środa, 29 kwietnia 2009

Miód z mniszka lekarskiego i pomarańczy


Pewnie większość już słyszała i robiła miód z mlecza, jednak dla tych co nie wiedzą serdecznie polecam! Miód smakuje dokładnie tak jak pszczeli, a jest dużo tańszy i ponoć bardzo zdrowy. Niektórzy robią zamiast miodu syrop na kaszel, wtedy należy dodać więcej wody.
Robi się go szybko i łatwo, najgorsza czynność to skubanie zielonych przylistków, a później idzie już z górki:)



Słoiczków nie trzeba pasteryzować, gdyż miód konserwuje duża ilość cukru. Ja dodaję więcej pomarańcz, w związku z tym miodzik jest bardziej karmelowy.


sobota, 25 kwietnia 2009

Nagroda specjalna, wiosna w pełnej krasie oraz Adamkowy pamiętnik

Na początek, chciałabym się Wam pochwalić niezwykłym wyróżnieniem, które wymyśliła i przyznała mi Daisy , a jest to ORDER UŚMIECHU, który dostałam "za Adamka". Nie ukrywam, że czuję się troszkę skrępowana, ale jednocześnie jest to dla mnie duży zaszczyt. Daisy, chciałam Ci bardzo podziękować.Korzystając z okazji , chciałam powtórnie podziękować Wam wszystkim za wspaniałe komentarze, za to że podzieliliście się ze mną swoimi kocio- psimi, często jakże bardzo smutnymi historiami. Za wsparcie, za zrozumienie, za wyrozumiałość, że blog jakoś ostatnimi czasy zmienił swój charakter i stał się zwierzyńcem:) I Tobie Mamo chciałam mimo wszystko:) podziękować, że jednak ulitowałaś się i zabrałaś Adamka... mimo wszystko , bo jest to kolejny problem i kolejny pyszczek do wyżywienia:) I choć wiem, że nie uratuję, wszystkich stworzeń, to może w kimś, dzięki tym postom zaszczepiłam odrobinę miłości, może nie będziemy już tak bezdusznie przechodzić obok zwierzęcego cierpienia .
Wasze słowa często wprawiają mnie w zażenowanie, bo jakoś tak głupio czytać o sobie, ale również czuję się bardzo dumna z tego, że ktoś może o mnie tak miło myśleć, bo mimo olbrzymiej miłości do zwierząt, aniołem to ja doprawdy nie jestem. Nigdy nie było świętej Elizy i ze mnie też na pewno nie będzie:(

JESZCZE RAZ WSZYSTKIM BARDZO SERDECZNIE I BARDZO GORĄCO DZIĘKUJĘ.

A na wszystkie wiadomości postaram się odpisać wieczorem.

A teraz trochę różności, żeby nie było,że tylko czworonogi mi w głowie:)
Ponieważ nie było mnie z Wami na Święta, chciałam pokazać świąteczne pozostałości, czyli dekoracje okienne:), bo niestety nic innego się nie ostało, a do robienia zdjęć, w tamtym okresie nie miałam głowy.

Wianuszki są zrobione, ze sztucznego bluszczu i różyczek, tak więc pewnie jeszcze przez jakiś czas powiszą, natomiast zazdroskę wydziergałam sama już dawno temu( bardzo lubię połączenie delikatnego batystu z grubym, takim przaśnym kordonkiem) i właściwie takie "firanki" wiszą w każdym pokoju z tym,że różnią się oczywiście koronkowym wykończeniem.


Ziołowe donice powstały specjalnie w celu uprawy ziół na parapecie okiennym, w jednej rośnie dość rachityczna bazylia, a w drugiej jeszcze bardziej rachityczna szałwia:( W każdym bądź razie stanowiły ogrodową świąteczno- wiosenną aranżację:)

Poniżej parę fotek z szalejącej po ogrodzie wiosny ( widok z okien salonu )



Rozlewisko to jedno z moich ulubionych, spacerowych miejsc w okolicy.
( i jedna z nielicznych rzeczy, którą zrobiły fantastycznie nasze gminne władze, za co pokłon czołem do ziemi biję) Zbiornik jest utworzony sztucznie i jest to najzwyklejsza (a właściwie niezwykła) pod słońcem oczyszczalnia ścieków, która stała się ostoją przeróżnego, wodnego ptactwa, zamieszkującego wody zarówno na stałe jak i gościnnie.


