piątek, 19 czerwca 2009

Ogrodowe historie cz. III - szkodniki hasające wśród róż

Komputer odpuścił ( przynajmniej na czas jakiś) ,ale maili dalej nie mogę pisać- Aniu- jeśli to czytasz- wybacz. Odezwę się jak tylko mu się poprawi !!! .

Często pytacie mnie jak to jest,że pomimo tylu zwierząt mam ładny ogród. Sprawa nie jest prosta..Osiołek, bydle wstrętne, pseudo pies myśliwski, słynie z tego, że kopie wszędzie doły, w które wpadamy po pas! Niszczy mi wszystko, nurkuje do oczka i wynosi w pysku kamienie z dna i lilie wodne, rośliny cebulowe wyrywa za liście, a cebulki z reguły konsumuje...w ogóle jest wszystkożerny i wszystko niszczący, zaczynając na poduszkach, poprzez meble, a kończąc na kwiatach, liściach i owocach.

Szkodnik szykujący się do nurkowania


Coby Osioł mógł jednak szczęśliwie dożyc w naszym domu późnej starości, dostał swój pokój, a w ogrodzie, no cóż...wszystko planuje z myślą o zwierzętach...

Poniżej zdjęcia szkodnika wylegującego się w biurze ( uwielbia łazić i spać na sprzętach biurowych) oraz przeciskającego się pod siatką do warzywniaka

Z przodu domu psom właściwie nie można wychodzić,o nie, nie myślcie sobie, że taka podła jestem, robię to z troski o nie, gdyż pierwszego psa, otruli nam uczynni miejscowi trutką na nornice...tak więc, zwierzęta mają odgrodzony tył placu, bez dostępu do ludzi i tam mogą brykać do woli- niestety. Na wiosnę zaczyna się od rekultywacji trawnika..zasypuję doły, sieję nową trawę i stawiamy zasieki, bydle uwielbia grzebać w świeżo skopanej ziemi...Zasieki wysokie na dwa metry, bo Plaster jest bardzo skoczny, a uwielbia wchodzić tam, gdzie mu nie można:( Zasieki jako,że tymczasowe, nie mają furtki, więc kosiarkę Misiek ( znaczy się mąż) podaje mi z drabiny, dobrym rozwiązaniem jest też zjeżdżalnia dla dziecięcia, którą to stawiamy pomiędzy zaporami. Nawożę, podlewam i znowu nawożę, a jak trawka się wzmocni ściągamy zasieki....i znowu jest prawie ładnie! wygląd angielskiego trawnika, tył ogrodu uzyskuje gdzieś dopiero w połowie maja, wtedy dla moich uroczych psów są już inne rozrywki, niż kopanie, nie żeby całkiem zaprzestały, ale lubią sobie łamać i obgryzać roślinki na pieńkach- to z kolei jest ulubiona rozrywka Plastra, łapie łajza w połowie kij, bo przecież taki co stoi, a nie leży, fajniej się gryzie! Od lat usiłuję mieć z tyłu domu ogród, a nie coś co przypomina klepisko! Doszłam więc do wniosku, że trzeba sadzić takie rośliny, które nie dadzą się zjadać moim ukochanym czworonogom...Tak więc zaczęłam sadzić żywopłoty i żywopłociki:) Ale nim wpadłam na ten genialny pomysł posadziłam żywopłot z ligustru...biedak nie przetrwał nawet jednego roku, choć odporny jest jak diabli, ale nie na moje psy!
W następnym roku byłam już mądrzejsza...kupiłam liguster ( zdaje się, że mówi się ligustr, ale mnie jakoś nie pasuje, więc wybaczcie) i obsadziłam go kującym berberysem o kontrastowym kolorze liści, a wewnątrz posadziłam kaliny na pieńkach!


