czwartek, 17 września 2009

Z pamiętnika Adamka

Nie tak dawno musiałem się na jakiś czas rozstać z mamusią i oboje to bardzo przeżywaliśmy, oczywiście każde na swój sposób…Ja siedziałem skulony w kąciku i nie chciałem jeść kaszy, ani od taty , ani od siostry…no ledwo mordkę umoczyłem , zjadłem ze dwie łyżeczki i już mi się nie chciało, tak bardzo tęskniłem za mamą…..A ona…oj, była biedna, cierpiała okrutnie, tym bardziej,że nasze przymusowe rozstanie  nastąpiło przedwcześnie i dosyć niespodziewanie, więc nie zdążyła mnie poprzytulać i wycałować po futerku!,

tak więc cierpiałem i nie chciałem wychodzić nawet z klatki,

DSCN8677-1

aż któregoś dnia , mamusia wpadła na pomysł żeby zacząć do mnie dzwonić! Siostra ustawiała telefon na głośnik, a ja mogłem w końcu ją słyszeć!

Na początku byłem trochę przestraszony, ale później wyszedłem z klatki i zacząłem jej szukać po całym pokoju, nie widziałem, a słyszałem…cuda na kiju normalnie!!!

DSCN8674-1 DSCN8670-2

Mamusia powtarzała…już niedługo syneczku się spotkamy… Życie znowu nabrało sensu i kaszka zaczęła lepiej smakować, a ja czekałem na mamę i tęskniłem do niej całym swym zajęczym serduszkiem, ale wiedziałem, że już niedługo znowu będziemy razem!

Mamusia dzwoniła do mnie często, nie zważając na śmiechy w rodzinie i pukanie się w czoło…nawet babcia zaśmiewała się do łez z tych naszych telefonów.A mama powtarzała,że jestem na pewno jedynym zajączkiem na świecie do którego telefonuje mamusia, a ja byłem z tego bardzo dumny!

Aż któregoś dnia otworzyły się drzwi i weszła moja ukochana mamusia, łzom radości nie było końca!

Później usiedliśmy i oglądaliśmy moje zdjęcia jak byłem malutki. Zobaczcie tylko jaka różnica!

To ja- Adamek kiedyś…

DSCN5001

I Adamek dziś:) Proszę zwróćcie uwagę na moje piękne skoki, że wcale nie są wyprostowane do końca…w rzeczywistości jestem jeszcze większy i sięgam  łapkami prawie do blatu biurka!

DSCN8675-1

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i pędzę zjeść moją pysznościową kaszę, bo właśnie nadeszła pora karmienia!

22 komentarze:

Cioara Andrei pisze...

Foarte interesat subiectul postat de tine, m-am uitat pe blogul tau si imi place ce am vazu am sa mai revin cu siguranta.
O zi buna!

Iza Jankowska pisze...

ELISEE,Twój Adamek to dla mnie zupełnie niesamowite zjawisko,jak każdy dziki zwierzak w domu.Ale jest dorodny, pięknie umaszczony,kitkę ogonkową ma śliczną...powiedz,czy on się daje tak bez problemu brac na ręce i tulic?
Dobrze,że jesteście znowu razem i możecie się cieszyc swoją obecnością.Zwierzęta tęsknią za nami...ale patent z telefonicznymi rozmowami-wart powielenia w razie potrzeby.Swoją drogą ,świetnie,że nam się instynkt matczyny nie kończy na naszych dzieciach i mamy dodatkowe córeczki i dodatkowych synków, trochę kudłatych ale coż to znaczy dla miłości!!!Pozdrawiam ,Mamusiu Adamka.Synek wyjątowo udany.

Elisse pisze...