Z PAMIĘTNIKA ADAMKA

Witam Wszystkich ponownie, jako, że moja skromna, owłosiona osoba cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, chciałbym Wam donieść co się wydarzyło w ostatnich dniach mojego krótkiego życia :) Czuję się bardzo dobrze i rosnę jak na drożdżach, mamusia mówi,że przestanie się martwić, jak będę ważył tyle co kostka masła czyli 250g, ale póki co nie jest źle, bo ważę już 233 gramy!!! Mamusia wstaje już do mnie tylko raz w nocy i jest z tego powodu bardzo szczęśliwa!

Wiem już co to mleczyki i koniczynka i powiem szczerze, że nawet mi smakuje, ale mama po tej zieleninie zawsze daje mi ciepłe mleczko, bo mówi, że to moje jedzonko ma za mało kalorii, ja tam jej święcie wierzę i jem tak, że aż uszy mi się trzęsą z rozkoszy.

Ten wielki wybieg, który mi zbudowali, jest bardzo fajny, ale tylko wtedy jak w klatce siedzi ze mną mamusia, sam nie lubię tam być i zaraz chowam się do domku, a jak mama znowu wchodzi do klatki, to wychodzę i ja!

Wczoraj mamusi przyniosła na spróbowanie kolejny smaczek, mówi że to czereśnia!- baaaardzo lubię gałązki czereśni i już wiem, że mamusi nie wolno gryźć, tylko całować moim mięciutkim języczkiem, a gryźć mogę gałązki, no i jeszcze suwak od mamy bluzy...w ostateczności.

Najbardziej, to jednak lubię być w domu z mamusią i skakać po jej łóżku, wczoraj pokazywałem swoje nowe sztuczki i mama bardzo głośno się śmiała. Podskakiwałem do góry na wszystkich czterech łapkach w miejscu i strasznie to się wszystkim podobało, ale jak przestała się już śmiać...to wtedy musiałem wymyślić nową sztuczkę i zacząłem skakać i w powietrzu obracać się o 360 "!!! To dopiero był wyczyn!!! Mamusia znów się śmiała i mówiła, że jestem najpiękniejszym i najukochańszym z zająców - ale to pewnie dlatego, że tylko mnie poznała:)

Już dwa razy nastraszyłem mamę tak strasznie, że aż prawie zaczęła płakać. Za pierwszym razem,( a było to zaraz po zjedzeniu pierwszy raz koniczyny) zacząłem machać główką i wydawać dziwne odgłosy. Mama myślała, że się duszę listkiem, ale okazało się, że to tylko CZKAWKA!!! Za drugim razem jak podeszła do mnie do klatki, to miałem wyciągnięte nóżki na bok i smacznie spałem....wywlekła mnie na siłę i dopiero jak otworzyłem oczka i zacząłem ją całować, to zrozumiała ,że to taka moja nowa poza! Jak nic,że histeryczka z niej straszna!

Już myślałem,że moja mamusia to prowadzi jakąś "ochronkę", bo wczoraj wieczorem było u nas bardzo dużo dzieci i wszystkie chciały cały czas jeść, a mamusia piekła tylko pizzę i nosiła im inne smakołyki, a w nocy to te dzieci strasznie hałasowały i nie dawały nam spać!

A dzisiaj byłem w strasznym stresie, bo ledwo wyszły dzieci , to przyszła do nas do ogrodu ....kaczka z kaczątkami i już myślałem, że zamieszkają razem ze mną , ale mamusia tylko powiedziała, że to zaprzyjaźniona kaczucha i przyszła do nas w odwiedziny pochwalić się swoimi malutkimi dziećmi...no kaczusie były naprawdę urocze, tatuś musiał im wyciąć kawałek siatki, żeby mogły do nas wejść i mówi, że sąsiad może być zły, ale mama mówi, że trzeba pomagać zwierzątkom i ,że nic mu się nie stanie, jak małą dziurę będzie mieć.




