalnie, to wcale nie muszą być kwiaty. Tym razem wzięłam dosyć gruby kordonek , bo wtedy jest szybszy efekt, a mnie z oczywistych względów zależy na czasie:).
Pozdrawiam cieplutko.