Byłam z siebie dumna...do czasu, Osiołek oprócz uszkodzonego słuchu, ma chyba uszkodzone nerwy czuciowe, któregoś dnia wyszłam do ogrodu, a on lata sobie z moim berberysem ( który ma olbrzymie kolce) w pysku! No mało mnie szlag nie trafił! Ponieważ roślinki są również systematycznie obszczywane przez psy, więc na piękny kolor żółci też długo nie trzeba było czekać...ale ja się tak łatwo nie poddaję. Zaczęła się mozolna budowa kamiennych murków do wysokości psich siusiaków, które bardzo skutecznie chronią rośliny przed psimi zębami i żrącym działaniem uryny. Wracając o 21 z pracy, rozstawiałam lampy i zawzięcie murowałam, ja murowałam, one się waliły...z kamienia jakoś tak ciężko...ale w końcu doszłam do perfekcji i wymurowałam wszystko. W następnej kolejności powstał żywopłot z róży, z nim też dzielnie sobie radzą, pomimo tego,że jest bardzo gęsty Plaster przepycha się pomiędzy gałęziami, na skróty, niestety łamiąc je dość często.


Jednak róża pomarszczona, jest bardzo odporna na ich niszczycielskie działania i radzi sobie wyśmienicie, tym bardziej,że jest co roku mocno przycinana.
Nie wspomniałam jeszcze o tym, że jestem zagorzałą fanką sekatora! Tnę dokładnie wszystko co się da, ale o tym już innym razem:)

Ponieważ róża cudnie kwitnie przyszedł czas na pierwsze zbiory płatków i sporządzenie nalewki różanej. Niebo w gębie...polecam wszystkim.
Na początku zbieram świeże płatki róż, przesypuję cukrem i zalewam dobrą gatunkowo wódką. Jak wszystko nabierze wspaniałego aromatu, a płatki róż staną się szkliste, odcedzam i zlewam do butelek. Proste to, jak budowa cepa, a na zimowe i pochmurne dni wyśmienite!




Poniżej róże które zostały mi z zakończenia roku u Nurki, z której mogę być dumna:)
Ogólnie to moje biedne dziecko trafiło do klasy geniuszy. Jako klasa są ze sobą od przedszkola i nie wiem, czy jest to wynikiem przebywania w jednej grupie , ale efekty są . Wyobrażacie sobie, że średnia klasy to 4,39 ! Wiecznie zdobywają jakieś nagrody i gdzieś wyjeżdżają...niestety to już ostatni wspólny rok, ale biorąc pod uwagę, że w klasie jest 12 świadectw z czerwonym paskiem, więc pewnie w większości i tak będą razem w gimnazjum! No ale miało być o różach, a ja się tu chwalę:) Ale fakt pozostaje faktem, że tak jak mam niegrzeczne bydlęta, tak bardzo grzeczne i ułożone dzieci:) Dominika wielokrotnie dostawała nagrody za najgrzeczniejsze i najlepiej wychowane dziecko w szkole, a Magdzie, choć na studiach i w pracy dyplomów
nie dają, też niczego nie brakuje:)





Życzę Wszystkim odwiedzającym miłego weekendu, przesyconego upojnym zapachem, rozgrzanych w słońcu róż:)

19 komentarzy:

Agata's Gallery pisze...

Do historii o pieskach i ogrodzie jedno co można dopisać to: takie psie uroki:)
W moim ogródku to króliczek kopie dołki gdzie tylko znajdzie skrawek bez trawy,ale zabawe ma przy tym przednią,także nie potrafię mu zabronić:)
Gratulje tak wspaniałych i uzdolnionych dzieci:)

Mirelka pisze...

Oj piękne to wszystko. Z przepisu na naleweczkę zaraz skorzystam, bo uwielbiamy w domciu takie eksperymenta :) I wogóle dobrze, ze jesteś, bo w cięzkich chwilach (takich jak teraz) zaglądam do Ciebie i zaraz człowiekowi jakoś tak lepiej. Dziękuję

Camille pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Camille pisze...