Kaczusie pospacerowały po ogrodzie i pokąpały się w naszym stawie, a później mamusia pomogła im dostać się nad "ich" duży staw, gdzie się urodziły. Choć były bardzo piękne, bardzo się cieszyłem jak poszły i mamusia jednak troszkę też:)

I powiem Wam w sekrecie, że choć na dworku jest fajnie, to jednak najszczęśliwszy czuję się z moją łysą mamą w jej łóżeczku. Wtedy mogę położyć się między nią, a jej małpką (duża taka jest, a z małpką jeszcze śpi!) położyć uszka po sobie, przytulić mordkę do jej ręki. Mamusia głaszcze mnie między oczkami, a ja wtedy tak rozkosznie je mrużę ... i szczęśliwy, wyskakany i wygłaskany idę spać. A na dworze, to niech sobie dzikie zające żyją, ja tam mam swój dom i swoich rodziców!

Do usłyszenia wkrótce.

ADAMEK

środa, 22 kwietnia 2009

Adamek oraz wyróżnienie.

Z PAMIĘTNIKA ADAMKA

Witam wszystkich:) Nazywam się Adamek i czuję się bardzo dobrze, bo mamusia codziennie karmi mnie mleczkiem dla kociąt, w związku z tym utyłem i ważę już 170 gram!!! Trochę biedna jest, bo jem bardzo dużo i mamusia musi mi dawać mleczko co 3 godziny, ale za to wyrosnę na bardzo ładnego i dużego zająca.

Po jedzeniu nie wiem po co zawsze mnie waży, ale niech tam, już się przyzwyczaiłem i zupełnie nie protestuję

W poniedziałek mamusia bardzo się zdenerwowała, bo wydzwaniała po całej Polsce, żeby mnie oddać, ale nikt nie chciał mnie przyjąć, bo mówili, że mogę być chory. Mama krzyczała, że skoro zające są pod ochroną, to dlaczego nie chcą mi pomóc wrócić na wolność!!! Bałem się strasznie, że będę musiał gdzieś sobie pójść, ale u weterynarza mamusia się dowiedziała, że muszę już zostać, bo bez niej nie dam sobie rady i wtedy się uspokoiłem, a właściwie zacząłem ze szczęścia skakać!!!

Tatuś mówi,że mamusia jest świrnięta, ale sam też chyba nie jest lepszy, bo nazwał mnie Adamek!!!- od tego mistrza świata w boksie, co to obronił tytuł IBF w wadze junior ciężkiej - bo ja bardzo mocno boksuję przednimi łapkami. Właściwie to nie wiem,czy jestem chłopcem,czy dziewczynką, ale mama mówi, że się można dowiedzieć właściwie dopiero po uboju, więc nie jesteśmy już ciekawi.

mamusia jest baaardzo cierpliwa, uczy mnie jeść trawki i przynosi przeróżne smakołyki, a po jedzonku to zawsze sam się myje, a później idę do niej ,żeby sprawdziła i doczyściła mnie do końca ( udaje, że mnie liże, ale wiem, że robi to nosem...hmmm i tak bardzo to lubię)
Chodzimy do ogrodu na naukę skakania, a tatuś zbudował mi wczoraj olbrzymi wybieg w ogrodzie, dostałem nawet domek po jeżach, więc teraz będę mógł sam skakać i się bawić!

Od góry domek zasłonili też siatką, bo wczoraj, na stacji benzynowej znaleźli mojego brata rozdziobanego przez ptaki... i mama bardzo się boi,żeby nikt się do mnie nie dostał i mnie nie skrzywdził

Wybieg jest duży i wysoki, bo umiem skakać i wszerz i wzwyż, choć sam jestem jeszcze malutki!


A jak już się wybawię i wyskaczę, to wieczorkiem przyjdę do mojej dziwnej, łysej mamy, którą bardzo pokochałem. Wtulę pyszczek, przytulę się i słodko usnę w jej ramionach.
może to jednak dobrze, że będę u niej.