Izo,Adamek tak do końca nigdy nie będzie udomowionym zwierzątkiem, nie macha na mój widok ogonem, nie skacze z radości, ale za to jak je kaszę, to za każdym razem, jak się kończy łyżka i muszę nabrać następną całuje mnie języczkiem, jak siedzę z nim w pokoju, to podchodzi,kładzie się jakieś pół metra ode mnie i czyści futerko, a później kładzie się na boku z wyciągniętymi łapkami, a ja go głaszcze po brzuszku, to jest chyba taki jego największy dowód zaufania i miłości:) Na ręce daje się brać, ale tylko ja mogę i to też nie zawsze, niekiedy po prostu nie ma ochoty i ucieka...taki indywidualista:)Ale bardzo lubi jak go całuję i głaszczę, mruży wtedy oczka i jest mu dobrze:)
Czasami nie wiadomo czego się wystraszy...siedzi i raptem zaczyna uciekać. Mają strasznie słabe serduszka i cały czas o niego się boję...jak tak dalej pójdzie, to moje serduszko, będzie jeszcze słabsze niż jego:)No i jak jesteśmy dłużej razem, to dalej przychodzi gryźć suwaczki( taka zabawa z dzieciństwa), a później staje na łapkach i mnie całuje, znowu gryzie i znowu daje buziaki:)
Najgorsze jest to, że gdzie nie pójdę, każdy się pyta " jak zajączek? żyje jeszcze?"
Ale się rozpisałam:) ale o synusiu, mogłabym tak bez końca:)
serdecznie pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny

milu-milu pisze...

Zaglądam tu często, chociaż mało komentuję. Na nowe wpisy Adamka zawsze czekam z utęsknieniem - mają w sobie dużo ciepłego humoru i są takie prawdziwe i pełne najpiekniejszych, najszczerszych uczuć jakie może żywić matka do syna i syn do matki. Czy Adamek jest już dorosłym zającem, czy dorastającym zajączkiem dopiero? Bo jeśli to drugie, to przed Wami trudny okres buntu nastolatka ;) Pozdrawiam serdecznie i podziwiam mamę Adamka za kreatywność wielu dziedzinach.

kass pisze...

Już się za Adamkiem stęskniłam, ale dobrze że się odezwał, kawał z niego zajaca! A mamusie to on ma rewelacyjną. a jaką troskliwą, niejedno dziecię ludzkie nie ma tak kochającej mamusi...Całusy dla Adamka i mamusi.

Lena pisze...

Ja tez sie za stesnilam za jakimis wiesciami o Adamku.
Dobrze, ze jest zdrowy, wyrosl rzeczywiscie bardzo:), w porownaniu do tamtego zdjecia.

Moj Krolik, chociaz teoretycznie nie dziki, tez nie lubi byc brany na rece, ale to ze kladzie sie czasem blisko, kica za mna po domu i daje sie cierpliwie glaskac (lubi tez buziaki w czolko;) - to dla mnie najwieksze wyroznienie:).
Wiec mysle, ze i Adamek sie do Ciebie bardzo przywiazal:).

Pozdrawiam cieplo!

byziak pisze...

Świetnie znowu przeczytać o Adamku. Historia z telefonem jest wspaniała - i te zdjęcia na których siedzi zasłuchany :) Pomysł rewelacyjny. Dobrze, że Adamek ma taka mamusię.

Sarenzir pisze...

Jestes pierwsza osoba jaka znam , ktorej udało sie wykarmic i uratowac porzuconego zajaca :)
Adamek jest super. Mam nadzieje ze juz nie bedzie mial takich rozstan , w koncu telefon to tylko namiastka , bo gdzie przytulanki?

Elle pisze...

Jejuniu! Jak on wyrósł!! :)
Wiesz.. to wzruszające, że jest do Ciebie tak przywiązany :)
Pozdrawiam serdecznie :)

Dag-eSz pisze...

Widzę że nie tylko my gadamy ze zwierzętami przez telefon :))))))))
my do psa "dzwonimy" wypowiadamy jego imię a on wtedy nasłuchuje przekręcając łeb raz w jedną raz w drugą stronę :)))))

Adamek urósł nie ma co!!!

P.S. Dzisiaj byłam na wsi u mojej cioci, tam pełno drzew owocowych :))) i ciocia mówi mi, że właśnie dostała przepis na szybkie gotowanie powideł ze śliwek :))) ten sam co nam podałaś :))) jak ta wieść szybko obiegła Polskę :))) i mówiła też, że osoba która gotowała go zamieszała, bo aż ją korciło... no i się zaczęło przepalać :P
Pozdrawiam :)

ushii pisze...

no nareszcie!!!! już się stęskniłam i chciałam pytać co tam u niego :))
ależ on wyrósł...

pozdrawiam serdecznie!

violcio11 pisze...

Widz, ze dobrze Ci sie Adamek chowa :-). Z telefonem mialas ciekawy pomysl. POzdrawiam

Rybiooka pisze...