Mimo rozrabiających zwierząt, twój ogród i tak jest cudowny i godny podziwu. Piękny, kolorowy, tętniący życiem! A tą nalewką tak kusisz, że hej!

Penelopa pisze...

Witaj Elisse :)
Jestem świeżo po spacerku przez Twój blog. Nogi mnie bolą ale pychol się uśmiecha szeroko. Dużo by pisac..., ale powiem krótko: polubiłam Cię! koniec, kropka.
Rzecz jasna wpisuję Twój blog do moich ulubionych i będę tu często zaglądac.
Pozdrawiam Cię serdecznie :))

alizee pisze...

Ubawiłam się czytając o Twoich szkodnikach, choć podejrzewam Tobie akurat nie do śmiechu.
Wygląda, że robisz jakąś fortecę albo inną budowlę chroniącą przed najeźdźcą.
No tak to jest z psiakami, podziwiam Twoją siłę na walkę ze stworzeniem żywym, no ale chyba chcąc mieć tak piękny ogród nic innego nie da się zrobić.
Pozdrawiam Cię serdecznie

iwjardim pisze...

NO pięknie masz z tymi zwierzątkami , widzę że na zbyt dużą ilość wolnego czasu nie narzekasz , a jak przeczytałam o budowaniu murków do odpowiedniej wysokości , to mało ze śmiechu z krzesła nie spadłam ;-) , wesolutko nie powiem .
A zdjecia szkodnika cudne , a jak sobie radzi z tą siatką - zdolna bestia .
Pozdrawiam cieplutko .

Penelopa pisze...

Elisse, zapraszam do siebie po niespodziankę ;)

Monia-Benia pisze...

Jak przeczytałam tytuł wpisu spodziewałam się rad na szkodniki typu mszyce, hihi ale wczytałam się bardzo ( świetnie się czyta to co piszesz). Ogród piękny i podziwiam cię bardzo za wkład pracy. Gratuluję zdolnej pociechy.

Mia pisze...

Twoje opowieści są jakby żywcem wyjęte z mojego dotychczasowego doświadczenia. Mój husky kocha dewastację ogrodu. Wykopuje dziury na metr głębokie, przeskakuje płoty na dwa metry wysokie i przeciska się przez 10 centymetrowe szczeliny :)ale nawet już z nim nie walczymy, bo taka jego natura. Bardziej tylko pilnujemy, żeby nie zniszczył wszystkiego całkowicie, albo sobie krzywdy nie zrobił.
Mam pytanko: czy do tej nalewki nadaje się dzika róża? Taka z maleńkimi kwiatkami?

Ita pisze...

Jak bym czytała o swojej bandzie !
Musiałam zrobić podobnie jak Ty ,odgradzając ogród od podwórka ,ale na wiele się to nie zdaje .Kikuś po płotach chodzi jak po drabinie , a Redka jest mistrzynią kopania dziur .
Padam na kolana i biję pokłony ,za to ,że Twój ogród , wygląda tak pięknie .
Nie wiem ,czy mi starczy sił na podchody z moimi szkodnikami.

Gratuluję tak zdolnych córek!!!

Pozdrawiam serdecznie.

Magda pisze...

O! Jakbym czytała o moim ogrodzie: berberys, róże, dołki do spania(wielkości psa) w trawniku, smaczki zakopane w przedogródku...
To się nazywa "ogród przyjazny zwierzętom", prawda? Ale dobrze nam z tym, prawda?

ushii pisze...

:DD
"wesoło" masz, ale radzisz sobie z łobuziakami super... ale i tak zwierzątka są najukochańsze co złego by nie zrobiły :) ciekawe co będzie wyrabiał kiedyś adamek :)
mnie się trafiają chyba jakieś psy-odmieńce, bo nigdy nic żaden nie zniszczył (nawet potrzeb fizjologicznych sam z siebie nigdy nie chciał żaden załatwiać) no chyba że trawki czasem pojeść :)

a udanych dzieci szczerze gratuluję, masz powody więc się chwal :)

pozdrawiam i miłych wakacji życzę dzieciom :)

Magoda pisze...