CDN


Na koniec chciałam podziękować dziewczynom, które mnie bardzo przyjemnie zaskoczyły przyznając wyróżnienie. Nie było mnie ostatnio na blogu,a tu taka miła niespodzianka:)
Serdecznie podziękowania dla: Kamili z Zakamarka, Jo-hanah z Wrzosowej Polany, Zielichy z Pokoiku, Elle z Le petit bonheur, Nettiki z nostalgią w tle i Pasjonatki ze stylu we wnętrzu, wnętrzu w stylu, Bogaczce, Anne z Home Sweet Home oraz Ori, która tak pięknie o mnie napisała, że chyba w ramki oprawię !
No i coby tradycji stało się zadość przekazuję i ja wyróżnienie kolejnym ośmiu osobom, a są to:

1. Yrsa z ulicy Zacisznej
2. Olla z Modern spotyka vintage
3. Daisy czyli cała ciotka bez upiększeń
4. Lenie z Cottage in The Pines
5. An-nie z Waniliowo
6. Kass ze smaków i aromatów
7. Dziewczyny z Pachnidła
8. Pati z Ostoji
no i jeszcze 9.Joannie co to inspiracji szuka...u kogoś widziałam wyróżnienie dla Joasi, ale teraz nie mogę znaleźć, więc na wszelki wypadek dam i ja:)
10. oraz Nice z króliczego świata za bardzo dobre serduszko i miłość do zwierząt:)

Oczywiście wyróżnienie dałabym Wszystkim ulubionym blogom, ale widziałam,że większość już dostała od kogoś nominację, więc ja daję tym, którzy chyba jeszcze nie dostali:) a i tak mam nadzieję, że trafi do Wszystkich i że nikt nie zostanie pominięty!

Bardzo Was przepraszam,że nie zamieszczam odnośników, ale już nie mam na to czasu. Karmienie:)

sobota, 18 kwietnia 2009

Psi Anioł, wiosna w ogrodzie i maleńka przybłęda


Ogród po zimowym śnie w końcu obudził się do życia, codziennie rozkwitają nowe kwiaty, brzozy puszczają już listki, a cały świat spowija zielona mgiełka. Staram się i ja wrócić do normalnego życia, choć nie jest to proste...cały czas jak schodzę na dół, wydaje mi się, że kątem oka widzę Sagę, pomimo innych zwierząt w domu jej nieobecność odczuwam bardzo mocno, była taka stateczna i majestatyczna, leżąc zawsze trzymała przed sobą skrzyżowane łapki:) Chłopaki
(Plaster i Pejk) robią teraz to co chcą i nie ma ich kto przywrócić do pionu, tak to zawsze w razie awantur w sam środek wkraczała Saga i uspokajała towarzystwo...
Każdy na swój sposób odreagowuje ból i stratę, niektórzy nie jedzą, inni cały czas śpią albo też nic nie robią...ja wręcz przeciwnie, latam jak nakręcona i cały czas coś robię, głównie sprzątam, naprawiam, czyszczę..., przy okazji zalewając się łzami. Generalnie raczej twarda, a nawet bardzo twarda ze mnie sztuka, ale jeśli chodzi o rozstania, a w szczególności o utratę kogoś bliskiego, nie umiem sobie z tym zupełnie poradzić, a moja rozpacz graniczy nieomalże z histerią. Chciałabym bardzo wszystkim podziękować za wspaniałe maile, komentarze, za zrozumienie i wsparcie... każdy potrzebuje tego czasu na dojście ze sobą do ładu, ale dzięki Waszym miłym słowom było mi naprawdę łatwiej. To nie jest mój pierwszy pies z którym musiałam się rozstać - o poprzednikach kiedyś napiszę, zbierałam się już do tego parokrotnie, ale zawsze jest ciężko i nie po drodze... Na coś takiego nie można się uodpornić, za każdym razem boli równie mocno, bez względu na to które to już stworzenie przeszło za tęczowy most, a każde pożegnanie zostawia swój ślad i zabiera jakąś cząstkę mnie. Jednak jeśli kiedyś znowu przyjdzie taki moment, że w naszych drzwiach stanie bezpański pies, bez wahania go przygarnę, pomimo tego, iż wiem jak wielki ból będę odczuwać po jego śmierci, ale wiem również ile mogę mu podarować ciepła i miłości, i wiem, że u nas może przeżyć szczęśliwie swoje krótkie, psie życie. Kto z Was czytał wcześniejszą historię Sagi, wie jak wiele ta psina wycierpiała przez pierwsze dwa lata swojego życia, a jednak później była bardzo szczęśliwa, czuła się kochana i potrzebna...ileż to razy wylewałam krokodyle łzy w jej futro, zawsze patrzyła ze współczuciem i zrozumieniem...wiadomo - kobieta. Chłopaki zaraz mnie lizały, skakały i się cieszyły nie wiadomo z czego, a ONA wiedziała i rozumiała!
Jo- hanah z Wrzosowej Polany napisała mi przepiękną historię, jest to rozmowa Boga z psem, który martwił się tym, że będzie musiał opuścić ten świat przed człowiekiem. Chciałam Wam tylko zacytować kawałek