Ojej moja córka Zosia fanka królików byłaby zafascynowana !!! jutro jej pokarzę :)

Ata pisze...

Adamek rośnie jak na drożdżach! Kawał z niego chłopa! I to wszystko dzięki Tobie :-))

alizee pisze...

Boszzzzz ile straciłam nie zaglądając do Ciebie.
Te megatony owoców i warzyw do przerobienia.... jesooo dziewczyno, kiedy i jak to robisz??????? A wianek z pestek rozbroił mnie zupełnie.... nigdy w życiu nie wpadłabym na taki pomysł. Jest świetny
To czarne futro nie dało się zasłoikować rozumiem, ale czarne (i nie tylko czarne) futra tak mają ;-)
No a szare futro jest cudne, niesamowite jak pięknie wyrósł.
Pozdrawiam gorąco

aagaa pisze...

Adamek rośnie jak na drożdżach( czyt.kaszkach).Niesamowite ,że taki mały dzikus potrafi sie do ludzi przywiązać.
Mamusiu Elizo,nie wolno synusia zostawiac na długo.
Pozdrowionka dla całej rodzinki

ma.ol.su pisze...

Elisse, to jest po prostu najwspanialszy zając świata, ten Twój Adamek!

Dolores pisze...

Kochana Elisse, trafiłam na twojego bloga czytając pamiętniki Adamka. Zakochałam się w tym maluszku, podrostku i dorosłym już facecie. Cieszę się, że są na świecie ludzie z takim pokładem miłości do świata i zwierząt, jak Ty. Pozdrawiam serdecznie

Elisse pisze...

Bardzo się cieszę, że tęsknicie za Adamkiem!Rybiooka- miło Cię gościć w moich skromnych progach:) Moja córka, też jest króliczą fanką!
Sarenzir- ja też czytałam,że wychowanie małego zajączka w domu graniczy z cudem, dlatego każdego dnia dziękuję wszystkim na niebie i ziemi,że mnie się udało i niestety codziennie boję się co będzie dalej:( Już nawet mamy weterynaryjny, plan awaryjny w razie czego...bo pojechanie z nim do lecznicy = koniec zajęczego życia!
Dolores- dzięki za przemiłe słowa:)
Czyżbys była miłosniczką boksu?:)

Elisse pisze...

A i dzięki dziewczyny za to,że zaglądacie:) Milu-milu nie wiem właściwie jak to z zajęczym dojrzewaniem bywa, ale wydaje mi się,że okres buntu mamy już za sobą. Teraz synek już tak nie drapie:)i kable wszystkie już poprzegryzane...więc to był chyba ten jego bunt:)
pozdrawiam Was serdecznie!

Bea S. pisze...

Zaglądałam do Ciebie kilka razy ale jakoś nie zwróciłam uwagi (gapa jestem) na zajączka..pewnie dlatego, ze po moim domu nie kicał jeszcze maly szaraczek. Ostatnio naczytałam się ,ze zajć sie nie udomowi i prędzej niż poźniej zejdzie:(( a tu takie pocieszajace wieści u Ciebie. Dziekuję i pozdrawiam Beata

barashka pisze...

... znowu ryczę ... To Ty nawet zająca masz ? Historia jak z bajki, z tym telefonem. Chociaż jak mieliśmy kocurka chorego, to też dzwoniłam z pracy, czy wszystko w porządku. A ponieważ rodzice odbierają telefon na podgłosie, Szpacheł słysząc mnie też wariował ... Ale zając ? Powiem Ci w "tajemnicy", że jak byłam mała też mieliśmy dwa malutkie zajączki z przypalonymi futerkami od podpalonej trawy na łąkach. Jeden dodatkowo miał przejechane tylnie łapki, więc był podwójnie kochany i pielęgnowany, ale zdążył tylko trochę podrosnąc' i odszedł od nas po cichutku ... Drugi natomiast wyrósł na bohatera i gdy byłam pewna, że poradzi sobie w realu, po pomogłam mu się wydostac' z klatki, bo chyba przeznaczony był "na stół" ... Zwaliłam deskę, po której wyskoczył w siną dal ... Ale ciii o tym, bo to moja tajemnica z dzieciństwa ... A jak były malutkie, spały ze mną, by miały ciepełko i też karmiłam je mlekiem ...