Jak zawsze zachwyca mnie Twój ogród, cierpliwość do zwierzęcych zwyczajów a teraz doszedł zachwyt dla Twoich dziewczyn!
No i zdjęcia - piękne!!
Przesyłam ciepełko!

aagaa pisze...

Zdjęcia Osiołka-szkodnika niesamowite.To jak siedzi pod biurkiem i jak przełazi pod siatką.
Ale u mnie też wesoło.Pietruszka z marchewką się pomieszała.Tak mi psiaki skopały warzywniak.
Gratuluje zdonych córek.
Pozdrawiam serdecznie,...

Elisse pisze...

Agata's- u nas królik też kopie, ale szkody wyrządzone przez niego są niczym w porównaniu z tym co robią psy.

Mirelko-cieszę się,że chociaż w ten sposób mogę pomóc.
Camille-dziękuję i cieszę się,że się podoba.

Penelopo-Witam Cię- jest mi niezmiernie miło, gościć Cię w moich skromnych progach, zapraszam serdecznie:)Bardzo dziękuję za wyróżnienie.

Alizee-przemawia przeze mnie determinacja! Nie ma dla mnie rzeczy niemozliwych, ale z ogrodem w końcu chyba się poddam, a byliny chyba sobie odpuszczę...miałam taką ładną rabatkę z tyłu.... w zeszłym roku:( A poza tym ile można budować murków?!!! Jakbym ogrodziła wszystko to byłoby jak w kamieniołomach!

Iwjardim- no ja widzę,że działam tu na poprawę humoru:)

Moniu-Beniu- mszyce przez tą pogodę też niestety są, ale nawet one robią mniej szkód niż moje szkodniki na czterech łapach!

Mia-ciesz się,że husky sztuk jeden, bo jak jest parę to się dopiero zaczyna zabawa w berka! I zawody- czyj dół głębszy! Jeśli chodzi o róże to z tego co wiem wszystkie są jadalne, ale nie wiem czy uzyskasz taki aromat?Róża pomarszczona pachnie bardzo intensywnie...może spróbuj w małych ilościach na początku:)

Ito- znając Ciebie z pewnością Ci sił starczy:)!Obsługa maszyn budowlanych też nie sprawia Ci problemów:)!

Magdo- sama nie wiem czy to lubię, miałam kiedyś normalnego psa...chodził ścieżkami i zachowywał się jak człowiek:) A te parszywce to jakby mi na złość chciały robić! Drogo mnie to kosztuje... w tym roku muszę wykopać 15 jałowców płożących i 8 róż bo wszystkie przesikane :( Kocham je , ale za ogród i zjadanie mebli - ubiłabym!Jak psa:)

Ushii-zazdroszczę Ci tych odmieńców , jak diabli:)

Magodo- jak miło,że znalazłaś chwilkę i wpadłaś:)Chyba faktycznie jestem cierpliwa, choć sama nie wiem...może jednak bardziej tolerancyjna i szybko wybaczająca:)
Aga- życie nas normalnie nie rozpieszcza:)Dobrze,że jedno i drugie to włoszczyzna:)

Dzięki ,że wpadłyście choć na chwilkę, pozdrawiam serdecznie!

Ewa pisze...

Pomimo szkodników, a może trochę i dzieki nim - bo też są poniekąd współtwórcami urody Twojego ogrodu - ogród wygląda pięknie.
Gratuluję dyplomu Dominiko i pozdrawiam,

Nettika pisze...

Podziwiam coraz bardziej i pozdrawiam serdecznie

Elisse pisze...

Ewo, Nettiko- bardzo Wam dziękuję:)