(...) Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania,
Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu.
Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale
także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich
życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą
wiedzieć, że spotkają Ciebie znów (...)

Dziękuję Joasiu, moja Saga jest na 100% PSIM ANIOŁEM !

Wczoraj - 17 kwietnia, Plaster był na operacji. Ma już 5 lat i niestety nie był do tej pory wykastrowany, przez co zrobiła się cysta w gruczole krokowym, nawet byśmy o tym nie wiedzieli, ale przez przypadek zauważyłam, że siusia krwią...innych oznak nie było, a krwawienie dosyć szybko ustało.Od razu poszedł pod nóż i powiem Wam , że jak zostałam z nim, do momentu kiedy zaczęła działać narkoza, i jak później usypiał, to myślałam, że nie dam rady i że tego dłużej nie wytrzymam. Oczywiście wytrzymałam, poczekałam aż zasnął, ale ta narkoza, zaledwie trzy dni po śmierci Sagi znowu przywołała dramatyczne skojarzenia. Przy okazji, jak już jestem w temacie, znowu powiem o kastracji i sterylizacji, jakie to jest bardzo ważne i bynajmniej nie chodzi tu tylko o prokreację, ale o to żeby nasze zwierzęta mogły uniknąć wielu potwornych chorób ( rak jajnika, gruczołów mlekowych...no i prostata czego Plaster jest najlepszym przykładem)
Na szczęście już jest w domu i wszystko jest ok. Pojechaliśmy po niego z kocykiem, a on już się wyrywał i stał o własnych siłach...chodził jak pijany, a kołnierz bardzo, ale to bardzo mu się nie podoba.
Mam nadzieję,że zacznę teraz nadrabiać blogowe zaległości, bo już od dawna nie widziałam co się u Was dzieje:).

Jeszcze raz Wszystkim serdecznie dziękuję.

Plaster w dniu operacji. Miał leżeć cały dzień skołowany, a już po dwóch godzinach latał po domu cały happy:)

No i cóż mogę powiedzieć... to już miał być koniec moich smętnych wynurzeń na dzisiaj, a właściwie wczoraj, ale jednak nie dane mi było skończyć, gdyż znowu wydarzyło się coś niesamowitego! Wyżej pisałam o tym, że bez wahania przyjęłabym pod swój dach kolejnego, biednego, bezdomnego psa....Otóż nim skończyłam pisać, dostałam od Mamy rozpaczliwy telefon, żeby ratować....... ZAJĄCA, bo zaraz zdechnie...a Mama nie może nic zrobić bo siedzi w pracy i zając musiałby czekać do godz. 24, a do tego czasu na pewno już będzie musiał się pożegnać z tym padołem ziemskim! Złapali go na Woli, nieomalże w centrum Warszawy, jak latał po stacji benzynowej, pełnej samochodów....Cóż było robić...trzeba ratować zająca!!! Zaopatrzona w wielką skrzynkę wyłożoną kocykiem i "frecie" rękawice" na krokodyla"wsiadłam z córką w samochód i łamiąc wszelkie ograniczenia prędkości gnałam po zająca, wcześniej umawiając się z zaprzyjaźnionym weterynarzem.
Czekała na nas tycia kuleczka, tak malusieńka, że spokojnie mieściła się w jednej dłoni, maleńki, zestresowany zwierzaczek zginąłby w tej olbrzymiej skrzynce. Przełożyłyśmy maleństwo do kartonu i znowu jadąc z niedozwoloną prędkością, po parunastu minutach już byłyśmy u weterynarza. Znają nas tam, aż za dobrze, a przecież parę godzin temu odebrałam od nich Plastra) więc nie było problemu z przyjęciem po "godzinach urzędowania". Zajączek po wyjęciu z kartonu zaczął przeraźliwie krzyczeć, nie da się opisać słowami jaki donośny wrzask może się wydobywać z tak małego ciałka!Ponieważ wcześniej został przepędzony na stację przez faceta co kosił trawę, istniało poważne podejrzenie ,iż został uszkodzony kosiarką, na szczęście na podejrzeniach tylko się skończyło. Wygląda na zupełnie zdrowego, ale ma ok. 2 tygodni, więc sam jeszcze nie dałby rady przeżyć. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem zabierania zwierząt z ich naturalnego środowiska, ale w tym przypadku po prostu nie było innego wyjścia. No cóż, mogę powiedzieć, że jestem już specjalistką od jeży, ale o zającach, jak do tej pory miałam mgliste pojęcie. (Mój mąż śmieje się, że niedługo zaczną do nas walić drzwiami i oknami łosie i dziki:) Troszkę poczytałam w necie, sporo dowiedziałam się od weterynarza, znalazłam jedno nadleśnictwo, które zajmuje się zającami i z nimi chcę się skontaktować...zdecydowanie lepiej będzie mu na wolności, niż w domu...mam tylko spore obiekcje, czy będzie się w stanie przystosować?! Póki co siedzę nieprzytomna, bo w nocy miałam trzy karmienia, co naprawdę nie jest łatwą rzeczą! Trzeba zejść na dół, rozrobić świeże mleczko, ostudzić do odpowiedniej temperatury i karmić Bóg jeden raczy wiedzieć czym i jak długo!!!
Pipetki są tylko szklane , więc odpadają, a strzykawką zalewałam biedaka po same oczy! Dzisiaj mój mąż, zrobił mu super urządzenie, gdzie mleczko ma podawane kropelkami...po karmieniu waży jedynie 136 gram! Boję się, że zdechnie, bo podobno bardzo trudno jest utrzymać przy życiu takiego małego zajączka, ale teraz mam się czym zająć i nie mam czasu na myślenie, bo z braku snu snuję się po domu jak ćma gówienna , dzieci już dawno duże, więc nie pamiętam jak to było nie przesypiać nocy! Kończę, bo zbliża się pora kolejnego karmienia, później może się trochę zdrzemnę przed następnym ( karmienia co 3 godziny), a jutro może znajdę troszkę czasu, żeby zaspokoić swoją ciekawość i poczytać Wasze blogi:)
Trudno mi się o tym pisało i gdybym zaledwie dwa miesiące temu nie przedstawiła Wam Sagi, to pewnie nic bym nie napisała. Ale tak...czułam, że po prostu muszę to zrobić.

I może teraz się uda zakończyć ten przydługi post:)
Jeszcze raz pięknie Wam dziękuję za ciepłe słowa pocieszenia, a przede wszystkim zrozumienia.


Wiosna w moim ogrodzie


BIAŁY

ŻÓŁTY



o dziwo kwitnie jeszcze całkiem sporo krokusów...

CZERWONY

ODCIENIE FIOLETU

ODCIENIE BŁĘKITU


ODCIENIE CZARNI - VINGA W KOCIMIĘTCE:)

biedna kocimiętka...ledwo odrobinę zacznie wychodzić z ziemi, a już jest maltretowana przez mojego kota, który tarza się w niej bez opamiętania, mruczy, przymyka oczka i przeciąga się!